Witaj Maleńka Miłości,  witaj Boże Dziecię! Przychodzimy dziś do Ciebie z sercami przepełnionymi miłością.  Patrzymy na Ciebie, malutkie dziecię leżące w żłobie i tak trudno jest nam sobie wyobrazić Ciebie w Ogrodzie Oliwnym. Przez ten krótki czas w ciągu całego roku, tak rzadko pojawia się słowo Krzyż na naszych ustach. Bo ten krótki czas Twojego narodzenia, to czas, gdy tak po ludzku, byłeś bezpieczny w ramionach Matki,  czas gdy czuwał nad Tobą święty Józef, to czas , gdy całe niebo i cała ziemia oddawały Tobie cześć i chwałę. I my też pragniemy czuwać przy Tobie w tej godzinie. Pragniemy oddać Ci gorąc naszych serc, aby już nigdy nie było Ci zimno; pragniemy oddać Ci całą naszą radość, aby smutek już nigdy nie gościł w Twoim sercu. Dziękujemy Ci Jezu za to zimno w tej świątyni. Oddajemy je Tobie, abyś już nigdy nie zaznał oziębłości ludzkich serc.

Maryjo, wtedy w Ogrojcu, nie byłaś obecna fizycznie.  Jezu, Ty  wiedziałeś  jak bardzo będzie cierpieć Twoja Matka i nie zniósłbyś widoku Jej cierpienia. Maryjo, czy wiedziałaś jak wielkie  znosić męki Twój syn?  Czy Twoje serce to czuło? Panie Jezu, jak mamy pogodzić nasz smutek z powodu tego co wydarzyło się w Getsemani i naszą radość z powodu Twoich narodzin? Dziś, ten czwartek to taki wyjątkowy dzień, który nam dałeś: 1-godzina, w której pragniemy wynagradzać Ci grzechy całego świata, w tym nasze własne 2- to także pierwszy dzień nowego roku 2026, któremu przewodniczy hasło „Uczniowie – Misjonarze”  i wreszcie Twoje święto Matko – Świętej Bożej Rodzicielki. Więc choć nie było Cię w Ogrójcu, ale jesteś dziś z nami. Trzymasz w ramionach nowo narodzone dziecię i wstawiasz się za nami, wypraszając nam łaski, które będą nam potrzebne w tym nowym 2026 roku.

Boże, u Ciebie wszystko ma swoje znaczenie. Dzisiejsze powiazania również. My ich nie znamy – ale z pokorą i ufnością przyjmujemy dziś wszystko co dla nas przygotowałeś. Dlatego teraz prosimy o dary Ducha świętego, abyśmy godnie realizowali wszystko to,  co przygotowane zostało dla każdego z nas. Ale Panie Jezu, za nim wlejesz w nasze serca swoją miłość, pozwól  nam przeprosić Cię za każde zło uczynione Tobie w poprzednim roku, pozwól nam wynagrodzić każdą krzywdę wyrządzoną Tobie w drugim człowieku.

Pozwól nam przeprosić Cię i wynagrodzić za zło uczynione  na całym świecie, ale w szczególności w naszej Ojczyźnie Polsce i naszej małej ojczyźnie – Słubicach: Przepraszamy Cię Jezu za wszelką niesprawiedliwość, wojny, jakie w poprzednim  roku toczyły się w świecie. Ale przyjmij też Jezu nasze pokorne „przepraszam” za te nasze niby małe, ale jakże wielkie „ wojenki” w narodzie polskim, za te wojny i waśnie w rodzinach, zwłaszcza toczone te przy wielkanocnym i wigilijnym stole; Przepraszamy Cię Jezu za zamachy terrorystyczne i bestialskie zbrodnie przeciw ludzkości; Przepraszamy Twoje Najukochańsze Serce za brak naszej modlitwy, za brak gorliwości i tęsknoty za Tobą. Przepraszamy Cię Jezu  za wszystkie komunie święte przyjęte świętokradzko  i za wszystkie sakramenty pokuty, które zostały odbyte byle jak, aby tylko odhaczyć. Przepraszamy Cię za brak sumiennego rachunku sumienia, za brak szczerego żalu za popełnione grzechy, za brak szczerej chęci zadośćuczynienia wyrządzonym krzywdom. Przepraszamy Cię Jezu za brak chęci poprawy, gdzie  nawet nie zadaliśmy sobie trudu, aby zapytać Ciebie jak mogę to zmienić. w jaki sposób mogę się poprawić?  Przepraszamy Cię Jezu za Twoje cierpienie, gdy widzisz ludzi odchodzących od kratek konfesjonału nadal z brudnym sercem  i zamkniętym na Twoją miłość. Przepraszamy Cię za brak  dostatecznej wrażliwości na cierpienie naszych braci chrześcijan, prześladowanych za wiarę. Panie Jezu, mamy tą łaskę, że żyjemy w Polsce, w kraju jeszcze nadal wolnym, w kraju, w którym nadal możemy otwarcie wyznawać naszą wiarę, naszą miłość do Ciebie. Dlatego tak trudno nam zrozumieć i przede wszystkim pamiętać o tym, że są kraje gdzie Twoje dzieci są prześladowane, gdzie przyznanie się do Ciebie karane jest więzieniem a nawet śmiercią. Panie Jezu, ci nasi bracia i siostry powinni być dla nas wzorem do naśladowania, a my nawet o nich nie pamiętamy. Przepraszamy Cię Jezu, za brak naszej modlitwy wstawienniczej za nich, za umocnienie ich wiary i sił fizycznych, aby mężnie znosili swój krzyż.

Przepraszamy Cię Jezu za zabójstwa, akty aborcji i eutanazji. Przepraszamy Cię Jezu za eksperymenty prowadzone na dzieciach nienarodzonych, za grzechy wrogów życia, za to, że człowiek czyni się panem życia. Przepraszamy Cię nie tylko za czyny tych morderstw, ale także za słowa, które spowodowały krzywdę czy też śmierć czyjejś odwagi, pomysłu, chęci pomocy.    Przepraszamy Cię Jezu za wszelką nienawiść i krzywdy, wyrządzane zwłaszcza bezbronnym i chorym, za brak pomocy dla głodujących i opuszczonych. Przepraszamy Cię Jezu za brak przebaczenia i chęci zemsty za poniesione krzywdy. Wybacz Jezu brak zrozumienia dla osób bezdomnych, pogardę wobec nich i wywyższanie się ponad nimi.

Przepraszamy Cię za rozwody, za rozbijanie małżeństw i łamanie wierności małżeńskiej, nie tylko tej fizycznej, ale również tej emocjonalnej. Przepraszamy Cię za  sprowadzanie sakramentu małżeństwa do roli kontraktu na poziomie finansowym i obopólnego zadowolenia. Wybacz Panie brak małżeńskiej modlitwy, wybacz brak zrozumienia roli mężczyzny jako męża i kobiety jako żony. Przepraszamy Cię Panie za lekceważenie obowiązków małżeńskich  i rodzicielskich. Wybacz Panie traktowanie posiadania potomstwa jako zbędne nakłady  finansowe, jako coś co przeszkadza w karierze zawodowej i samorealizacji. Przepraszamy Cię Jezu za te wszystkie małżeństwa, w których nie ma już „ my”, lecz dwoje „ ja” realizujące jakieś cele.

Przepraszamy Cię Jezu za uzależnienia- pijaństwo, narkomanie, seksoholizm, hazard, pracoholizm i wszelkiego rodzaju uzależnienia, które zabijają człowieczeństwo i nie pozwalają podejmować świadomych decyzji. Przepraszamy Cię Jezu za błędne decyzje rodzin osób uzależnionych, które  poprzez źle pojętą miłość nie ułatwiają, albo wręcz nie pozwalają wyjść z nałogu. Przepraszamy Cię Jezu szczególnie za grzech pijaństwa, który jest tak bardzo rozpowszechniony w naszym narodzie i jednocześnie tak bardzo marginalizowany. Przepraszamy Cię za wszystkie uroczyści, zwłaszcza te poświęcone Tobie, gdzie głównym gościem  przy stole był właśnie alkohol i TY Jezu byleś wręcz wyrzucony z domu. Przepraszamy Cię za grzechy handlu narkotykami, handlu ludźmi, handlu organami ludzkimi, gdzie sprowadza się życie ludzku do roli pożądanego przedmiotu.

Przepraszamy Cię Jezu za publiczną obrazę wiary, moralności chrześcijańskiej i lekceważenie krzyża Chrystusowego. Przepraszamy Cię Jezu za wszystkie skecze, kawały, żarty,  w których jesteś obrażany i wyśmiewany. Wybacz nam Jezu naszą postawę, gdy w naszej obecności obraża się Ciebie lub Twoich kapłanów. Wybacz nam brak naszej reakcji, aby nie  zostać posądzonym o brak dystansu, brak poczucia humoru. Przepraszamy Cię Jezu za nieuzasadnione opuszczanie niedzielnej i świątecznej Mszy świętej, za znieważanie dni świętych i niepotrzebną pracę w niedziele i święta. Przepraszamy Cię Jezu za wszystkie Eucharystie, w których Twoje dzieci były tylko stojakami     a nie uczestnikami Twojej uczty.

Przepraszamy Cię  za grzechy kapłanów, za ich brak wiary w Twoją realną obecność w Najświętszym Sakramencie. Przepraszamy za sprawowanie przez nich Twojej Najświętszej ofiary, rękoma brudnymi od grzechów. Ale też przepraszamy Cię Jezu z brak naszej modlitwy za nich. Przepraszamy Cię Jezu za grzechy popełnione w pracy, wobec sąsiadów i w naszych rodzinach, za brak miłości i życzliwości, brak poszanowania własności społecznej, nieuczciwość w pracy, nieżyczliwość i obojętność na ludzkie potrzeby. Przepraszamy Cię Jezu za naszą pychę, za to, że się z niej nie spowiadamy i , że się do niej nie przyznajemy. Przepraszamy Cię Jezu za brak naszej skruchy za grzechy zaniedbania. Panie Jezu, jest tyle jeszcze rzeczy, za które winniśmy Cię przepraszać. Pewnie byśmy byli tu rana i nie wyczerpalibyśmy tych wszystkich przewinień, którymi przybiliśmy Ciebie do drzewa Krzyża. Dlatego błagamy Cię Jezu za to wszystko, co uczyniliśmy złego, wybacz nam Jezu!

Panie Jezu cierpiący w Ogrójcu, ta godzina jest Twoja, ale cała Trójca święta, kochacie Matkę Przenajświętszą tak wielką miłością, że cała jest Pełna Łaski. A u Ciebie Boże nie ma przypadków, więc skoro ten dzisiejszy czwartek , pierwszy dzień Nowego 2026 roku jest Świętem Bożej Rodzicielki Maryi, będąc wraz z  Tobą Jezu w Getsemanii, świadomie i dobrowolnie oddajemy się  Tobie Jezu, przez ręce Najświętszej Maryi Panny. Przyjmij ten akt naszego oddania:

Maryjo, Matko Ciszy i Zaufania, stajemy  przed Tobą na granicy czasu. Za nami rok przeżyty — z jego światłem i cieniem. Przed nami  rok nowy 2026 — nieznany, jeszcze nienazwany, jak droga ukryta we mgle. Nie pytamy dziś, co przyniesie. Nie prosimy, aby był łatwy. Prosimy tylko, aby był przeżyty z Tobą i w woli Boga. Oddajemy Ci, Maryjo, cały Rok 2026 — nie tylko jego święta i radości, ale również dni zwyczajne, monotonne, ciche, trudne. Oddajemy Ci poranki, w których będziemy wstawać bez sił i wieczory, w których będziemy szukać sensu. Zawierzamy  Ci nasz czas, bo on nie należy do nas. Każda godzina, każdy oddech, każde spotkanie i każde pożegnanie niech zostaną złożone w Twoich dłoniach, abyś uczyła nas przeżywać je świadomie, z wdzięcznością i pokojem. Maryjo, oddajemy Ci nasze plany na rok 2026, ale jeszcze bardziej oddajemy Ci naszą gotowość na ich utratę. Oddajemy Ci nasze pragnienia, ale i naszą zgodę na to, że Bóg poprowadzi nas  inaczej, niż byśmy tego chcieli. Zawierzamy Ci nasz lęk przed przyszłością, niepewność jutra, obawy o zdrowie, pracę, relacje, świat. Ucz nas  wiary, która nie polega na kontroli, lecz na trwaniu przy Bogu, krok po kroku. Oddajemy Ci nasze serca w roku 2026 — z jego ranami, z jego zmęczeniem, z jego nadzieją, która czasem słabnie. Ucz nasz miłości, która nie jest emocją, lecz decyzją codziennej wierności. Maryjo, jeśli w tym roku przyjdzie samotność, bądź blisko. Jeśli przyjdzie choroba, bądź umocnieniem. Jeśli przyjdzie krzyż, ucz nas go nie odrzucać, lecz przeżywać z Chrystusem. Oddajemy Ci nasze relacje — te, które nas budują, i te, które nas ranią. Oddajemy Ci słowa, które będziemy wypowiadać, i milczenie, które będziemy musieli przyjąć. Ucz nas prawdy wypowiadanej w miłości. Zawierzamy Ci Kościół w roku 2026 — jego drogę, jego zmagania, jego świadectwo w świecie. Niech będzie wierny Ewangelii, nawet wtedy, gdy będzie to kosztować. Maryjo, oddajemy  Ci także godzinę naszej śmierci, jeśli miałaby nadejść w tym roku, nie z lękiem,  lecz z ufnością, że Ty będziesz blisko, tak jak byłaś blisko Jezusa pod krzyżem. Przyjmij, Matko, ten akt zawierzenia — nie jako piękne słowa, lecz jako decyzję serca. Niech w Roku 2026 wszystko, co się wydarzy, prowadzi nas bliżej Boga. Prowadź nas przez ten rok drogą światła i prawdy, aż do dnia, w którym czas ustąpi wieczności, a wiara stanie się widzeniem. Maryjo, w Twoje ręce oddajemy Rok 2026. Amen.

Witaj odwieczna Miłości, witaj chwalebny Zbawicielu! Przebywanie w Twojej obecności, w obecności Boga żywego, przemienia nas nawet wówczas gdy nie jesteśmy tego świadomi. Wpatrujemy się teraz w Świętą Hostię, w której stałeś się dla nas chlebem i wierzymy, że Ty jesteś wpatrzony w nas. Twoje spojrzenie miłości tak delikatnej, czułej i troskliwej do głębi nas przenika. Nie lękamy się już i chcemy położyć głowę na Twojej piersi, by jak umiłowany uczeń usłyszeć bicie Twego Boskiego Serca. Bądź uwielbiony, bądź pochwalony, bądź pozdrowiony, wołamy z głębi naszej nicości i dziękujemy za wszystkie łaski, którymi nieustannie nas obdarzasz, a szczególnie za to, że dałeś nam Siebie w Sakramencie ołtarza mówiąc: „ A oto Ja jestem z Wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” Mt 28,20.

Panie Jezu Chryste, z Twojej woli i z Twojej łaski dane nam jest uczestniczyć w dzisiejszej Godzinie Świętej, otwierać przed Tobą serca i umysły, by zadośćuczynić za wszelkie nasze nieprawości, grzechy naszych rodzin, popełniane w Słubicach, Ojczyźnie i na całym świecie. Niech czas tej modlitwy będzie ku Twojej chwale, tak by wszystkie nasze myśli i pragnienia skierowane były ku Twojej służbie i ku Twojej miłości. Niech wzrasta w nas pragnienie wynagradzania Twemu Najświętszemu Sercu.

Maryjo, to dzięki Twojemu „fiat”, dzięki Twojemu ofiarowaniu własnego ciała  w czystym oddaniu się Bogu, Słowo stało się ciałem w Twym łonie. W milczeniu i pokoju nosiłaś pod sercem i wydałaś na świat Tego, który wszystko dźwiga na swych barkach. Bądź naszą przewodniczką na drodze do Bożego Narodzenia, aby czas, w którym będziemy świętować narodziny Twojego Syna Jezusa Chrystusa a naszego Zbawiciela napełnił nasze serca radością i nadzieją. A teraz  wspomagaj nas, prosimy, w modlitwie wynagradzającej Twemu umiłowanemu Synowi.

O dobry Jezu, umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Św., oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia, porusz nasze serca, pokaż drogę, którą mamy kroczyć, pomóż pełnić wolę Ojca. Mądrości, która z ust Bożych wypływasz wszystko urządzasz, zewsząd cel dobywasz, przybądź i naucz nas roztropności, wieczna mądrości.

Panie Jezu, zbliżamy się do końca okresu adwentowego, czasu podwójnego oczekiwania. Zarówno na uroczyste obchodzenie Twojego pierwszego przyjścia na ziemię, we Wcieleniu oraz  oczekiwania na Twoje powtórne przyjście na końcu czasów. Pomyślmy, czy tak naprawdę pamiętamy o tym, że przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełniłeś Panie, Twoje odwieczne postanowienie, a nam otworzyłeś drogę wiecznego zbawienia? Czy jesteśmy wdzięczni za ten niesamowity akt miłości do każdego z nas? Tak łatwo poddajemy się pędowi życia, jesteśmy zatopieni w codzienności, pracy, obowiązkach i zapominamy, że powinniśmy zwolnić, poświęcić czas nie tylko na przedświąteczne porządki, zakupy, przygotowywanie jedzenia i prezentów, ale na modlitwę, refleksję nad własnym życiem, czytanie Słowa Bożego, udział w Roratach i rekolekcjach. Wybacz nam Jezu, że czas adwentowego nawrócenia traktujemy powierzchownie, kosmetycznie, bez zastanawiania się jakie owoce przynosi nasza wiara, czy nasze życie rzeczywiście się zmienia, czy jesteśmy lepszymi małżonkami, rodzicami, sąsiadami, pracownikami. Przepraszamy, że wiara wielu z nas nie zachęca innych do nawracania i naśladowania, a niejednokrotnie bywa wręcz tylko niedzielnym rytuałem nie mającym wpływu na poniedziałkowy poranek.

Musimy pamiętać, że adwentowy czas jest również oczekiwaniem na Paruzję i powinniśmy postawić sobie kilka pytań: czy już dziś rzeczywiście chcielibyśmy się spotkać z Tobą, Jezu, przychodzącym sądzić żywych i umarłych? Czy nasze życie jest posprzątane? Jak szybko dalibyśmy radę się spakować na drogę do wieczności? Aby odpowiedzieć choćby słabym i drżącym  głosem: „Gotowi jesteśmy na Sąd Boży”, przedtem winniśmy przyjrzeć się samym sobie, ciemnym stronom naszego życia.   Wybacz, Panie Jezu, naszą beztroskę w myśleniu o wieczności, odkładaniu  przygotowania na później, bo przecież jesteśmy za młodzi, jeszcze zdążymy. A tak naprawdę nikt z nas nie wie, czy to przypadkiem nie jest ostatni Adwent w naszym życiu, który przygotuje nas do przejścia na tamten świat. Zatem zawczasu trzeba nam pomyśleć o duchowym remoncie, o tym, by spowiedź przed świętami była równie solidnie przygotowana jak wigilijny stół. I to będzie dobry moment na uporządkowanie naszych serc, ale i wszystkich spraw z najbliższymi, z którymi będziemy spożywać wieczerzę wigilijną. Czy Adwent jest dla nas czasem radosnego oczekiwanie na Twoje, Panie przyjście, czy też beztroskiego spędzania czasu w oczekiwaniu na święta, to zależy wyłącznie od nas. Zatem, by nie zmarnować czasu Adwentu i Bożego Narodzenia, dobrze jest potraktować go, jako drogę duchowego postępu.

Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty Panie przemów do nas w swym zbawczym słowie: „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.” (Mt. 1, 18-24)

„Nie bój się wziąć do siebie Maryi” te słowa z dzisiejszej Ewangelii brzmią jak motto na ostatnie dni Adwentu. Mogą zostać odczytane przez nas także jako słowa na całe nasze życie. Przecież jest ono właśnie adwentem, czyli oczekiwaniem na ostateczne spotkanie z Tobą, Jezu, po naszej śmierci. Jak możemy zrozumieć to wezwanie i jak możemy je odnieść do siebie? Józef ma swój sposób na znalezienie wyjścia ze skomplikowanej sytuacji.  I my też mamy swoje sposoby, swoje strategie na rozwiązywanie problemów. Okazuje się jednak, że wiele z nich jeszcze bardziej nas pogrąża. Nasze różne uwikłania, uzależnienia, sposoby na odczucie ulgi, zadowolenia, poczucie świętego spokoju prowadzą do tego, że przekreślamy, choćby na chwilę, nasze zasady, wartości, to w co wierzymy, a potem, gdy powraca myślenie, żałujemy… Przepraszamy, że trudne sprawy czy decyzje chcemy rozwiązywać po swojemu nie słuchając Ciebie, Panie Jezu, bez otwarcia się na działanie Słowa Bożego, bez rozeznawania czy są zgodne z Twoją wolą, próbujemy po swojemu szukać własnego rozwiązania, swojej drogi, własnej  interpretacji, która wytłumaczy nas i nasze postępowanie.

Panie Boże, dla Józefa masz inną propozycję rozwiązania problemu: zamiast oddalenia – przyjęcie. Jakże często przychodzisz do nas pośród zmartwień, kłopotów i trudnych wyborów przeciwstawiając ludzkim sposobom rozwiązania tego co nas trapi, swoje – boskie. Ale by mogły przynieść owoc, wymagają od nas pełnego zaufania Tobie, nasz Panie, wymagają uwierzenia, że jesteś w stanie poradzić sobie z tym, co nas przekracza. To jest dla nas  niełatwe zadanie, bo sprawia, że  tracimy kontrolę nad swoim życiem. Nie znamy dokładnie Twoich planów, możemy jedynie oprzeć się na tym, że jesteś ich autorem. O wiele łatwiej jest nam pozostać w kręgu kontroli, bezpośredniego wpływania na to, co się dzieje. Panie Jezu, wybacz nam brak zaufania i zawierzenia Tobie naszych wewnętrznych zmagań i niepewności, co prowadzi do tego, że stajemy się bardziej przytłoczeni problemami, którym nie umiemy sprostać, smutni i osamotnieni. I w takiej chwili możemy albo opuścić nasze ręce w geście rozpaczy, albo wyciągnąć je do Ciebie, Jezu,  w zaufaniu i przyzwoleniu na to, co nam przygotowałeś. Józef tak właśnie postąpił, miał odwagę i w geście zaufania przyjął Maryję. Przepraszamy, że uparcie tkwimy w swoich różnych, irracjonalnych lękach, które czasami latami trzymają nas w szachu, ciągle powracają i nas ograniczają, podczas gdy Ty, nasz Mistrzu, proponujesz rozwiązanie wychodzące poza nasz dotychczasowy schemat myślowy. Tak jak powiedziałeś przez Anioła do Józefa, mówisz i do nas: wejdź w to, nie uciekaj przed tą sytuacją, nie kombinuj po swojemu, Ja Cię poprowadzę!  Pomyślmy, co powinniśmy zmienić w swoim życiu, w  jakim schemacie myślowym tkwimy, który sprawia, że poza chwilową ulgą dalej pozostajemy z nierozwiązanymi problemami, a na dodatek  z niechęcią do siebie, którą być może dajemy bardziej odczuć innym..

Powinniśmy wiedzieć, że życie duchowe jest procesem rozeznawania, ćwiczeniem  w rozpoznawaniu Twojego głosu, nasza Miłości, pośród tysięcy innych wewnętrznych głosów. W rzeczywistości mieszkają w nas głosy naszych emocji, przeszłych doświadczeń, nadziei, czy lęków i często wierzymy im, zwłaszcza tym, które mówią o naszej słabości, porażkach czy braku wartości. Nie każda myśl, głos mówi o nas to, kim naprawdę jesteśmy. Wiele z nich to echa starych zranień, niepokoju czy cudzych oczekiwań. Wybacz nam Jezu, nasze skupianie się, rozpamiętywanie czy wręcz pielęgnowanie negatywnych myśli zamiast ich odrzucania. Wybacz, że za mało modlimy się do naszych Aniołów Stróżów, by w trudnych momentach pomagali nam, podsuwali właściwe myśli, dawali dobre natchnienia, umacniali w podejmowaniu dobrych wyborów i oddalaniu złych. A przecież te boskie istoty posyłasz nam Panie Boże, by towarzyszyli nam w życiowej podróży i uobecniali Twoją bliskość. Kończąc rozważania tej Godziny Świętej zawierzmy św. Józefowi wszystkie te sytuacje, które nas przerastają, a może nawet przerażają. Niech będzie patronem tych, którzy chronią, biorą na siebie trudności, służą bez rozgłosu, a także naszych ciemności, naszych grudniowych nocy, pośród których możemy usłyszeć, Panie Jezu, delikatny Twój głos: „Nie bój się!”.

 

 

Bądź pozdrowiony i uwielbiony Panie Jezu Chryste w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Witamy Cię Najświętsza i Najcichsza Obecności pełna miłości i miłosierdzia. Jak w każdy czwartek, tak i dziś przychodzimy uwielbić Twoje miłosierdzie nad nami. Klękamy przed Twoim Najświętszym Obliczem bo Ty, Panie  dajesz nam siły, jesteś dla nas oparciem. Ufając Tobie przeprowadzasz nas przez trud codzienności, dajesz pokój nawet pośród burz. Jesteś skałą, na której możemy się oprzeć, a Twoje słowa nie przemijają i nie zawodzą. Twoja miłość uzdalnia nas do ciągłego przebaczania krzywd. Każde przebaczenie niesie uzdrowienie i  ten akt miłosierdzia wobec siebie i bliźnich czyni nas wewnętrznie wolnymi.

Weszliśmy w nowy rok liturgiczny, pierwszy tydzień Adwentu, czas oczekiwania i przygotowania na Twoje powtórne przyjście. W kościołach odprawiane są Roraty, pali się świeca symbolizująca Maryję  Niepokalanie Poczętą. Wraz z Maryją chcemy wejść w czas radosnego przygotowania na spotkanie z Tobą, Panie Jezu. Pragniemy przygotować swoje serce przez cichość i skupienie ducha. Maryja przez cichość serca i skupienie ducha znalazła upodobanie w oczach Boga Ojca. Dlatego chcemy kroczyć u Jej boku trzymając Ją za rękę, by mogła przygotować nasze serca.  Bo ważniejsze dla nas powinno być nasze wnętrze, niż ubiór, szata, strój, uroda, makijaż, fryzura czy inne dodatki. Najważniejsze jest to co w środku, to kim jesteśmy. To wnętrze musimy formować, ale nie formować je tylko dla samego siebie, lecz czynić to w relacji z Tobą, Panie, odkryć prawdziwą więź z Tobą. Wtedy zrozumiemy po co jesteśmy i ku czemu zmierza nasze życie.

W tej godzinie Ogrójca chcemy trwać i czuwać na modlitwie z Tobą, Panie. Nie możemy przynieść Ci pomocy, ale przynajmniej weźmiemy udział w Twoim opuszczeniu, osamotnieniu, czuwając i trwając wraz z Maryją na modlitwie. Niech obecność Twojego Ducha Świętego nas przenika, pociesza, wnika w głębiny naszych dusz, przenika nasze wnętrza, przemieniając nas. Bądź uwielbiony Boże Duchu Święty i przyjdź do nas z darami.  Przyjdź, abyśmy w duchu mogli udać się z Tobą Panie  na „górę”, na tę” górę”, gdzie stoczyłeś walkę sam ze sobą, gdzie pociłeś się krwią. Ma być to lekcja, którą powinniśmy sobie przyswoić. Dajesz nam przykład, jak mamy postępować w trudnościach, które nas w życiu czekają. Mamy się udać na modlitwę i w modlitwie szukać pociechy i pomocy,   nigdy ustąpić z pola walki i uciec przed trudnościami, jak uciekli  uczniowie. Maryjo, Bramo Adwentu Ty, któraś nigdy nie szukała siebie, bądź naszą przewodniczką.                                   

Z Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 7,21.24-27): W owym czasie Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki».
Nie ten jest Moim umiłowanym, kto woła: „Panie, Panie|”, lecz ten i tylko ten, który wypełnia Moją wolę”. Jak wypełniać Twoją wolę? W tych trudnych czasach pozostają dwa sposoby, aby uratować się z tego zamętu: oddać się Niepokalanemu Sercu Maryi, Przenajświętszej Pannie oraz odnowić nabożeństwo do Najświętszej Eucharystii poprzez adorację oraz częstą Komunię Świętą. W zjednoczeniu z Twoim Sercem i mocą Twojej Miłości – kochać Maryję, wynagradzać, modlić się i ratować dusze naszych braci i sióstr. Oto nasze zadanie. Jak się modlić? Modlitwa nie powinna polegać jedynie na wypełnianiu jej naszymi prośbami, lękami, pragnieniami i oczekiwaniami, ale na pełnym oddaniu się Bogu, całkowitym zawierzeniu: „Nie moja wola , lecz Twoja niech się stanie”(Łk 22,42).

Przepraszamy Cię, Panie, że nie kochamy Twojej Matki, którą dałeś nam w testamencie z Krzyża za naszą Matkę. Dając nam swoją Matkę na krzyżu, powiedziałeś:. „Jeśli dusza miłuje tę Matkę, będzie miłować także i Mnie, Jej Boskiego Syna, który czyniąc zadośćuczynienie za wasze grzechy, wyzbył się  swego ostatniego godziwego przywiązania  – do swojej Matki”.

Poczucie bezsilności czy niepokój mają często swoje źródło w naszym przywiązaniu do dóbr doczesnych.  Przepraszamy Cię Panie, że nieraz deklarujemy, że oddajemy Tobie nasze zdrowie, zakładając z góry, że dzięki temu choroba nas nie dotknie. Oddajemy nasz dzień, ale pod warunkiem , że będzie udany i radosny. Oddajemy czas swój licząc, że nie odczujemy straty. Oddajemy pracę oczekując, że zaowocuje ona sukcesem i spełnieniem zawodowym. Przepraszamy Cię Panie, że stawiamy Tobie warunki.

Tymczasem dopiero wtedy, gdy wszystko się burzy, gdy przychodzi cierpienie i doświadczamy bezradności wobec rzeczywistości ujawnia się, czy naprawdę oddaliśmy się Tobie wraz ze swoimi sprawami. Może się okazać, że nasze słowa były tylko pustą deklaracją. Zamiast pokoju serca pojawia się bunt, skupienie na frustracji, bezsilności, gniewie. Wtedy ranimy łatwo innych i szukamy winnych. Przepraszamy Cię Panie, że nie prosimy Ciebie, abyś uzdolnił nas do tego byśmy idąc za Twoim przykładem potrafili w pełni oddać się Ojcu, powtarzając: „Ale nie jak ja, lecz jak Ty chcesz”, nawet jeśli zrealizują się w naszym życiu czarne scenariusze. Przestrzegasz nas Panie Jezu przed błędnym rozumieniem wiary i miłości. Samo wyznanie Panie, Panie! ustami nie zapewni nam zbawienia. Decydujące znaczenie ma tu miłość, z niej będziemy sądzeni. Miłość, zaufanie i wierność Twojemu słowu w zdrowiu i chorobie. Mamy budować na Skale, czyli Prawdzie. Przepraszamy za nierozważne zachowanie, że budujemy dom na piasku, co prowadzi donikąd i kończy się porażką w życiu. Że jesteśmy w nieustannej promocji samego siebie i swoich punktów widzenia, wmawiamy sobie, że damy radę. Przepraszamy, że nie budujemy na Tobie, Jezu i nie inwestujemy w relację z Tobą, opuszczamy niedzielną Mszę Świętą, nie korzystamy z życia sakramentalnego.

Panie Jezu, żyjemy w czasach przygotowujących nas do triumfu Niepokalanego Serca Twej Matki. To jest most łączący teraźniejszość z przyszłością, a tym mostem są Twoi kapłani. Potrzebujemy naszych kapłanów, byśmy wszyscy mogli przejść po tym moście, który prowadzi do triumfu Matki Bożej. Stąd ten atak na kapłanów. Atak na kapłana to również atak na Eucharystię. Dlatego ważne jest, abyśmy modlili się za wszystkich kapłanów, za tych, którzy bardzo mocno upadli, pogubili się, za tych, którzy się chwieją i potrzebują kogoś kto ich podtrzyma, poda przysłowiowe kule, którymi jest post, jałmużna i modlitwa, ale i za kapłanów pięknych w swej posłudze.

Dziś pierwszy czwartek miesiąca, dzień ustanowienia Eucharystii i Sakramentu Kapłaństwa, pomódlmy się za kapłanów o ich uświęcenie. Modlitwa św. Teresy od Dzieciątka Jezus za kapłanów: O Jezu, Wieczny i Najwyższy Kapłanie, miej swoich kapłanów w opiece Twego Najświętszego Serca, gdzie nikt im nie może zaszkodzić. Zachowaj nieskalane ich namaszczone dłonie, które codziennie dotykają Twojego świętego Ciała. Zachowaj w czystości ich wargi, które są czerwone od Twojej Najdroższej Krwi. Zachowaj w czystości i wolności od spraw ziemskich ich serca, naznaczone wzniosłym piętnem Twojego pełnego chwały kapłaństwa. Pozwól im wzrastać w miłości i wierności Tobie i strzeż ich przed skażeniem świata. Dałeś im siłę przemiany chleba i wina, daj im także siłę przemiany serc. Pobłogosław ich pracę bogactwem owoców i obdarz ich następnie koroną wiecznego żywota. Amen.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Witamy Cię, Najukochańszy Zbawicielu! Stawiamy się dziś przed Tobą naszym Królem i najlepszym Przyjacielem, aby oddać Ci najgłębszą cześć, uwielbienie i podziękować za wszystkie nieocenione Twoje dobrodziejstwa. Uświadamiając sobie to, kim Ty jesteś uświadamiamy sobie również to, kim my jesteśmy wobec Ciebie. Uświadamiamy sobie naszą znikomość wobec Ciebie, ale z drugiej strony, też i naszą wielkość, bo przecież Ty nas wybrałeś, umiłowałeś, oddałeś swoje życie za nas. Panie Jezu, Twa nieskończona miłość skłoniła Cię do pozostania z nami w Najświętszym Sakramencie byśmy mogli zawsze do Ciebie przychodzić jak do najmilszego Przyjaciela i Ojca. Dziękujemy Ci za to i z największą pokorą i czcią oddajemy Ci pokłon wraz z najmilszą Matką Twoją Najświętszą Marią Panną, wszystkimi świętymi Twoimi i Aniołami, Pierwszymi Męczennikami Polski – patronami naszej diecezji. Chwalimy Cię, błogosławimy Cię, wielbimy Cię, dziękujemy Tobie dla wielkiej chwały Twojej. Uczyłeś nas, Panie Jezu, że Twój Duch będzie w nas mieszkał, wszystkiego nas nauczy i będzie nas prowadził. Dziękujemy Ci za to, że uczyniłeś nas Jego świątynią i że nas prowadzi. Spraw, abyśmy zawsze dostrzegali, mocą wiary, tę Jego świętą obecność i działanie, a szczególnie teraz podczas tej Godziny Świętej.

Panie Jezu, w  swojej publicznej działalności zawsze byłeś opanowany, spokojny i odważny. W Ogrodzie Getsemani jest inaczej, jesteś pełen lęku, którego nie ukrywasz i nie wahasz się odsłonić przed uczniami tego co przeżywasz mówiąc: „Smutna jest moja dusza, aż do śmierci” (Mt 26, 38). Umiłowany Panie, nie zamykasz się w sobie podczas cierpienia, a szukasz bliskości przyjaznych Ci osób, czyli apostołów. W ten sposób przeciwstawiasz się szatańskiej strategii, dążącej do odizolowania człowieka cierpiącego od innych ludzi. Zły duch pragnie człowieka przeżywającego ból zamknąć jakby w klatce, gdyż wie, że ze swej natury jesteśmy słabi, a nadwyrężeni dodatkowo cierpieniem i samotnością stajemy się dla niego łatwym łupem.

Przepraszamy za uleganie  niszczącemu poczuciu samotności wynikającemu z braku doświadczenia miłości, odrzucenia, zranienia, nadużytego zaufania, czy nieprzebaczenia co może skutkować noszeniem bólu w sobie przez całe życie. Wybacz nam Jezu, że winimy Ciebie za  obarczenie nas niechcianą samotnością bez przypatrzenia się na ile idziemy przez życie drogą wyznaczoną przez Ciebie. Choć nierzadko jesteśmy wręcz chorobliwie samowystarczalni, skupieni na sobie, dbamy tylko o siebie i rzadko wychodzimy ku drugiemu człowiekowi, co wynika z jakiegoś przekonania o nas samych, że jesteśmy gorsi lub z przekonania o świecie, że jest wrogi, niebezpieczny i lepiej siedzieć w domu niż z niego wychodzić.

Przepraszamy, Panie Jezu, za pozostawanie na poziomie destruktywnego narzekania zamiast kontaktu z drugim człowiekiem, szukania wsparcia w kreatywnej rozmowie, czy udziału w  grupach modlitewnych.  Wybacz nam, że nie rozumiemy, iż bez Ciebie, najdroższy Jezu, nie będziemy umieli zrozumieć drugiego człowieka: jego myśli, zachowań, stylu życia i podobnie względem siebie samych. Tylko Ty obronisz nas przed  gniewem i złością wyładowywanymi na sobie w formie destrukcyjnych myśli czy zachowań, a także przed wpadnięciem w pułapkę samouwielbienia, egoizmu czy narcyzmu. Tylko Ty, nasz Nauczycielu zawsze zachęcasz nas do wyjścia ku bliźniemu i ku sobie w postawie miłości miłosiernej i przebaczającej.

W Ogrodzie Oliwnym modliłeś się Panie Jezu słowami: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich!” (Łk 22, 42), które są jakby pytaniem czy konieczne jest cierpienie lub czy istnieje jakaś inna droga zbawienia? W odpowiedzi możemy powiedzieć, że nie ma innej drogi, gdyż człowiek poprzez grzech zerwał relację miłości z Bogiem. Naprawa utraconej więzi wymagała aktu doskonałej miłości, czyli ofiary krzyża, w której Jezu Chryste, stałeś się darem z samego siebie dla każdego człowieka. Współczesny świat pragnie usunąć cierpienie i kładzie akcent tylko na samą miłość, a w rezultacie nasza rzeczywistość staje się coraz bardziej surowa i chłodna.

Wybacz nam, Jezu,  opór ludzkiej natury, która wzdryga się przed przyjęciem woli Bożej, zawierającej zgodę na cierpienie poprzez wybór życia łatwego i przyjemnego. Trzeba przyznać, że kiedy doświadczamy cierpienia, to dużo łatwiej przychodzi nam znaleźć czas na modlitwę, która przybiera wówczas formę błagalnej prośby i zazwyczaj jest bardzo gorliwa.  Przepraszamy, że dużo trudniej jest nam się modlić gdy wszystko się układa, nic nam nie doskwiera, a czas na spotkanie z Tobą, Boże, przekładamy wówczas na dalszy plan. Podczas modlitwy w Getsemani w pełni jednoczysz się Jezu z Ojcem mówiąc: „Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” ukazujesz nam w ten sposób, że tylko cierpienie przeżywane z Bogiem na sens. Miłość to najlepszy sposób zapobiegania cierpieniu oraz najlepsze lekarstwo na cierpienie, jeśli ono już się pojawi.

Z Ewangelii wg św. Łukasza (Łk. 17, 20-25) :”Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: «Królestwo Boże nie przyjdzie w sposób dostrzegalny; i nie powiedzą: „Oto tu jest” albo: „Tam”. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest». Do uczniów zaś rzekł: «Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: „Oto tam” lub: „Oto tu”. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, jaśnieje od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie»”

Panie Jezu, w słowach dzisiejszej Dobrej Nowiny mówisz do nas: „królestwo Boże pośród was jest”, a prościej to ujmując „jeśli chcesz je zobaczyć, rozejrzyj się wokół siebie”. Jest ono teraz, w tym konkretnym czasie, pośród zwykłych zajęć, w codziennych sprawach i w ludziach, z którymi się spotykamy, a wybory, które  podejmujemy każdego dnia świadczą o tym, czy królestwo Boże jest wśród nas. Dlatego trzeba żyć tą darowaną chwilą, obdarzać innych miłością i tym co najprostsze, gestem życzliwości, uśmiechem, rozmową, zrobić coś konkretnego dla bliźniego. W dzisiejszym zabieganym świecie, który nerwowo poszukuje coraz to nowych doznań, bodźców albo niepowtarzalności zbyt trudno przychodzi nam docenić to, co jest wokół nas. Codziennie zalewają nas słowa, obrazy, wiadomości i łatwo w tym chaosie zgubić siebie i żyć w rozproszeniu. Wybacz nam, Panie, że karmimy serca tym co zbędne, puste i niemądre, wybierając hałas świata zamiast ciszy, uważności, prostoty myśli, które stanowią przestrzeń, w której rodzi się pokój. Jeśli nauczymy się prostoty w tym co myślimy, mówimy i przyjmujemy, wówczas nasze wnętrza staną się miejscem pokoju niezależnego od okoliczności. Przepraszamy, ukochany Jezu, że nie doceniamy zwykłych cudów codzienności, drobnych gestów dobroci, którymi darmo i tak hojnie nas obdarowujesz. Wybacz, że nie dostrzegamy otrzymanych darów i nie zwracamy się do Ciebie z wdzięcznością, by podziękować za Twe łaski.

Panie Jezu, nauczyłeś nas modlitwy Ojcze nasz, w której wypowiadamy słowa „Przyjdź królestwo Twoje”. Są one dla nas nie tylko tęsknotą za Twoim powtórnym przyjściem, ale i pragnieniem, aby ujrzeć, jak królestwo Boże rozszerza się i staje  się coraz bardziej ugruntowane tu i teraz, na całym świecie. W modlitwach powinniśmy mieć nastawienie, aby Twoje panowanie, Panie Boże, było widoczne w naszym życiu, poprzez słowa, czyny, widoczne cechy naszego charakteru i wypełnianie Twojej woli. Przepraszamy za mechaniczne wypowiadanie słów modlitwy Pańskiej, bez większego namysłu i zastanowienia się nad znaczeniem każdego wersetu, bez przyjmowania sercem tego co do nas Panie Jezu mówisz.

Umiłowany Mistrzu, Ty jesteś królestwem Bożym pośród nas. Każdy kto Cię przyjmuje jako swego Pana i Zbawiciela, słucha Twego słowa i nim kieruje się w życiu codziennym, idzie drogą przykazań i sakramentów św., ten już teraz jest częścią królestwa Bożego. Dziś przestrzegasz nas Panie, byśmy nie chodzili i nie szukali przez całe życie królestwa Bożego, gdy ono jest tak blisko każdego z nas, niemal na wyciągnięcie ręki. A jednak tak często rozglądamy się wokoło szukając czegoś nadzwyczajnego, charyzmatycznych ludzi, zapierających dech w piersiach retorów, wyjątkowych rekolekcji. A Ty samotny, Panie Jezu, czekasz na nas w pustym kościele, w zimnym tabernakulum, bo nie ogrzanym żadnym ludzkim sercem. Mówisz Panie do nas „nie chodźcie tam gdzie mnie nie ma, ale bądźcie tu gdzie jestem”. Najbliżej Ciebie możemy być podczas Eucharystii, wtedy przychodzisz do nas w komunii świętej. Fizycznie i duchowo jesteśmy najbliżej Ciebie, ukochany Jezu, gdy się karmimy Twoim Najświętszym Ciałem.

Przepraszamy za odrzucanie Twoich, Jezu, wskazań jaką drogą mamy iść przez życie, za odrzucanie autorytetu Słowa Bożego, nie przestrzeganie norm zachowania, które zwarte są w przykazaniach Bożych. Wybacz nam, że idąc na Eucharystię nie pragniemy całym sercem spotkania z Tobą, tylko zwyczajowo, bez żywej wiary i wewnętrznego przeżywania świętych tajemnic. Przepraszamy za szukanie tu na ziemi bardziej niż wartości duchowych królestwa opływającego w dobrobyt, które oferuje korzyści materialne, być może sławę, jakieś poczytne miejsca w dzisiejszym społeczeństwie. Życie nie zależy od tego, co ktoś posiada lub jakie stanowisko zajmuje, gdyż takie myślenie najczęściej doprowadza do  zniszczenia w sobie tego, kim się jest. Tymczasem królestwo Boże to nie tyle czyjaś władza, co raczej owoc przemiany ludzkich serc, a dostrzec je mogą jedynie Ci, którzy już je mają w swoim sercu, którzy o nie w sobie dbają.

Panie Jezu, mówisz swoim uczniom, a także i nam wszystkim, że najpierw musisz wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie. I nam trzeba przejść przez wiele odrzucenia i cierpienia, ale w tym wszystkim nie jesteśmy i nie będziemy sami, bo Ty jesteś z nami. Teraz musimy też pomyśleć o tym, by inni żyjący obok nas patrząc na nasze życie mogli dostrzegać, że trwamy w Twojej obecności Panie i by było widać tego owoce. Każdy z nas ma potencjał do bycia źródłem inspiracji lub zgorszenia, wybór zależy od nas. Warto wiec zadawać sobie pytania: czy nasze słowa budują czy niszczą? Czy wspieramy innych w ich drodze duchowej?

Witaj ukochany Jezu! Ten kolejny czwartkowy wieczór pragniemy spędzić przy Tobie, Jezu, przed Twoją Najświętszą Obecnością, w tej godzinie konania w Ogrodzie Oliwnym, gdzie cierpisz za nasze grzechy, gdzie doświadczasz ciężaru grzechu całego świata. Znosisz ciemną noc, wewnętrzną walkę. Getsemani – inaczej tłocznia oliwy. Ty, Jezu, wchodzisz w tę tłocznię, tłocznię grzechu, lęku. Szukasz obecności przyjaciół i zabiegasz o obecność bliskich. Piotra, który zapewniał, że nie zostawi Cię. Jana, Jakuba, którzy zapewniali, że będą pić z tego Kielicha. Stajemy w tej godzinie przy Tobie i hojnie dajemy Ci nasz czas, odpowiadając na Twoją prośbę, czuwajcie i módlcie się, dołączamy nasze modlitwy do Twojej modlitwy do Ojca. Jednak, abyśmy mogli być blisko Ciebie, potrzebujemy Twej pomocy, poślij nam swojego Ducha Świętego. Wołamy więc wraz z Maryją, Duchu Święty przyjdź i zstąp na nas, wypełniaj nas, prowadź nas, kieruj naszą modlitwą, usuwaj wszelkie przeszkody, oczyszczaj nasze myśli.

Dziękujemy Ci Jezu, że posyłasz nam swojego Ducha Świętego, Ducha Miłości. Świadomi Twojej Obecności, Panie Jezu, chcemy modlić się i rozmawiać z Tobą. Jesteś tu i teraz przy nas. Wchodząc w modlitwę chcemy przypomnieć sobie tekst, który będziemy rozważać. Z listu św. Pawła Apostoła do Rzymian (Rz 8, 31b – 39) Hymn wdzięczności „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.”

Któż  nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Św. Paweł  zapewnia, że nie ma takiej rzeczy, nie ma takiej sytuacji, nikt nie ma takiej mocy, by nas odłączyć od miłości Twojej, Jezu. To za mnie i każdego z nas zostałeś wydany na śmierć. Jedyną rzeczą, która może nas oddzielić od Ciebie jest grzech. Jednak jeśli przepełnieni żalem, wyznamy go w Sakramencie Pokuty, przywracasz nam jedność. Twe miłosierdzie, którego dostępujemy pokazuje nam ogrom Twojej Miłości, od której nic nie może nas oddzielić.

Dziękujemy Ci Jezu za Twoją miłość i miłosierdzie, przyjmij naszą wdzięczność. Jednocześnie przepraszamy za brak wiary w Twoją miłość, za oziębłość wielu wierzących, za odchodzenie od Ciebie, nie korzystanie z Sakramentów Eucharystii i Pokuty.

Każdy z nas kiedyś przeżył sytuację, w której szczególnie odczuł miłosierdzie Twoje. W duchu wyobraźni wejdźmy w Ogród Getsemani i w ciszy niech każdy z nas przypomni sobie moment kiedy poczuł szczególną więź z Tobą, Jezu. Spróbuję sobie przypomnieć tę sytuację. Co chcę powiedzieć  o tym Tobie, Jezu? Czy w chwilach trudnych doświadczeń, szukałem Ciebie, gdy się zagubiłem?  Czy byłem z Tobą? Czy teraz jestem z Tobą?  Dziękujemy Ci Jezu za to, czego doświadczyliśmy, co wydarzyło się w naszym życiu. Za radości i trudy, za Twoją obecność i miłość, za to, że możemy tu przebywać w każdy czwartek i trwać na modlitwie, za kapłanów nam posługujących.  Niech to dziękczynienie będzie  naszym hymnem wdzięczności.

Panie Jezu, czy my potrafimy być wdzięczni Tobie za wszystko co dla nas uczyniłeś? Rośliny są wdzięczne, kiedy deszcz im zsyłasz, zwierzęta cieszą się, kiedy dajesz im pokarm. Natura rozkwita wciąż Twoją Chwałą i głosi Ją – każdy gatunek na swój sposób. Spójrzmy na niebo nocą. Miliardy gwiazd stworzyłeś i nadałeś im prawa, a one wedle nich postępują i radują się istnieniem. Twoje duchowe światy nieśmiertelnych bytów wielbią wciąż Twoją Miłość, w której żyją. Tylko my ludzie, my wciąż nie wierzymy Tobie. Odrzucamy Twoją Miłość. Co jeszcze ma nas przekonać, jeśli nie przekonała nas Twoja śmierć. Wybacz nam Panie! Przepraszamy Cię Panie, że nie wierzymy Tobie, mamy ciągłe wątpliwości w tej wierze i nie ufamy Tobie, Zaprzeczamy, że jesteś Bogiem i Stwórcą całego wszechświata, Nie kochamy Ciebie z całego serca i z całej duszy.

W Ewangelii św. Łukasza czytamy:  „Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście”(Łk 13, 34-35). Panie Jezu wyrażasz ból z powodu odrzucenia Bożej Miłości. To słowo pokazuje, że nie przestajesz wołać człowieka nawet, gdy sprzeciwia się Twej łasce. Twoim pragnieniem jest zgromadzić wszystkich w miłości i czekasz na wolną odpowiedź. Czy pozwalam się Tobie zgromadzić czy wybieram własne drogi? To wezwanie by nie lekceważyć Twojej miłości, która ciągle szuka i daje czas byśmy mogli się nawracać.

Twój lament Panie wywołuje w nas chrześcijan XXI wieku wyjątkowy smutek z powodu krwawego konfliktu między Żydami i Palestyńczykami. Dla nas ten region Bliskiego Wschodu jest Ziemią Świętą, ziemią Twoją, Jezu i Twojej Matki, Maryi. Przepraszamy Cię Jezu, że  nawoływanie o pokój we wszystkich krajach nie jest intensywniejsze i przeżywane z większą siłą, że świat milczy, gdy w Twojej Ojczyźnie umierają z głodu dzieci, kobiety. Wybacz nam!

Kończąc dzisiejsze czuwanie, Jezu, chcemy Ci z całego serca, tak jak umiemy podziękować, przyjmij naszą modlitwę, czas poświęcony tutaj dziś w tej świątyni w Twojej Obecności i naszą wdzięczność.  Jeżeli Ty jesteś z nami, któż przeciwko nam? Bądź uwielbiony Jezu!  Amen.

Witamy Cię, Miłości Wiekuista, słodki nasz Jezu! Wielbimy Cię, Panie, za to, że nie uzależ­niasz swej obecności wśród nas od tego, czy odwzajemniamy Twoją miłość i czy na co dzień w niej trwamy. Dziękujemy Ci za to, że kochasz nas bezinteresownie. Jesteś tak dobry, że kochasz nas nawet wtedy, gdy my ranimy Twoje Serce. Bądź uwielbiony za Twą troskę o to, abyśmy nie ustali w drodze do domu Ojca. Dobry Pasterzu, chwała Ci za to, że nigdy nas nie opuszczasz. Przeciwnie, gdy się za­gubimy na drogach życia, Ty nas szukasz, a gdy nas znajdziesz, nie karcisz, ale prze­baczasz nasze winy, przygarniasz do swego Serca i dajesz nam siły do trwania przy Tobie. Za tak wielką dobroć, dziękujemy Ci, nasz Odkupicielu!

Umiłowany Panie, który jesteś Słońcem świata, Słońcem, które zawsze wschodzi i nigdy nie zachodzi, Ty, który Twymi życiodajnymi promieniami stwarzasz, żywisz i rozweselasz wszystko na niebie i ziemi. Spraw, by Twoje światło wstało nad nami, którzy teraz podczas tej Godziny Świętej pragniemy czuwać wraz z Tobą, modlić się, wynagradzać i przepraszać za nasze grzechy i innych ludzi. Przenajświętsza Maryjo, nasza matko i królowo, Ty jesteś zawsze tam gdzie jest Twój umiłowany Syn. W Tobie i przez Ciebie Bóg do nas mówi. Wybłagaj nam, Maryjo, u Swego Syna, by zesłał moc Ducha Świętego na nas, abyśmy tu i teraz oraz w swoim życiu umieli pełnić Jego polecenie: Będziecie moimi świadkami aż po krańce Ziemi…

Panie Jezu, oto klęczymy przed Tobą obsypani twoimi łaskami, a tymczasem Ty, nasz Dobroczyńco, jesteś wyczerpany, konający, obarczony ciężarem naszych nieprawości i opuszczony przez Apostołów samotnie cierpisz w ogrodzie Getsemanii. Panie, jak trudno uwierzyć, że dla winowajców przeznaczyłeś lekkie i drogocenne brzemię Twojej hojności, a dla siebie zachowałeś gorycz agonii, zapomnienia i niezliczonych zdrad. Jeżeli uważasz nas za przyjaciół, podziel się z nami, ukochany Jezu, ciężarem Twoich smutków. I chociaż na to nie zasługujemy, jednak prosimy, byś raczył przyjąć naszą obecność i nieudolne próby przyniesienia Ci choć odrobiny ulgi i ukojenia Twego bezbrzeżnego smutku.  O Miłości bez granic, w pokorze leżysz na ziemi, modlisz się, ofiarowujesz siebie, wynagradzasz i we wszystkim starasz się oddać Ojcu chwałę za zniewagi wyrządzone Mu przez stworzenia. Straszliwie cierpisz za dusze, które z  powodu pokusy, czy stanu ducha, czy braku umartwienia, zamiast przylgnąć do Ciebie, czuwać i się modlić, zamykają się w sobie. Zamiast czynić postępy w miłości i w zjednoczeniu z Tobą, ospałe, posuwają się do tyłu. Przepraszamy Cię Jezu, nasza Dobroci.  Gdy żarliwie się modlisz nawał wszystkich grzechów, nasze nieszczęścia, nasze słabości, najstraszliwsze zbrodnie, najokrutniejsze niewdzięczności ukazują się przed Tobą, rzucają się na Ciebie, przytłaczają Cię i ranią, aż krwawe krople spływają z Twego umęczonego ciała. Do tego ukazuje się przed Tobą wszelki bunt stworzeń odrzucających Twoją Wolę, które zamiast odnajdywać życie, wybierają śmierć.  Przyjmij, Panie Jezu, nasze zadośćuczynienie za wszystkie uchybienia i grzechy, które są popełniane przeciwko Twojej Przenajświętszej Woli. Pragniemy przepraszać Cię za wszelkie złe myśli, które są cierniem dla Twojej Przenajświętszej głowy okrutnie Cię kłując, za wszystkie złe spojrzenia, które sprawiają, że krwawe łzy spływają po Twojej twarzy, za wszelkie straszliwe bluźnierstwa, okrzyki zemsty i oszczerstw, które rozbrzmiewają w Twoich najczystszych uszach. Przyjmij Panie Jezu, nasze słowa skruchy za grzechy pijaństwa, obżarstwa, uzależnień, nieprzyzwoitych rozmów, modlitw źle odmawianych, złych nauk oraz od całego zła, które człowiek czyni swoim językiem… Strapiony Jezu, przyjmij nasze wynagradzanie za skandale, złe czyny i złe przykłady dawane przez stworzenia, za oziębłość, obojętność, brak odwzajemnienia i ludzką niewdzięczność, które jak gwoździe przybijają Cię do krzyża. Przepraszamy za cały ból zadawany Ci przez ludzi, którzy swoimi złymi pragnieniami, nieuporządkowanymi uczuciami i bluźnierczymi uderzeniami serc poszukują innych miłości, zamiast pragnąć Twojej Miłości. Wybacz Jezu…

Zasadniczym przesłaniem dzisiejszej Ewangelii wg. św. Łukasza (Łk 11.5-13) są słowa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”. Naszym nieszczęściem jest brak wielkich pragnień i poszukiwań tego, co naprawdę ma wartość. Prośby kierowane do Ciebie, Panie Jezu, i pukanie do Twoich drzwi mówią o naszej woli spotkania z Tobą, relacji i o otwartości na Twoje działanie w życiu każdego z nas. Zatem powinniśmy wiedzieć, że modlitwa powinna zajmować w naszej codzienności pierwsze miejsce, bo jest nie tylko darem, ale także przywilejem, źródłem wewnętrznej siły prowadzącej do skutecznej aktywności. Dziś, Nasz Mistrzu, wskazujesz nam na jeszcze jeden atrybut modlitwy, a mianowicie na wytrwałość. Siłą do wytrwałej modlitwy jest nadzieja jej spełnienia, ale jeszcze bardziej zaufanie, że dobrze wiesz, Panie Jezu, czego nam tak naprawdę potrzeba.

Wybacz nam Panie Jezu, wszystkie rozproszenia na modlitwie, trudności, zniechęcenia, rutynę, leniwe bądź ociężałe przystępowanie do spotkania z Tobą. A przecież powinniśmy pamiętać, że kluczem do wytrwałości jest powracanie do modlitwy ze spokojem po roztargnieniach i  szczerość serca, a nie doskonałość czy brak pokus. Przepraszamy Cię, Jezu Chryste, że chcemy podczas modlitwy, narzucać Ci naszą wolę, tak kręcić, lawirować byś spełnił  nasze życzenia, zamiast poznania Twojej woli i całkowitego zawierzenia się Tobie i poddaniu się Twojej Opatrzności.

Jeżeli nasze modlitwy nie są wysłuchane to trzeba nam wiedzieć, że albo się źle modlimy, nie szukając woli Bożej, a uparcie trwając przy własnej albo też, Panie Jezu, doświadczasz nas, by zweryfikować naszą miłość. Wierność jest bowiem synonimem miłości, jeśli kochamy prawdziwie to trwamy, a nie załamujemy się, nie upadamy na duchu, nie rezygnujemy i nie odchodzimy od Ciebie, nasz Nauczycielu. Prawdziwa miłość potrafi przejść przez największe trudności, także tego pozornego odrzucenia, które nam się wydaje. Wybacz Jezu, że niejednokrotnie myślimy, że się modlimy, a tak naprawdę to rozmawiamy z własnymi emocjami, uczuciami, z własną przemądrzałością, z własnym ego i nazywamy to modlitwą.  Prawdziwą modlitwę powinniśmy poznać po jej owocach i to nie natychmiast, lecz po pewnym czasie. Jednym z owoców modlitwy jest dojście do Prawdy, którą jesteś Ty, nasz Panie Jezu Chryste, ale i prawdy o nas samych. Mądrego zdefiniowania własnego życia i dostrzeżenie swojego duchowego rozwoju w pewnej przestrzeni czasowej, postrzeganie siebie bardziej zdroworozsądkowo, nazywanie rzeczy po imieniu i przyznaniu się do swoich błędów i słabości. Życie w Prawdzie wprowadza tylko prawdziwa, szczera, pełna wiary, ufności  i miłości modlitwa. Nie poradzimy sobie jednak bez daru o jaki powinniśmy się modlić i jakiego Bóg Ojciec chce nam udzielić, wyjaśniasz nam to, Panie Jezu w dzisiejszej Ewangelii. Tym darem jest Jego Duch – Paraklet. Duch Święty jest tym darem, którego powinniśmy najbardziej pożądać. Przepraszamy, że zapominamy modlić się o dar Ducha Świętego, by zagościł w naszych sercach i naszym życiu. Przepraszamy, że nie modlimy się o podporządkowanie swojego życia Bożemu Duchowi i brak w nas przekonania, że tak naprawdę jedynym darem, którego potrzebujemy jest właśnie Duch Święty. Wszystko inne jest przemijające, chwilowe, jedynie On jest darem wiecznie trwającym. Amen

Witaj Miłości! Jak dobrze znów być przy Tobie. Jak dobrze móc znów patrzeć w Twoje Przenajświętsze oblicze. Jak Ci dziękować Panie za taki ogrom Twojej łaski? Jak Ci dziękować za miłość i zaufanie, którymi nas obdarzyłeś? Przyjmij Jezu to co mamy, to co nasze – słabość, zwątpienia, łzy, ból, ale i uśmiech, radość, szczęście.  Przyjmij nasze pragnienia i nasze myśli. Wszystko to łączymy z Twoją ofiarą Eucharystyczną na ołtarzach całego świata i ofiarujemy Tobie – Boże Wszechmogący. Przyjmij i uczyń z tym to co jest w Twoim planie. Ufamy Tobie. Dziś nic nie chcemy dla siebie. Wszystko chcemy oddać dla Ciebie.  Bo naszym pragnieniem jest ufać Tobie. Dlatego zabierz nasze myśli, które jak natręt wciąż krążą koło naszych osobistych, przyziemnych spraw. Oddal je od nas. Przez tą godzinę pragniemy być tylko przy Tobie, oprzeć się o zimny głaz i razem z Tobą czuwać. Tylko tyle i aż tyle.

Panie Jezu, w ciągu całego tygodnia jest aż 167 godzin, podczas których z radością nas wyczekujesz. Twoim pragnieniem jest, abyśmy powierzali Tobie wszystkie nasze sprawy, nawet te najmniejsze jak poranne mycie zębów. Chcesz być przy nas nawet wtedy. Czekasz z niecierpliwością, abyśmy Tobie powierzali każdy nasz krok, każdą sprawę, każdą bolączkę, wszystkich naszych bliskich i znajomych. Wypatrujesz nas, wyciągasz ramiona, nadstawiasz uszu. Ale nie dziś. Nie w tej godzinie. Teraz pragniesz naszych oczu  wpatrzonych w Ciebie, dziś pragniesz naszych ramion otulających Cię,  w tej godzinie pragniesz, abyśmy to my wysłuchali Ciebie.  W tej jednej godzinie pragniesz przytulić się do każdego z nas  tak jak dziecko tuli się w ramionach matki. Już teraz potworny ból rozdziera Twe serce, bo wiesz co się wydarzy. Nikt  z nas nie wytrzymałby tak wielkiego cierpienia, które powoduje, że krwawy pot spływa po Twojej boskiej twarzy. Panie Jezu, nikt z nas nie jest w stawie nawet w części sobie tego wyobrazić  a cóż dopiero poczuć. Dlatego jesteśmy tu, przy Tobie. Chociaż to jedno możemy zrobić. Być, trwać w uniżeniu serca przed Tobą, ukrytym w tym małym kawałku białego chleba.

I dlatego Jezu, z miłości do Ciebie, z wdzięcznością za wszystkie otrzymane łaski, ponownie stajemy przed Tobą w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość  do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.

Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia wg. świętego Łukasza (9,7-9): „Tetrarcha Herod posłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Chrystusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że zjawił się Eliasz; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. A Herod mówił: «Jana kazałem ściąć. Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?» I starał się Go zobaczyć.”

A my Jezu? Czy staramy się tak naprawdę Ciebie zobaczyć?  Czy wystarcza nam, że patrzymy na Ciebie z daleka jakby przez szybę witryny sklepowej. Wiemy, że jesteś i, że w każdym momencie możemy wejść do środka, przecież drzwi są cały czas otwarte 24 godziny na dobę. Wiemy, że Ty zawsze jesteś przy nas, kiedykolwiek byśmy się do Ciebie nie zwrócili, to Ty nigdy się od nas nie odwrócisz.  Ale prawda jest taka, że te drzwi kiedyś się zamkną. I każdy z nas doskonale o tym wie, tylko, że my tak nie chętnie o tym  myślimy a co dopiero mówić. Ale tak będzie. Tylko czy my będziemy w środku z Tobą Jezu? Czy będziemy trzymać Cię za rękę i wodzić za Tobą oczami, żeby nie stracić Ciebie ani na sekundę?

I starał się go zobaczyć, z jakich pobudek? Czy to ważne?  Może to była ciekowość, może strach, cóż nam z tej wiedzy? Dla Ciebie nie jest to przeszkodą – ileż jest świadectw ludzi nawróconych, którzy chcieli  Cię zobaczyć, tylko dlatego, żeby z Ciebie zadrwić, wyszydzić, ośmieszyć. Ale dla Ciebie było ważne to, że przyszli. i, że ich uczucia były autentyczne. I to Ci wystarczyło, by zalać ich duszę nieskończonym światłem Twej miłości.  Czy w naszych sercach było kiedykolwiek takie prawdziwe pragnienie zobaczenia Ciebie Jezu? Wierzę, że tak, tylko chyba gdzieś po drodze je zgubiliśmy. Dlatego pragniemy Ci wynagrodzić Jezu, że już nie pragniemy tak mocno, tak z głębi serca, spotkać Ciebie. Przepraszamy Jezu, że  wystarczy nam Twój widok przez szybę.

Panie Jezu, ponieważ dla Ciebie nie ma czasu ani przestrzeni, przyjmij prosimy Cię, niewygodę i ból naszych kolan, upalne lata i skostniałość dłoni w zimie, od początku naszych narodzin  aż po naszą śmierć  jako wynagrodzenie za wszystkie msze święte, w których  uczestniczyliśmy my, nasze rodziny oraz bracia i siostry w wierze, bez wiary, jak te stojaki, bez pragnienia zobaczenia Ciebie, bez pragnienia usłyszenia Ciebie, bez pragnienia spotkania się z Tobą. Przyjmij Panie Jezu  nasze wynagrodzenie  za brak wiary nas wiernych, ale i kapłanów, w Twoją realną obecność w Najświętszym Sakramencie.

Przepraszamy Cię Jezu, za brak wiary w to, że to Ty sam zstępujesz z nieba z całym dworem niebieskim i osobiście dokonujesz konsekracji chleba i wina w Twoje Ciało i krew. Przepraszamy Cię Jezu, za to, że w tym momencie, kiedy jesteś tak blisko nas, kiedy czynisz tak wielką rzecz, my, jakże często, duchem jesteśmy daleko. Przepraszamy Cię  Jezu, że gdy wypowiadasz słowa konsekracji- osobiście, jakże wielu ludzi, zamiast słuchać Ciebie, patrzeć na Ciebie, zagłusza Twoje słowa wypowiadając akurat w tym momencie swoje własne słowa. Przepraszamy Cię Jezu za coraz częstsze profanacje mszy świętszej, za brak uszanowania Twojej Najświętszej ofiary.  Panie Jezu, prosimy Cię, przyjmij nasze wynagrodzenie za tych wszystkich naszych braci i siostry, którzy negują mszę święta jako Twoją zbawczą ofiarę a traktują ją  jako ucztę.  Przepraszamy Cię Jezu, za nasze modlitwy  wypowiadane z przyzwyczajenia, bez chęci jakiegokolwiek przybliżenia się do Ciebie. Przepraszamy Cię Jezu, za brak naszej codziennej rozmowy z Tobą poprzez czytanie Ewangelii. Jak często słyszysz Jezu nasze narzekanie, że sami musimy sobie poradzić. A przecież to kłamstwo, które podpowiada nam szatan. O ileż wszystko byłoby lżejsze, gdybyśmy tylko radzili się Ciebie Jezu! O ileż byłoby wszystko łatwiejsze, gdybyśmy znali i poznawali Cię poprzez codzienną rozmowę z Tobą w Piśmie Świętym.  Wybacz nam Jezu. Przepraszamy Cię Jezu, że za tak wielką miłość ku nam, odbierasz wzgardę i lekceważenie  Ciebie. Wybacz nam Jezu.

Panie Jezu, ta godzina jak zwykle, tak szybko minęła. Dziękujemy Ci, że mogliśmy trwać przy Tobie w pokorze. Przepraszamy Cię za wszystkie nasze uchybienia, rozproszenia i za każdą sekundę, w której odwróciliśmy wzrok od Ciebie.

Panie Jezu, Ty w swojej nieskończonej miłości do nas, poprzez swój święty kościół, dałeś nam możliwość uzyskania odpustu zupełnego co najmniej półgodzinną adorację przed Najświętszym Sakramentem. Przepraszamy Cię Jezu, że tak rzadko korzystamy z tak cennego Twojego prezentu dla nas. Odpust zupełny to darowanie wszystkich kar doczesnych za grzechy czyli konsekwencji naszych grzechów, które zostały odpuszczone za co do winy w sakramencie pokuty. Czyli osoba, która go uzyska, znajduje się w takim stanie, jakby właśnie przyjęła chrzest, co w przypadku śmierci oznacza bezpośrednie przejście do nieba bez czyśćca. Jak piękny i wielki jest Twój dar Jezu! Aby go zyskać musimy być w stanie łaski uświęcającej, nie przywiązywać się do żadnego grzechu (nawet powszedniego), przyjąć Komunię Świętą i pomodlić się w intencjach Ojca Świętego.

A za chwilę otrzymamy kolejny prezent od Ciebie. Pobłogosławisz nas. Przyjmujemy je i prosimy Jezu, abyś przez nas pobłogosławił naszych najbliższych i osoby, do których nas poślesz. Amen

 

Witamy Cię Jezu, Stwórco i Panie, utajony w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Bądź pozdrowiona Miłości Wiekuista! Jezu, żyjący w Eucharystii, wierzymy w Ciebie i w Tobie pokładamy całą nadzieję naszą. Składamy Ci dziękczynienie i uwielbienie.

Panie, Ty stworzyłeś nas, abyśmy Cię kochali, a my tylko obrażamy Ciebie. Ty obdarzyłeś nas licznymi darami, a my ciągle zasmucamy Cię i zamiast Cię kochać, ofiarujemy Ci tak wiele grzechów. Przebacz nam! Teraz w czasie tej godziny chcemy pocieszyć Cię. Jezu, opuszczony przez uczniów, samotnie trwałeś w Ogrodzie Oliwnym na modlitwie. Ogarnęła Cię trwoga, aż oblewałeś się krwawym potem. Zmiłuj się nad nam, którzy nadal zostawiamy Ciebie samego i opuszczonego w tabernakulach naszych kościołów. Przebacz, Panie, naszą słabą wiarę i niewystarczającą miłość. Panie Jezu, chcielibyśmy Cię pocieszać tak jak to uczynił anioł w Ogrodzie Oliwnym. W tej intencji ofiarujemy Ci miłość Maryi, aniołów i świętych oraz tych, którzy w Ciebie wierzą. Nasz Odkupicielu, niech miłe Ci będzie nasze pragnienie miłowania Ciebie i przyczyniania się do tego, abyś był coraz bardziej kochany.

Przenieśmy się w duchu do Ogrójca. Rozważmy fragment pamiętnika św. Małgorzaty Marii Alacoque kiedy pisze ona podczas rozmyślań: „rozpamiętywałam uważnie o moim Zbawicielu w Ogrójcu, pogrążonym w smutku i konaniu wskutek cierpień płynących jedynie z miłości i kiedy czułam, że pragnienie uczestniczenia w Jego bolesnych trwogach mocno mnie przynagla, Pan rzekł do mnie z miłością: „Tutaj cierpiałem (wewnętrznie) więcej niż w całej reszcie mojej Męki. Widziałem się całkowicie opuszczonym przez niebo i ziemię i obciążonym wszystkimi grzechami ludzi. Stanąłem przed świętością Boga, który nie mając względu na moją niewinność, zmiażdżył mnie w zapamiętałym swoim gniewie. Kazał mi pić kielich, który zawierał wszystką żółć i gorycz Jego sprawiedliwego oburzenia i jakby zapominając, że mieni się Ojcem, wydał mnie na ofiarę swego sprawiedliwego zagniewania.  Nie ma stworzenia, które mogłoby objąć wielkość męczarni, jakie wówczas wycierpiałem. Jest to ten sam ból, jakiego doznaje dusza obciążona grzechami, kiedy staje przed trybunałem świętości Boga…” Jezu! Obudź w sercach naszych współczucie dla Twego Boskiego Serca.

Dzisiaj prosisz nas, abyśmy miłowali nieprzyjaciół i w Ewangelii wg św. Łukasza mówisz do nas: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, błogosławcie tym, którzy was przeklinają i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (Łk 6, 27-28). Twoje Słowa, Jezu, są wymagające, ale prowadzą do prawdziwej wolności. Trudno nam kochać tych, którzy nas nienawidzą, przeklinają. Nie jest to takie łatwe, ale mogę odpowiedzieć dobrem, modlitwą. Twoje Słowa dają wewnętrzny pokój.

Jezu, Twoje słowa i Twoje cierpienia są dla nas pokrzepieniem. Teraz, w ciszy, w duchu zadośćuczynienia pragniemy Ci Jezu złożyć miłośną ofiarę z naszych smutków i cierpień przez ręce Matki Bolesnej. Wraz z Maryją przepraszamy Cię Jezu za wszystkie grzechy, zniewagi i świętokradztwa, jakich Twe Serce od nas doznaje w Najświętszym Sakramencie Ołtarza i za każdy grzech, krzywdę wyrządzoną drugiemu człowiekowi, za brak miłości.

Panie Jezu, chcemy Tobie dziękować za Objawienie nam Ojca, za przekazanie nam Jego nauki, dziękować za Twoje zatroskanie o nas, o to, byśmy byli z Ojcem w jedności, jak Ty z Nim jedno jesteś, by On mógł dać nam życie wieczne. Chcemy Ci dziękować za wypełnienie dzieła, które Ojciec zlecił Ci do wykonania i uwielbić Cię. W duchu dziękczynienia będziemy powtarzać: bądź uwielbiony Synu Boży!

  • Po tym poznaliśmy miłość, że Ty, Jezu Chryste, nasz Panie umiłowany oddałeś za nas życie swoje;
  • Ty zbawiłeś nas nie ze względu na nasze sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego;
  • Jezu, Ty tak bardzo pragniesz, aby miłość, którą Ojciec Cię ukochał była także w nas i abyś Ty sam był w nas;
  • Ty modliłeś się za Kościół, abyśmy w nim stanowili jedność, jak Ty w Ojcu, a Ojciec w Tobie „jedno” jesteście;
  • Ty w Najświętszej Eucharystii pozostawiłeś nam całe dobro duchowe Kościoła, to znaczy samego siebie, Chleb żywy, by dawać życie ludziom.

Miłością odwieczną umiłowałem was…, nie lękajcie się, bo was wykupiłem…, jesteście Moimi – mówisz nam Panie. I prosisz: bądźcie wszyscy jednomyślni, współczujący, pełni braterskiej miłości, miłosierni, pokorni! Nie oddawajcie złem za zło ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, błogosławcie! Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo. Zapytam się teraz własnego serca, czy potrafię kochać drugiego człowieka tak jak Jezus, czy potrafię miłować nieprzyjaciół, czy modlę się za tych, którzy mnie nie kochają, a nawet prześladują?  Co słyszy Jezus, gdy dziś wsłuchuje się w mowę mego serca?  Gdzie jest teraz moje serce, z kim ono dialoguje?

Panie Jezu, jest jedna rzecz, której nie możesz zrobić: nie możesz przestać nas kochać. Gdy nie radzimy sobie z wiernością, Ty, Panie, sam przychodzisz nam z pomocą. Zapalasz światło na ponurym niebie naszego życia. Ty sam szukasz zagubionego człowieka, szukasz bez względu na cenę, jaką przyjdzie Ci zapłacić. Taki jesteś, nasz Panie, takie jest Twoje Serce. Za wszystko Ci dziękujemy! A za nasze zapomnienia o Tobie, nasze szukanie mocy i pomocy poza Tobą, nasz brak wiary i zaufania do Ciebie, który przecież „możesz wszystko”, za brak miłości, pragniemy Ci wynagrodzić, kierując do Ciebie modlitwę wynagrodzenia. Będziemy powtarzać: przyjmij nasze wynagrodzenie

  • za brak przekonania, że Eucharystia połączona z wiarą i ufnością jest lekarstwem na nasze choroby;
  • za to, że jesteś odrzucany przez świat, który nie poznał Ciebie;
  • za tych, którzy deprawują dzieci wpajając im ideologię niezgodną z Ewangelią;
  • za młodzież, która porzuciła katechezę i nie chce Cię poznawać;
  • za wszystkie grzechy wołające o pomstę do nieba, także wśród duchownych szafarzy Eucharystii;
  • za nasze grzechy przeciw miłości bliźniego z którymi przecież tworzymy jedno Twoje Ciało.

Panie Jezu, pragnąłeś, żeby uczniowie towarzyszyli Ci w najtrudniejszych chwilach, a jednak musiałeś doświadczyć samotności i opuszczenia, gdyż zasnęli. „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? – wyrzuciłeś uczniom.  „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie”- prosisz nas. My sami nie jesteśmy lepsi od tych śpiących uczniów. Tak mało w nas czuwania przy Tobie, tak mało czuwania nad własnym życiem, by było odbiciem Twojego. Tak mało myślenia o Tobie, tak mało adoracji, Panie. Jednak dzisiaj z głębi naszych  dusz wyrywa się modlitwa dziękczynna i biegnie ku Twemu Najdroższemu Sercu. Przyjmij nasze dziękczynienie, nasze wynagrodzenie i pobłogosław nam na tę noc, abyśmy mogli rano wstać i wielbić Cię za Twoją Miłość, za kolejny dar, Panie.  Amen.

Witamy Cię, najdroższy Jezu, Słowo Ojca, blasku chwały Jego, zbawienie świata!   Z wiarą stajemy przed Tobą uświadamiając sobie Twoją obecność pośród nas w Najświętszym Sakramencie. Uwielbiamy Cię za Twoją ogromną miłość do nas grzeszników i, że nie zawahałeś się oddać Swego życia by nas zbawić. Wielbimy Cię i kochamy w tym Sakramencie, który upamiętnia Twoją krzyżową mękę. Wiemy, że jesteś prawdziwie obecny na ołtarzu w Hostii świętej i ko­chasz nas z taką samą miłością, z jaką kochałeś, gdy umierałeś na krzyżu. Dziękujemy Ci i wielbimy Cię wraz ze wszystkimi, którzy w tej chwili wielbią i kochają Ciebie. Panie Jezu, jesteśmy spragnieni Twojej obecności, Twojego światła, pragniemy zanurzyć się w oceanie Twojej miłości. Przyjmij do swojego serca nasze serca i zrób z nimi, co zechcesz. Jezu, ufamy Tobie, ufamy Twojej mocy i Twoim słowom.

Umiłowany Panie, z miłością odpowiadamy na Twoje słowa „Czuwajcie i módlcie się”,  jak i słowa  skierowane do nas przez św. Małgorzatę Marię Alacoque, abyśmy podczas tej jednej godziny w tygodniu trwali przy Tobie i uśmierzali Twój ból opuszczenia przez apostołów. Dlatego udajemy się teraz do Ogrójca i poświęcamy ten czas wyłącznie Tobie, by z głębi naszych serc oddawać Ci hołd z uwielbieniem, pocieszać Cię i wynagradzać za naszą niewdzięczność, wszelkie zniewagi, grzechy własne, naszych rodzin, narodu  i całego świata.  Maryjo, pomóż nam czuwać, trwać i wynagradzać  Twemu osamotnionemu Synowi przeżywającemu trwogę zbliżającej się męki i konania. Duchu Święty, przyjdź z pomocą naszej słabości i przyczyniaj się za nami w zadośćuczynieniu za wszelkie nieprawości, których nie potrafimy wyrazić słowami…

Panie Jezu, dziś w pierwszy czwartek miesiąca pragniemy podziękować za największy z cudów jakim jest Eucharystia, ale też za Kościół i to wszystko, co przyczynia się do naszego zbawienia. „To jest Ciało moje… To jest kielich Krwi mojej”. Jezu Chryste, ileż to już lat słyszymy te słowa wymawiane przez Ciebie ustami kapłańskimi podczas ofiary Mszy św.! Ileż to już lat upłynęło, w których powołujemy się na nie, aby podkreślić naszą wiarę w Twoją rzeczywistą obecność pod postaciami Chleba i Wina! Czy jednak dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, co to znaczy? Jak wielki dar otrzymujemy, który jest największym i najpiękniejszym przeżyciem chrześcijanina, bo zjednoczeniem z samym Bogiem! Panie Jezu przepraszamy za te dusze, które nie chcą Ciebie przyjmować w komunii św. twierdząc, że nie czują takiej potrzeby, a tak naprawdę maskują swoją niechęć wejścia na drogę nawrócenia, czy po prostu pójścia do spowiedzi, której się obawiają. Wybacz nam, że u wielu z nas pokutuje przekonanie, by Cię przyjąć w Najświętszym Sakramencie trzeba być absolutnie bez winy i z powodu tych niepewności, czy nam wolno rezygnujemy z komunii z Tobą, która przecież nie jest nagrodą za wzorowe zachowanie, ale lekarstwem dla słabych. Nie świętość jest przepustką do sakramentów, ale sakramenty są drogą do świętości. Przepraszamy za brak pracy nad własnym sumieniem, obojętne przyjmowanie sakramentów i nie szanowanie Najświętszej Ofiary. Wybacz nam, Panie Jezu, że zamawiając intencje mszalne nie oczekujemy sprawowania Mszy św. Chrystocentrycznie, ale gloryfikacji antropocentryzmu, zauważenia np. małżonków, dzieci  I-komunijnych, czy „uświęcenia” zmarłego. Nie chcemy, by kapłan prowadził nas ku Prawdzie, głosił Słowo Boże lecz odwrotnie, by był wręcz wodzirejem spotkania rodzinnego i tak nakierował nasze emocje, aby pojawiły się brawa dla jubilatów czy nowożeńców, a dobór pieśni powodował sentymentalną aurę emocjonalną. Z głębi serca przepraszamy za to nasz Panie. Gdy w Wieczerniku Wielkiego Czwartku dałeś nam Siebie na zawsze, mówiąc: „To czyńcie…”, wtedy urodziła się Eucharystia i wtedy urodziło się kapłaństwo. Dziękujemy za ewangelicznych świadków wiary i modlitwy, za kapłanów, których postawiłeś niczym drogowskazy na naszej drodze. Panie Jezu, Ty w ręce ludzi złożyłeś wielki dar kapłaństwa. Tak to już w życiu bywa, że nie zawsze potrafimy uszanować dary, które otrzymujemy od innych. Także i ten dar jest często przez nas niedoceniony. Wybacz Panie tym kapłanom, którzy ulegając złym podszeptom szatana nie zachowują właściwego charakteru sacrum podczas sprawowania liturgii Mszy św. zabiegając, by  wierni ulegali własnym emocjom, a nie skupiali się na Tobie, Panie Jezu. Wybacz księżom, którzy tworzą show, widowiska, wręcz błaznują, a w mediach promują siebie jako nowoczesnych, otwartych na innych, pobłażających grzechom, którzy nie głoszą Prawdy Bożej lecz zmieniają się na ducha tego świata. Przepraszamy za katolików, którzy zatracają poglądy katolickie, a ich życie nie odzwierciedla przestrzegania praw Bożych.

Z ewangelii wg. św. Łukasza (Łk 5,1-11): „Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.”.

W tekście dzisiejszej Ewangelii prosisz nas, Panie Jezu, byśmy przyjęli Cię do łodzi naszego życia i pozwolili Ci pokazać nam, jak ukierunkować naszą egzystencję by być owocnym pośród społeczeństwa coraz bardziej odległego i potrzebującego Dobrej Nowiny. Propozycja jest atrakcyjna, brakuje nam tylko chcieć porzucić nasze lęki, nasze “co inni powiedzą” i wyjść na głębsze wody lub, na te horyzonty dalekie od tych ograniczających codzienne życie w niepokoju i rozczarowaniach. „Kto kuleje na słusznej drodze, idzie wprawdzie powoli, ale zbliża się do celu. Ktokolwiek zaś błądzi po bezdrożach, im szybciej podąża, tym bardziej oddala się od celu” poucza św. Tomasz z Akwinu. Wybacz nam Jezu, że nie chcemy przyjąć Twojej pomocnej ręki w naszym życiu, że nie odpowiadamy na Twoją inicjatywę a chcemy robić wszystko po swojemu zamiast po Bożemu. Jeżeli pragniemy w  życiu wydać owoce, musimy przekraczać siebie, swoje przyzwyczajenia, schematy. Wychodzić ze swego małego „grajdołka” i podejmować wyzwania. Inaczej wcześniej czy później urządzimy się w przeciętności. Przystosujemy do schematów, reklamy, poddamy manipulacji tych, którzy najgłośniej krzyczą. Przepraszamy za profilowanie ludzkiej świadomości przez media, za wyniosłość i kult własnej osoby oraz przekonanie o tym jakoby posiadaniu własnego zdania.

W naszym codziennym życiu sukces niewątpliwie jest ważnym „motorem”, ale w życiu duchowym nie jest to tak oczywiste. Ludzka mądrość, kalkulacje, inteligencja i triki nie wystarczą, by osiągnąć duchowe owoce. Ważny jest duchowy wysiłek, modlitwa, asceza, Eucharystia. Ale to wszystko bez zdania się przede wszystkim na łaskę, bez zaufania w Boże działanie stanie się co najwyżej dążeniem do perfekcjonizmu, a nie świętości. Świętość wymaga pokory, stanięcia w prawdzie i odwagi porzucenia własnych scenariuszy, by zaufać Tobie, najdroższy Jezu. Wybacz nam uporczywe trwanie w naszej grzeszności i braku przyjęcia prawdy o nas samych co pozwoliłoby na otwarcie się na  działanie Bożej łaski, bo przecież „moc w słabości się doskonali”, a „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”.

Trzeba nam przyznać, że największą przeszkodą w Twoim działaniu, Panie, w naszym życiu nie jest grzech, ale pycha i brak zaufania. Pycha, która powoduje, iż tak uporczywie dążymy do tego, by być kimś, kim nie jesteśmy, że uciekamy tym samym od prawdy o nas samych a przy okazji od spotkania z Tobą. Wybacz nam, miłosierny Jezu! „Nie bój się” – mówisz do każdego z nas, Panie Jezu, a gdy Ci zaufamy, zawierzymy, pozwolimy zapanować nad naszymi lękami, obawami, wtedy poprowadzisz nas na prawdziwą głębię. Ufność wobec Bożego słowa jest esencją wiary, zgodą na Twoje, Panie, działanie nawet wtedy, gdy po ludzku coś wydaje się bezsensowne. Przepraszamy, że chcemy ufać jedynie swojej logice i kalkulacjom, a nie Twoim słowom, nie zdając sobie sporawy z tego, że  może nas ominąć coś zdumiewającego, co dla nas przygotowałeś.

Jak zatem powinniśmy zastosować w życiu naukę płynącą z dzisiejszej Ewangelii? Po pierwsze – wypłyńmy na głębię w swojej wierze. Czy czasem nie jesteśmy jak Piotr przed spotkaniem z Tobą Jezu? Zmęczeni, rozczarowani, trzymający się bezpiecznych brzegów? Może  zapraszasz nas do czegoś więcej, do zaangażowania, do decyzji, do odwagi? Po drugie – nie bójmy się porażek. Piotr doświadczył pustych sieci, ale to właśnie w tej pustce Jezu zadziałałeś. Może nasze „puste sieci”, niepowodzenia, kryzysy, rozczarowania, są miejscem, gdzie chcesz pokazać swoją moc? Po trzecie – zaufajmy Słowu. Wiara nie polega na pełnym zrozumieniu Bożych planów, ale na decyzji: „Panie, na Twoje słowo…” Może trzeba wreszcie podjąć decyzję, która wydaje się nieracjonalna, ale w głębi serca czujemy, że prowadzi nas do Ciebie, Jezu Chryste? Nie zadowalajmy się płytką wodą. Wypłyńmy na głębię!

Upadnij na kolana, ludu, czcią przejęty, Uwielbiaj swego Pana: Święty, Święty, Święty. Zabrzmijcie z nami nieba, Bóg nasz niepojęty, W postaci przyszedł chleba: Święty… Powtarzaj ludzki rodzie, wiarą przeniknięty, Na wschodzie i zachodzie: Święty…Pan wieczny zawsze, wszędzie, ku nam łaską zdjęty, Niech wiecznie wielbion będzie: Święty…

Witamy Cię Panie Jezu!  Upadamy przed Tobą na kolana, aby oddać Ci cześć, bo jesteś Święty, Święty, Święty, po trzykroć Święty. W kolejny czwartkowy wieczór spoglądamy na Twoje Święte Oblicze, w duchu zadośćuczynienia za nasze grzechy i grzechy całego świata. Ofiarujemy Ci nasz trud obowiązków, nasz czas, aby tę godzinę spędzić przy Tobie, aby Cię pocieszyć w tym opuszczeniu w Ogrodzie Oliwnym. Ta godzina jest dla nas, właściwie to nie my Cię pocieszamy, ale Ty sam jesteś dla nas pocieszeniem. To jest czas łaski, „uczty miłości”, na którą zapraszasz nas dzisiaj.

Ty sam powiedziałeś: „przyjdźcie do Mnie wszyscy, wszyscy obciążeni, utrudzeni”, a dziś mówisz: „Przyjdźcie na ucztę”. Przychodzimy do Ciebie, aby Cię uwielbić, ale przychodzimy również po pomoc, błagamy o łaski Ducha Świętego. Duchu Święty napełniaj nas Bożym pokojem i radością. Ogarnij nas swoją nieskończoną miłością. Chcemy oddać Ci swoją wolę, nasze myśli, wsłuchiwać się w natchnienia, aby kierował nami Duch Mądrości.  Maryjo, jesteś Stolicą Mądrości, gdzie Ty jesteś, tam zstępuje Duch Święty,  niech przez Twoje Niepokalane Serce, zstępuje do nas Boża mądrość. Maryjo bądź przy nas, Ty słuchałaś słów swojego Syna. Maryjo, ucz nas słuchać,  prowadź nas, módl się za nami i z nami.

Nasza modlitwa jest dialogiem, rozmową z Tobą Panie, dlatego wpierw przemów do nas w swoim zbawczym słowie, które jest Światłem i wskazuje kierunek, w którym mamy podążać w pielgrzymce wiary. Ewangelia (Mt 22,1-14): A Jezus znowu w przypowieściach mówił do nich: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».

Panie Jezu dzisiaj mówisz nam o uczcie weselnej, która nastąpi przy końcu czasów i która będzie zjednoczeniem na zawsze z Tobą. Bóg Ojciec przygotował tę ucztę i pragnie , aby wszyscy ludzie wzięli w niej udział. Dlatego w przypowieści mówisz do nas „Przyjdźcie na ucztę”. Ta przypowieść, bez wątpienia ma tragiczny przebieg zdarzeń, gdyż wielu lekceważy Twoje zaproszenie, bo poszli, jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, nie chcą przyjść. Więc kierujesz się ku osobom będącym obcymi. To tak jakby pan młody miał brać ślub i zaprasza rodzinę i przyjaciół, ale ci nie chcą przyjść. Wobec tego zaprasza znajomych, kolegów z pracy i sąsiadów, ale i ci się wymawiają. W końcu kieruje zaproszenie do kogokolwiek kogo napotka, gdyż uczta jest już uszykowana i pragnie by przy stole zasiadali goście. Podobnie jest z nami, Panie Jezu, jesteś dla nas dobry i bezinteresowny, oferujesz nam swoją przyjaźń, swoją radość, zbawienie, ale często nie przyjmujemy Twoich darów, stawiamy na pierwszym miejscu nasze troski materialne, nasze interesy i nawet kiedy nas wzywasz, wydaje się, że przeszkadzasz. Wybacz nam Panie nasze odmowy, nasze odrzucenia. Wybacz nam każdą zmarnowaną łaskę.

Ale Ty, Panie, mimo naszych odrzuceń Twoich darów, nie zniechęcasz się. Jesteś zaskakujący, bo kierujesz zaproszenie do wszystkich. Nawet do tych, którzy się nie modlą, ani nie zwracają się do Ciebie. Do wszystkich, bo wszyscy są  powołani do świętości. Nikt nie jest wykluczony. Stół Pański przygotowany jest dla każdego.

Przepraszamy Cię Panie, że nie chcemy korzystać z zaproszenia, nie wiemy w jaki sposób uczestniczyć i jak zasiąść przy stole i nie wiemy, że odrzucając te łaski w tym życiu, osądzamy samych siebie.

Wybacz nam, że nie spełniamy pewnego warunku, nie jesteśmy ubrani w strój weselny, to znaczy nie posiadamy czystej duszy i skruszonego serca, nie przyjmujemy stylu życia, który  ma być świadectwem miłości Boga i bliźniego.

Wybacz, że nie pamiętamy, że  nie będziemy zapraszani w nieskończoność, że musimy wysłać sygnał, że chcemy nadal współpracować z Tobą, Jezu i nadal działać, że aby przyjść do stołu, musimy mieć odpowiedni strój godny wspaniałej uroczystości, „strój weselny”, który symbolizuje łaskę, która oczyszcza, uświęca, upiększa duszę nadprzyrodzonym pięknem. A nie strój brudny, ujawniający swoją samowolę, pogardę, lekceważenie wobec wszystkich.

Przepraszamy Cię Panie, że rozpowszechnionym i przyoblekanym na siebie przez wielu strojem jest pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew, lenistwo fizyczne i duchowe. Bo jeśli chcemy wejść do nieba, to musimy zwlec te brudne szaty z siebie jeszcze przed śmiercią albo w bolesnym czyśćcu, w nich nie wejdziemy na wieczną ucztę.

Panie Jezu, tu na ziemi, przedsmakiem nieba jest Eucharystia, uczta baranka. Ustanowiłeś ją w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy, trwa przez wieki w Kościele.

Na tę ucztę nas nieustannie zapraszasz. Nie wszyscy  przyjmują to zaproszenie, bo wolą od pójścia do Kościoła i spotkania się z Tobą w Eucharystii, różne sprawy ofiarowane im przez świat, rozrywki, podróże, inni wolą telewizor, komputery, gry. Przepraszamy Cię Panie, że tak wielu lekceważy i nie uczestniczy w niedzielnej Eucharystii. Jezu, jak wiele nadziei wypływa z Eucharystii. Ty podczas każdej Mszy św. powtarzasz dla nas Ostatnią Wieczerzę i obiecujesz nam miejsce w niebie. Wysławiamy Cię, umiłowany Jezu!

Panie, błogosławieni ci, którzy zostali zaproszeni na Twoją Wieczerzę, bo jest to Uczta miłości i nadziei. Błogosławieni, którzy spożywają Twoje Ciało i Krew, bo żyją w Tobie, otrzymują życie wieczne i obietnicę chwalebnego zmartwychwstania. Synu Maryi, niech Tobie będzie wieczna chwała. Amen.