Witamy Cię, umiłowany Jezu Chryste, chwało Ojca, Książę pokoju, bramo nieba! Bądź pozdrowiony i uwielbiony Panie Jezu ukryty w Najświętszym Sakramencie! Stajemy przed Tobą ze świadomością tego, Kim jesteś i przed Kim klęczymy, że jesteś naszym Panem, naszym Zbawcą, że jesteś Synem Bożym, który stał się człowiekiem, był ukrzyżowany za nas i został wskrzeszony z martwych przez Ojca. Ty, żyjący, rzeczywiście obecny wśród nas jesteś „Drogą, Prawdą i życiem”. Dziękujemy, że w swej niepojętej łaskawości pozwoliłeś nam tego wieczoru trwać przed Twym Przenajświętszym Obliczem z wiarą i pragnieniem zjednoczenia się z Twoim cierpiącym Sercem. A teraz udajemy się do Ogrodu Oliwnego, aby jakby na nowo przeżyć boleści, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego odkupienia. Umiłowany Jezu, który tej nocy dźwigałeś ciężar wszystkich naszych grzechów i w pełni za nie wynagrodziłeś, udziel nam wielkiego daru doskonałej skruchy za liczne nieprawości, zniewagi, oziębłość, nasze własne niewierności, grzechy naszych rodzin, Ojczyzny i za winy całego świata, które były przyczyną, że pociłeś się krwią. Bądź błogosławiony Jezu za Twoje wzdychania podczas tej Świętej Nocy i za wszystkie łzy, które wylałeś. Bądź błogosławiony Jezu za krwawy pot i straszliwą śmiertelną walkę, którą wycierpiałeś w całkowitym opuszczeniu w niepojętej samotności. Bądź błogosławiony najcichszy Jezu, napojony śmiertelną goryczą za Twoją bardzo ludzką i Boską modlitwę, która wyrywała się z Twego konającego Serca. O Jezu cierpiący, w imię niezmierzonych i niewymownych walk śmiertelnych i najbardziej gorzkich lęków Twej duszy w tę noc zdrady, oświeć nas , abyśmy poznali i wypełniali Twoją wolę i spraw, byśmy nieustannie myśleli o Twej strasznej walce i rozważali, jak chwalebnie ją przetrwałeś, aby nie Twoja, ale Twego Ojca wola była wypełniona.
Radujmy się i powtarzajmy za św. Piotrem Apostołem „ Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie”.(1P 1,3-4) Błogosławmy Boga Ojca, dawcę życia, który wskrzesił Ciebie, nasz Panie, składajmy dziękczynienie za życie, które nam udzielił w Tobie, Jezu Chryste. Twoje Zmartwychwstanie, Panie, jest szczytem tajemnicy Wcielenia, zwycięstwem nad śmiercią, przez które otrzymujemy łaskę Bożą i przebaczenie grzechów oraz nadzieję na życie wieczne. Zmartwychwstanie stanowi przede wszystkim potwierdzenie tego wszystkiego, co Panie Jezu czyniłeś i czego nauczałeś. Wszystkie prawdy, nawet najbardziej niedostępne dla naszego ludzkiego umysłu, znajdują swoje uzasadnienie, gdyż dałeś ich ostateczne i obiecane potwierdzenie swoim Boskim autorytetem. Zmartwychwstanie jest również wyrazem Twojej, Panie Boże, niepojętej miłości do każdego człowieka, która zawiera w sobie wszystkie poświęcenia i posiada nieograniczoną cenę i jest największym skarbem ofiarowanym ludzkości. Przepraszamy za wszystkich wątpiących, niedowierzających, podważających prawdę o Zmartwychwstaniu pomimo naukowych dowodów w postaci wizerunku Twego, Jezu, umęczonego ciała na Całunie Turyńskim, który jest „obrazem miłości Boga a zarazem grzechu człowieka…” (św. Jan Paweł II) Przepraszamy za wszystkie sceptyczne dusze, oziębłych racjonalistów, chwiejących się w wierze, do których nawet nie przemawia odbicie twarzy zmartwychwstałego naszego Pana na Chuście z Manoppello, która jest rzeczowym dowodem. Wybacz, Panie Jezu, deklarującym wiarę brak osobistej przemiany, objawiającej się w zmianie wartości, priorytetów i sposobie życia oraz naśladowaniu Ciebie w miłości, pokorze i służbie innym. Przepraszamy za symboliczne traktowanie lub marginalizowanie znaczenia Zmartwychwstania, które jest sensem naszego życia, przemijania i powinno przejawiać się w codziennej wierze, celebracji liturgicznej oraz życiu zgodnie z Twoimi, Jezu naukami. Pomyślmy i my, na ile Zmartwychwstanie jest dla nas pocieszeniem, obietnicą w chwilach trudności, zmagań w smutku i przygnębieniu? Czy uspokaja myśli i odczucia związane z naszą osobistą śmiercią oraz ze śmiercią bliskich nam osób? Czy jest prawdziwym źródłem nadziei na życie po śmierci?
Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty Panie przemów do nas w swym zbawczym słowie: „Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkim, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba przychodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a bez miary udziela mu Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży nad nim wisi.” J3, 31-36
Dzisiejsza Ewangelia zaprasza nas, abyśmy przestali być ludźmi „ziemskimi”, którzy żyją życiem tego świata ograniczonym ludzkim rozumem i błędem, a zaczęli mówić i zachowywać się jak ten „kto przychodzi z wysoka” (J 3,31), czyli jak Ty, Panie Jezu. Nie chodzi o to, że te powszednie zmagania czy troski o byt są czymś złym. Mogą jednak opanować całe nasze myślenie i zapomnimy, że jest też ważniejsza rzeczywistość poza tym doczesnym życiem. Przepraszamy za uleganie niebezpiecznym iluzjom szczęścia, pragnieniom posiadania rzeczy, które musimy koniecznie mieć, doświadczenia władzy, siły, realizacji celów, które mają nas uszczęśliwić, a w efekcie przynoszą rozczarowanie, rozgoryczenie i pustkę. Sami się oszukujemy i to jest to co, jak mówi tekst Dobrej Nowiny „ pochodzi z ziemi i należy do ziemi” i nie ma w tym ostatecznej prawdy.
Przyjęcie Ciebie, nasza Miłości, musi być poprzedzone oderwaniem od myślenia światowego i uznaniem, że tylko w Tobie jest Prawda. Idzie tu o zbyt wysoką stawkę, aby tę naukę lekceważyć. Tylko w radykalizmie ewangelicznym nie ma miejsca na kompromis. Ważne jest, żebyśmy ciągle i w każdej sytuacji, starali się myśleć na sposób Boży. Powinniśmy zabiegać o to, by żywić te same uczucia co Ty, nasz Nauczycielu, i patrzeć na ludzi i okoliczności spojrzeniem Słowa. Postępując jak Ty, Nauczycielu, odkryjemy całe mnóstwo pozytywnych rzeczy, które mają miejsce wokół nas, gdyż miłość Boga jest nieustannym działaniem na korzyść człowieka. Jeżeli pochodzimy z wysoka, będziemy miłować wszystkich ludzi bez wyjątku, a nasze życie stanie się zaproszeniem dla innych, aby czynili tak samo. Przepraszamy za brak miłości, uprzedzenia, niechęć, brak bezinteresowności w kontaktach międzyludzkich, traktowanie bliźnich bez szacunku dla wolnej woli każdego człowieka, bez postawy służenia i troski o dobro innych. Postawa służenia, bez oczekiwania niczego w zamian, bez odpowiedzi z drugiej strony z poszanowaniem ludzkiej godności udziela się innym, którzy czują się poruszeni, by dobrowolnie na nie odpowiedzieć i czynić podobnie. Służba i świadectwo zawsze idą w parze i wzajemnie się potwierdzają. Panie Jezu, Ty przeszedłeś tę drogę i zapewniasz nas, że to dobry kierunek, i że nie zabraknie nam sił, jeśli Tobie zaufamy. Bowiem jest to służba, która wyniszcza zewnętrznego człowieka, ale daje nowe życie i rodzi nowego, duchowego człowieka w nas.
Umiłowany Jezu, tym, co sprawia nam największą trudność w wierze nie jest przyjęcie i zaakceptowanie faktu, że istnieje Bóg-Ojciec, ani tego, że jesteś Synem Bożym oraz jest Duch Święty. Największym problemem jest to, co najtrudniej przychodzi nam zastosować w swoim życiu, czyli przyjąć Prawdę, że przyszedłeś na ziemię, aby służyć Ojcu i ludziom. Najtrudniej jest nam to przełożyć na swoje życie. I doświadczamy wielkiego rozdarcia pomiędzy wiarą, którą żywimy w swoim sercu i umyśle – wiarą w Ciebie, Panie Boże, który jesteś Miłością, a wiarą, którą praktykujemy swoimi czynami. A każdy grzech, jako świadome czynienie tego, co nazywasz, Panie Jezu, złem, jest przejawem kwestionowania Twojej prawdomówności. Jakże często o tym, że warto Ci wierzyć, przekonujemy się dopiero po fakcie gdy pojawiają się złe skutki naszego grzechu. Przepraszamy za niedowierzanie Tobie, nasz Panie, za brak wiary płynącej z serca, przez co brniemy w kolejne grzechy i cierpimy z tego powodu. Prosimy o wybaczenie za lekceważenie Twoich nauk, kiedy wiemy, że wchodzimy w jakiś życiowy błąd narażając się na duchowe niebezpieczeństwo i jednocześnie odrzucając swoje powołanie i pełnienie Twojej woli. W trudnych decyzjach życiowych nierzadko szukamy rozwiązania po swojemu, własnej interpretacji i wytłumaczenia siebie zamiast otwarcia się na Słowo Boże. Wybacz, Panie Jezu…
Wiara w to, że ty, nasz Zbawicielu, możesz wszystko dodaje naszemu życiu skrzydeł, które pozwalają nam unosić się i działać na wyżynach naszych duchowych możliwości. Wiara jest niezmiernie pomocna w przezwyciężeniu każdej sytuacji życiowej, z którą przychodzi nam się zmierzyć. Nie jest łatwo przyjąć cierpienie i pogodzić się z tym, że już zawsze tak będzie. Choroba, smutek, łzy, bezradność jeśli nie będą przyjęte przez wiarę to sprawiają, że życie staje się wtedy nie do zniesienia. Przepraszamy za odrzucanie ze swojej świadomości krzyża, który jest wpisany w naszą egzystencję. Nie chcemy przyjąć krzyża codziennego życia, przeżywania go na sposób chrześcijański w łączności z Tobą, najdroższy Jezu. Ulegamy presji współczesnego wygodnego, egoistycznego świata, w którym tak mamy ułożyć sobie życie, by nie było w nim miejsca na krzyż. Przejawia się choćby w tym, aby unikać trudu dorosłości, nie zakładać rodziny, nie mieć dzieci, tolerować patologiczne sytuacje, skupiać się na materializmie, własnym ciele, a nie na unikaniu zagrożeń duchowych. Wybacz, Panie Boże..
Nasz Kościół zbudowany jest na dwóch współrzędnych, z których jedna to Twoi uczniowie Panie, a druga to wspólnota – miłość i jedność, i dokładnie w tym doświadczamy Twojego zwycięstwa, Jezu Chryste. Trzeba nam pamiętać, że jako Twoi uczniowie nie jesteśmy klientami religijnym zainteresowanymi dostarczaniem autoterapii by poprawić sobie humor lub „zarobić” na niebo. Prawdziwi uczniowie to ci, którzy gotowi są zrobić wszystko, aby upodobnić się do Ciebie, nasz Mistrzu, byś nas pociągnął ku Sobie więzami miłości, a nie przymusu czy obowiązku. Środowiskiem życia Twoich uczniów jest trwanie na modlitwie, w Słowie Bożym, w Eucharystii.
Przepraszamy za ludzkie postawy „klientów duchowych”, którzy przypominają sobie o Tobie, nasz Panie, od czasu do czasu lub gdy są w potrzebie, bo „Jak trwoga – to do Boga”. Podczas gdy prawdziwy uczeń znajduje swoje środowisko życia w codziennym trwaniu, na modlitwie, w świątyni na łamaniu chleba, w zjednoczeniu z Tobą, słodki Jezu, który nas pierwszy pokochałeś, który podarowałeś nam tożsamość, nowe życie, miłosierdzie i przebaczanie. Jan Paweł II powiedział: „Temu, kto wierzy Bóg każdego dnia zostawia jakiś znak swojej Miłości”. Pamiętajmy, że nie ma większej miłości jak to, żeby móc pozyskać kogoś drugiego do zbawienia, przyciągnąć go z terenu śmierci na teren Bożego Miłosierdzia. Amen










