Witaj, umiłowany Jezu prawdziwie obecny w Najświętszym Sakramencie Ołtarza! Panie, Jesteś największym cudem miłości i najwspanialszym darem jaki Ojciec Niebieski dał ludziom na Ziemi. Dziękujemy, że pozostajesz z nami w dzień i w nocy pełen miłości i miłosierdzia, oczekując, zapraszając i przyjmując wszystkich, którzy przychodzą do Ciebie. Z głębi naszych serc uwielbiamy Cię i dziękujemy, że pozwoliłeś nam czerpać ze zdroju nieskończonego miłosierdzia swego tak liczne skarby łask. Dziękujemy również, że obdarzyłeś nas łaską i mogliśmy dzisiaj, jak każdego czwartkowego wieczoru stawić się w tej świątyni, by towarzyszyć Ci w Twoim opuszczeniu  w Getsemani. Panie Jezu, do Ogrodu Oliwnego zabrałeś ze sobą najbliższych Twemu Sercu uczniów, bo potrzebowałeś ich obecności, wsparcia                       i modlitwy. Niech i ta Godzina Święta będzie wyrazem naszych pragnień,  by dzielić  z Tobą smutek, jaki Ci towarzyszył na dzień przed straszliwą śmiercią.  Podobnie jak współodczuwamy cierpienie naszych bliskich, tak samo boli nas Twoje opuszczenie i osamotnienie. Świadomość zbliżającej się męki i śmierci zadanej w okrutny sposób, musiała napełnić Twoje Najświętsze Serce niewypowiedzianą trwogą i bólem. Pragniemy, aby nasze myśli i uczucia były teraz tylko przy Tobie, Jezu.  Chcemy, z pomocą Twojej łaski, połączyć nasze codzienne udręki z udrękami Twojego zranionego ludzkim grzechem Serca, jako zadośćuczynienie za własne winy i niedoskonałości, grzechy najbliższych, popełniane w Ojczyźnie i na całym świecie. Maryjo, Ty zawsze stoisz w cieniu swego boskiego Syna i wskazujesz nam jedyną drogę zbawienia, prowadzącą przez bramę, którą jest Zbawiciel. Prosimy Cię, wstawiaj się za nami, pomagaj adorować Twego Syna i wynagradzać za wszelkie zło, które rani Jego Najświętsze Serce.

Panie Jezu, Twoja Droga Krzyżowa jest wieczna, trwa do dziś i będzie trwać po wiek wieków. Nieustannie cierpisz za grzechy świata, nasz Panie, tak samo jak dwa tysiące lat temu w Jerozolimie: wyszydzany, opluwany, bity przez grzeszników. Każdy grzech ziemskiego Kościoła, czyli każdy nasz indywidualny grzech to cierń w Twojej bolesnej koronie, to smagnięcie biczem Twego Bożego Ciała, to plunięcie w Twoje Boskie Oblicze. I dlatego, że tak wielu ludzi zadaje Tobie ból, umiłowany Jezu, potrzeba dusz, które Cię pocieszą, które przez modlitwę, cierpienie będą wynagradzać za grzeszników i niewdzięczników.  Jedynie gorliwa modlitwa, pokuta i mężne ofiary mogą  złagodzić słuszny gniew Boga Ojca. A co jeśli grzechy świata okażą się zbyt ciężkie, a serca grzeszników zbyt zatwardziałe, aby doskonałe Boże Miłosierdzie mogło dłużej powstrzymywać nie mniej doskonałą Bożą Sprawiedliwość? Przygnieceni ciężarem wszystkich grzechów, jakie my ludzie, popełniamy przeciw Tobie, Panie Jezu, padamy na kolana i w wielkim uniżeniu przepraszamy za próby uniezależnienia się od Ciebie               i Twojej świętej woli. Przepraszamy za prowadzenie życia na własnych zasadach, w odcięciu się od Ciebie, Dawcy życia i Twojej uzdrawiającej życie ludzkie łaski. A historia uczy, że humanizm bez Boga przekształca się z biegiem czasu w antyhumanizm, zagraża życiu człowieka i często prowadzi do jego unicestwienia.

Błagamy o wybaczenie za zuchwałe zaufanie Bożemu Miłosierdziu bez pokuty i fałszywe poczucie bezpieczeństwa zwalniające człowieka z poczucia lęku przed konsekwencjami grzechu śmiertelnego. Wybacz, Panie Jezu, tym, którzy usypiają czujność duchową przez przedstawianie własnej, subiektywnej interpretacji Słowa Bożego.  Panie Jezu, jakże musisz cierpieć widząc wykorzystywanie wiary do celów politycznych i zamienianie jej na  uniwersalną religię polegającą na braterstwie między ludźmi z całkowitym zignorowaniem Ciebie. Wybacz Jezu… Przepraszamy za wprowadzanie i tolerowanie heretycznego nauczania, które jest sprzeczne ze Słowem Bożym zawartym w Piśmie Św., tradycji apostolskiej i dogmatach Kościoła. Umiłowany Jezu, wybacz, że tak bardzo zepsuliśmy to, co w Twoim zamyśle miało być piękne i tak bardzo zdeformowaliśmy obraz człowieczeństwa.

W dzisiejszej Dobrej Nowinie przekazujesz nam, Panie Jezu, że przebaczenie jest w sercu Ewangelii, jest pochodną miłości i cechą charakterystyczną chrześcijaństwa. Kto kocha bliźnich, ten gotów jest do przebaczania z serca ich przewinień. Kto nie kocha, nigdy nie zrozumie czym jest przebaczenie i będzie w nim widział jedynie przejaw słabości.  A jest właśnie odwrotnie, słabością człowieka jest chęć zemsty. Przebaczenie jest potężniejsze, ponieważ „nad śmierć potężniejsza jest Miłość.” Kto żywi w swoim sercu urazę, niechęć lub nienawiść do drugiego człowieka skazuje się na wieczne potępienie. Kto w imię miłości przebacza otrzyma przebaczenie i życie wieczne. Zanim się na kogoś zdenerwujemy, zezłościmy i będziemy życzyli wszystkiego najgorszego, pomyślmy, ile razy prosiliśmy Pana Boga, aby nam przebaczył, a ile razy sami powinniśmy być potępieni i odrzuceni  na skutek własnych grzechów.. Jednak, Panie Boże, Ty zawsze okazujesz nam miłosierdzie i nie tracisz do nas cierpliwości gdy kolejny raz przychodzimy do kratek konfesjonału z tymi samymi przewinieniami, ale ponownie dajesz szansę. Modlimy się codziennie słowami „I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – to jest jeden, jedyny warunek, jaki nam, Panie, stawiasz. Przebaczasz, odpuszczasz, okazujesz miłosierdzie, ale my również mamy bliźniemu przebaczyć  i okazać miłosierdzie.

Panie Jezu, przyjmij nasze wynagradzanie za przekonanie o własnej nieomylności czy jakiejkolwiek formie wyższości w stosunku do drugiego człowieka. Ileż to razy, jeśli doświadczyliśmy zranienia ze strony innych byliśmy przekonani, że z nami jest wszystko w porządku i nie zauważaliśmy problemu. Przepraszamy za podchodzenie do bliźnich z pozycji siły i poczucia bycia lepszym, za stosowanie różnych mechanizmów obronnych, byleby nie pamiętać o swoich upadkach. Łatwo jest wytykać błędy innym, a tak trudno popatrzeć na własne życie i być tak samo pobłażliwym dla innych jak dla samego siebie. Powinniśmy zaakceptować, że sami wcześniej upadaliśmy i nie jesteśmy doskonali. Ta świadomość, nie degraduje, nie upokarza, ale leczy, może budzić poczucie solidarności i współczucia.

Jezu Chryste, dałeś nam wzór przebaczenia, kiedy modliłeś się za swoich oprawców: „Ojcze przebacz im bo nie wiedzą, co czynią…” Dlatego i my musimy przebaczać w każdej sytuacji i miłować nieprzyjaciół. Jednak tego sami nigdy nie osiągniemy bez Twojej, Jezu,  pomocy. Zawsze tlić się w nas będzie nienawiść, żądza zemsty, odpłaty, wyrównania, rachunków, bo to będzie ponad nasze siły, ale z Twoją pomocą, nasza Miłości, który dałeś nam najwspanialszy przykład jest to możliwe. I nie tylko wybaczać błahostki, rodzinne kłótnie, konflikty i nieporozumienia w pracy czy szkole, ale i sobie. Przepraszamy za brak woli usuwania niechęci i potrzeby karania, za rozpamiętywanie urazy i powracanie do negatywnych emocji. Rozwiązanie konfliktów wymaga pragnienia i skłonności do przebaczenia. Konflikt nie rozwiązany nie oddala się, nie rozmywa się. Św. Paweł pisze do wierzących w Efezie: „Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie, jak i wam Bóg odpuścił w Chrystusie.” Prosimy o wybaczenie i przemianę serc tym, którzy trwają w nienawiści i niezgodzie z braćmi i nie pragną pojednania z nimi. Wybacz, Jezu, że nie potrafimy wybaczyć sobie, dawnych błędów, złych decyzji, wstydu…

Przebaczenie powinno być praktykowane codziennie, bo inaczej po prostu umiera. Staje się czystą demagogią lub rozważaniem teoretycznym, który można wyczytać tylko na kartach mądrych książek. Panie Jezu, Ty nas zachęcasz  do przebaczenia zawsze i wszędzie, bez względu na okoliczności, miejsce i osoby. Nie jest to łatwe zwłaszcza tam, gdzie są uzasadnione urazy i tym trudniejsze im więcej w nas pychy,  a staje się o wiele łatwiejsze jeśli wzrasta w nas cnota pokory, która jest fundamentem miłości i przebaczenia. Panie Jezu, wspomagaj nas byśmy uniknęli pokusy gromadzenia w sercu nieprzyjaźni i odwetu wobec ludzi, które powodują „niszczenie serc” i czynią je niezdolnym do prawdziwego otwarcia się na Ciebie teraz  i w wieczności. Amen

 

Witaj umiłowany Jezu, bądź pozdrowiony w Najświętszym Sakramencie Ołtarza! Dzisiaj zapraszasz nas Jezu na Górę Przemienienia. Wraz z apostołami Piotrem, Jakubem i Janem, chcemy wejść na drogę Tabor. W życiu przemierzamy różne drogi, ale jedna jest tylko pewna, droga prowadząca przez ciasną Bramę, droga prowadząca do życia, droga krzyża, którą Ty, Jezu przeszedłeś. Szeroka droga zaś prowadzi do zguby. Jak apostołowie na Górze Tabor, tak i my jesteśmy zaproszeni do uczestnictwa w tej niezwykłej tajemnicy. Możemy za apostołami powiedzieć: „Dobrze, że tu jesteśmy…”

Przemieniając się wobec uczniów, zmieniłeś ich życie. Tak samo przemieniasz i nasze. Przychodzisz do nas w eucharystycznych postaciach. Jesteś obecny tu w Najświętszym Sakramencie, w tej białej Hostii, na którą spoglądamy. Obdarowujesz nas Sobą. Twoje Słowa wypowiedziane nad chlebem i winem: „To jest Ciało moje, to jest Krew moja, bierzcie i jedzcie…” mają i  dla nas dziś szczególne wsparcie w wydarzeniu z Góry Tabor: „To jest Syn mój umiłowany, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie”. Te słowa odsłaniają rąbek prawdy o Twojej Boskości, prawdy zakrytej dotąd przed ludzkimi oczami, prawdy potwierdzonej słowami z nieba: Gdy uczniowie usłyszeli tę prawdę, zlękli się bardzo i upadli na twarz. A ty, Panie zbliżyłeś się do nich, dotknąłeś ich i rzekłeś:” Wstańcie, nie lękajcie się”. Jakie to piękne, przychodzisz Panie i dotykasz. Przychodzisz do wszystkich naszych utrudzeń, które przygniatają nas do ziemi. Dotykasz naszej nędzy, słabości, kruchości, grzechu. I mówisz „wstańcie”, wstańcie z waszego poniżenia, z lęków, ze wstydu, z braku wiary w siebie, Ja tu jestem, Ja mogę cię podnieść. „Nie lękajcie się!”. Nie traćcie wiary, nie dajcie sobie wmówić, że nie ma sensu, że nie warto. Przecież ja tu jestem! Jestem z wami! Podobnie w Ogrójcu tym samym apostołom powiedziałeś: „Wstańcie, chodźmy,…”. Wstańcie, chodźcie, nie lękajcie się, bo nie można się zatrzymać. Trzeba iść ku temu co Ojciec nam przygotował.

Panie Jezu, Ty powiedziałeś: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne”. To odnosi się także do nas, dzisiaj, teraz: Kto dzisiaj spożywa Chleb życia, żyje życiem wiecznym i zostaje wskrzeszonym w duszy i ciele. To tajemnica wiary. Dając siebie samego w Komunii świętej, dajesz nam swojego Ducha, czynisz to wylewając na nas ewangeliczną Miłość. Ta miłość jest uniwersalna, tak jak miłość Ojca. Wszyscy potrzebujemy  Twojej miłości, potrzebujemy Ducha Świętego.

Sam Panie powiedziałeś do mistyczki  Cataliny Rivas takie słowa: „Proście Ducha Świętego, aby w was zamieszkał, abyście zawsze potrafili rozpoznać Boże znaki, aby wyjawił wam wspaniały plan, jaki Ojciec ma dla  każdego z was, aby działał w waszych sercach, zamykając je dla wszystkich nieszczęsnych ambicji, pozorów, płytkich pragnień i nikczemności. Każdy człowiek powinien umieć rozwijać swoje zdolności. I tak prawdziwy uczeń zamiast skupiać uwagę na wadach innych ludzi, niech nauczy się interesować własnymi. Powinien prosić Ducha Świętego, aby nauczył go wydawać plon w swoim życiu osobistym, w swojej rodzinie i w Kościele”.

Przyjdź Duchu Święty, przemieniaj nas i prowadź tę dzisiejszą modlitwę. Uczniowie na Górze Przemienienia usłyszeli: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie” Bóg Ojciec daje nam najlepszy sposób na życie. Słuchać Syna, wsłuchiwać się w Niego, przytulać ucho do Jego zakochanego serca. Karmić się Jego Słowem i tym słowem żyć. Zapytajmy siebie samych: Kogo my słuchamy? Gdzie zazwyczaj przykładamy ucho? Jakimi słowami, treściami się karmimy?

Przepraszamy Cię Panie Jezu, że wygodniej nam pozostać na dole, albo spać sobie spokojnie. Wygodniej nam jedynie zachowywać przykazania, zamiast postawić Ciebie na pierwszym miejscu .Przepraszamy Cię Jezu, że łatwiej nam modlić się jedynie po to, by uciec od świata, wylać swe smutki i żale, zamiast podziękować Tobie szczerze za całe swe życie. Każda Eucharystia jest wspięciem się na Tabor, każda spowiedź jest doświadczeniem cudu przemiany dokonanego przez miłosierdzie Boże i nie możemy powiedzieć, że nie doświadczamy Twojej boskości. A często uczestnicząc w Eucharystii wygodniej nam pozostać takimi, jakim się było przed nią.  Wybacz nam!.

Czytanie z Księgi proroka Daniela  (Dn 7,9-10, 13-14) „Patrzyłem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy na Jego głowie jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła z płonącego ognia. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy razy dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi. Patrzyłem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie”. To słowo zaprasza nas do zachwytu nad wielkością Pana i do odnowienia zaufania Temu, który prowadzi losy świata oraz każdego człowieka. Boże Ojcze chcemy Cię uwielbić i podziękować za to, że jesteś kochającym Ojcem i dałeś nam swojego Syna Jednorodzonego.

Akt uwielbienia Ojca Przedwiecznego – Bądź uwielbiony Ojcze Przedwieczny, Stwórco Nieba i ziemi i całego wszechświata. Chwała Ojcu…Bądź uwielbiony Ojcze Przedwieczny w Twojej Mądrości i Twojej Potędze. Chwała Ojcu… Bądź uwielbiony Ojcze Przedwieczny w Twojej Miłości, Twojej Dobroci i wielkim Miłosierdziu. Chwała Ojcu… Bądź uwielbiony Ojcze Przedwieczny w Twoich Aniołach i Twoich Świętych. Chwała Ojcu… Bądź uwielbiony Ojcze Przedwieczny we wszystkich istotach żywych, które stworzyłeś. Chwała Ojcu… Bądź uwielbiony Ojcze Przedwieczny we wszystkich dziełach Rąk Twoich. Chwała Ojcu…Dziękujemy Ci Ojcze Przedwieczny za Twoją Miłość i Miłosierdzie. Chwała Ojcu…Dziękujemy Ci Ojcze Przedwieczny, że przez Ofiarę Syna Twojego Jezusa i Jego Przenajświętszą Krew wykupiłeś nas z niewoli grzechu. Chwała Ojcu…Dziękujemy Ci Ojcze Przedwieczny za to, że dałeś nam Maryję, jako Matkę Współodkupicielkę i Pośredniczkę wszystkich Łask. Chwała Ojcu… Dziękujemy Ci Ojcze Przedwieczny za to, że przez Chrzest i Łaskę Ducha Św. włączyłeś nas do Królestwa Twego, jako dzieci Boże. Chwała Ojcu…Dopomóż nam dobry i miłosierny Ojcze, abyśmy zawsze byli Tobie wierni i wdzięczni za Twoją Miłość, abyśmy zawsze pełnili Twoją Wolę, przez Jezusa Chrystusa Syna Twojego i Jego Matkę Maryję, Współodkupicielkę i Pośredniczkę Wszystkich Łask. Amen

Kończąc to dzisiejsze czuwanie chcemy Ci, Jezu podziękować za ten wspaniały czas spędzony przy Tobie i powiedzieć: „Panie dobrze, że tu jesteśmy..” Ale spraw Jezu, abyśmy zobaczyli, że  ta cotygodniowa nocna modlitwa nie jest kolejną wyprawą. Abyśmy dostrzegli i uwierzyli, że Przemienienie Pańskie może być także i naszym przemienieniem. Będąc blisko Ciebie Jezu nie możemy być obojętni na fakt, że wielu ludzi pozostaje z dala od Ciebie. Dlatego trzeba robić wiele, aby ich do Ciebie zbliżyć, aby i oni mogli kiedyś powiedzieć: „Panie dobrze, że tu jesteśmy z Tobą!” Módlmy się za dusze poświęcone Bogu, aby dochowały wierności. Ofiarujmy się za nich. Wiele wsparcia potrzebują. Podczas Eucharystii ofiarujmy się za kapłana, który ją sprawuje, aby święty był. Powołanie kapłańskie i zakonne nie jest łatwe. Pomagajmy im nieść ciężar i wspierać w drodze. Amen.

 

 

 

 

Witaj Miłości, Jezu, patrzymy na Ciebie i widzimy ten śnieżnobiały opłatek. Cichy, niepozorny, czekający na nas. Biel  -czystość i niewinność, ale  ile swojej Przenajświętszej Krwi przelałeś, żebyśmy mogli teraz patrzeć na Ciebie. Panie Jezu, Ty wiesz, że nasz rozum tego nie ogarnie. To zbyt drastyczne, ale dziękujemy Ci za Twoją Krew;  dziękujemy Ci Jezu, że każdego dnia możemy zanurzać się w bezkresie Twojego Miłosierdzia. I teraz też zanurzamy się w Twojej Przenajświętszej  Krwi, obmyj nas w niej Jezu. Tak bardzo pragniemy być przez tą godzinę zanurzeni w Tobie, tak bardzo pragniemy, aby nasze myśli były całkowicie przy Tobie. Niech nasze oczy widzą tylko Ciebie. Panie Jezu –pomóż nam zatopić się w Twoim blasku całkowicie. Pomóż nam zostawić za drzwiami tego Kościoła całą otaczającą nas codzienność – rodzinę, pracę, troski i radości.

Matko Boża Szkaplerzna – dziś Twoje święto i świętujesz je w jedyny znany i możliwy sposób – adorujesz Swojego syna Jezusa Chrystusa. Wyproś nam Matko łaskę, abyśmy w choć w najmniejszej cząstce potrafili trwać przy Jezusie tak jak Ty. Matko Boża z Góry Karmel – dałaś nam swoją szatę, by nas chronić, ale nie przed złem tego świata, nie przed kłopotami i zmartwieniami, ale przed zwątpieniem, przed beznadzieją. Dałaś nam ten szkaplerz, abyśmy zawsze potrafili wyciągnąć rękę i chwycić się Jezusa; dałaś nam tą szatę, abyśmy mieli siły podnieść wzrok pełen  miłości i prośby na Twojego Syna w momencie, gdy nie mamy już siły podnieść nawet dłoni, gdy nasze usta nie mają już siły wypowiedzieć słów prośby o pomoc, a tylko serce i oczy w ciszy błagają o pomoc.  Matko Przenajświętsza, dziś  w ten czwartkowy wieczór razem  z nami czuwasz w Ogrodzie Oliwnym. Klęczysz  wraz z nami u stóp zimnego głazu.

Panie Jezu, nikt z nas nie może zabrać Twojego cierpienia, nikt  z nas nawet w miliprocencie nie może pomóc  Ci ulżyć. To Twoja cena  jaką płacisz za nieskończoną miłość do nas. Ale możemy być przy Tobie wraz z Twoją i naszą ukochaną Mamą Maryją.  Oddajemy Tobie Jezu nasz czas, nasze myśli, nasz ból kolon i kręgosłupów. Oprzyj się na nas zamiast na tym zimnym głazie. Oddajemy Ci Jezu wszystkie nasze rozproszenia, naszą gonitwę myśli. Panie Jezu – oddajemy ci nasze serca, niech staną się żyzną rolą, z której wyrośnie plon 100-krotnu. Dlatego prosimy Cię Duchu święty, przyjdź i otwórz nasze serca i zmysły na Słowo Boże – niech kiełkuje i wydaje obfity plon.

Panie Jezu Chryste, dzięki Twojej łasce stajemy przed Tobą w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość  do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.

Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia wg. św. Mateusza (11, 28-30) „Jezus przemówił tymi słowami: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie»

Panie Jezu te słowa…. jak one są dobrze nam znane. I jak bardzo lubimy mówić je innym, żeby ich pocieszyć, żeby nie tracili nadziei, żeby przyszli do Ciebie i oddali Tobie cały swój trud, cały swój  ból. Panie Jezu czy cieszysz się  gdy widzisz nas wierzących w te słowa całym sercem? Czy Twoje gorące serce bije jeszcze szybciej gdy my z całą naszą miłością, z całą naszą gorliwością dodajemy otuchy innym?  Bo my Panie Jezu wierzymy w to co powiedziałeś całą swoją osobą. Wierzymy i jesteśmy Ci wdzięczni, że pocieszasz naszych współbraci, że troszczysz się o nich i za nich niesiesz ich krzyż. Przecież to są Twoje dzieci i nie zostawisz ich bez opieki.  Nawet największych grzeszników nie zostawisz, bo za nich też umarłeś na krzyżu. Inni, innych, wszystkich pozostałych… A kiedy te słowa powiedzieliśmy sami dla siebie? Kiedy ostatni raz dały one pocieszenie dla nas samych?

Przepraszamy Cię Jezu, że tak często wśród tych Twoich dzieci potrzebujących pomocy, nie ma nas. Przepraszamy Cię Jezu za to, że gdy Ty stoisz u progu naszych drzwi by nam pomóc, gdy pukasz, dzwonisz i czekasz, my zamiast podbiec do Ciebie, wtulić się w Twoje ramiona i najzwyczajniej powiedzieć: jest mi ciężko, pomóż  Jezu, to my z uśmiechem na ustach mówimy: Jezu, jest ok;  daję radę; inni są bardziej potrzebujący, ja sama dam  radę.   Panie Jezu przepraszamy Ciebie za naszą źle pojmowaną pokorę. Wybacz nam, że nie potrafimy oddać Ci naszego cierpienia, naszych trosk i zwyczajnych, codziennych trudności.  Panie Jezu, dziękujemy Ci za św. Antoniego – świętego, pewnie się  mylę, ale chyba jednego z bardziej rozchwytywanych świętych. Ile razy wzywaliśmy go  na pomoc, gdy nie mogliśmy znaleźć kluczy czy jakiś ważnych dokumentów. Nie mamy problemu, by prosić go o pomoc nawet w najmniejszej błahostce. A przecież to tylko człowiek, który Ciebie Boże bardzo umiłował. Więc czemu mamy taki duży problem, żeby prosić Ciebie o pomoc Jezu? Każdy z nas ma to swoją własną odpowiedź.  Wybacz Jezu  wzburzenie, które wyrosło nam w sercu, że przecież to nie prawda, że umiemy prosić i prosimy. Ale czy na pewno?

Panie Jezu jak często słyszysz podziękowanie za krzyż? Przepraszamy Cię Jezu, ze nie potrafimy ukochać naszego krzyża tak jak Ty ukochałeś swój. Przepraszamy Cię Jezu, że nawet nie próbujemy uczyć się od Ciebie. Ty swój krzyż umiłowałeś a my ? Panie Jezu, tak często nasze krzyże są takie lekkie a Ty i tak niesiesz je za nas. Wybacz nam  naszą niewdzięczność za Twoją pomoc okazywaną nam każdego dnia. Wybacz nam, że nie potrafimy przytulic się do krzyża.  Wybacz nam, że nie potrafimy z miłością objąć go obydwoma rękoma.  Przepraszamy Cię Jezu, że nawet nie prosimy Cię o łaskę pokochania naszego jarzma a nawet jeśli nieszczęścia są spowodowane naszymi decyzjami  – to dla Ciebie Boże nie ma przecież rzeczy niemożliwych. Nawet z bardzo przykrych i złych doświadczeń potrafisz wyprowadzić dobro.  Potrzebna jest tylko nasza zgoda, nasza prośba. Wybacz nam Jezu ciągłe obwinianie Ciebie za konsekwencje naszych działań. Przepraszamy Cię Jezu za to, że nie potrafimy stanąć w prawdzie. Ona często jest bolesna, ale przecież Ty jesteś wtedy z nami. Ty Jezu nigdy nas nie zostawiasz. Wybacz nam Jezu…..

 

Witaj Miłości! Klękamy przed Tobą, Panie Jezu, ukryty w białej Hostii i z głębi naszych serc uwielbiamy Cię Chlebie Życia, daleki dla naszych oczu i Nieogarniony, a równocześnie tak bliski. Bądź uwielbiony w Twej nieskończonej miłości i wszechogarniającej potędze. Uwielbiamy Cię z otchłani naszej nicości i dziękujemy Ci za wszelkie dary, jakie od Ciebie nieustannie otrzymujemy. Dziękujemy, że Jesteś, że możemy w Tobie i przy Tobie odnajdywać światło i pokój, że możemy uczyć się prawdy o Tobie i o sobie. Pomóż nam myśleć tylko o Tobie, modlić się, trwać przed Tobą, słuchać Cię i usłyszeć to, co Ty chcesz nam powiedzieć oraz wynagradzać za wszelkie zło, którym jest ranione Twoje Przenajświętsze Serce. W ten kolejny czwartkowy wieczór pragniemy czuwać wraz z Tobą w Ogrodzie Oliwnym, i choć trochę zasmakować goryczy Twego smutku i opuszczenia. Udziel nam łaski, o Panie, byśmy pomimo naszych słabości  z jak najżywszą wiarą przybliżyli się teraz do kielicha Ogrójca. Daj nam Twojego Ducha, by oczyścił nasze serca i nakierował nasze myśli ku Tobie. Maryjo, Matko adorująca Syna, wspieraj nas, prowadź i otaczaj miłością, a szczególnie podczas tej Godziny Świętej, byśmy otwierali swoje serca wynagradzając za grzechy własne, naszych rodzin, popełnianych w Ojczyźnie i za wszelkie nieprawości wszystkich grzeszników.

Panie Jezu, mówisz do nas: ”Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy obciążeni i utrudzeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28) Życie niesie ze sobą wiele ciężarów, praca pod presją czasu, konflikt w rodzinie, toksyczne relacje, niespodziewana choroba czy poczucie winy po kolejnych upadkach potrafią skutecznie odebrać nam siły. Szukamy ulgi w rozrywkach, ucieczce w obowiązki, w izolacji od ludzi i żyjemy w ciągłym lęku. Umiłowanie Panie, nie obiecujesz, że zlikwidujesz nieszczęścia, rozwiążesz nasze kłopoty, ale zapewniasz, że dodasz sił, pokrzepisz, pomożesz przejść przez wszystkie trudne sytuacje i wskażesz właściwą drogę. Mówisz: Uczcie się ode Mnie, Ja też byłem bity, poniżany, wyśmiewany, odrzucony. Pomogę wam, tylko przyjdźcie do Mnie z tym wszystkim, powierzcie Mi te trudne sprawy, to, co was boli, rani i zabija, powierzcie Mi samych siebie. Panie Jezu, Ty w swej przeogromnej Miłości do każdego człowieka obdarzasz nas wolnością i czekasz na naszą wolną odpowiedź, która stanie się potrzebą  serca, wyborem dokonanym z miłości. Nikogo do niczego nie zmuszasz, bo to nie byłaby wtedy miłość, ale dajesz wolną wolę.  Mówisz do nas: Powiedzcie Mi, jak wam pomóc, a Ja to uczynię, bo jestem Bogiem. Ty, Panie, nie chcesz naszych pomysłów i rozwiązań, bo chcesz ofiarować nam dużo, dużo więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.  Wystarczy tylko Ci zaufać i o tym powiedzieć. Przepraszamy za niesłusznie kierowane do Ciebie, Panie Jezu, pretensje, że dopuszczasz na nas tyle nieszczęść czy kłopotów, i że nie pomagasz nam zostawiając nas samych. Wybacz, nasz brak zaufania i chęci dzielenia się z Tobą swoimi problemami, brakiem sił i pojawiającej się niechęci do życia, bez perspektyw i nadziei. Przepraszamy, że uparcie chcemy polegać na wyłącznie własnych siłach i sprycie, zamiast przybliżenia się do Ciebie, nasz Nauczycielu, by zyskać wewnętrzny pokój.  Prosimy o wybaczenie tym, którzy nie chcą przyjąć Twojego, Panie, wezwania „Przyjdźcie do mnie wszyscy..” wybierając ludzkie obietnice, które bez Bożej mądrości i wiary kończą się jedynie na czczych zapewnieniach. A przecież „On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego (…). Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły (..) bez znużenia idą” (Iz 40,29-31) Trzeba nam pamiętać, że chrześcijaństwo to nie zestaw dodatkowych męczących obowiązków, ale relacja, która daje siłę do znoszenia codziennych trudów. Powinniśmy się uczyć od Ciebie, Panie Jezu, cichości i pokory serca, co pozwoli nam odpuścić potrzebę ciągłej walki o swoje racje i uznanie  w oczach otoczenia.

W drodze do świętości ważna jest realizacja chrześcijańskich cnót. Do najważniejszych z nich obok pokoju i miłości należą wiara, posłuszeństwo i ubóstwo. To właśnie o tych trzech ostatnich mowa jest w dzisiejszej Ewangelii wg św. Mateusza  (Mt10, 7-15).  Panie Jezu,  posyłając swoich uczniów wymagasz od nich posłuszeństwa. Mają iść do ludzi przekazując im wiarę, którą najpierw oni sami winni żyć. Na drogę nic nie mają zabierać, ponieważ bogactwo przywiązuje, obarcza i spowalnia drogę. Dlatego pierwszym warunkiem skutecznego apostolstwa jest ubóstwo. Człowiek prawdziwie ubogi, tzn. nie przywiązany do rzeczy materialnych, do spraw doczesnych, a nawet ludzi może całkowicie oddać się sprawie ewangelizacji, czyli służbie Tobie, Panie Boże. Kto nie jest ubogi – staje się związany z dobrami materialnym, międzyludzkimi relacjami i sprawami dnia codziennego.  Ubóstwo daje prawdziwą wolność i jest także drogą do prawdziwego, bezgranicznego zaufania Tobie, nasz Mistrzu, i pozwolenia byś zatroszczył się o wszystko. Panie Jezu,  przyjmij nasze zadośćuczynienie za wszelkie obciążające przywiązania do potrzeb materialnych i dóbr ziemskich, które przysłaniają życie duchowe, a w szczególności Boże ubóstwo. Wiele wezwań ewangelicznych poucza:  „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Mt 6, 24) oraz „Tak więc nikt z was,  kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14, 33) Prawdziwe ubóstwo prowadzi do szczęścia, a jego praktyka nie polega na niedostatku czy biedzie, ale na oderwaniu się od spraw materialnych, od panowania nad rzeczami i szanowaniu tego, co się posiada i dzieleniu się z innymi. Rozważając dzisiejszy fragment Dobrej Nowiny zastanówmy się i nad naszym przywiązaniem do rzeczy materialnych. Czy rzeczywiście jesteśmy w pełni wolni? Czy w każdej chwili jesteśmy gotowi zostawić zgromadzony przez nas majątek i zgubne przywiązania?

Wielu chrześcijan dzisiaj zachowuje się jak ludzie niewierzący. Ich życie jest jakieś bezcelowe, są zawiedzeni, sfrustrowani, nie mają pewności swojej wiary, nie żyją chrześcijańską nadzieją, nie są zdolni do dawania świadectwa. Dlaczego tak się dzieje skoro nic się nie zmieniło w Bożym planie zbawienia i w sposobie działania Boga? Prawda jest taka, że przyjmujemy Dobrą Nowinę głównie dla siebie! Zmienił się model wiary – stała się ona prywatną sprawą każdego człowieka. Nie czujemy się apostołami, a trud nauczania przerzuciliśmy na Kościół hierarchiczny, na księży, siostry zakonne. Kiedy coś budujemy, tworzymy, wtedy mobilizujemy swoje siły. Zastój w wierze wynika głównie z odrzucenia wezwania do głoszenia  Ciebie, Panie Boże, i świadczeniu o Tobie. Zapominamy, że jeśli ktoś daje, to dwa razy tyle otrzymuje!  Przepraszamy, że żyjemy w kulturze skupionej na braniu, na miłości własnej, w oddaleniu od Ciebie, umiłowany Panie Jezu, w grzechu niedowiarstwa i obojętności. Z bólem serca przepraszamy, że Panie, nie jesteś słuchany, ale wręcz lekceważony. Przepraszamy za oddalanie się od Ciebie, szczególnie ludzi młodych, którzy żyją w środowisku, w którym nikt o Tobie nie mówi Jezu, gdzie nie ma już dobra i zła, a ludzie otwierają się na bezkrytyczny materializm chłonąc grzechy ile się da…

Panie Jezu, w dzisiejszej Ewangelii mówisz „Idźcie i głoście: Bliskie już jest Królestwo Niebieskie” Gdzie możemy je znaleźć, chcielibyśmy zapytać. Otóż Królestwo Boże jest wszędzie tam, gdzie Ty jesteś na pierwszym miejscu, gdzie  jesteś Królem. Kiedy w Modlitwie Pańskiej prosimy naszego Ojca, który jest w niebie: „Przyjdź Królestwo Twoje!”, prosimy wówczas o to, ażebyś był zawsze na pierwszym miejscu zarówno w naszym własnym życiu, jak i w całym naszym świecie. Bo tam, gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko inne jest na swoim miejscu. I na tym właśnie polega Królestwo Boże.

W dzisiejszym świecie jest wiele buntu przeciwko Tobie, Panie Jezu. Nieraz ludzie zachowują się tak, jakby mieli moc ustanawiania dobra i zła. Chcą być „stwórcami” przeprowadzając eksperymenty z klonowaniem ludzi, zaczynają tworzyć i przypisywać sobie moc, która nigdy do nich nie należała. Innym razem zamiast czcić Ciebie, Boga prawdziwego oddają się bałwochwalstwu, gdy jakieś rzeczy stworzone traktują tak, jakby były one wartością najwyższą, poświęcając się dla nich i nieraz czyniąc je nawet przedmiotem kultu. Przepraszamy za te przejawy buntu przeciwko Tobie, które nas niszczą a świat pozbawiają pokoju i właściwego porządku. Wybacz brak wiary, że w każdym czasie warto zawalczyć o Niebo i bez walki, z góry z niego rezygnujemy, bo tak bardzo obawiamy się dyskomfortu, który nas przerasta. Przyjmij, nasze wynagrodzenie za błędne myślenie, że musimy zasłużyć na Twoją miłość Panie Jezu, a przecież to dar, który dostajemy za darmo i dostępny jest dla każdego człowieka.

Nie możemy zapominać, co na temat Królestwa Bożego powiedziałeś, umiłowany Panie,  przed Piłatem. Zapytany o to, czy jesteś Królem, potwierdziłeś to, ale od razu dodałeś: „Królestwo moje nie jest z tego świata”. Bo mocą tego Królestwa nie jest potęga materialna, ani siła wojska, ani sprawność organizacyjna. To Królestwo opiera się na mocy duchowej, ale też przynależność do niego napełnia mocą duchową. O tym właśnie mówiłeś Panie, kiedy zwracałeś się do swoich uczniów: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie zmarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy!”

Panie Jezu, przyjmij słowa modlitwy kard. Adama Stefana Sapiehy jako nasze wynagrodzenie za zniewagi Trójcy Świętej.

O Jezu, Władco serc naszych i Królu wieków nieśmiertelny, przyrzekamy Ci uroczyście, że przy tronie Twoim i przy Osobie Twojej wiernie stać będziemy. Przyrzekamy Ci, że nieskalanego sztandaru Twojego nie splamimy, że chorągwi Twojej nie zdradzimy ani niedowiarstwem, ani sekciarstwem, ani żadnym odstępstwem. Ślubujemy Ci, że w wierze świętej katolickiej aż do śmierci wytrwać pragniemy. Niech dzieci nasze piszą na grobach naszych, żeśmy się nigdy Ciebie, Jezu Królu, i Twojej Ewangelii nie wstydzili. Króluj w sercach naszych przez łaskę. Króluj w rodzinach przez cnoty rodzinne. Króluj w szkołach przez prawdziwie katolickie wychowanie. Króluj w społeczeństwie przez sprawiedliwość i zgodę wzajemną. Władaj wszędzie, zawsze i bezustannie. Niech sztandar Twój powiewa nad nami wszystkimi, a Królestwo Twoje niech ogarnie całą naszą ziemię! Amen.

Witaj Jezu! Bądź uwielbiony Panie Jezu w Najświętszym Sakramencie Ołtarza! Przychodzimy do Ciebie zebrani w tej  świątyni p.w. Ducha Świętego w Słubicach mimo późnej pory, mimo zmęczenia, także i to słońce ostatnio daje zmęczenie. Przychodzimy do Ciebie Jezu bo Ty jesteś naszym Słońcem, Światłem, które promieniuje z tej monstrancji. Przychodzimy jako przedstawiciele naszych bliskich, naszych sąsiadów, tych, którzy nie mogą tu przyjść, tych, którzy nie chcą tu być, którzy Cię odrzucają, przyprowadzamy ich w duchu, aby ta świątynia była wypełniona. Zapraszamy naszych patronów chrztu, patronów bierzmowania, patronów, których wylosowaliśmy w tym roku, naszych aniołów stróżów, dusze w czyśćcu cierpiące w tej godzinie do  wspólnej modlitwy. Nasze oczy patrzą na Ciebie Jezu, abyśmy dobrze przeżyli ten czas,  który jest łaską.

Panie Jezu odprawiając tę Godzinę Świętą chcemy choć trochę zbliżyć się do tajemnicy Twojej nieskończonej miłości. Tak naprawdę tylko miłość jest w stanie wszystko nam wyjaśnić. Ona sprawia, że postrzegamy świat i ludzi z właściwej perspektywy, tylko ona może w nas pokonać zapędy do egoistycznego zaspokajania potrzeb niejednokrotnie kosztem innych ludzi, często najbliższych. O taką miłość czystą i bezinteresowną prosimy Cię Panie. Sami z siebie nie potrafimy nic, ale z Tobą i napełnieni Twoją łaską możemy wszystko. Umocnij nas w wierze, oddajemy Ci nasze myśli i nasze sprawy. Dziękujemy Ci za łaski jakie dotknęły nas od ostatniego spotkania z Tobą. Stajemy przed Tobą w prawdzie tacy jacy jesteśmy i tak jak umiemy. Panie Jezu jesteś sakramentem obecności Boga, który zniża się do człowieka. Ile kosztowało Cię podniesienie upadłego człowieka ukazuje nam tajemnica Ogrójca. Udajemy się do Ogrodu Getsemani, aby towarzyszyć Ci i wynagrodzić za cierpienia, które poniosłeś; za Twoją zgodę „Ojcze nie moja wola, ale Twoja niech się stanie” i za rozmiar bólu, który pogłębiał fakt opuszczenia przez apostołów.

Z Ewangelii według św. Marka (Mk 14, 32-42): „A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: «Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił». Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!» I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby – jeśli to możliwe – ominęła Go ta godzina. I mówił: «Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!» Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: «Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». Odszedł znowu i modlił się, powtarzając te same słowa. Gdy wrócił, zastał ich śpiących, gdyż oczy ich były snem zmorzone, i nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć. Gdy przyszedł po raz trzeci, rzekł do nich: «Śpicie dalej i odpoczywacie? Dosyć! Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca».

Wchodząc do ogrodu poleciłeś apostołom : „Zostańcie tutaj! Czuwajcie i módlcie się, byście nie ulegli pokusie”. Czuwajcie, gdyż nieprzyjaciel nie śpi. Zawczasu uzbrójcie się w oręż modlitwy, abyście nie zostali zaskoczeni i wciągnięci w grzech. Oto godzina mroków. Oddaliwszy się, odchodzisz na rzut kamieniem i kładziesz się twarzą ku ziemi. Twoja dusza tonie w morzu goryczy i najprzenikliwszego smutku. Widzisz teraz całą swoją Mękę, widzisz ukochanego Apostoła Judasza, który sprzedaje Ciebie za kilka groszy i śpieszy drogą do Getsemani, by Cię zdradzić i wydać. Widzisz siebie wleczonego po ulicach Jerozolimy, widzisz jak Cię biczują , nakładają koronę z ciernia, wyśmiewają, skazują na krzyż. Widzisz swego Ojca, który opuszcza Cię i swoją Matkę złamaną bólem. Widzisz wszystko po kolei, scenę za sceną, a widok ten przytłacza Cię i przeraża. Konając, wołasz do Ojca: „Jeśli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich” Chociaż wiesz, że nie zostaniesz wysłuchany, bo sam tego pragniesz, jednak modlisz się. Jezu, dlaczego prosisz o coś, o czym wiesz, że nie otrzymasz tego? To smutek, jaki Cię przygniata, każe Ci żebrać o pomoc i wsparcie, ale Twoja miłość ku nam i Twoje pragnienie, by zwrócić nas Bogu, sprawiają , że mówisz: „ Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”.

Panie Jezu, w Ogrodzie Oliwnym Twoje serce było pełne bólu, a jednak nie przestałeś ufać Ojcu. Naucz nas czuwać przy Tobie, aby nasze serca nie zasypiały wobec Twojej miłości. Gdy ciężar życia wydaje się zbyt wielki, daj nam odwagę modlitwy i siłę zawierzenia. Jezu modlący się w Getsemani pozostań przy tych, którzy cierpią, płaczą i czują się samotni. Niech Twoja obecność przynosi pokój, a Twoja miłość prowadzi nas ku nadziei i światłu. Panie Jezu, zanim udałeś się do Ogrodu Getsemani, spożyłeś z uczniami Ostatnią Wieczerzę, dziś w pierwszy czwartek miesiąca wspominamy tę tajemnicę, tajemnicę ustanowienia sakramentów Eucharystii i Kapłaństwa.

Panie Jezu, chcemy Ci podziękować za Twoją Obecność, za Ojca Świętego, naszych pasterzy biskupów, kapłanów z naszych parafii. To kapłani sprawiają, że ich ręce są oddane Tobie i to oni dają nam Ciebie. Są Twoimi przyjaciółmi, których wybrałeś po to, by na przestrzeni wieków byli pociechą Twojego Eucharystycznego Serca.  Tak jak doświadczasz radości, gdy przychodzą przed Twoje Eucharystyczne Oblicze, tak też odczuwasz ból, kiedy Ciebie nie dostrzegają lub opuszczają w Sakramencie Twojej Miłości. Modlimy się za wszystkich kapłanów, bez nich nie ma Kościoła, nie ma Eucharystii.

Panie Jezu, oddajemy Ci najgłębszą cześć, dziękczynienie i uwielbienie za tę ogromną tajemnicę Twojej miłości „Bądź uwielbiony Chryste”:

  • za tajemnicę Ostatniej Wieczerzy;
  • za Sakrament Eucharystii;
  • za każdą Mszę świętą;
  • za Twoją nieustanną obecność wśród nas;
  • za każdą Komunię świętą;
  • za ustanowienie Sakramentu Kapłaństwa;
  • za tylu wspaniałych księży, którzy z miłością i poświęceniem sprawują pamiątkę naszego odkupienia;
  • za tych kapłanów przez których prowadzisz nas do Ojca;
  • za wszystkich misjonarzy, którzy z dala od swojej Ojczyzny głoszą orędzie miłości

Panie Jezu pragniemy przeprosić Cię za tych  co nie korzystają z Eucharystycznego Stołu. Wynagradzamy za tych, którzy oddalili się od Ciebie, umocnij te serca, aby na nowo odkryli, że Ty ich zapraszasz, aby usłyszeli Twój głos. Przepraszamy za nieczystość i wszelkie nadużycia popełniane przez osoby duchowne i konsekrowane, przepraszamy Cię Panie Jezu za tych kapłanów, którzy sprzeniewierzają się Twojemu powołaniu i łamią złożone Tobie śluby,  zaniedbują modlitwę i posługę, do której są powołani. Przepraszamy za relacje między osobami, duchownymi i konsekrowanymi, które często skalane są zazdrością, złością, nie postrzegają siebie nawzajem jako bracia i siostry, pracujące wspólnie dla tej samej sprawy, tworzące jedno ciało i jedną rodzinę, ale  widzą siebie jako konkurenci w dostępie do Ciebie, do Twojej łaski. Przepraszamy i wynagradzamy za nieposłuszeństwo wobec przełożonych oraz nadużycia wobec podwładnych. Jezu, zanurzamy osoby duchowne i konsekrowane w Twojej Przenajdroższej Krwi.

Kończąc dzisiejsze czuwanie prosimy Cię, Jezu, przyjmij nasze uwielbienie, dziękczynienie i wynagrodzenie oraz tę modlitwę, zanieś ją Ojcu i wylej na kapłanów Twojego Kościoła obfite łaski. Panie Jezu, otocz wszystkich kapłanów swą miłością, umacniaj ich wtedy, gdy są zmęczeni, samotni, niezrozumiani i przygnieceni ciężarem codzienności. Daj im siłę, kiedy brakuje im nadziei. Daj im pokój, kiedy w ich sercach pojawia się lęk. Daj im odwagę, kiedy muszą głosić prawdę w świecie, który często odrzuca Ciebie i Twoje słowa. Panie błogosław wszystkim księżom, proboszczom, wikarym, spowiednikom, misjonarzom, zakonnikom i biskupom. Błogosław tym, którzy wiernie i cicho służą każdego dnia. Błogosław tym, którzy cierpią, chorują, przeżywają trudności i noszą w sercu ukryty ból. Błogosław tym, którzy zostali zranieni przez ludzi i tym, którzy sami potrzebują przebaczenia i podniesienia.   Jezu oddajemy Ci wszystkich kapłanów świata. Niech należą całkowicie do Ciebie. Niech prowadzą ludzi do nieba. Niech ich życie będzie światłem, a ich serca będą podobne do Twojego Najświętszego Serca. Amen.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Witaj Miłości! Witaj Jezu w tym szczególnym dniu, w którym dziękujemy Tobie, że zostałeś przy nas pod postacią Chleba i Wina. Dziękujemy Ci Jezu, że patrzysz na nas z miłością i przytulasz nas do Swojego Serca. Dziękujemy Ci Jezu za dar kapłaństwa – dziś w ten pierwszy czwartek miesiąca w szczególny sposób nasze modlitwy płyną za kapłanów, bo dzięki nim jesteś tutaj z nami. To dzięki ich posłudze podczas każdej Eucharystii przychodzisz do nas pod postacią Chleba, żeby nas karmić, aby nas umacniać, abyśmy nie zwątpili. Panie Jezu Ty dałeś nam to święto, abyśmy nie zapomnieli, że jesteś obecny realnie w tym małym kawałku białego chleba. Jesteś – nie zmienny, w czasie rzeczywistym – tu i teraz.
Tylko my ciągle o tym zapominamy, a Ty z miłością i wielką, wielką cierpliwością czekasz, aż z naszych serc zniknie niepewność i wątpliwości a pojawi się szczera wiara i miłość. Panie Jezu, tak bardzo zachwycamy się tzw. cudami eucharystycznymi, gdzie konsekrowane wino i chleb stają się prawdziwą zakrzepłą krwią i tkanką ludzkiego mięśnia sercowego. Błogosławiony Carlo Acutis skatalogował je i zorganizował wystawę – jest ich ponad 130 na wszystkich kontynentach świata. W naszej Ojczyźnie, urzeczywistniałeś się aż 8 razy. Piękne, zachwycające – czytamy o nich, odwiedzamy z pielgrzymkami kościoły, w których te cuda się wydarzyły.
Ale, jak Ciebie musiało boleć serce, jak potężny był Twój smutek, jak wielka była nie wiara kapłanów i Twoich umiłowanych dzieci, że musiałeś się zmaterializować.
Co takiego było w sercach wiernych, albo czego tak mocno brakowało, że tyle razy musiałeś przyjść w realnej postaci, by pokazać, że to faktycznie jest Twoje święte ciało i Twoja święta krew.
Panie Jezu, przepraszamy za nasz brak modlitwy za kapłanów. „Uderz w pasterza, a rozproszą się owce stada”. Oni tak bardzo potrzebują naszej modlitwy a co dostają w zamian? „Takich będziecie mieli kapłanów, jakich sobie wymodlicie” powiedział św. Jan Maria Vianney. Przepraszamy Cię Jezu, że tak rzadko modlimy się o ich świętość, o dary Ducha świętego dla nich. Panie Jezu, przyjmij nasz czas spędzony dzisiaj z Tobą i przy Tobie. Przyjmij nasze serca, w których jest miłość do Ciebie, być może słaba, być może tylko lekko się tląca, ale jest. Bo jesteśmy tu z miłości do Ciebie. Oddajemy Ci Jezu wszystkie trudy dzisiejszego dnia, ale również radość, którą dzisiaj dzieliliśmy wraz z Tobą. Bo Ty byleś z każdym z nas przez cały nasz dzisiejszy dzień. Nie opuściłeś nas ani na sekundę. Przyjmij naszą wdzięczność. Przyjmij to wszystko Jezu jako wynagrodzenie za brak naszej wiary i brak wiary kapłanów.
Panie Jezu, jesteś miłością, to niezaprzeczalny fakt. Dlatego w ten dzisiejszy czwartkowy wieczór stajemy przed Tobą. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.
Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia wg. świętego Jana (6,51-58) „Jezus powiedział do Żydów: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało wydane za życie świata». Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: «Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».
Panie Jezu, dziś taka piękna uroczystość dla nas, Twoich dzieci. W sposób namacalny, idąc w procesji za Najświętszym Sakramentem mogliśmy dać wyraz naszej miłości i przynależności do Ciebie.
Panie Jezu, przepraszamy Cię, że w tylu miejscach procesja za twoi świętym Ciałem zmieniła się w spacer po ulicach miast. Przepraszamy Cię za te rozmowy, śmiechy, brak szacunku dla Najświętszego Sakramentu.
Panie Jezu, kiedy naród polski zgubił podstawy wyraz wiary w Twoją obecność w Najświętszym Sakramencie i akt głębokiej czci – uklęknięcie przed Twoim Majestatem, uklęknięcie przed Tobą w Monstrancji. Tyle osób stojących na chodniku, patrzących w Twoją stronę, patrzących jak kapłan Ciebie niesie przez ulice miasta. I nic. żadnej reakcji. Choćby przyklęknięcie, choćby wyprostowanie się i schylenie głowy. Nic, zwykły spacer po mieście. Panie Jezu, wybacz nam nasze zachowanie. Wybacz to, że nie potrafimy zachować się godnie przed Najświętszym Sakramentem.
Wybacz nam Jezu, że naród Polski nie przekazuje kolejnym pokoleniom szacunku do Ciebie. Przepraszamy Cię Jezu, że tak bardzo ulegamy tzw. poprawności społecznej. Przepraszamy Cię, że z naszych domów znikło powitania i pożegnania w Twoje imię. Przepraszamy Cię Jezu za brak naszego codziennego błogosławieństwa naszych najbliższych: Idź z Bogiem, Zostań z Bogiem, Pokój temu domowi. Czy często to słyszysz? Przepraszamy Cię Jezu, że w naszych domach brak jest już nawet zwykłego – dzień dobry, do widzenia, dobranoc.
Przepraszamy Cię Jezu, że nie przekazujemy kolejnym pokoleniom gestów i form uwielbienia Ciebie.
Ale Panie Jezu, chcemy podziękować Tobie za dzisiejsze, ciche świadectwo jednej z mam na procesji w naszym mieście. Podczas trwających obrzędów przy ołtarzach, dziewczynkom sypiącym kwiatki mówiono, aby usiadły na krawężniku, aby sobie odpoczęły. Jedna z mam, powiedziała do swojej córki, aby uklękła, ale ta nie chciała. Ta mama powiedziała do niej: „jeśli nie chcesz klęczeć to nie musisz, ale wtedy stój i pochyl głowę. Pamiętaj, przed Monstrancją zawsze schyl głowę”.
Panie Jezu, dziękuje Ci za wiarę tej mamy, bo gdyby nie miała wiary w Twoją realną obecność w Monstrancji to czy uczyłaby swoją córkę szacunku i czci do Ciebie w niej obecnego? Gdyby nie wierzyła, że jesteś żywy i prawdziwy, że jesteś Obecny, to czy przekazywałaby swojej córce zewnętrzne znaki wiary, adoracji i uznania Twojej rzeczywistej obecności w Chlebie Eucharystycznym?
Panie Jezu, wybacz nam, że tak często my sami nie potrafimy przekazać naszym dzieciom i wnukom tych podstawowych oznak czci i wiary w Ciebie, bo… Nie powinno być żadnego „bo” Ale Ty jesteś miłością i cierpliwie czekasz na nas…
Dziękujemy Ci Jezu za Twoją cierpliwą miłość.

Witamy Cię, kochający Jezu! Klęcząc przed Tobą, ukrytym w znaku chleba, pragniemy Ci powiedzieć: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Ty wiesz, że pragnę Cię kochać jeszcze więcej”. Naucz nas, Panie Jezu, coraz gorliwiej, z coraz szerzej otwartym dla Ciebie sercem, powtarzać za św. Piotrem i za Janem Pawłem II wyznanie miłości. Spraw, aby każda chwila dzisiejszej Godziny Świętej, którą będziemy przeżywać, zrodziła się z naszej miłości do Ciebie, pragnienia bycia z Tobą  i wynagradzania za wszelkie zło, którym jest ranione Twoje Przenajświętsze Serce. Choć wobec Twej nieskończonej potęgi i świętości, jesteśmy niczym, a przez grzech występowaliśmy przeciw Tobie, to jednak wezwałeś nas do przyjaźni z Tobą i do udziału w Twoim boskim życiu. Przebaczasz nam grzechy i wprowadzasz w świat miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. Chwała Tobie, Królu Niebios, który chcesz przebywać w Getsemani  skromnego tabernakulum. Na kolanach i z wielkim skupieniem wewnętrznym prosimy Cię, o Jezu, o światło do poznania Twego Najświętszego Serca, o łaskę kochania Go coraz bardziej i przysparzania Mu chwały. Przyszliśmy tutaj, by  z naszą nędzą czuwać wraz z Tobą w Ogrodzie Oliwnym, gdyż chcemy choć trochę zasmakować goryczy Twego ogromnego smutku i opuszczenia. Udziel nam łaski, o Panie, byśmy z jak najżywszą wiarą przybliżyli się w teraz do kielicha Ogrójca.

Maryjo, Matko adorująca Syna, ucz nas wpatrywać się w biel Świętej Hostii z Twoim radosnym zadziwieniem. Wyproś nam spojrzenie przenikliwe, zdolne rozumieć Słowo i spojrzenie rozpromienione radością spotkania ze Zmartwychwstałym. Ucz nas, Maryjo, Matko nasza otwierania serca na dar miłości, na dar Ducha Świętego, który poprowadzi nas do pełni zjednoczenia z Jezusem.

Za kilka dni skończy się maj – miesiąc maryjny, w którym w sposób szczególny modlimy się do Matki Najświętszej. Twoje słowa, Panie Jezu „Niewiasto, oto syn twój… Oto matka Twoja.” wypowiedziałeś wisząc na krzyżu nie myśląc o swoim bólu lecz o Maryi, swojej Matce i o umiłowanym uczniu, św. Janie. Dajesz nam Matkę, która nie ucieka gdy było ciężko, ale uczy nas, jak trwać przy Bogu, gdy wszystko inne się rozpada. Trwa tam, gdzie inni zwątpili, pokazując, że miłość to przede wszystkim obecność, a nie wielkie słowa czy czyny. Jan bierze Maryję do siebie, czyli do swojego życia, do swojej codzienności i do swego domu. I to jest także wezwanie dla każdego z nas, bo potrzebujemy kogoś kto nauczy nas stać pod krzyżem własnych trudności bez paniki. Zaproszenie Maryi do codzienności sprawia, że nie będziemy sami ze swoimi problemami. Ona pomaga trwać apostołom na modlitwie i czekać na Ducha Świętego w chwilach niepewności. Tak samo pomaga nam kiedy brakuje sił do działania lub gdy czujemy duchową pustkę. Jej obecność wnosi pokój tam, gdzie panuje chaos. Wziąć Maryję do swojego domu wcale nie oznacza odmawiania wielu dodatkowych modlitw, ale chodzi o wzór do naśladowania, by mieć przy sobie kogoś bliskiego, kto zawsze wskazuje na Ciebie, Panie Jezu.  Przepraszamy za brak relacji z Twoją Matką, że nie zapraszamy Jej do swoich decyzji, codziennych obowiązków, trudnych spraw i nie dostrzegamy obszarów, których moglibyśmy oddać Maryi. Panie Jezu, dajesz nam Maryję, abyśmy przez wiarę spojrzeli na najbardziej bolesne wydarzenia swego życia: zaniedbania miłości, zranienia, uzależnienia, grzechy, które niszczyły naszą godność. Abyśmy spojrzeli na nie tak, jak Maryja pod krzyżem spojrzała na Ciebie, Jezu, czyli z miłością. Najdroższy Jezu, Ty chcesz by w naszym życiu objawiła się moc Twojej miłości. Abyśmy przyjęli ją i zaufali jej ucząc się patrzyć na wszystko, co nas spotkało i co jeszcze nas w życiu spotka, z wiarą pełną miłości. Jeśli zaufamy temu spojrzeniu miłości i będziemy mu wierni w naszym życiu, wtedy tak jak Maryja doświadczymy bycia przeprowadzonymi przez doświadczenia miecza boleści. Wybacz, Jezu, brak posłuszeństwa Twemu wezwaniu, by przyjąć Maryję jako naszą własną Matkę, która chce uczyć nas miłości, wiary i całkowitego zaufania. Przyjmij nasze zadośćuczynienie za wszystkie  grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi. O Jezu, źródło niewyczerpanej litości, mimo ewidentnych i rażących występków, mimo grzechu i bagna, w które popadamy i czasem nawet nie chcemy  z niego wyjść, oddajesz nam swoją Mamę za Matkę. Dziękujemy Ci Dobry Boże za każdy krzyż, który mimo buntu i niezrozumienia staramy się nieść. Dziękujemy, bo wiemy i czujemy, że nie jesteśmy sami, że zawsze pod krzyżem naszych ograniczeń i słabości możemy przytulić się do czułej i zatroskanej Matki Maryi. Wierzymy, że przy Maryi wytrwamy najcięższe życiowe próby, jakie nas jeszcze czekają…

Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty Panie przemów do nas w swym zbawczym słowie: Jezus z uczniami przyszedł do posiadłości zwanej Getsemani i rzekł do nich: «Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę i tam się pomodlę». Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną». I odszedłszy nieco do przodu, padł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!» Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: «Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe».
Powtórnie odszedł i tak się modlił: «Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!» (Mt 26, 36-42)

Umiłowany Jezu, jakże często przypominamy uczniów w Ogrodzie Oliwnym, którzy ulegają zmęczeniu, różnym słabością i uciekają w sen. Może odruchowo i w nieuświadomiony sposób chcieli zapomnieć o tym wszystkim, co w życiu trudne i bolesne. Być może przyczyną tego był smutek, który emanował z Ciebie, nasz Mistrzu, a Twój wygląd, do którego nie byli przyzwyczajeni napełnił ich lękiem. Ty, Panie, przeciwnie Jesteś bardzo świadom tego, co Cię czeka i umacniasz się w świadomości bycia w rękach Ojca. My, niestety często w sytuacjach stresujących, nadchodzącego trudu czy cierpienia zachowujemy się irracjonalnie, uciekamy w sen lub inne dziwne zachowania. Wybacz Jezu, że w takich chwilach nie powierzamy się dobremu Ojcu wzbudzając w sobie wiarę, że przeprowadzi nas przez wszystko, co budzi lęk i grozę. Przepraszamy za łatwość uleganiu apatii, znużeniu, lenistwu co powoduje, że widzimy nasze życie w ciemnych barwach. Gdy tymczasem każdy z nas wezwany jest do tego, aby realnie widząc niebezpieczeństwa świata, kroczyć z odwagą i podniesioną głową, głosząc Ciebie, dobry Boże i Twoją miłość tu na ziemi.

Panie Jezu, zwróciłeś się do uczniów z prośbą: „Zostańcie tutaj i czuwajcie ze Mną”. Potrzebowałeś ich obecności, towarzyszenia, ich serc i miłości. Jeśli kogoś kochamy, to chcemy spędzać z tą osobą jak najwięcej czasu. Potrafimy się tak zorganizować, aby móc przebywać z nią jak najdłużej i jak najczęściej. Wybacz Panie, że bezmyślnie tracimy drogocenny czas na coś niepotrzebnego, zamiast  spędzania go z Tobą na modlitwie, w sakramentach, chwili medytacji, dobrych myślach. Przepraszamy, że nie dostrzegamy w naszym otoczeniu ludzi, którzy mają „smutną duszę” potrzebujących naszej obecności, pocieszenia czy chociażby chwili uwagi.

„Czas to miłość” – te słynne słowa wypowiedziane przez bł. kard. Stefana Wyszyńskiego nigdy nie stracą na aktualności. Możemy je także rozważać w kontekście dzisiejszego święta Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Tobie, Jezu, dzisiaj oddajemy cześć jako miłosiernemu i wiernemu Arcykapłanowi, który Jesteś jednocześnie Ofiarą jednoczącą nas z Bogiem. Twoje miłosierdzie objawia się w postawie służby wobec nas, Twoich braci, bo biorąc na siebie jako okup ciężar naszych win wyzwoliłeś nas od grzechu i śmierci za cenę własnego życia. Jedną, jedyną ofiarą zgładziłeś, Zbawicielu, wszystkie nasze grzechy, a podczas Eucharystii dziękujemy za to Bogu Ojcu, przywołujemy owoce Twojej ofiary, byśmy byli jej uczestnikami. Istnieje jedno Chrystusowe kapłaństwo, a wszyscy ludzie, którzy przyjęli sakrament święceń, mają w tym udział. Jezu, Ty  dajesz nam kapłanów po to, abyśmy mieli okazję do pomnażania miłości przez czas spędzony z Tobą podczas Mszy św. Wybacz, że nie doceniamy wartości każdej Eucharystii i nie pielęgnujmy tych uprzywilejowanych chwil, aby nasza miłość ciągle wzrastała.

Panie Jezu, jesteś Najwyższym Kapłanem, to znaczy, że nikt z ludzi nie jest wyższy od Ciebie, a kapłaństwo ma być służebne, uniżone i pokorne. „Tylko Tyś jest Panem, tylko Tyś Jedyny, tylko Tyś Najwyższy. Jezu Chryste”, śpiewamy w mszalnym Gloria.  Najdroższy Jezu, do Ciebie ludzie lgnęli, zwłaszcza grzesznicy, ludzie zmarginalizowani, chcieli z Tobą być i Cię słuchać. Niestety, nie do wszystkich księży wierni mają odwagę podejść, zadać pytanie, podzielić się swoimi wątpliwościami. Wyniosłość kapłana względem drugiego człowieka jest dotkliwa i taki sposób traktowania ludzi rzadko kiedy podyktowany jest prawdziwą żarliwością i troską o zbawienie człowieka, nawet jeśli tak jest uzasadniany. Częściej jest on wynikiem deficytów osobowych i osobistych księdza, których nie uświadomił sobie lub, które w sobie maskuje i od których ucieka, jest wynikiem jego samotności, porażek, z których nie wyciągnął wniosków. Wybacz, Panie…

Trzeba nam modlić się za kapłanów, by zawsze mieli w sercu wzór Twojego kapłaństwa Jezu, by odkrywali cel swojej posługi poprzez Twoją, Chryste, posługę, a wypowiadając podczas Eucharystii słowa „To jest Ciało moje.. To jest Krew moja”  utożsamiali się z nimi i by były autentycznymi słowami, przez które Ty, nasz Nauczycielu, mówisz w nich. Wybacz, Jezu, tym kapłanom, których opanowuje poczucie bezsensowności swojej posługi, gdy nie widzą namacalnych owoców ich dobrych kapłańskich wysiłków. Przebacz tym, którzy są słabej wiary i wątpią w Twoją realną i substancjalną obecność podczas sprawowania mszy św. Prosimy o wybaczenie tym księżom, którym brak miłości, delikatności, troski o to, by żadna partykuła, cząstka Twego Najświętszego Eucharystycznego Ciała nie została sprofanowana.

W dzisiejsze święto Kościół zachęca kapłanów, aby prowadzili życie całkowicie oddane Bogu i ludowi Bożemu, stając się coraz bardziej podobnymi do Ciebie, Arcykapłanie. My zaś zaproszeni jesteśmy do intensywnej modlitwy o uświęcenie duchowieństwa, a także do podjęcia głębszej troski o własną świętość, która jest realizacją kapłaństwa powszechnego ochrzczonych. Wtedy zarówno pracujący w parafiach i szkołach kapłani, jak również każda chrześcijańska matka i ojciec, dziadek i babcia staną się prawdziwymi „idolami” dla młodego pokoleniami, wzorami ofiarności, wspaniałomyślności i niewyczerpanej dobroci. Żywymi drogowskazami zachęcającymi do życia zgodnie z Twoim, Najwyższy i wieczny Kapłanie przykładem i żywą inspiracją w odkrywaniu powołania do kapłaństwa służebnego.

Panie Jezu Chryste, Najwyższy i Wieczny Kapłanie, Ty ofiarowałeś samego siebie na ołtarzu krzyża dla zbawienia świata. Wejrzyj na swój Kościół, który karmisz Chlebem Życia i poiłeś Krwią Przymierza. Umocnij kapłanów, aby byli wiernymi świadkami Twojej miłości, a nas wszystkich prowadź drogą świętości. Uczyń nasze serca pokornymi i czystymi, abyśmy w każdej Eucharystii jednoczyli się z Tobą i stawali się narzędziami pokoju, który płynie z Twojej ofiary. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen

Witaj umiłowany Jezu w Najświętszym Sakramencie Ołtarza! Witaj ukochany Zbawicielu, Dobry Pasterzu, najlepszy Przyjacielu i Nauczycielu Miłości. Panie, jak wielka jest Twoja miłość do nas. Dla nas zstąpiłeś z nieba i stałeś się człowiekiem, rodząc się z Maryi Dziewicy. Przez 33 lata żyłeś w uniżeniu i ubóstwie. Cierpiałeś i umarłeś na krzyżu. Panie, Ty z miłości do nas oddałeś swoje życie. Spraw, abyśmy kochali Ciebie, jak Ty nas umiłowałeś i tą samą miłością pragnęli kochać naszych bliźnich. Niech Twój Święty Duch o Jezu, uzdolni nasze serca do prawdziwej miłości. Wraz z Maryją pełną łaski przyzywamy i prosimy przyjdź, przyjdź Duchu Święty i prowadź nas i to dzisiejsze czuwanie. W kolejny czwartkowy wieczór, wierni Tobie Panie Jezu, przywołujemy na myśl Ogród Oliwny, zwany Getsemani i wypowiedziane tam ze smutkiem przez Ciebie słowa do Piotra: Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?. Dzisiaj pragniemy przez jedną godzinę być przy Tobie i adorować Ciebie, ukrytego pod postacią chleba w Najświętszym Sakramencie, uwielbiać, dziękować za dar życia, dar rodziny i przepraszać za brak postawy Bożego dziecięctwa.

Panie Jezu dzisiaj do nas mówisz: „Trwajcie w miłości Mojej”, ale najpierw ujawniasz źródło swojej miłości wobec uczniów, a jest nim miłość Ojca. „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem”. Trwanie w miłości nie oznacza tylko uczucia i nie jest pustym słowem. „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości”. Twoje słowa i Twoje przykazania, Jezu, są miłością, którą możemy przyjąć i nią żyć w naszej codzienności, w pracy, odpoczynku, w relacjach międzyludzkich, w relacji do własnej osoby. Ty, z miłości do nas w dzień i w nocy jesteś obecny w tabernakulum. Choć nasza miłość jest taka maleńka, to pragniesz, abyśmy Cię kochali. Cóż możemy Tobie dać, czego Ty nam nie dałeś? Z pomocą Twojej łaski chcemy kochać Ciebie, przestrzegając Bożych przykazań. Niech nasza wola będzie zgodna z Twoją wolą. Niech Twoje przykazania będą światłem i radością w każdym dniu naszego życia.

Czuwając i trwając w Twojej miłości Jezu, chcemy tak jak Twój umiłowany uczeń św. Jan uczynił, oprzeć głowę na Twojej piersi i przylgnąć do Twojego miłosiernego serca. Wsłuchując się w słowa Ewangelii a także modląc się pragniemy podjąć z Tobą dialog i w pokorze otwierać serca i umysły, aby w Twojej obecności na nowo zachwycić się nad darem życia, darem życia dziecka od momentu poczęcia i przemyśleć swój stosunek do dzieci, które są przyszłością świata. Klękając przed Tobą, Jezu, chcemy prosić, aby rodzice i wychowawcy jak najlepiej wypełniali rodzicielskie i wychowawcze obowiązki w duchu katolickim. Aby przed Tobą, obecnym w Eucharystycznym Chlebie, uczyli się wychowywania dzieci i młodzieży do pięknej i czystej miłości w małżeństwie, rodzinie, kapłaństwie, życiu zakonnym. Aby przyprowadzali swoje dzieci  do Ciebie i pomagali zaprzyjaźnić się z Tobą, szczególnie chcemy prosić za dzieci pierwszokomunijne, aby ich przyjaźń z Tobą nie zakończyła się na białym tygodniu.

Z Ewangelii według św. Marka (Mk 10, 13-16) „Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął, lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: <Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego>. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je”.

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im”. To ważne, bo pokazujesz Panie, że problem nie leży w dzieciach, ale w sposobie myślenia dorosłych. Przebacz nam Panie, że my dorośli często komplikujemy relację z Tobą, Jezu, zaczynamy kalkulować, oceniać siebie, odkładać spotkanie z Tobą na później. Dziecko tego nie robi, przyjmuje, ufa, przychodzi takie, jakie jest i dlatego mówisz Panie: „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. Nie chodzi tu o naiwność, ale o postawę serca, zaufanie, które nie opiera się na tym, że wszystko rozumiem, ale na tym, że wiem do kogo przychodzę. Przepraszamy Cię Panie, że często próbujemy „zasłużyć” na Ciebie, i tak naprawdę całe życie możemy nie być blisko Ciebie. Panie Jezu, dzieci są darem, Każde jest wyjątkowe i niepowtarzalne. Kocha się dziecko, ponieważ jest dzieckiem. Każde dziecko ma prawo, by otrzymać miłość matki i ojca. Miłość rodziców jest narzędziem miłości Boga Ojca, który czule oczekuje na narodziny każdego dziecka.

Dziękujemy Ci, nasz Zbawicielu:

  • za życie każdego dziecka,
  • za kochających i wychowujących w duchu Ewangelii rodziców i dziadków,
  • za katechetów i przewodników w wierze,
  • za dzieci szanujące swoich rodziców,
  • za sakrament Chrztu Świętego, Pierwszą Komunię Świętą i Bierzmowanie;
  • za ministrantów, lektorów oraz dzieci i młodzież śpiewające w scholi.

Przepraszamy Cię, nasz Odkupicielu:

  • za odmawianie prawa do życia poczętym dzieciom,
  • za przejawy deprawacji młodych w mediach i przestrzeni publicznej,
  • za nadużycia seksualne wobec dzieci,
  • za brak troski o duchowy rozwój dzieci,
  • za wszelkie formy agresji wobec dzieci,
  • za brak postawy Bożego dziecięctwa.

Prosimy Cię, kochany Panie:

  • o miłość i szacunek wszystkich rodziców do swoich dzieci,
  • o całkowitą ochronę życia nienarodzonych w polskim prawodawstwie,
  • o szkoły, które wychowują do chrześcijańskich wartości,
  • o ochronę dzieci i młodzieży przed pornografią, narkomanią i rozwiązłością,
  • o radość miłości siostrzanej i braterskiej w rodzinach,
  • o odwagę powiedzenia Tobie „tak” przez młodych, którzy odkrywają w swoim sercu powołanie do kapłaństwa, życia zakonnego lub innej formy poświęcenia się Tobie na wyłączność.

Uwielbiamy Cię, nasz Królu:

  • w młodzieńczym entuzjazmie i pragnieniu życia w prawdzie i miłości,
  • w cierpieniu i niepełnosprawności ludzi młodych,
  • w sierotach i dzieciach porzuconych przez rodziców,
  • w młodych świętych i błogosławionych Kościoła katolickiego: św. Hiacyncie i św. Franciszku z Fatimy, św. Marii Goretii, św. Dominiku Savio, św. Stanisławie Kostce, bł. Karolinie Kózkównej, bł. Carlu Acutisie i tak wielu innych młodych świętych kościoła.

Panie Jezu, dzisiaj ze smutkiem możemy obserwować, jak wielka rzesza rodziców „gubi” własne dzieci. To jeden ze skutków kryzysu współczesnej rodziny. Zagubione dzieci to nie tylko te uciekające z domu, korzystające z używek, pochłonięte przez wirtualny świat za pośrednictwem smartfonów i oddalone od Boga. Zagubione dzieci to także te obecne w domu, jedzące, śpiące i widujące swoich rodziców na co dzień. Bo zaginione dziecko to ktoś, kto nie jest kochany przez rodziców. Ktoś, o kim nikt nie pamięta. Ktoś, dla kogo nie ma czasu. Ktoś, kto jest mniej ważny niż kariera, praca, dobra materialne, wygoda i przyjemność rodziców. Ktoś, komu oprócz poleceń, rozliczeń i szantażu rodzice nie mają nic do zakomunikowania. Aby odszukać dziecko dla Pana Boga i siebie, trzeba się w miarę szybko zorientować, że zaginęło. W kwestii wychowania trzeba pamiętać, że wychowują – nie nakazy i zakazy, ale wartości, jakimi żyją rodzice. Wartości, jakimi żyli Józef i Maryja.

Ojcze Niebieski, modlimy się do Ciebie za dzieci i młodzież, oby spotkali Ciebie i odpowiedzieli radością na powołanie, które dla nich przeznaczyłeś. Modlimy się za rodziców i dziadków: niech będą świadomi, że są znakiem ojcostwa i macierzyństwa Boga poprzez troskę o ciało i duszę dzieci, które im powierzasz, a także za doświadczenie braterstwa, jakie rodzina może dać światu, trwając w miłości Chrystusowej. Amen.

 

 

Witaj Miłości! I znów kolejny czwartek Panie Jezu, taki zwyczajny- trochę smutny, trochę fajny. Zabiegany i na pewno za szybko minął dzień. I nie tylko dzień. Jeszcze przed chwilą był Wielki Post, jeszcze przed chwilą w Wielki czwartek przeżywaliśmy pojmanie Ciebie, jeszcze przed chwilą napełnieni miłością  do Ciebie cieszyliśmy się Twoim Zmartwychwstaniem. Panie Jezu Widziałeś nasze serca, pełne szczerej nadziei i wiary, że tym razem twoje Zmartwychwstanie nas zmieni, że tym razem to już na pewno będziemy Cię bardziej kochać, że tym razem to nasza wiara i miłość to już nie będą jak to ziarenko goryczy, ale dużo większe – jak ziarnko grochu. I dalej tego pragniemy, tylko zapał w nas jakby przygasł. Ale to nic, póki jest , to na nowo możesz rozpalić w nas ogień. I z tą nadzieją przychodzimy do Ciebie Jezu. Dziękujemy za każdą sekundę naszego życia, za ten czas pełen kolorów, radości, nadziei i szczęścia w sercu. Ale dziękujemy Ci również za te dni i noce wypełnione smutkiem, lękiem, oczami czerwonymi od łez i pytaniami, na które tak często nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Dziękujemy  Tobie, bo w każdej tej chwili byłeś z nami. Dziękujemy Ci za Twoją obecność przy nas w każdej sekundzie naszego życia. Ale też oddajemy Ci ten czas jako wynagrodzenie za nasze grzechy, za nasze ciągłe obrażanie Ciebie. Przepraszamy Cię Jezu, że nie potrafimy cieszyć się Twoją obecnością w naszym życiu. Dlatego oddajemy Ci Jezu, po raz kolejny, każde nasze zranienie, każdy nasz smutek, oddajemy Ci Jezu, każdy nasz oddech, każdy krok, każde uderzenie naszego serca, od momentu naszego poczęcia, aż do naszej cielesnej śmierci, jako wynagrodzenie za opuszczenie Ciebie w naszej codzienności. Wybacz nam Jezu, że gdy wychodzimy poza mury Kościoła, to zostawiamy Ciebie  w tych murach. No, może jeszcze trzymamy Cię pod rękę na placu przed Kościołem, ale czy do domu wchodzimy już z Tobą?

Panie Jezu, stajemy znów przed Tobą  w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość  do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.

Mówisz nam, abyśmy czuwali i modlili się z Tobą przez tę godzinę. Panie Jezu, pragniemy całym sercem uczynić zadość Twojej woli lecz niestety – znasz nasze słabości. Wesprzyj nas, bo inaczej okażemy się bardziej nikczemni niż Apostołowie, którym wyrzucałeś, iż jednej godziny nie mogli z Tobą wytrwać. Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia według św. Jana (12, 24-26) „Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec”

Panie Jezu, czy my, w naszej codzienności idziemy za Tobą ? Teraz , będąc przed Tobą, patrząc na Ciebie, obecnym w tym Najświętszym Sakramencie, jesteśmy przy Tobie całym sercem.  Przychodzimy tu z miłości do Ciebie, wdzięczni za kolejną szansę wynagrodzenia Tobie naszych niewdzięczności. Ale co będzie jak wrócimy do domu, co będzie jutro? Czy nadal będziemy przy Tobie, czy zostawimy Ciebie gdzieś po drodze? Jak bardzo będzie jutro krwawić Twoje serce widząc nas uwikłanych w jakieś bezsensowne  konflikty, jak mocno będziesz cierpieć patrząc na nas, gdy próbujemy, po raz kolejny,  postawić na swoim ? Panie Jezu, przepraszamy Cię za nasze kłótnie, za nasze podniesione głosy i słowa wypowiedziane w gniewie. Przepraszamy Cię za każdą wylaną łzę, żadna z nich nie była potrzebna. Każda z nich – to czyjeś cierpienie i ból. Przepraszamy Cię Jezu za słowa, które spowodowały, że czyjeś serce stało się zatwardziałe. Przepraszamy Cię Jezu, za to, że komuś zabrakło już łez.  Wiemy, że Ty płaczesz za te osoby, i kochasz je  tak bardzo mocno, tylko one oddzieliły się już murem.

Panie Jezu czy my jesteśmy winni czyjej obojętności? Czy nasze słowa spowodowały, że czyjeś serce stało się oziębłe?  Wybacz nam niepotrzebnie wypowiedziane słowa. Panie Jezu dla ciebie nie ma rzeczy niemożliwych. Zamień te raniące słowa w Twoje Błogosławieństwo.  Przepraszamy Cię Jezu, za to, że tak egoistycznie podchodzimy do życia. Jezu , jesteś Miłością, piękną i czystą. Obdarowałeś nas światem – który jest dobry i piękny, bo Ojciec go stworzył.

Przepraszamy Cię Jezu za brak naszej wdzięczności za nasze życie. Przepraszamy, że traktujemy nasze życie i dobra nam dane jako coś oczywistego, jak coś co nam się należy. Przepraszamy Cię Jezu, za brak naszej wdzięczności za codziennie okazywane nam dowody Twojej miłości i obecności.

Przepraszamy Ciebie, że wieczorem, po zakończonym dniu tak rzadko dziękujemy Ci  za przeżyty dzień; przepraszamy, że nie dziękujemy Ci za dobroć okazaną nam przez drugiego człowieka, za posiłki, które nam przygotowałeś, bo pomimo tego, że jakże często sami  sobie je przygotowujemy, to przecież dzięki Tobie mamy składniki, żeby je przygotować, umiejętności do ich przygotowania i chęć. Przepraszamy, że nie doceniamy obecności innych osób w naszym życiu. Przepraszamy Cię Jezu, że zapominamy, ze tu na tej ziemi, jesteśmy na chwilę, że to tylko etap do spotkania z Tobą.

Panie Jezu, tak wielu z nas lubi podróże, i nie narzeka, kiedy w drodze są trudności, bo z niecierpliwością wyczekuje miejsc docelowego. Panie Jezu , przyjmij całe nasze życie, z trudami i radościami, ze smutkiem i radością, z wyczerpującą pracą i leniwym odpoczynkiem, jako wynagrodzenie za nasz brak szacunku do naszego życia, za traktowanie naszego pobytu na tej ziemi jako ostatecznego celu. Wybacz nam Jezu.

Witamy Cię, umiłowany Jezu Chryste, chwało Ojca, Książę pokoju, bramo nieba! Bądź pozdrowiony i uwielbiony Panie Jezu ukryty w Najświętszym Sakramencie! Stajemy przed Tobą ze świadomością tego, Kim jesteś i przed Kim klęczymy, że jesteś naszym Panem, naszym Zbawcą, że jesteś Synem Bożym, który stał się człowiekiem, był ukrzyżowany za nas i został wskrzeszony z martwych przez Ojca. Ty, żyjący, rzeczywiście obecny wśród nas jesteś „Drogą, Prawdą i życiem”. Dziękujemy, że w swej niepojętej łaskawości pozwoliłeś nam tego wieczoru trwać przed Twym Przenajświętszym Obliczem z wiarą i pragnieniem zjednoczenia się z Twoim cierpiącym Sercem. A teraz udajemy się do Ogrodu Oliwnego, aby jakby na nowo przeżyć boleści, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego odkupienia. Umiłowany Jezu, który tej nocy dźwigałeś ciężar wszystkich naszych grzechów i w pełni za nie wynagrodziłeś, udziel nam wielkiego daru doskonałej skruchy za liczne nieprawości, zniewagi, oziębłość, nasze własne niewierności, grzechy naszych rodzin, Ojczyzny i za winy całego świata, które były przyczyną, że pociłeś się krwią. Bądź błogosławiony Jezu za Twoje wzdychania podczas tej Świętej Nocy i za wszystkie łzy, które wylałeś. Bądź błogosławiony Jezu za krwawy pot i straszliwą śmiertelną walkę, którą wycierpiałeś w całkowitym opuszczeniu w niepojętej samotności. Bądź błogosławiony najcichszy Jezu, napojony śmiertelną goryczą za Twoją bardzo ludzką i Boską modlitwę, która wyrywała się z Twego konającego Serca. O Jezu cierpiący, w imię niezmierzonych i niewymownych walk śmiertelnych i najbardziej gorzkich lęków Twej duszy w tę noc zdrady, oświeć nas , abyśmy poznali i wypełniali Twoją wolę i spraw, byśmy nieustannie myśleli o Twej strasznej walce i rozważali, jak chwalebnie ją przetrwałeś, aby nie Twoja, ale Twego Ojca wola była wypełniona.

Radujmy się i powtarzajmy za św. Piotrem Apostołem „ Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie”.(1P 1,3-4) Błogosławmy Boga Ojca, dawcę życia, który wskrzesił Ciebie, nasz Panie, składajmy dziękczynienie za życie, które nam udzielił w Tobie, Jezu Chryste. Twoje Zmartwychwstanie, Panie, jest szczytem tajemnicy Wcielenia, zwycięstwem nad śmiercią, przez które otrzymujemy łaskę Bożą i przebaczenie grzechów oraz nadzieję na życie wieczne. Zmartwychwstanie stanowi przede wszystkim potwierdzenie tego wszystkiego, co Panie Jezu czyniłeś i czego nauczałeś. Wszystkie prawdy, nawet najbardziej niedostępne dla naszego ludzkiego umysłu, znajdują swoje uzasadnienie, gdyż dałeś ich ostateczne i obiecane potwierdzenie swoim Boskim autorytetem. Zmartwychwstanie jest również wyrazem Twojej, Panie Boże,  niepojętej miłości do każdego człowieka, która zawiera w sobie wszystkie poświęcenia i posiada nieograniczoną cenę i jest największym skarbem ofiarowanym ludzkości. Przepraszamy za wszystkich wątpiących, niedowierzających, podważających prawdę o Zmartwychwstaniu pomimo naukowych dowodów w postaci wizerunku Twego, Jezu, umęczonego ciała na Całunie Turyńskim, który jest „obrazem miłości Boga a zarazem grzechu człowieka…” (św. Jan Paweł II) Przepraszamy za wszystkie sceptyczne dusze, oziębłych racjonalistów, chwiejących się w wierze, do których nawet nie przemawia odbicie twarzy zmartwychwstałego naszego Pana na Chuście z Manoppello, która jest rzeczowym dowodem.  Wybacz, Panie Jezu, deklarującym wiarę brak osobistej przemiany, objawiającej się w zmianie wartości, priorytetów i sposobie życia oraz naśladowaniu Ciebie w miłości, pokorze i służbie innym. Przepraszamy za symboliczne traktowanie lub marginalizowanie znaczenia Zmartwychwstania, które jest sensem naszego życia, przemijania i powinno przejawiać się w codziennej wierze, celebracji liturgicznej oraz życiu zgodnie z Twoimi, Jezu naukami. Pomyślmy i my, na ile Zmartwychwstanie jest dla nas pocieszeniem, obietnicą w chwilach trudności, zmagań w smutku i przygnębieniu? Czy uspokaja myśli i odczucia związane z naszą osobistą śmiercią oraz ze śmiercią bliskich nam osób? Czy jest prawdziwym źródłem nadziei na życie po śmierci?

Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty Panie przemów do nas w swym zbawczym słowie: „Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkim, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba przychodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a bez miary udziela mu Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży nad nim wisi.” J3, 31-36

Dzisiejsza Ewangelia zaprasza nas, abyśmy przestali być ludźmi „ziemskimi”, którzy żyją życiem tego świata ograniczonym ludzkim rozumem i błędem, a zaczęli mówić i zachowywać się jak ten „kto przychodzi z wysoka” (J 3,31), czyli jak Ty, Panie Jezu. Nie chodzi o to, że te powszednie zmagania czy troski o byt są czymś złym. Mogą jednak opanować całe nasze myślenie i zapomnimy, że jest też ważniejsza rzeczywistość poza tym doczesnym życiem.  Przepraszamy za uleganie niebezpiecznym iluzjom szczęścia, pragnieniom posiadania rzeczy, które musimy koniecznie mieć,  doświadczenia władzy, siły, realizacji celów, które mają nas uszczęśliwić, a w efekcie przynoszą rozczarowanie, rozgoryczenie i pustkę. Sami się oszukujemy i to jest to co, jak mówi tekst Dobrej Nowiny „ pochodzi z ziemi i należy do ziemi” i nie ma w tym ostatecznej prawdy.

Przyjęcie Ciebie, nasza Miłości, musi być poprzedzone oderwaniem od myślenia światowego i uznaniem, że tylko w Tobie jest Prawda.  Idzie tu o zbyt wysoką stawkę, aby tę naukę lekceważyć. Tylko w radykalizmie ewangelicznym nie ma miejsca na kompromis. Ważne jest, żebyśmy ciągle i w każdej sytuacji, starali się myśleć na sposób Boży. Powinniśmy zabiegać o to, by żywić te same uczucia co Ty, nasz Nauczycielu, i patrzeć na ludzi i okoliczności spojrzeniem Słowa. Postępując jak Ty, Nauczycielu, odkryjemy całe mnóstwo pozytywnych rzeczy, które mają miejsce wokół nas, gdyż miłość Boga jest nieustannym działaniem na korzyść człowieka. Jeżeli pochodzimy z wysoka, będziemy miłować wszystkich ludzi bez wyjątku, a nasze życie stanie się zaproszeniem dla innych, aby czynili tak samo. Przepraszamy za brak miłości, uprzedzenia, niechęć, brak bezinteresowności w kontaktach międzyludzkich, traktowanie bliźnich bez szacunku dla wolnej woli każdego człowieka, bez postawy służenia i troski o dobro innych. Postawa służenia, bez oczekiwania niczego w zamian, bez odpowiedzi z drugiej strony z poszanowaniem ludzkiej godności udziela się innym, którzy czują się poruszeni, by dobrowolnie na nie odpowiedzieć i czynić podobnie. Służba i świadectwo zawsze idą w parze i wzajemnie się potwierdzają. Panie Jezu, Ty przeszedłeś tę drogę i zapewniasz nas, że to dobry kierunek, i że nie zabraknie nam sił, jeśli Tobie zaufamy. Bowiem jest to służba, która wyniszcza zewnętrznego człowieka, ale daje nowe życie i rodzi nowego, duchowego człowieka w nas.

Umiłowany Jezu, tym, co sprawia nam największą trudność w wierze nie jest przyjęcie i zaakceptowanie faktu, że istnieje Bóg-Ojciec, ani tego, że jesteś Synem Bożym oraz jest Duch Święty. Największym problemem jest to, co najtrudniej przychodzi nam zastosować w swoim życiu, czyli przyjąć Prawdę, że przyszedłeś na ziemię, aby służyć Ojcu i ludziom. Najtrudniej jest nam to przełożyć na swoje życie. I doświadczamy wielkiego rozdarcia pomiędzy wiarą, którą żywimy w swoim sercu i umyśle – wiarą w Ciebie, Panie Boże, który jesteś Miłością, a wiarą, którą praktykujemy swoimi czynami. A każdy grzech, jako świadome czynienie tego, co nazywasz, Panie Jezu, złem, jest przejawem kwestionowania Twojej prawdomówności. Jakże często o tym, że warto Ci wierzyć, przekonujemy się dopiero po fakcie gdy pojawiają się złe skutki naszego grzechu. Przepraszamy za niedowierzanie Tobie, nasz Panie, za brak wiary płynącej z serca, przez co brniemy w kolejne grzechy i cierpimy z tego powodu.  Prosimy o wybaczenie za lekceważenie Twoich nauk, kiedy wiemy, że wchodzimy w jakiś życiowy błąd narażając się na duchowe niebezpieczeństwo i jednocześnie odrzucając swoje powołanie i pełnienie Twojej woli. W trudnych decyzjach życiowych nierzadko szukamy rozwiązania po swojemu, własnej interpretacji i wytłumaczenia siebie zamiast otwarcia się na Słowo Boże. Wybacz, Panie Jezu…

Wiara w to, że ty, nasz Zbawicielu, możesz wszystko dodaje naszemu życiu skrzydeł, które pozwalają nam unosić się i działać na wyżynach naszych duchowych możliwości. Wiara jest niezmiernie pomocna w przezwyciężeniu każdej sytuacji życiowej, z którą przychodzi nam się zmierzyć. Nie jest łatwo przyjąć cierpienie i pogodzić się z tym, że już zawsze tak będzie. Choroba, smutek, łzy, bezradność jeśli nie będą przyjęte przez wiarę to sprawiają, że życie staje się wtedy nie do zniesienia. Przepraszamy za odrzucanie ze swojej świadomości krzyża, który jest wpisany w naszą egzystencję. Nie chcemy przyjąć krzyża codziennego życia, przeżywania go na sposób chrześcijański w łączności z Tobą, najdroższy Jezu. Ulegamy presji współczesnego wygodnego, egoistycznego świata, w którym tak mamy ułożyć sobie życie, by nie było w nim miejsca na krzyż. Przejawia się choćby w tym, aby unikać trudu dorosłości, nie zakładać rodziny, nie mieć dzieci, tolerować patologiczne sytuacje, skupiać się na materializmie, własnym ciele, a nie na unikaniu zagrożeń duchowych. Wybacz, Panie Boże..

Nasz Kościół zbudowany jest na dwóch współrzędnych, z których jedna to Twoi uczniowie Panie, a druga to wspólnota – miłość i jedność, i dokładnie w tym doświadczamy Twojego zwycięstwa, Jezu Chryste. Trzeba nam pamiętać, że jako Twoi uczniowie  nie jesteśmy klientami religijnym zainteresowanymi dostarczaniem autoterapii by poprawić sobie humor lub „zarobić” na niebo.  Prawdziwi uczniowie to ci, którzy gotowi są zrobić wszystko, aby upodobnić się do Ciebie, nasz Mistrzu, byś nas pociągnął ku Sobie więzami miłości, a nie przymusu czy obowiązku.  Środowiskiem życia Twoich uczniów jest  trwanie na modlitwie, w Słowie Bożym, w Eucharystii.

Przepraszamy za ludzkie postawy „klientów duchowych”, którzy przypominają sobie o Tobie, nasz Panie, od czasu do czasu lub gdy są w potrzebie, bo „Jak trwoga – to do Boga”. Podczas gdy prawdziwy uczeń znajduje swoje środowisko życia w codziennym trwaniu, na modlitwie, w świątyni na łamaniu chleba, w zjednoczeniu z Tobą, słodki Jezu, który nas pierwszy pokochałeś, który podarowałeś nam tożsamość, nowe życie, miłosierdzie i przebaczanie. Jan Paweł II powiedział: „Temu, kto wierzy Bóg każdego dnia zostawia jakiś znak swojej Miłości”. Pamiętajmy, że nie ma większej miłości jak to, żeby móc pozyskać kogoś drugiego do zbawienia, przyciągnąć go z terenu śmierci na teren Bożego Miłosierdzia. Amen