Witamy Cię, Najukochańszy Zbawicielu! Stawiamy się dziś przed Tobą naszym Królem i najlepszym Przyjacielem, aby oddać Ci najgłębszą cześć, uwielbienie i podziękować za wszystkie nieocenione Twoje dobrodziejstwa. Uświadamiając sobie to, kim Ty jesteś uświadamiamy sobie również to, kim my jesteśmy wobec Ciebie. Uświadamiamy sobie naszą znikomość wobec Ciebie, ale z drugiej strony, też i naszą wielkość, bo przecież Ty nas wybrałeś, umiłowałeś, oddałeś swoje życie za nas. Panie Jezu, Twa nieskończona miłość skłoniła Cię do pozostania z nami w Najświętszym Sakramencie byśmy mogli zawsze do Ciebie przychodzić jak do najmilszego Przyjaciela i Ojca. Dziękujemy Ci za to i z największą pokorą i czcią oddajemy Ci pokłon wraz z najmilszą Matką Twoją Najświętszą Marią Panną, wszystkimi świętymi Twoimi i Aniołami, Pierwszymi Męczennikami Polski – patronami naszej diecezji. Chwalimy Cię, błogosławimy Cię, wielbimy Cię, dziękujemy Tobie dla wielkiej chwały Twojej. Uczyłeś nas, Panie Jezu, że Twój Duch będzie w nas mieszkał, wszystkiego nas nauczy i będzie nas prowadził. Dziękujemy Ci za to, że uczyniłeś nas Jego świątynią i że nas prowadzi. Spraw, abyśmy zawsze dostrzegali, mocą wiary, tę Jego świętą obecność i działanie, a szczególnie teraz podczas tej Godziny Świętej.

Panie Jezu, w  swojej publicznej działalności zawsze byłeś opanowany, spokojny i odważny. W Ogrodzie Getsemani jest inaczej, jesteś pełen lęku, którego nie ukrywasz i nie wahasz się odsłonić przed uczniami tego co przeżywasz mówiąc: „Smutna jest moja dusza, aż do śmierci” (Mt 26, 38). Umiłowany Panie, nie zamykasz się w sobie podczas cierpienia, a szukasz bliskości przyjaznych Ci osób, czyli apostołów. W ten sposób przeciwstawiasz się szatańskiej strategii, dążącej do odizolowania człowieka cierpiącego od innych ludzi. Zły duch pragnie człowieka przeżywającego ból zamknąć jakby w klatce, gdyż wie, że ze swej natury jesteśmy słabi, a nadwyrężeni dodatkowo cierpieniem i samotnością stajemy się dla niego łatwym łupem.

Przepraszamy za uleganie  niszczącemu poczuciu samotności wynikającemu z braku doświadczenia miłości, odrzucenia, zranienia, nadużytego zaufania, czy nieprzebaczenia co może skutkować noszeniem bólu w sobie przez całe życie. Wybacz nam Jezu, że winimy Ciebie za  obarczenie nas niechcianą samotnością bez przypatrzenia się na ile idziemy przez życie drogą wyznaczoną przez Ciebie. Choć nierzadko jesteśmy wręcz chorobliwie samowystarczalni, skupieni na sobie, dbamy tylko o siebie i rzadko wychodzimy ku drugiemu człowiekowi, co wynika z jakiegoś przekonania o nas samych, że jesteśmy gorsi lub z przekonania o świecie, że jest wrogi, niebezpieczny i lepiej siedzieć w domu niż z niego wychodzić.

Przepraszamy, Panie Jezu, za pozostawanie na poziomie destruktywnego narzekania zamiast kontaktu z drugim człowiekiem, szukania wsparcia w kreatywnej rozmowie, czy udziału w  grupach modlitewnych.  Wybacz nam, że nie rozumiemy, iż bez Ciebie, najdroższy Jezu, nie będziemy umieli zrozumieć drugiego człowieka: jego myśli, zachowań, stylu życia i podobnie względem siebie samych. Tylko Ty obronisz nas przed  gniewem i złością wyładowywanymi na sobie w formie destrukcyjnych myśli czy zachowań, a także przed wpadnięciem w pułapkę samouwielbienia, egoizmu czy narcyzmu. Tylko Ty, nasz Nauczycielu zawsze zachęcasz nas do wyjścia ku bliźniemu i ku sobie w postawie miłości miłosiernej i przebaczającej.

W Ogrodzie Oliwnym modliłeś się Panie Jezu słowami: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich!” (Łk 22, 42), które są jakby pytaniem czy konieczne jest cierpienie lub czy istnieje jakaś inna droga zbawienia? W odpowiedzi możemy powiedzieć, że nie ma innej drogi, gdyż człowiek poprzez grzech zerwał relację miłości z Bogiem. Naprawa utraconej więzi wymagała aktu doskonałej miłości, czyli ofiary krzyża, w której Jezu Chryste, stałeś się darem z samego siebie dla każdego człowieka. Współczesny świat pragnie usunąć cierpienie i kładzie akcent tylko na samą miłość, a w rezultacie nasza rzeczywistość staje się coraz bardziej surowa i chłodna.

Wybacz nam, Jezu,  opór ludzkiej natury, która wzdryga się przed przyjęciem woli Bożej, zawierającej zgodę na cierpienie poprzez wybór życia łatwego i przyjemnego. Trzeba przyznać, że kiedy doświadczamy cierpienia, to dużo łatwiej przychodzi nam znaleźć czas na modlitwę, która przybiera wówczas formę błagalnej prośby i zazwyczaj jest bardzo gorliwa.  Przepraszamy, że dużo trudniej jest nam się modlić gdy wszystko się układa, nic nam nie doskwiera, a czas na spotkanie z Tobą, Boże, przekładamy wówczas na dalszy plan. Podczas modlitwy w Getsemani w pełni jednoczysz się Jezu z Ojcem mówiąc: „Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” ukazujesz nam w ten sposób, że tylko cierpienie przeżywane z Bogiem na sens. Miłość to najlepszy sposób zapobiegania cierpieniu oraz najlepsze lekarstwo na cierpienie, jeśli ono już się pojawi.

Z Ewangelii wg św. Łukasza (Łk. 17, 20-25) :”Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: «Królestwo Boże nie przyjdzie w sposób dostrzegalny; i nie powiedzą: „Oto tu jest” albo: „Tam”. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest». Do uczniów zaś rzekł: «Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: „Oto tam” lub: „Oto tu”. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, jaśnieje od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie»”

Panie Jezu, w słowach dzisiejszej Dobrej Nowiny mówisz do nas: „królestwo Boże pośród was jest”, a prościej to ujmując „jeśli chcesz je zobaczyć, rozejrzyj się wokół siebie”. Jest ono teraz, w tym konkretnym czasie, pośród zwykłych zajęć, w codziennych sprawach i w ludziach, z którymi się spotykamy, a wybory, które  podejmujemy każdego dnia świadczą o tym, czy królestwo Boże jest wśród nas. Dlatego trzeba żyć tą darowaną chwilą, obdarzać innych miłością i tym co najprostsze, gestem życzliwości, uśmiechem, rozmową, zrobić coś konkretnego dla bliźniego. W dzisiejszym zabieganym świecie, który nerwowo poszukuje coraz to nowych doznań, bodźców albo niepowtarzalności zbyt trudno przychodzi nam docenić to, co jest wokół nas. Codziennie zalewają nas słowa, obrazy, wiadomości i łatwo w tym chaosie zgubić siebie i żyć w rozproszeniu. Wybacz nam, Panie, że karmimy serca tym co zbędne, puste i niemądre, wybierając hałas świata zamiast ciszy, uważności, prostoty myśli, które stanowią przestrzeń, w której rodzi się pokój. Jeśli nauczymy się prostoty w tym co myślimy, mówimy i przyjmujemy, wówczas nasze wnętrza staną się miejscem pokoju niezależnego od okoliczności. Przepraszamy, ukochany Jezu, że nie doceniamy zwykłych cudów codzienności, drobnych gestów dobroci, którymi darmo i tak hojnie nas obdarowujesz. Wybacz, że nie dostrzegamy otrzymanych darów i nie zwracamy się do Ciebie z wdzięcznością, by podziękować za Twe łaski.

Panie Jezu, nauczyłeś nas modlitwy Ojcze nasz, w której wypowiadamy słowa „Przyjdź królestwo Twoje”. Są one dla nas nie tylko tęsknotą za Twoim powtórnym przyjściem, ale i pragnieniem, aby ujrzeć, jak królestwo Boże rozszerza się i staje  się coraz bardziej ugruntowane tu i teraz, na całym świecie. W modlitwach powinniśmy mieć nastawienie, aby Twoje panowanie, Panie Boże, było widoczne w naszym życiu, poprzez słowa, czyny, widoczne cechy naszego charakteru i wypełnianie Twojej woli. Przepraszamy za mechaniczne wypowiadanie słów modlitwy Pańskiej, bez większego namysłu i zastanowienia się nad znaczeniem każdego wersetu, bez przyjmowania sercem tego co do nas Panie Jezu mówisz.

Umiłowany Mistrzu, Ty jesteś królestwem Bożym pośród nas. Każdy kto Cię przyjmuje jako swego Pana i Zbawiciela, słucha Twego słowa i nim kieruje się w życiu codziennym, idzie drogą przykazań i sakramentów św., ten już teraz jest częścią królestwa Bożego. Dziś przestrzegasz nas Panie, byśmy nie chodzili i nie szukali przez całe życie królestwa Bożego, gdy ono jest tak blisko każdego z nas, niemal na wyciągnięcie ręki. A jednak tak często rozglądamy się wokoło szukając czegoś nadzwyczajnego, charyzmatycznych ludzi, zapierających dech w piersiach retorów, wyjątkowych rekolekcji. A Ty samotny, Panie Jezu, czekasz na nas w pustym kościele, w zimnym tabernakulum, bo nie ogrzanym żadnym ludzkim sercem. Mówisz Panie do nas „nie chodźcie tam gdzie mnie nie ma, ale bądźcie tu gdzie jestem”. Najbliżej Ciebie możemy być podczas Eucharystii, wtedy przychodzisz do nas w komunii świętej. Fizycznie i duchowo jesteśmy najbliżej Ciebie, ukochany Jezu, gdy się karmimy Twoim Najświętszym Ciałem.

Przepraszamy za odrzucanie Twoich, Jezu, wskazań jaką drogą mamy iść przez życie, za odrzucanie autorytetu Słowa Bożego, nie przestrzeganie norm zachowania, które zwarte są w przykazaniach Bożych. Wybacz nam, że idąc na Eucharystię nie pragniemy całym sercem spotkania z Tobą, tylko zwyczajowo, bez żywej wiary i wewnętrznego przeżywania świętych tajemnic. Przepraszamy za szukanie tu na ziemi bardziej niż wartości duchowych królestwa opływającego w dobrobyt, które oferuje korzyści materialne, być może sławę, jakieś poczytne miejsca w dzisiejszym społeczeństwie. Życie nie zależy od tego, co ktoś posiada lub jakie stanowisko zajmuje, gdyż takie myślenie najczęściej doprowadza do  zniszczenia w sobie tego, kim się jest. Tymczasem królestwo Boże to nie tyle czyjaś władza, co raczej owoc przemiany ludzkich serc, a dostrzec je mogą jedynie Ci, którzy już je mają w swoim sercu, którzy o nie w sobie dbają.

Panie Jezu, mówisz swoim uczniom, a także i nam wszystkim, że najpierw musisz wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie. I nam trzeba przejść przez wiele odrzucenia i cierpienia, ale w tym wszystkim nie jesteśmy i nie będziemy sami, bo Ty jesteś z nami. Teraz musimy też pomyśleć o tym, by inni żyjący obok nas patrząc na nasze życie mogli dostrzegać, że trwamy w Twojej obecności Panie i by było widać tego owoce. Każdy z nas ma potencjał do bycia źródłem inspiracji lub zgorszenia, wybór zależy od nas. Warto wiec zadawać sobie pytania: czy nasze słowa budują czy niszczą? Czy wspieramy innych w ich drodze duchowej?

Witaj ukochany Jezu! Ten kolejny czwartkowy wieczór pragniemy spędzić przy Tobie, Jezu, przed Twoją Najświętszą Obecnością, w tej godzinie konania w Ogrodzie Oliwnym, gdzie cierpisz za nasze grzechy, gdzie doświadczasz ciężaru grzechu całego świata. Znosisz ciemną noc, wewnętrzną walkę. Getsemani – inaczej tłocznia oliwy. Ty, Jezu, wchodzisz w tę tłocznię, tłocznię grzechu, lęku. Szukasz obecności przyjaciół i zabiegasz o obecność bliskich. Piotra, który zapewniał, że nie zostawi Cię. Jana, Jakuba, którzy zapewniali, że będą pić z tego Kielicha. Stajemy w tej godzinie przy Tobie i hojnie dajemy Ci nasz czas, odpowiadając na Twoją prośbę, czuwajcie i módlcie się, dołączamy nasze modlitwy do Twojej modlitwy do Ojca. Jednak, abyśmy mogli być blisko Ciebie, potrzebujemy Twej pomocy, poślij nam swojego Ducha Świętego. Wołamy więc wraz z Maryją, Duchu Święty przyjdź i zstąp na nas, wypełniaj nas, prowadź nas, kieruj naszą modlitwą, usuwaj wszelkie przeszkody, oczyszczaj nasze myśli.

Dziękujemy Ci Jezu, że posyłasz nam swojego Ducha Świętego, Ducha Miłości. Świadomi Twojej Obecności, Panie Jezu, chcemy modlić się i rozmawiać z Tobą. Jesteś tu i teraz przy nas. Wchodząc w modlitwę chcemy przypomnieć sobie tekst, który będziemy rozważać. Z listu św. Pawła Apostoła do Rzymian (Rz 8, 31b – 39) Hymn wdzięczności „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.”

Któż  nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Św. Paweł  zapewnia, że nie ma takiej rzeczy, nie ma takiej sytuacji, nikt nie ma takiej mocy, by nas odłączyć od miłości Twojej, Jezu. To za mnie i każdego z nas zostałeś wydany na śmierć. Jedyną rzeczą, która może nas oddzielić od Ciebie jest grzech. Jednak jeśli przepełnieni żalem, wyznamy go w Sakramencie Pokuty, przywracasz nam jedność. Twe miłosierdzie, którego dostępujemy pokazuje nam ogrom Twojej Miłości, od której nic nie może nas oddzielić.

Dziękujemy Ci Jezu za Twoją miłość i miłosierdzie, przyjmij naszą wdzięczność. Jednocześnie przepraszamy za brak wiary w Twoją miłość, za oziębłość wielu wierzących, za odchodzenie od Ciebie, nie korzystanie z Sakramentów Eucharystii i Pokuty.

Każdy z nas kiedyś przeżył sytuację, w której szczególnie odczuł miłosierdzie Twoje. W duchu wyobraźni wejdźmy w Ogród Getsemani i w ciszy niech każdy z nas przypomni sobie moment kiedy poczuł szczególną więź z Tobą, Jezu. Spróbuję sobie przypomnieć tę sytuację. Co chcę powiedzieć  o tym Tobie, Jezu? Czy w chwilach trudnych doświadczeń, szukałem Ciebie, gdy się zagubiłem?  Czy byłem z Tobą? Czy teraz jestem z Tobą?  Dziękujemy Ci Jezu za to, czego doświadczyliśmy, co wydarzyło się w naszym życiu. Za radości i trudy, za Twoją obecność i miłość, za to, że możemy tu przebywać w każdy czwartek i trwać na modlitwie, za kapłanów nam posługujących.  Niech to dziękczynienie będzie  naszym hymnem wdzięczności.

Panie Jezu, czy my potrafimy być wdzięczni Tobie za wszystko co dla nas uczyniłeś? Rośliny są wdzięczne, kiedy deszcz im zsyłasz, zwierzęta cieszą się, kiedy dajesz im pokarm. Natura rozkwita wciąż Twoją Chwałą i głosi Ją – każdy gatunek na swój sposób. Spójrzmy na niebo nocą. Miliardy gwiazd stworzyłeś i nadałeś im prawa, a one wedle nich postępują i radują się istnieniem. Twoje duchowe światy nieśmiertelnych bytów wielbią wciąż Twoją Miłość, w której żyją. Tylko my ludzie, my wciąż nie wierzymy Tobie. Odrzucamy Twoją Miłość. Co jeszcze ma nas przekonać, jeśli nie przekonała nas Twoja śmierć. Wybacz nam Panie! Przepraszamy Cię Panie, że nie wierzymy Tobie, mamy ciągłe wątpliwości w tej wierze i nie ufamy Tobie, Zaprzeczamy, że jesteś Bogiem i Stwórcą całego wszechświata, Nie kochamy Ciebie z całego serca i z całej duszy.

W Ewangelii św. Łukasza czytamy:  „Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście”(Łk 13, 34-35). Panie Jezu wyrażasz ból z powodu odrzucenia Bożej Miłości. To słowo pokazuje, że nie przestajesz wołać człowieka nawet, gdy sprzeciwia się Twej łasce. Twoim pragnieniem jest zgromadzić wszystkich w miłości i czekasz na wolną odpowiedź. Czy pozwalam się Tobie zgromadzić czy wybieram własne drogi? To wezwanie by nie lekceważyć Twojej miłości, która ciągle szuka i daje czas byśmy mogli się nawracać.

Twój lament Panie wywołuje w nas chrześcijan XXI wieku wyjątkowy smutek z powodu krwawego konfliktu między Żydami i Palestyńczykami. Dla nas ten region Bliskiego Wschodu jest Ziemią Świętą, ziemią Twoją, Jezu i Twojej Matki, Maryi. Przepraszamy Cię Jezu, że  nawoływanie o pokój we wszystkich krajach nie jest intensywniejsze i przeżywane z większą siłą, że świat milczy, gdy w Twojej Ojczyźnie umierają z głodu dzieci, kobiety. Wybacz nam!

Kończąc dzisiejsze czuwanie, Jezu, chcemy Ci z całego serca, tak jak umiemy podziękować, przyjmij naszą modlitwę, czas poświęcony tutaj dziś w tej świątyni w Twojej Obecności i naszą wdzięczność.  Jeżeli Ty jesteś z nami, któż przeciwko nam? Bądź uwielbiony Jezu!  Amen.

Witamy Cię, Miłości Wiekuista, słodki nasz Jezu! Wielbimy Cię, Panie, za to, że nie uzależ­niasz swej obecności wśród nas od tego, czy odwzajemniamy Twoją miłość i czy na co dzień w niej trwamy. Dziękujemy Ci za to, że kochasz nas bezinteresownie. Jesteś tak dobry, że kochasz nas nawet wtedy, gdy my ranimy Twoje Serce. Bądź uwielbiony za Twą troskę o to, abyśmy nie ustali w drodze do domu Ojca. Dobry Pasterzu, chwała Ci za to, że nigdy nas nie opuszczasz. Przeciwnie, gdy się za­gubimy na drogach życia, Ty nas szukasz, a gdy nas znajdziesz, nie karcisz, ale prze­baczasz nasze winy, przygarniasz do swego Serca i dajesz nam siły do trwania przy Tobie. Za tak wielką dobroć, dziękujemy Ci, nasz Odkupicielu!

Umiłowany Panie, który jesteś Słońcem świata, Słońcem, które zawsze wschodzi i nigdy nie zachodzi, Ty, który Twymi życiodajnymi promieniami stwarzasz, żywisz i rozweselasz wszystko na niebie i ziemi. Spraw, by Twoje światło wstało nad nami, którzy teraz podczas tej Godziny Świętej pragniemy czuwać wraz z Tobą, modlić się, wynagradzać i przepraszać za nasze grzechy i innych ludzi. Przenajświętsza Maryjo, nasza matko i królowo, Ty jesteś zawsze tam gdzie jest Twój umiłowany Syn. W Tobie i przez Ciebie Bóg do nas mówi. Wybłagaj nam, Maryjo, u Swego Syna, by zesłał moc Ducha Świętego na nas, abyśmy tu i teraz oraz w swoim życiu umieli pełnić Jego polecenie: Będziecie moimi świadkami aż po krańce Ziemi…

Panie Jezu, oto klęczymy przed Tobą obsypani twoimi łaskami, a tymczasem Ty, nasz Dobroczyńco, jesteś wyczerpany, konający, obarczony ciężarem naszych nieprawości i opuszczony przez Apostołów samotnie cierpisz w ogrodzie Getsemanii. Panie, jak trudno uwierzyć, że dla winowajców przeznaczyłeś lekkie i drogocenne brzemię Twojej hojności, a dla siebie zachowałeś gorycz agonii, zapomnienia i niezliczonych zdrad. Jeżeli uważasz nas za przyjaciół, podziel się z nami, ukochany Jezu, ciężarem Twoich smutków. I chociaż na to nie zasługujemy, jednak prosimy, byś raczył przyjąć naszą obecność i nieudolne próby przyniesienia Ci choć odrobiny ulgi i ukojenia Twego bezbrzeżnego smutku.  O Miłości bez granic, w pokorze leżysz na ziemi, modlisz się, ofiarowujesz siebie, wynagradzasz i we wszystkim starasz się oddać Ojcu chwałę za zniewagi wyrządzone Mu przez stworzenia. Straszliwie cierpisz za dusze, które z  powodu pokusy, czy stanu ducha, czy braku umartwienia, zamiast przylgnąć do Ciebie, czuwać i się modlić, zamykają się w sobie. Zamiast czynić postępy w miłości i w zjednoczeniu z Tobą, ospałe, posuwają się do tyłu. Przepraszamy Cię Jezu, nasza Dobroci.  Gdy żarliwie się modlisz nawał wszystkich grzechów, nasze nieszczęścia, nasze słabości, najstraszliwsze zbrodnie, najokrutniejsze niewdzięczności ukazują się przed Tobą, rzucają się na Ciebie, przytłaczają Cię i ranią, aż krwawe krople spływają z Twego umęczonego ciała. Do tego ukazuje się przed Tobą wszelki bunt stworzeń odrzucających Twoją Wolę, które zamiast odnajdywać życie, wybierają śmierć.  Przyjmij, Panie Jezu, nasze zadośćuczynienie za wszystkie uchybienia i grzechy, które są popełniane przeciwko Twojej Przenajświętszej Woli. Pragniemy przepraszać Cię za wszelkie złe myśli, które są cierniem dla Twojej Przenajświętszej głowy okrutnie Cię kłując, za wszystkie złe spojrzenia, które sprawiają, że krwawe łzy spływają po Twojej twarzy, za wszelkie straszliwe bluźnierstwa, okrzyki zemsty i oszczerstw, które rozbrzmiewają w Twoich najczystszych uszach. Przyjmij Panie Jezu, nasze słowa skruchy za grzechy pijaństwa, obżarstwa, uzależnień, nieprzyzwoitych rozmów, modlitw źle odmawianych, złych nauk oraz od całego zła, które człowiek czyni swoim językiem… Strapiony Jezu, przyjmij nasze wynagradzanie za skandale, złe czyny i złe przykłady dawane przez stworzenia, za oziębłość, obojętność, brak odwzajemnienia i ludzką niewdzięczność, które jak gwoździe przybijają Cię do krzyża. Przepraszamy za cały ból zadawany Ci przez ludzi, którzy swoimi złymi pragnieniami, nieuporządkowanymi uczuciami i bluźnierczymi uderzeniami serc poszukują innych miłości, zamiast pragnąć Twojej Miłości. Wybacz Jezu…

Zasadniczym przesłaniem dzisiejszej Ewangelii wg. św. Łukasza (Łk 11.5-13) są słowa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”. Naszym nieszczęściem jest brak wielkich pragnień i poszukiwań tego, co naprawdę ma wartość. Prośby kierowane do Ciebie, Panie Jezu, i pukanie do Twoich drzwi mówią o naszej woli spotkania z Tobą, relacji i o otwartości na Twoje działanie w życiu każdego z nas. Zatem powinniśmy wiedzieć, że modlitwa powinna zajmować w naszej codzienności pierwsze miejsce, bo jest nie tylko darem, ale także przywilejem, źródłem wewnętrznej siły prowadzącej do skutecznej aktywności. Dziś, Nasz Mistrzu, wskazujesz nam na jeszcze jeden atrybut modlitwy, a mianowicie na wytrwałość. Siłą do wytrwałej modlitwy jest nadzieja jej spełnienia, ale jeszcze bardziej zaufanie, że dobrze wiesz, Panie Jezu, czego nam tak naprawdę potrzeba.

Wybacz nam Panie Jezu, wszystkie rozproszenia na modlitwie, trudności, zniechęcenia, rutynę, leniwe bądź ociężałe przystępowanie do spotkania z Tobą. A przecież powinniśmy pamiętać, że kluczem do wytrwałości jest powracanie do modlitwy ze spokojem po roztargnieniach i  szczerość serca, a nie doskonałość czy brak pokus. Przepraszamy Cię, Jezu Chryste, że chcemy podczas modlitwy, narzucać Ci naszą wolę, tak kręcić, lawirować byś spełnił  nasze życzenia, zamiast poznania Twojej woli i całkowitego zawierzenia się Tobie i poddaniu się Twojej Opatrzności.

Jeżeli nasze modlitwy nie są wysłuchane to trzeba nam wiedzieć, że albo się źle modlimy, nie szukając woli Bożej, a uparcie trwając przy własnej albo też, Panie Jezu, doświadczasz nas, by zweryfikować naszą miłość. Wierność jest bowiem synonimem miłości, jeśli kochamy prawdziwie to trwamy, a nie załamujemy się, nie upadamy na duchu, nie rezygnujemy i nie odchodzimy od Ciebie, nasz Nauczycielu. Prawdziwa miłość potrafi przejść przez największe trudności, także tego pozornego odrzucenia, które nam się wydaje. Wybacz Jezu, że niejednokrotnie myślimy, że się modlimy, a tak naprawdę to rozmawiamy z własnymi emocjami, uczuciami, z własną przemądrzałością, z własnym ego i nazywamy to modlitwą.  Prawdziwą modlitwę powinniśmy poznać po jej owocach i to nie natychmiast, lecz po pewnym czasie. Jednym z owoców modlitwy jest dojście do Prawdy, którą jesteś Ty, nasz Panie Jezu Chryste, ale i prawdy o nas samych. Mądrego zdefiniowania własnego życia i dostrzeżenie swojego duchowego rozwoju w pewnej przestrzeni czasowej, postrzeganie siebie bardziej zdroworozsądkowo, nazywanie rzeczy po imieniu i przyznaniu się do swoich błędów i słabości. Życie w Prawdzie wprowadza tylko prawdziwa, szczera, pełna wiary, ufności  i miłości modlitwa. Nie poradzimy sobie jednak bez daru o jaki powinniśmy się modlić i jakiego Bóg Ojciec chce nam udzielić, wyjaśniasz nam to, Panie Jezu w dzisiejszej Ewangelii. Tym darem jest Jego Duch – Paraklet. Duch Święty jest tym darem, którego powinniśmy najbardziej pożądać. Przepraszamy, że zapominamy modlić się o dar Ducha Świętego, by zagościł w naszych sercach i naszym życiu. Przepraszamy, że nie modlimy się o podporządkowanie swojego życia Bożemu Duchowi i brak w nas przekonania, że tak naprawdę jedynym darem, którego potrzebujemy jest właśnie Duch Święty. Wszystko inne jest przemijające, chwilowe, jedynie On jest darem wiecznie trwającym. Amen

Witaj Miłości! Jak dobrze znów być przy Tobie. Jak dobrze móc znów patrzeć w Twoje Przenajświętsze oblicze. Jak Ci dziękować Panie za taki ogrom Twojej łaski? Jak Ci dziękować za miłość i zaufanie, którymi nas obdarzyłeś? Przyjmij Jezu to co mamy, to co nasze – słabość, zwątpienia, łzy, ból, ale i uśmiech, radość, szczęście.  Przyjmij nasze pragnienia i nasze myśli. Wszystko to łączymy z Twoją ofiarą Eucharystyczną na ołtarzach całego świata i ofiarujemy Tobie – Boże Wszechmogący. Przyjmij i uczyń z tym to co jest w Twoim planie. Ufamy Tobie. Dziś nic nie chcemy dla siebie. Wszystko chcemy oddać dla Ciebie.  Bo naszym pragnieniem jest ufać Tobie. Dlatego zabierz nasze myśli, które jak natręt wciąż krążą koło naszych osobistych, przyziemnych spraw. Oddal je od nas. Przez tą godzinę pragniemy być tylko przy Tobie, oprzeć się o zimny głaz i razem z Tobą czuwać. Tylko tyle i aż tyle.

Panie Jezu, w ciągu całego tygodnia jest aż 167 godzin, podczas których z radością nas wyczekujesz. Twoim pragnieniem jest, abyśmy powierzali Tobie wszystkie nasze sprawy, nawet te najmniejsze jak poranne mycie zębów. Chcesz być przy nas nawet wtedy. Czekasz z niecierpliwością, abyśmy Tobie powierzali każdy nasz krok, każdą sprawę, każdą bolączkę, wszystkich naszych bliskich i znajomych. Wypatrujesz nas, wyciągasz ramiona, nadstawiasz uszu. Ale nie dziś. Nie w tej godzinie. Teraz pragniesz naszych oczu  wpatrzonych w Ciebie, dziś pragniesz naszych ramion otulających Cię,  w tej godzinie pragniesz, abyśmy to my wysłuchali Ciebie.  W tej jednej godzinie pragniesz przytulić się do każdego z nas  tak jak dziecko tuli się w ramionach matki. Już teraz potworny ból rozdziera Twe serce, bo wiesz co się wydarzy. Nikt  z nas nie wytrzymałby tak wielkiego cierpienia, które powoduje, że krwawy pot spływa po Twojej boskiej twarzy. Panie Jezu, nikt z nas nie jest w stawie nawet w części sobie tego wyobrazić  a cóż dopiero poczuć. Dlatego jesteśmy tu, przy Tobie. Chociaż to jedno możemy zrobić. Być, trwać w uniżeniu serca przed Tobą, ukrytym w tym małym kawałku białego chleba.

I dlatego Jezu, z miłości do Ciebie, z wdzięcznością za wszystkie otrzymane łaski, ponownie stajemy przed Tobą w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość  do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.

Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia wg. świętego Łukasza (9,7-9): „Tetrarcha Herod posłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Chrystusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że zjawił się Eliasz; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. A Herod mówił: «Jana kazałem ściąć. Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?» I starał się Go zobaczyć.”

A my Jezu? Czy staramy się tak naprawdę Ciebie zobaczyć?  Czy wystarcza nam, że patrzymy na Ciebie z daleka jakby przez szybę witryny sklepowej. Wiemy, że jesteś i, że w każdym momencie możemy wejść do środka, przecież drzwi są cały czas otwarte 24 godziny na dobę. Wiemy, że Ty zawsze jesteś przy nas, kiedykolwiek byśmy się do Ciebie nie zwrócili, to Ty nigdy się od nas nie odwrócisz.  Ale prawda jest taka, że te drzwi kiedyś się zamkną. I każdy z nas doskonale o tym wie, tylko, że my tak nie chętnie o tym  myślimy a co dopiero mówić. Ale tak będzie. Tylko czy my będziemy w środku z Tobą Jezu? Czy będziemy trzymać Cię za rękę i wodzić za Tobą oczami, żeby nie stracić Ciebie ani na sekundę?

I starał się go zobaczyć, z jakich pobudek? Czy to ważne?  Może to była ciekowość, może strach, cóż nam z tej wiedzy? Dla Ciebie nie jest to przeszkodą – ileż jest świadectw ludzi nawróconych, którzy chcieli  Cię zobaczyć, tylko dlatego, żeby z Ciebie zadrwić, wyszydzić, ośmieszyć. Ale dla Ciebie było ważne to, że przyszli. i, że ich uczucia były autentyczne. I to Ci wystarczyło, by zalać ich duszę nieskończonym światłem Twej miłości.  Czy w naszych sercach było kiedykolwiek takie prawdziwe pragnienie zobaczenia Ciebie Jezu? Wierzę, że tak, tylko chyba gdzieś po drodze je zgubiliśmy. Dlatego pragniemy Ci wynagrodzić Jezu, że już nie pragniemy tak mocno, tak z głębi serca, spotkać Ciebie. Przepraszamy Jezu, że  wystarczy nam Twój widok przez szybę.

Panie Jezu, ponieważ dla Ciebie nie ma czasu ani przestrzeni, przyjmij prosimy Cię, niewygodę i ból naszych kolan, upalne lata i skostniałość dłoni w zimie, od początku naszych narodzin  aż po naszą śmierć  jako wynagrodzenie za wszystkie msze święte, w których  uczestniczyliśmy my, nasze rodziny oraz bracia i siostry w wierze, bez wiary, jak te stojaki, bez pragnienia zobaczenia Ciebie, bez pragnienia usłyszenia Ciebie, bez pragnienia spotkania się z Tobą. Przyjmij Panie Jezu  nasze wynagrodzenie  za brak wiary nas wiernych, ale i kapłanów, w Twoją realną obecność w Najświętszym Sakramencie.

Przepraszamy Cię Jezu, za brak wiary w to, że to Ty sam zstępujesz z nieba z całym dworem niebieskim i osobiście dokonujesz konsekracji chleba i wina w Twoje Ciało i krew. Przepraszamy Cię Jezu, za to, że w tym momencie, kiedy jesteś tak blisko nas, kiedy czynisz tak wielką rzecz, my, jakże często, duchem jesteśmy daleko. Przepraszamy Cię  Jezu, że gdy wypowiadasz słowa konsekracji- osobiście, jakże wielu ludzi, zamiast słuchać Ciebie, patrzeć na Ciebie, zagłusza Twoje słowa wypowiadając akurat w tym momencie swoje własne słowa. Przepraszamy Cię Jezu za coraz częstsze profanacje mszy świętszej, za brak uszanowania Twojej Najświętszej ofiary.  Panie Jezu, prosimy Cię, przyjmij nasze wynagrodzenie za tych wszystkich naszych braci i siostry, którzy negują mszę święta jako Twoją zbawczą ofiarę a traktują ją  jako ucztę.  Przepraszamy Cię Jezu, za nasze modlitwy  wypowiadane z przyzwyczajenia, bez chęci jakiegokolwiek przybliżenia się do Ciebie. Przepraszamy Cię Jezu, za brak naszej codziennej rozmowy z Tobą poprzez czytanie Ewangelii. Jak często słyszysz Jezu nasze narzekanie, że sami musimy sobie poradzić. A przecież to kłamstwo, które podpowiada nam szatan. O ileż wszystko byłoby lżejsze, gdybyśmy tylko radzili się Ciebie Jezu! O ileż byłoby wszystko łatwiejsze, gdybyśmy znali i poznawali Cię poprzez codzienną rozmowę z Tobą w Piśmie Świętym.  Wybacz nam Jezu. Przepraszamy Cię Jezu, że za tak wielką miłość ku nam, odbierasz wzgardę i lekceważenie  Ciebie. Wybacz nam Jezu.

Panie Jezu, ta godzina jak zwykle, tak szybko minęła. Dziękujemy Ci, że mogliśmy trwać przy Tobie w pokorze. Przepraszamy Cię za wszystkie nasze uchybienia, rozproszenia i za każdą sekundę, w której odwróciliśmy wzrok od Ciebie.

Panie Jezu, Ty w swojej nieskończonej miłości do nas, poprzez swój święty kościół, dałeś nam możliwość uzyskania odpustu zupełnego co najmniej półgodzinną adorację przed Najświętszym Sakramentem. Przepraszamy Cię Jezu, że tak rzadko korzystamy z tak cennego Twojego prezentu dla nas. Odpust zupełny to darowanie wszystkich kar doczesnych za grzechy czyli konsekwencji naszych grzechów, które zostały odpuszczone za co do winy w sakramencie pokuty. Czyli osoba, która go uzyska, znajduje się w takim stanie, jakby właśnie przyjęła chrzest, co w przypadku śmierci oznacza bezpośrednie przejście do nieba bez czyśćca. Jak piękny i wielki jest Twój dar Jezu! Aby go zyskać musimy być w stanie łaski uświęcającej, nie przywiązywać się do żadnego grzechu (nawet powszedniego), przyjąć Komunię Świętą i pomodlić się w intencjach Ojca Świętego.

A za chwilę otrzymamy kolejny prezent od Ciebie. Pobłogosławisz nas. Przyjmujemy je i prosimy Jezu, abyś przez nas pobłogosławił naszych najbliższych i osoby, do których nas poślesz. Amen

 

Witamy Cię Jezu, Stwórco i Panie, utajony w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Bądź pozdrowiona Miłości Wiekuista! Jezu, żyjący w Eucharystii, wierzymy w Ciebie i w Tobie pokładamy całą nadzieję naszą. Składamy Ci dziękczynienie i uwielbienie.

Panie, Ty stworzyłeś nas, abyśmy Cię kochali, a my tylko obrażamy Ciebie. Ty obdarzyłeś nas licznymi darami, a my ciągle zasmucamy Cię i zamiast Cię kochać, ofiarujemy Ci tak wiele grzechów. Przebacz nam! Teraz w czasie tej godziny chcemy pocieszyć Cię. Jezu, opuszczony przez uczniów, samotnie trwałeś w Ogrodzie Oliwnym na modlitwie. Ogarnęła Cię trwoga, aż oblewałeś się krwawym potem. Zmiłuj się nad nam, którzy nadal zostawiamy Ciebie samego i opuszczonego w tabernakulach naszych kościołów. Przebacz, Panie, naszą słabą wiarę i niewystarczającą miłość. Panie Jezu, chcielibyśmy Cię pocieszać tak jak to uczynił anioł w Ogrodzie Oliwnym. W tej intencji ofiarujemy Ci miłość Maryi, aniołów i świętych oraz tych, którzy w Ciebie wierzą. Nasz Odkupicielu, niech miłe Ci będzie nasze pragnienie miłowania Ciebie i przyczyniania się do tego, abyś był coraz bardziej kochany.

Przenieśmy się w duchu do Ogrójca. Rozważmy fragment pamiętnika św. Małgorzaty Marii Alacoque kiedy pisze ona podczas rozmyślań: „rozpamiętywałam uważnie o moim Zbawicielu w Ogrójcu, pogrążonym w smutku i konaniu wskutek cierpień płynących jedynie z miłości i kiedy czułam, że pragnienie uczestniczenia w Jego bolesnych trwogach mocno mnie przynagla, Pan rzekł do mnie z miłością: „Tutaj cierpiałem (wewnętrznie) więcej niż w całej reszcie mojej Męki. Widziałem się całkowicie opuszczonym przez niebo i ziemię i obciążonym wszystkimi grzechami ludzi. Stanąłem przed świętością Boga, który nie mając względu na moją niewinność, zmiażdżył mnie w zapamiętałym swoim gniewie. Kazał mi pić kielich, który zawierał wszystką żółć i gorycz Jego sprawiedliwego oburzenia i jakby zapominając, że mieni się Ojcem, wydał mnie na ofiarę swego sprawiedliwego zagniewania.  Nie ma stworzenia, które mogłoby objąć wielkość męczarni, jakie wówczas wycierpiałem. Jest to ten sam ból, jakiego doznaje dusza obciążona grzechami, kiedy staje przed trybunałem świętości Boga…” Jezu! Obudź w sercach naszych współczucie dla Twego Boskiego Serca.

Dzisiaj prosisz nas, abyśmy miłowali nieprzyjaciół i w Ewangelii wg św. Łukasza mówisz do nas: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, błogosławcie tym, którzy was przeklinają i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (Łk 6, 27-28). Twoje Słowa, Jezu, są wymagające, ale prowadzą do prawdziwej wolności. Trudno nam kochać tych, którzy nas nienawidzą, przeklinają. Nie jest to takie łatwe, ale mogę odpowiedzieć dobrem, modlitwą. Twoje Słowa dają wewnętrzny pokój.

Jezu, Twoje słowa i Twoje cierpienia są dla nas pokrzepieniem. Teraz, w ciszy, w duchu zadośćuczynienia pragniemy Ci Jezu złożyć miłośną ofiarę z naszych smutków i cierpień przez ręce Matki Bolesnej. Wraz z Maryją przepraszamy Cię Jezu za wszystkie grzechy, zniewagi i świętokradztwa, jakich Twe Serce od nas doznaje w Najświętszym Sakramencie Ołtarza i za każdy grzech, krzywdę wyrządzoną drugiemu człowiekowi, za brak miłości.

Panie Jezu, chcemy Tobie dziękować za Objawienie nam Ojca, za przekazanie nam Jego nauki, dziękować za Twoje zatroskanie o nas, o to, byśmy byli z Ojcem w jedności, jak Ty z Nim jedno jesteś, by On mógł dać nam życie wieczne. Chcemy Ci dziękować za wypełnienie dzieła, które Ojciec zlecił Ci do wykonania i uwielbić Cię. W duchu dziękczynienia będziemy powtarzać: bądź uwielbiony Synu Boży!

  • Po tym poznaliśmy miłość, że Ty, Jezu Chryste, nasz Panie umiłowany oddałeś za nas życie swoje;
  • Ty zbawiłeś nas nie ze względu na nasze sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego;
  • Jezu, Ty tak bardzo pragniesz, aby miłość, którą Ojciec Cię ukochał była także w nas i abyś Ty sam był w nas;
  • Ty modliłeś się za Kościół, abyśmy w nim stanowili jedność, jak Ty w Ojcu, a Ojciec w Tobie „jedno” jesteście;
  • Ty w Najświętszej Eucharystii pozostawiłeś nam całe dobro duchowe Kościoła, to znaczy samego siebie, Chleb żywy, by dawać życie ludziom.

Miłością odwieczną umiłowałem was…, nie lękajcie się, bo was wykupiłem…, jesteście Moimi – mówisz nam Panie. I prosisz: bądźcie wszyscy jednomyślni, współczujący, pełni braterskiej miłości, miłosierni, pokorni! Nie oddawajcie złem za zło ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, błogosławcie! Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo. Zapytam się teraz własnego serca, czy potrafię kochać drugiego człowieka tak jak Jezus, czy potrafię miłować nieprzyjaciół, czy modlę się za tych, którzy mnie nie kochają, a nawet prześladują?  Co słyszy Jezus, gdy dziś wsłuchuje się w mowę mego serca?  Gdzie jest teraz moje serce, z kim ono dialoguje?

Panie Jezu, jest jedna rzecz, której nie możesz zrobić: nie możesz przestać nas kochać. Gdy nie radzimy sobie z wiernością, Ty, Panie, sam przychodzisz nam z pomocą. Zapalasz światło na ponurym niebie naszego życia. Ty sam szukasz zagubionego człowieka, szukasz bez względu na cenę, jaką przyjdzie Ci zapłacić. Taki jesteś, nasz Panie, takie jest Twoje Serce. Za wszystko Ci dziękujemy! A za nasze zapomnienia o Tobie, nasze szukanie mocy i pomocy poza Tobą, nasz brak wiary i zaufania do Ciebie, który przecież „możesz wszystko”, za brak miłości, pragniemy Ci wynagrodzić, kierując do Ciebie modlitwę wynagrodzenia. Będziemy powtarzać: przyjmij nasze wynagrodzenie

  • za brak przekonania, że Eucharystia połączona z wiarą i ufnością jest lekarstwem na nasze choroby;
  • za to, że jesteś odrzucany przez świat, który nie poznał Ciebie;
  • za tych, którzy deprawują dzieci wpajając im ideologię niezgodną z Ewangelią;
  • za młodzież, która porzuciła katechezę i nie chce Cię poznawać;
  • za wszystkie grzechy wołające o pomstę do nieba, także wśród duchownych szafarzy Eucharystii;
  • za nasze grzechy przeciw miłości bliźniego z którymi przecież tworzymy jedno Twoje Ciało.

Panie Jezu, pragnąłeś, żeby uczniowie towarzyszyli Ci w najtrudniejszych chwilach, a jednak musiałeś doświadczyć samotności i opuszczenia, gdyż zasnęli. „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? – wyrzuciłeś uczniom.  „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie”- prosisz nas. My sami nie jesteśmy lepsi od tych śpiących uczniów. Tak mało w nas czuwania przy Tobie, tak mało czuwania nad własnym życiem, by było odbiciem Twojego. Tak mało myślenia o Tobie, tak mało adoracji, Panie. Jednak dzisiaj z głębi naszych  dusz wyrywa się modlitwa dziękczynna i biegnie ku Twemu Najdroższemu Sercu. Przyjmij nasze dziękczynienie, nasze wynagrodzenie i pobłogosław nam na tę noc, abyśmy mogli rano wstać i wielbić Cię za Twoją Miłość, za kolejny dar, Panie.  Amen.

Witamy Cię, najdroższy Jezu, Słowo Ojca, blasku chwały Jego, zbawienie świata!   Z wiarą stajemy przed Tobą uświadamiając sobie Twoją obecność pośród nas w Najświętszym Sakramencie. Uwielbiamy Cię za Twoją ogromną miłość do nas grzeszników i, że nie zawahałeś się oddać Swego życia by nas zbawić. Wielbimy Cię i kochamy w tym Sakramencie, który upamiętnia Twoją krzyżową mękę. Wiemy, że jesteś prawdziwie obecny na ołtarzu w Hostii świętej i ko­chasz nas z taką samą miłością, z jaką kochałeś, gdy umierałeś na krzyżu. Dziękujemy Ci i wielbimy Cię wraz ze wszystkimi, którzy w tej chwili wielbią i kochają Ciebie. Panie Jezu, jesteśmy spragnieni Twojej obecności, Twojego światła, pragniemy zanurzyć się w oceanie Twojej miłości. Przyjmij do swojego serca nasze serca i zrób z nimi, co zechcesz. Jezu, ufamy Tobie, ufamy Twojej mocy i Twoim słowom.

Umiłowany Panie, z miłością odpowiadamy na Twoje słowa „Czuwajcie i módlcie się”,  jak i słowa  skierowane do nas przez św. Małgorzatę Marię Alacoque, abyśmy podczas tej jednej godziny w tygodniu trwali przy Tobie i uśmierzali Twój ból opuszczenia przez apostołów. Dlatego udajemy się teraz do Ogrójca i poświęcamy ten czas wyłącznie Tobie, by z głębi naszych serc oddawać Ci hołd z uwielbieniem, pocieszać Cię i wynagradzać za naszą niewdzięczność, wszelkie zniewagi, grzechy własne, naszych rodzin, narodu  i całego świata.  Maryjo, pomóż nam czuwać, trwać i wynagradzać  Twemu osamotnionemu Synowi przeżywającemu trwogę zbliżającej się męki i konania. Duchu Święty, przyjdź z pomocą naszej słabości i przyczyniaj się za nami w zadośćuczynieniu za wszelkie nieprawości, których nie potrafimy wyrazić słowami…

Panie Jezu, dziś w pierwszy czwartek miesiąca pragniemy podziękować za największy z cudów jakim jest Eucharystia, ale też za Kościół i to wszystko, co przyczynia się do naszego zbawienia. „To jest Ciało moje… To jest kielich Krwi mojej”. Jezu Chryste, ileż to już lat słyszymy te słowa wymawiane przez Ciebie ustami kapłańskimi podczas ofiary Mszy św.! Ileż to już lat upłynęło, w których powołujemy się na nie, aby podkreślić naszą wiarę w Twoją rzeczywistą obecność pod postaciami Chleba i Wina! Czy jednak dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, co to znaczy? Jak wielki dar otrzymujemy, który jest największym i najpiękniejszym przeżyciem chrześcijanina, bo zjednoczeniem z samym Bogiem! Panie Jezu przepraszamy za te dusze, które nie chcą Ciebie przyjmować w komunii św. twierdząc, że nie czują takiej potrzeby, a tak naprawdę maskują swoją niechęć wejścia na drogę nawrócenia, czy po prostu pójścia do spowiedzi, której się obawiają. Wybacz nam, że u wielu z nas pokutuje przekonanie, by Cię przyjąć w Najświętszym Sakramencie trzeba być absolutnie bez winy i z powodu tych niepewności, czy nam wolno rezygnujemy z komunii z Tobą, która przecież nie jest nagrodą za wzorowe zachowanie, ale lekarstwem dla słabych. Nie świętość jest przepustką do sakramentów, ale sakramenty są drogą do świętości. Przepraszamy za brak pracy nad własnym sumieniem, obojętne przyjmowanie sakramentów i nie szanowanie Najświętszej Ofiary. Wybacz nam, Panie Jezu, że zamawiając intencje mszalne nie oczekujemy sprawowania Mszy św. Chrystocentrycznie, ale gloryfikacji antropocentryzmu, zauważenia np. małżonków, dzieci  I-komunijnych, czy „uświęcenia” zmarłego. Nie chcemy, by kapłan prowadził nas ku Prawdzie, głosił Słowo Boże lecz odwrotnie, by był wręcz wodzirejem spotkania rodzinnego i tak nakierował nasze emocje, aby pojawiły się brawa dla jubilatów czy nowożeńców, a dobór pieśni powodował sentymentalną aurę emocjonalną. Z głębi serca przepraszamy za to nasz Panie. Gdy w Wieczerniku Wielkiego Czwartku dałeś nam Siebie na zawsze, mówiąc: „To czyńcie…”, wtedy urodziła się Eucharystia i wtedy urodziło się kapłaństwo. Dziękujemy za ewangelicznych świadków wiary i modlitwy, za kapłanów, których postawiłeś niczym drogowskazy na naszej drodze. Panie Jezu, Ty w ręce ludzi złożyłeś wielki dar kapłaństwa. Tak to już w życiu bywa, że nie zawsze potrafimy uszanować dary, które otrzymujemy od innych. Także i ten dar jest często przez nas niedoceniony. Wybacz Panie tym kapłanom, którzy ulegając złym podszeptom szatana nie zachowują właściwego charakteru sacrum podczas sprawowania liturgii Mszy św. zabiegając, by  wierni ulegali własnym emocjom, a nie skupiali się na Tobie, Panie Jezu. Wybacz księżom, którzy tworzą show, widowiska, wręcz błaznują, a w mediach promują siebie jako nowoczesnych, otwartych na innych, pobłażających grzechom, którzy nie głoszą Prawdy Bożej lecz zmieniają się na ducha tego świata. Przepraszamy za katolików, którzy zatracają poglądy katolickie, a ich życie nie odzwierciedla przestrzegania praw Bożych.

Z ewangelii wg. św. Łukasza (Łk 5,1-11): „Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.”.

W tekście dzisiejszej Ewangelii prosisz nas, Panie Jezu, byśmy przyjęli Cię do łodzi naszego życia i pozwolili Ci pokazać nam, jak ukierunkować naszą egzystencję by być owocnym pośród społeczeństwa coraz bardziej odległego i potrzebującego Dobrej Nowiny. Propozycja jest atrakcyjna, brakuje nam tylko chcieć porzucić nasze lęki, nasze “co inni powiedzą” i wyjść na głębsze wody lub, na te horyzonty dalekie od tych ograniczających codzienne życie w niepokoju i rozczarowaniach. „Kto kuleje na słusznej drodze, idzie wprawdzie powoli, ale zbliża się do celu. Ktokolwiek zaś błądzi po bezdrożach, im szybciej podąża, tym bardziej oddala się od celu” poucza św. Tomasz z Akwinu. Wybacz nam Jezu, że nie chcemy przyjąć Twojej pomocnej ręki w naszym życiu, że nie odpowiadamy na Twoją inicjatywę a chcemy robić wszystko po swojemu zamiast po Bożemu. Jeżeli pragniemy w  życiu wydać owoce, musimy przekraczać siebie, swoje przyzwyczajenia, schematy. Wychodzić ze swego małego „grajdołka” i podejmować wyzwania. Inaczej wcześniej czy później urządzimy się w przeciętności. Przystosujemy do schematów, reklamy, poddamy manipulacji tych, którzy najgłośniej krzyczą. Przepraszamy za profilowanie ludzkiej świadomości przez media, za wyniosłość i kult własnej osoby oraz przekonanie o tym jakoby posiadaniu własnego zdania.

W naszym codziennym życiu sukces niewątpliwie jest ważnym „motorem”, ale w życiu duchowym nie jest to tak oczywiste. Ludzka mądrość, kalkulacje, inteligencja i triki nie wystarczą, by osiągnąć duchowe owoce. Ważny jest duchowy wysiłek, modlitwa, asceza, Eucharystia. Ale to wszystko bez zdania się przede wszystkim na łaskę, bez zaufania w Boże działanie stanie się co najwyżej dążeniem do perfekcjonizmu, a nie świętości. Świętość wymaga pokory, stanięcia w prawdzie i odwagi porzucenia własnych scenariuszy, by zaufać Tobie, najdroższy Jezu. Wybacz nam uporczywe trwanie w naszej grzeszności i braku przyjęcia prawdy o nas samych co pozwoliłoby na otwarcie się na  działanie Bożej łaski, bo przecież „moc w słabości się doskonali”, a „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”.

Trzeba nam przyznać, że największą przeszkodą w Twoim działaniu, Panie, w naszym życiu nie jest grzech, ale pycha i brak zaufania. Pycha, która powoduje, iż tak uporczywie dążymy do tego, by być kimś, kim nie jesteśmy, że uciekamy tym samym od prawdy o nas samych a przy okazji od spotkania z Tobą. Wybacz nam, miłosierny Jezu! „Nie bój się” – mówisz do każdego z nas, Panie Jezu, a gdy Ci zaufamy, zawierzymy, pozwolimy zapanować nad naszymi lękami, obawami, wtedy poprowadzisz nas na prawdziwą głębię. Ufność wobec Bożego słowa jest esencją wiary, zgodą na Twoje, Panie, działanie nawet wtedy, gdy po ludzku coś wydaje się bezsensowne. Przepraszamy, że chcemy ufać jedynie swojej logice i kalkulacjom, a nie Twoim słowom, nie zdając sobie sporawy z tego, że  może nas ominąć coś zdumiewającego, co dla nas przygotowałeś.

Jak zatem powinniśmy zastosować w życiu naukę płynącą z dzisiejszej Ewangelii? Po pierwsze – wypłyńmy na głębię w swojej wierze. Czy czasem nie jesteśmy jak Piotr przed spotkaniem z Tobą Jezu? Zmęczeni, rozczarowani, trzymający się bezpiecznych brzegów? Może  zapraszasz nas do czegoś więcej, do zaangażowania, do decyzji, do odwagi? Po drugie – nie bójmy się porażek. Piotr doświadczył pustych sieci, ale to właśnie w tej pustce Jezu zadziałałeś. Może nasze „puste sieci”, niepowodzenia, kryzysy, rozczarowania, są miejscem, gdzie chcesz pokazać swoją moc? Po trzecie – zaufajmy Słowu. Wiara nie polega na pełnym zrozumieniu Bożych planów, ale na decyzji: „Panie, na Twoje słowo…” Może trzeba wreszcie podjąć decyzję, która wydaje się nieracjonalna, ale w głębi serca czujemy, że prowadzi nas do Ciebie, Jezu Chryste? Nie zadowalajmy się płytką wodą. Wypłyńmy na głębię!

Upadnij na kolana, ludu, czcią przejęty, Uwielbiaj swego Pana: Święty, Święty, Święty. Zabrzmijcie z nami nieba, Bóg nasz niepojęty, W postaci przyszedł chleba: Święty… Powtarzaj ludzki rodzie, wiarą przeniknięty, Na wschodzie i zachodzie: Święty…Pan wieczny zawsze, wszędzie, ku nam łaską zdjęty, Niech wiecznie wielbion będzie: Święty…

Witamy Cię Panie Jezu!  Upadamy przed Tobą na kolana, aby oddać Ci cześć, bo jesteś Święty, Święty, Święty, po trzykroć Święty. W kolejny czwartkowy wieczór spoglądamy na Twoje Święte Oblicze, w duchu zadośćuczynienia za nasze grzechy i grzechy całego świata. Ofiarujemy Ci nasz trud obowiązków, nasz czas, aby tę godzinę spędzić przy Tobie, aby Cię pocieszyć w tym opuszczeniu w Ogrodzie Oliwnym. Ta godzina jest dla nas, właściwie to nie my Cię pocieszamy, ale Ty sam jesteś dla nas pocieszeniem. To jest czas łaski, „uczty miłości”, na którą zapraszasz nas dzisiaj.

Ty sam powiedziałeś: „przyjdźcie do Mnie wszyscy, wszyscy obciążeni, utrudzeni”, a dziś mówisz: „Przyjdźcie na ucztę”. Przychodzimy do Ciebie, aby Cię uwielbić, ale przychodzimy również po pomoc, błagamy o łaski Ducha Świętego. Duchu Święty napełniaj nas Bożym pokojem i radością. Ogarnij nas swoją nieskończoną miłością. Chcemy oddać Ci swoją wolę, nasze myśli, wsłuchiwać się w natchnienia, aby kierował nami Duch Mądrości.  Maryjo, jesteś Stolicą Mądrości, gdzie Ty jesteś, tam zstępuje Duch Święty,  niech przez Twoje Niepokalane Serce, zstępuje do nas Boża mądrość. Maryjo bądź przy nas, Ty słuchałaś słów swojego Syna. Maryjo, ucz nas słuchać,  prowadź nas, módl się za nami i z nami.

Nasza modlitwa jest dialogiem, rozmową z Tobą Panie, dlatego wpierw przemów do nas w swoim zbawczym słowie, które jest Światłem i wskazuje kierunek, w którym mamy podążać w pielgrzymce wiary. Ewangelia (Mt 22,1-14): A Jezus znowu w przypowieściach mówił do nich: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».

Panie Jezu dzisiaj mówisz nam o uczcie weselnej, która nastąpi przy końcu czasów i która będzie zjednoczeniem na zawsze z Tobą. Bóg Ojciec przygotował tę ucztę i pragnie , aby wszyscy ludzie wzięli w niej udział. Dlatego w przypowieści mówisz do nas „Przyjdźcie na ucztę”. Ta przypowieść, bez wątpienia ma tragiczny przebieg zdarzeń, gdyż wielu lekceważy Twoje zaproszenie, bo poszli, jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, nie chcą przyjść. Więc kierujesz się ku osobom będącym obcymi. To tak jakby pan młody miał brać ślub i zaprasza rodzinę i przyjaciół, ale ci nie chcą przyjść. Wobec tego zaprasza znajomych, kolegów z pracy i sąsiadów, ale i ci się wymawiają. W końcu kieruje zaproszenie do kogokolwiek kogo napotka, gdyż uczta jest już uszykowana i pragnie by przy stole zasiadali goście. Podobnie jest z nami, Panie Jezu, jesteś dla nas dobry i bezinteresowny, oferujesz nam swoją przyjaźń, swoją radość, zbawienie, ale często nie przyjmujemy Twoich darów, stawiamy na pierwszym miejscu nasze troski materialne, nasze interesy i nawet kiedy nas wzywasz, wydaje się, że przeszkadzasz. Wybacz nam Panie nasze odmowy, nasze odrzucenia. Wybacz nam każdą zmarnowaną łaskę.

Ale Ty, Panie, mimo naszych odrzuceń Twoich darów, nie zniechęcasz się. Jesteś zaskakujący, bo kierujesz zaproszenie do wszystkich. Nawet do tych, którzy się nie modlą, ani nie zwracają się do Ciebie. Do wszystkich, bo wszyscy są  powołani do świętości. Nikt nie jest wykluczony. Stół Pański przygotowany jest dla każdego.

Przepraszamy Cię Panie, że nie chcemy korzystać z zaproszenia, nie wiemy w jaki sposób uczestniczyć i jak zasiąść przy stole i nie wiemy, że odrzucając te łaski w tym życiu, osądzamy samych siebie.

Wybacz nam, że nie spełniamy pewnego warunku, nie jesteśmy ubrani w strój weselny, to znaczy nie posiadamy czystej duszy i skruszonego serca, nie przyjmujemy stylu życia, który  ma być świadectwem miłości Boga i bliźniego.

Wybacz, że nie pamiętamy, że  nie będziemy zapraszani w nieskończoność, że musimy wysłać sygnał, że chcemy nadal współpracować z Tobą, Jezu i nadal działać, że aby przyjść do stołu, musimy mieć odpowiedni strój godny wspaniałej uroczystości, „strój weselny”, który symbolizuje łaskę, która oczyszcza, uświęca, upiększa duszę nadprzyrodzonym pięknem. A nie strój brudny, ujawniający swoją samowolę, pogardę, lekceważenie wobec wszystkich.

Przepraszamy Cię Panie, że rozpowszechnionym i przyoblekanym na siebie przez wielu strojem jest pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew, lenistwo fizyczne i duchowe. Bo jeśli chcemy wejść do nieba, to musimy zwlec te brudne szaty z siebie jeszcze przed śmiercią albo w bolesnym czyśćcu, w nich nie wejdziemy na wieczną ucztę.

Panie Jezu, tu na ziemi, przedsmakiem nieba jest Eucharystia, uczta baranka. Ustanowiłeś ją w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy, trwa przez wieki w Kościele.

Na tę ucztę nas nieustannie zapraszasz. Nie wszyscy  przyjmują to zaproszenie, bo wolą od pójścia do Kościoła i spotkania się z Tobą w Eucharystii, różne sprawy ofiarowane im przez świat, rozrywki, podróże, inni wolą telewizor, komputery, gry. Przepraszamy Cię Panie, że tak wielu lekceważy i nie uczestniczy w niedzielnej Eucharystii. Jezu, jak wiele nadziei wypływa z Eucharystii. Ty podczas każdej Mszy św. powtarzasz dla nas Ostatnią Wieczerzę i obiecujesz nam miejsce w niebie. Wysławiamy Cię, umiłowany Jezu!

Panie, błogosławieni ci, którzy zostali zaproszeni na Twoją Wieczerzę, bo jest to Uczta miłości i nadziei. Błogosławieni, którzy spożywają Twoje Ciało i Krew, bo żyją w Tobie, otrzymują życie wieczne i obietnicę chwalebnego zmartwychwstania. Synu Maryi, niech Tobie będzie wieczna chwała. Amen.

 

 

 

 

Witaj Miłości! Bądź uwielbiony Panie Jezu, bądź błogosławiony nasz Zbawicielu, bądź uwielbiony nasz Przyjacielu i Przewodniku. Panie Jezu jesteśmy Ci ogromnie wdzięczni, że wraz z całym niebem, ze wszystkimi świętymi, ze wszystkimi aniołami i chórami anielskimi a przede wszystkim z Matką Przenajświętszą – możemy wielbić Ciebie, dziękujemy Ci Boże, że nas tu wszystkich zgromadzonych wybrałeś zanim jeszcze świat powstał, że zapragnąłeś, abyśmy dzisiejszego wieczoru towarzyszyli Jezusowi w Ogrójcu. Dziękujemy Ci Boże, że nam zaufałeś Nasze serca przepełnia wdzięczność, że w uwierzyłeś w nas, że odpowiemy na Twoją prośbę, że przyjdziemy dziś do tej świątyni, aby czuwać.
Panie Jezu, Ty wiesz jak bardzo słabi jesteśmy, Ty wiesz jakie myśli i problemy kłębią się w naszych głowach i sercach, Ty wiesz co odciąga nas od Ciebie. I wiesz też, że sami sobie nie poradzimy. Dlatego prosimy Cię Duchu święty, przyjdź i oczyść nasze umysły i serca, obdarz nas łaską, abyśmy za drzwiami tej świątyni zostawi wszystko to co nas od Ciebie oddala, oddal wszystko to, co nie pozwala nam skupić się tylko i wyłącznie na Tobie. Przyjdź Duchu święty obdarz nas łaską, abyśmy z miłością i pokorą wynagradzali Tobie Jezu opuszczenie Ciebie przez Twoich uczniów.
Panie Jezu, wierzymy, że jest tu dziś z nami św. Maksymilian Maria Kolbe. Prosimy Cię za jego wstawiennictwem, abyś obdarzył nas łaską widzenia Ciebie w drugim człowieku – tak jak on widział. Dziś, w rocznicę męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana, naucz nas Jezu widzieć w drugim człowieku dobro. Naucz nas patrzeć na innych jak na siostry i braci, gdyż mamy tego samego Ojca – Ciebie Boże. Ty nas kochasz miłością nieograniczoną. Czas dzisiejszy niczym się nie rożni od tego sprzed ponad 80 lat. I dziś i wówczas toczony były wojny. I dziś i wówczas ginęły dzieci, kobiety, młodzież, starcy, mężczyźni. Wszyscy oni pragnęli żyć w pokoju. Wówczas były obozy koncentracyjne i komory gazowe. A czym one się różnią od obecnych obozów? Tak szybko zapominany o tym, że tak gdzieś, i to wcale nie tak daleko – to tylko niecałe trzy godziny lotem samolotu, giną w tej chwili ludzie – od kuli karabinu, od bomby, ale też z głodu, z pragnienia….
Naucz nas Jezu jak nie być obojętnym na los drugiego człowieka. I nie mamy wpływu na to co dzieje się tam, za granicami naszego kraju, ale Ty Jezu – już tak. Ty zmieniałeś niejedną historię. Wybacz nam brak żarliwości w modlitwie za pokój na wszystkich terenach objętych wojną – bo wojna to nie tylko Ukraina czy Palestyna. To także Syria, Jemen i wiele państw w Afryce. Panie Jezu, prosimy Cię o świętych dla tych narodów. Na pewno tych narodach jest wielu ludzi kochających Ciebie szczerze i całym sercem. I tak jak świat poznał naszego rodaka, który oddał swoje życie za życie innego człowieka, tak niech świat dowie się o tych świętych i oddanych Tobie ludziach. A jeśli dziś takich nie ma, to odmień serca ludzi, obdarz ich darami Ducha świętego, aby stali się świadkami Twojej miłości.
Matko Przenajświętsza, dziś w wigilię Twego Wniebowzięcia, przytul nas wszystkich, przytul wszystkich ludzi na całym świecie. Niech twoje Matczyne ramiona utulą nas i pchną prosto w ramiona Ojca. Wyproś nam Matko Przenajświętsza łaskę zrozumienia Słowa Bożego. Przytul nas do swego matczynego serca, aby nasze serca biły jednym rytmem z Sercem Jezusa.
Jezu Chryste, stajemy przed Tobą w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.
Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia wg. świętego Jana (15,9-17): „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.”
Panie Jezu, pierwsze pytanie które się nasuwa: Czy ja, czy każdy z nas uważa Ciebie za swojego przyjaciela? Ty Jezu mówisz nam bardzo wyraźnie „Wy jesteście przyjaciółmi moimi”.
Przepraszamy Cię Jezu, że zapominamy o tym, że tak często zwracamy się do Ciebie jak niewolnik do swojego Pana a nie jak przyjaciel do przyjaciela. Przepraszamy Cię, że nie potrafimy przyjść do Ciebie ot tak, po prostu. Przyjść i wygadać Ci się na ramieniu, oddać Ci swoje łzy i swoje smutki. Panie Jezu, wybacz Nam, że w rozmowie z Tobą zmienia się nawet nasz tembr głosu, bo przecież mówimy do Boga. Tak, jesteś Bogiem , jesteś Alfą i Omegą. Jesteś wszechmocą, ale przede wszystkim – jesteś naszym Przyjacielem. I tak bardzo pragniesz pocieszać nas w naszych smutkach, tak bardzo pragniesz przechodzić wraz z nami przez wszystkie kolej naszego losu, razem z nami – jako nasz przyjaciel pragniesz uczestniczyć we wszystkim co robimy i co przeżywamy. Jako nasz przyjaciel – a nie kierownik odhaczający czy wszystkie punkty założonego planu zostały wykonane. A my ? Sami odsuwamy Ciebie na dalszy plan. Owszem, prosimy Cię o pomoc, ale czy tak naprawdę zostawiany Tobie wolną rękę ? Czy naprawdę, z pełnym zaufaniem mówimy „ Jezu Ty się tym zajmij?” Czy potrafimy w pełni zaufania i w pokorze czekać na Twoje rozwiązanie spraw, wykonując przy tym swoje zwykłe codzienne obowiązki z pokojem i radością?
Jezu, Ty wiesz, że w teorii, to każdy z nas odpowie, że wie że kochasz nas miłością bezwarunkową, i że wiemy, że nie musimy na nią zasługiwać, bo przecież jesteśmy tu dzięki Twojej miłości do nas. Ale Boże, ile w nas jest niepokoju, lęków, ukrytych historii. Dlaczego więc, tak często przychodzi do nas poczucie, że nie zasłużyliśmy na Twoją miłość ? Przepraszamy Cię Jezu za te wszystkie nasze emocje, które każą nam myśleć, że jesteśmy niewystarczający, że za mało się staramy, że za mało kochamy… Panie Jezu, nic nie jest w stanie zachwiać Twojej miłości do nas. Nic, absolutnie nic. Ale Twoja przyjaźń jest warunkowa – „jeżeli czynicie to, co wam przykazuję”.
Przepraszamy Cię Jezu, że nie przestrzegamy Twoich przykazań. Przepraszamy Cię Jezu szczególnie za to, że nie przestrzegamy najważniejszego przykazania, które nam dałeś: przykazania miłości. Tylko Ty wiesz Jezu jak mało w nas jest miłości do drugiego człowieka. Chociaż często modlimy się za innych, często nie ma w nas nienawiści do innych osób. Ale jakże często brakuje nam jednej, tej bardzo ważnej miłości – miłości do siebie.
Przepraszamy Cię Jezu, że daliśmy sobie wmówić, że dbanie o swój komfort fizyczny, ale przede wszystkim psychiczny i emocjonalny to egoizm, z którym należy walczyć. Przepraszamy Cię Jezu za to, że uwierzyliśmy w to, że tylko wówczas będziesz zadowolony, jeśli pomimo naszego zmęczenia, będziemy zawsze dla innych.
Przepraszamy Cię Jezu, tak rzadko, jeśli w ogóle spowiadamy się z grzechów przeciwko samym sobie. Przepraszamy Jezu za pracę ponad nasze siły, za brak odpoczynku, za brak umiejętności poproszenia innych o pomoc. Wybacz Jezu to nasze samoudręczenie, że w czymś nie podołaliśmy, że czegoś nie potrafiliśmy zrobić, że nie jesteśmy perfekcyjni. Wybacz nam Jezu, że ciągle od nowa chcemy pokazywać Tobie i innym, że jesteśmy godni miłości. A Ty przecież kochasz nas takimi jakimi jesteśmy – niedoskonałymi, nie perfekcyjnymi, z naszymi błędami i pragnieniami skrycia się w Twoich ramionach. Wiedziałeś Jezu, że będziemy się od Ciebie odwracać, bo to jest konsekwencja grzechu pierworodnego. Dlatego dałeś nam Sakrament pojednania. Tam też czekasz na nas nieustannie. Tam, przy kratkach konfesjonału, przypominasz nam o swojej miłości i że już dawno zapłaciłeś cenę za nasz grzech.
Wybacz Jezu naszą pychę, gdy myślimy, że nie musimy iść do spowiedzi, bo przecież przestrzegamy 10 przykazań. Jak często słyszysz Jezu jak Twoje ukochane dziecko mówi, że nie musi iść do spowiedzi, bo nie ma grzechu, bo przecież modli się, chodzi co niedziela do kościoła, bo nie ukradło, nie zabiło. A to nie prawda. Przepraszamy Cię Jezu, za wszystkie Twoje dzieci, które przyjmują Ciebie w Eucharystii tuż po kłótni, z przekonaniem, że przepraszać nie będą, bo przecież to nie oni zawinili. Przepraszamy Cię Jezu za te wszystkie myśli i słowa, w którym stwierdzaliśmy, że nie musimy korzystać z sakramentu pojednam, bo przecież, nie mamy grzechów. Przepraszamy za te wszystkie chwile, w których wahaliśmy się czy przystąpić do komunii świętej, czy przyjąć Ciebie, bo wydawało nam się, ze nie możemy, bo jesteśmy tak bardzo grzeszni, bo jesteśmy ubrudzeni grzechem, bo pewnie z czegoś się nie wyspowiadaliśmy. Wybacz nam Jezu, że nie prosimy Ducha świętego o łaskę rozeznania naszego sumienia.
Przepraszamy Cię, że zapominamy, iż kochasz nas, pomimo naszej grzeszności. Wybacz nam Jezu.
Panie Jezu, ta godzina znów tak szybko minęła. Za chwile przejmiemy Twoje błogosławieństwo. Prosimy Cię, pomóż nam je zanieść do naszych domów, niech przez nasze serca spłynie Twoje błogosławieństwo na nasze rodzony, naszych sąsiadów, na wszystkie te osoby, do których nas poślesz. AMEN.

Witamy Cię, umiłowany Jezu, ukryty w białej Hostii! Padamy na twarz przed Tobą w duchu najgłębszej pokory, wierząc i wyznając, że Ty, Panie, jesteś tu rzeczywiście obecny. Uwielbiamy blask nieskończonej Twej czystości, doskonałość Twojej sprawiedliwości, potęgę Twojej miłości. Ty jesteś światłem i siłą naszych dusz, przez Ciebie żyjemy, myślimy i działamy. Nieskończona Miłości ukryta na ołtarzach, na zawsze jesteś naszą nadzieją, pocieszeniem, mocą i najwyższym szczęściem. Czyż jesteśmy w stanie oddać Ci hołd godny Twojej nieskończonej dobroci? Będąc w Twojej obecności, nigdy nie odchodzimy bez specjalnego obdarowania. Jezu, Ty unicestwiasz w nas najbardziej gwałtowne namiętności i pochłaniasz nasze ludzkie przywiązania, a  Twoje światło objawia naszą nędzę i wielkość Twoich darów.

Panie Jezu, w ciemności Ogrójca tak boleśnie skarżyłeś się apostołom: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci” i prosiłeś ich, by zostali z Tobą i czuwali. Odpowiadając na Twe wezwanie, pomni na to, że wspaniałomyślnie przyjąłeś kielich męki, by odkupić nasze grzechy, pragniemy trwać przy Tobie i wynagradzać Ci za wszystkie niewierności, które ranią Twoje Najświętsze Serce. Chcemy zwłaszcza zadośćuczynić, za wszelką niewdzięczność i zniewagi Ci okazywane, grzechy naszych rodzin, popełniane w Ojczyźnie i na całym świecie. Wiemy, że również i my nie jesteśmy bez winy, że tyle razy raniliśmy Cię i zdradzaliśmy, łamiąc Twoje przykazania. Dlatego wołamy: umocnij nas, Panie Jezu, utwierdź nas w wierze i miłości do Ciebie, abyśmy zawsze postępowali według natchnień Twego Najświętszego Serca. Maryjo, Matko Miłosierdzia, bądź przy nas podczas tej Godziny Świętej i wskazuj drogę do Ogrodu Oliwnego, gdzie będziemy mogli trwać u boku Twego cierpiącego Syna.

Panie Jezu, po raz kolejny w czwartkowy wieczór przyszliśmy do świątyni, aby czuwać wraz z Tobą podczas Twoich zmagań w Getsemani. Czy możemy jednak powiedzieć, że zawsze wypełniamy Twoją prośbę upominającą apostołów: „Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie?” Czy coraz dojrzalej przeżywamy ogrójcowe czuwanie u Twego boku? Czy bardziej zbliżamy się do Ciebie, nasza Miłości? Jeśli odpowiemy szczerze na te pytania, zdamy sobie sprawę, że czasem jeszcze jesteśmy zbyt ociężali, zmęczeni i łatwiej nam się skupić na naszych ludzkich potrzebach i ich zaspokajaniu. Prosisz: „Czuwajcie i módlcie się”, ale my, jak apostołowie, jesteśmy senni. Nie pomaga nawet to, że Ty sam przychodzisz i nas budzisz. Mobilizujemy się na chwilę, uczestnicząc w rekolekcjach lub dniach skupienia. Potem powracają stare przyzwyczajenia, odnawia się słabość z Ogrójca, przychodzisz i zastajesz nas śpiących, osłabionych w gorliwości.

Wybacz nam Jezu, że tak łatwo ulegamy rutynie życia, stresom, niepokojom, zabieganiem towarzyszącym dzisiejszym czasom i nie dbamy wystarczająco, nie pielęgnujemy relacji z Tobą.

Przepraszamy za zniechęcenie i oschłość duchową, którym ulegamy na różnych etapach naszego życia duchowego. A przecież powinniśmy często sobie przypominać, że zniechęcenie jest przejściowe i ma na celu wypróbowanie naszej wierności i pobożności. Na razie nie widzimy sensu w wypełnianiu woli Bożej i nie rozumiemy jej, ale jeśli będziemy się trzymali dobrych postanowień, to kiedyś zrozumiemy. Czytamy o tym w  (1 Kor 12, 13): „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany”.

Przepraszamy za przekonanie o ludzkiej samowystarczalności, co jest przyczyną duchowej pustki, która łączy się z brakiem modlitwy.  Niektórzy nie wierzą w jej skuteczność, zwłaszcza, jak szturm nieba nie od razu skutkuje rozwiązaniem trudnych spraw. Chcemy poprawy swojego losu, ale bez konieczności podjęcia jakiejkolwiek aktywności. Lepiej, by samo się dokonało. Zapominamy o tym, że Panie Jezu przez s. Faustynę wielokrotnie przypominałeś nam, jak wielkie znaczenie ma jeden, prosty z pozoru gest szczerej ufności w Boże miłosierdzie.

Przepraszamy za niechęć do podejmowania duchowego wysiłku i za wszelkie oznaki poddawania się duchowemu marazmowi i egzystencjalnej pustce wywołanej zniechęceniem we wzrastaniu w chrześcijańskiej doskonałości, zamiast zwrócenia się ku Tobie, Dobry Jezu i trwania na szczerej modlitwie.

Wybacz, że czasami chcemy swoją wiarę opierać na odczuciach, a chwile suchości, brak emocjonalnych uniesień uznajemy za porażkę. Trzeba wiedzieć, że największa wierność objawia się nie wtedy, gdy modlitwa daje radość, ale wtedy, gdy nie daje nic, a człowiek mimo to trwa. Panie Jezu, wszak działasz w ukryciu, w ciszy, w braku doznań. Wiara nie polega na tym, by zawsze coś czuć, ale by iść dalej, nawet gdy serce milczy..

Z ewangelii wg. św. Mateusza (Mt 13, 47-53) „Jezus powiedział do tłumów: «Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko?» Odpowiedzieli Mu: «Tak jest». A On rzekł do nich: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare». Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.”

W dzisiejszej Dobrej Nowinie, Panie Jezu wyraźnie mówisz: „Wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych.” Takie zdanie w dzisiejszym świecie nie spotka się z aprobatą, bo mówi o sądzie ostatecznym. Jesteśmy otoczeni informacjami o naszej własnej wolności, cieszeniu się chwilą, zaspokajaniu potrzeb i często daleko nam jest do rozmyślania o konsekwencjach naszych czynów. Jednakże należy o tym pomyśleć, aby nasze działania były ukierunkowane na to, co nadejdzie po śmierci. Trzeba przyznać, iż z trudem rezygnujemy z wygód, praw i bywamy oburzeni, kiedy jesteśmy czegoś pozbawiani. Powodem tego jest to, że często patrzymy tylko na siebie i utwierdzamy się w egoizmie. Taki styl życia jest w rzeczywistości bardzo próżny, choć na początku wydaje się idealny. Wielu ludzi, w tym nas chrześcijan, żyje tak jakby piekła nie było i nie chodzi tu o strach przed potępieniem, ale o świadomość konsekwencji. Możemy przecież wybierać zło, bo jesteśmy wolni, ale trzeba wiedzieć, że kiedyś za wszystko przyjdzie nam zapłacić. Życie ziemskie jest czasem naszego przygotowania do życia wiecznego. Jaka będzie nasza wieczność zależy od naszego dziś, od tego jak przeżywamy każdy nowy dzień, z Tobą Panie Jezu czy bez Ciebie, wbrew Tobie. Jak przeżyjemy ziemski etap naszej egzystencji od tego zależy całe nasze wieczne życie. O Panie, jesteś miłosierny i dajesz nam jeszcze jeden dzień, abyśmy się nawrócili i zmienili swoje dotychczasowe życie. Dajesz nam szansę na naprawę tego wszystkiego co do tej pory zepsuliśmy. Stawajmy więc jak najczęściej przed Tobą, Zbawicielu, ze skruszonymi sercami, wyznawajmy nasze grzechy i prośmy o Twoje miłosierdzie. Ty wszak nigdy nie odmawiasz łaski swoim dzieciom proszącym z pokornym sercem.

I teraz właśnie ośmielamy się prosić o łaskę przebaczenia za zuchwałą ufność w Boże miłosierdzie, co wypływa z braku skruchy, żalu za grzechy i chęci poprawy w połączeniu z naiwnym przekonaniem o nieograniczonym Twoim, Panie Boże, miłosierdziu a odrzuceniu Twojej  sprawiedliwości.

Wybacz nam, umiłowany Jezu, zwątpienia i niepewności, które pojawiają się w trakcie prób naszej wiary, które mamy przejść świadomie i w sposób wolny. Przepraszamy za naiwne, bezmyślne zatracanie się w doczesności, nieprzemyślane i błędne wybory, które w konsekwencji  oddalają nas od nadziei Królestwa Bożego.

Ubolewamy nad tym, że niejednokrotnie postępujemy beztrosko, nieroztropnie, jesteśmy nieostrożni w naszych decyzjach i popadamy w tarapaty. Nie myślimy o tym, że każdy detal powinien być przez nas przemyślany i wymodlony, bo jest gwarantem naszego ostatecznego sukcesu. Dobre wybory prowadzą do dobrego celu, złe zaś do samozniszczenia człowieka. Każda decyzja jest tą jedyną i wyjątkową, a wszystkie razem składają się na to, co nazywamy historią naszego życia…

Przepraszamy za odrzucanie czyjeś dobroci i pomocy twierdząc, że to poniża, a na wszystko trzeba zapracować osobiście, nikomu nic nie zawdzięczając. Nie rozumiemy, że egoizm jest nie tyle wadą co grzechem, który wszystko zwraca ku sobie, ubóstwia własne ja i we wszystkim szuka siebie.

Panie Jezu, przepraszamy za wszelkie oddalenie od bliźnich, podziały, urazy, niechęci, lęk przed wyniesieniem innych, zaspakajanie swoich nieposkromionych żądz, szukanie własnej wygody, wykorzystywanie innych i zrzucanie winy na nich oraz nieuporządkowane przywiązania niezgodne z tym czego Ty, Panie, pragniesz.

Wybacz nam Panie nadmierne koncentrowanie na swych wewnętrznych napięciach:  grzeszności, odczuciach, samoocenie, zamiast okazywania czynnej miłości innym ludziom. Wszyscy potrzebujemy wzajemnie okazywanej sobie dobroci. To uleczy bardziej nasze zranione serca niż poszukiwanie Twojej, miłosierny Jezu, pomocy w odosobnieniu i trwaniu w zniechęceniu wobec ludzi i siebie samych. Trzeba pamiętać, że pomoc serca bardziej jest potrzebna niż pomoc rąk tu, gdzie jesteśmy. Amen

Witaj umiłowany Jezu w Najświętszym Sakramencie Ołtarza! Pozdrawiamy Cię tu i teraz w tej świątyni. Jesteśmy tu bo nas zaprosiłeś. Przyjmując Twoje zaproszenie, pragniemy być przy Tobie, towarzyszyć Ci w czasie modlitwy do Ojca w Ogrodzie Oliwnym i czuwać razem z Tobą, po prostu chcemy być blisko Ciebie. Chcemy popatrzeć na nasze problemy, na naszą szarą codzienność inaczej, doświadczyć pokrzepienia, Twojego pokoju. Aby to nasze czuwanie było owocne, potrzebujemy Twej pomocy. Dlatego prosimy poślij nam swojego Ducha Świętego.

Jezu umiłowany, często bardzo trudno skupić się nam na modlitwie, nasze myśli uciekają od Ciebie, jako Tego, który prawdziwie jest życiem. Prosimy oczyść nasze umysły, abyśmy nie zwracali uwagi jedynie na to, co ziemskie, lecz umieli, a przede wszystkim chcieli pochylić się w tej godzinie nad Twoim życiem. Jezu najdroższy, Ty sam czuwałeś na modlitwie w Ogrójcu, gorliwie modliłeś się do Boga Ojca, a noc i zmęczenie nie zniechęciły Cię do całonocnego czuwania. Naucz nas takiej postawy, abyśmy siebie nie usprawiedliwiali. Naucz nas systematyczności i odpowiedzialności w modlitwie, w podjętych działaniach. Duchu Święty przyjdź! Prowadź tę modlitwę, nasze czuwanie, dotykaj naszych zranień. Przyjdź w mocy do naszych serc.

Z miłości do nas Panie Jezu, zwracasz się dziś w swoim słowie: Z Ewangelii według św. Mateusza „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego Serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie”  (Mt 11, 28-30).

Przyzywasz Panie Jezu wszystkich, których dotyka cierpienie, zranienie, niemoc, którzy doświadczają niepewności losu, wszystkich przytłoczonych własną słabością. Gotów jesteś każdy krzyż uczynić drogą do pełni życia. Odbierasz lęk, dając pewność Twojej bliskiej obecności z Tobą i w Tobie każda ciemność staje się światłem. Ty widzisz nasze wielkie utrudzenie. Dlatego czekasz tu i chcesz, abyśmy oddali Tobie to wszystko co nas nadmiernie obciąża. Jesteś nieskończenie większy od spraw, które są przyczyną naszego utrudzenia, zdolny przynieść ulgę, a ciężary uczynić lekkimi, Jesteś przy nas, podajesz dłoń w trudzie życia. Mówisz: otwórzcie przede Mną serca, oddajcie Mi wszystko.  Pozwalam wam odpocząć przy Mnie. W Moich ramionach odnajdziecie zawsze schronienie i ukojenie. Miejcie tylko ufność i wiarę. Ufność i wiara zawsze prowadzą do Mnie, do Mojego Serca, z którego płyną dla was potrzebne łaski. Jestem blisko was.

Z Księgi psalmów (Ps 46, 2-4) „Bóg jest dla nas ucieczką i mocą, łatwo znaleźć u Niego pomoc w trudnościach. Przeto się nie boimy, choćby waliła się ziemia i góry zapadały w otchłań morza. Niech wody jego burzą się i kipią, niech góry się chwieją pod jego naporem, Pan Zastępów jest z nami, Bóg Jakuba jest dla nas obroną”

Dziękujemy Ci Panie Jezu, że jesteś tak blisko nas, że możemy do Ciebie przychodzić z każdą trudnością, ciężarem i przedstawiać je Tobie. Niech w ciszy Twa święta obecność, Twoje święte światło i Twa święta miłość wypełnia nas i tych wszystkich, których w duchu przyprowadziliśmy do Ciebie, przed Twoje Święte Oblicze, szczególnie wszystkich parafian, którzy zapomnieli o Tobie. Panie Jezu, mówisz o Sobie, Jestem „cichy” czyli łagodny, dobry i delikatny w traktowaniu ludzi. Ukazujesz Siebie jako pełnego dobroci, słowem i przykładem mówisz o otwartości, przebaczeniu i wielkiej czułości. Do takiej postawy zachęcasz nas, gdy mówisz: „Nie sądźcie…, nie potępiajcie…, przebaczajcie, a będzie wam przebaczone; „Miłujcie waszych nieprzyjaciół (…) błogosławcie tym, którzy was przeklinają i módlcie się za tych, którzy was oczerniają.

A jaka jest moja/twoja postawa? Czy mogę powiedzieć, że widzę  Ciebie, Jezu w drugim człowieku, w każdym, człowieku? Czy potrafię przebaczać? Czy jestem „cichy”? Odpowiem sobie sam w sercu. Przepraszamy Cię Panie Jezu za wszystkie nasze osądy, brak przebaczenia, oczernianie, potępianie, tę wojnę słów. Słowo przeciwko słowu. Przepraszamy, że nie słuchamy, tylko przekrzykujemy siebie. Wybacz nam Jezu.

Jestem pokornego serca, tak mówisz Panie, to znaczy mam świadomość małości jako stworzenie, nie wynoszę się nad innych, nie wykorzystuję, nie czynię się wobec nikogo przemożnym, przeciwnie staję się „sługą” wszystkich. Panie Jezu, Ty poświęcałeś czas i życie swoje dla dobra wszystkich, ale przede wszystkim dla maluczkich, ubogich i ostatnich. Wpatrując się w Twoje Święte Oblicze w Monstrancji na tym Ołtarzu, muszę sobie odpowiedzieć czy mam świadomość małości, czego jest więcej we mnie pokory czy pychy? Wybacz nam Jezu, że tak często brakuje nam pokory, że wynosimy się nad innych, czujemy się lepsi, ważniejsi, mądrzejsi. Mamy dużo znajomości, możemy sobie załatwić swoje sprawy poza kolejnością, niech inni czekają w kolejce, ja nie muszę bo jestem kimś ważnym.

Dzisiaj wobec świata, który zdecydował odwrócić się od Ciebie, Boga plecami, wobec świata wrogiego wszystkiemu, co chrześcijańskie, słuchać Ciebie, Jezu jest pocieszeniem, radością i nadzieją w codziennych walkach: „ Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście (…), a Ja was pokrzepię”. Pocieszeniem ponieważ te słowa zawierają obietnicę ulgi, pochodzącej z miłości Boga. Radością, bo sprawiają, że serce będzie manifestować w życiu wiarę w tę obietnicę. Nadzieją, ponieważ my, którzy wierzymy w Ciebie, Chryste wiemy, że nie wszystko się kończy, ale że wiele „końców” było „początkami” czegoś o wiele lepszego, tak jak pokazało nam Twoje zmartwychwstanie. Naszym celem jest ciągłe trwanie z Tobą, a metą jest iść niezawodnie ku Twojej miłości, ku „jarzmu” prawa, które nie opiera się na ograniczonych chęciach ludzkich, ale na wiecznej Bożej woli zbawienia.

Kończąc dzisiejsze czuwanie chcemy spojrzeć na krzyż, na Twoje szeroko otwarte ramiona, które wołają „Przychodźcie do Mnie, wszyscy…. czekam na was. W Tobie Ukrzyżowanym jest nasza nadzieja.

Nasza nadzieja w Ukrzyżowanym

Twój wzrok na krzyżu pełen spokoju, choć rany bolą w straszliwym znoju.

Do końca ufasz swojemu Ojcu, co wyraziłeś jasno w Ogrójcu.

Tam strach był wielki i pot Twój krwawy. Przyjąłeś wszystko dla Bożej sprawy.

Anioł Cię chronił w wielkiej udręce, pomógł się oddać w oprawców ręce.

Przez śmierć okrutną na drzewie krzyża za mnie, za wszystkich Tyś się uniżył.

Odarty z szaty, sponiewierany, Tyś jak baranek ofiarowany.

Twa krew niewinna za nas przelana jest dla nas łaską, drogą do Pana.

Przemień i nawróć ten świat szalony otwieraj serca, by był zbawiony. Amen.