Witamy Cię, umiłowany Jezu Chryste, chwało Ojca, Książę pokoju, bramo nieba! Bądź pozdrowiony i uwielbiony Panie Jezu ukryty w Najświętszym Sakramencie! Stajemy przed Tobą ze świadomością tego, Kim jesteś i przed Kim klęczymy, że jesteś naszym Panem, naszym Zbawcą, że jesteś Synem Bożym, który stał się człowiekiem, był ukrzyżowany za nas i został wskrzeszony z martwych przez Ojca. Ty, żyjący, rzeczywiście obecny wśród nas jesteś „Drogą, Prawdą i życiem”. Dziękujemy, że w swej niepojętej łaskawości pozwoliłeś nam tego wieczoru trwać przed Twym Przenajświętszym Obliczem z wiarą i pragnieniem zjednoczenia się z Twoim cierpiącym Sercem. A teraz udajemy się do Ogrodu Oliwnego, aby jakby na nowo przeżyć boleści, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego odkupienia. Umiłowany Jezu, który tej nocy dźwigałeś ciężar wszystkich naszych grzechów i w pełni za nie wynagrodziłeś, udziel nam wielkiego daru doskonałej skruchy za liczne nieprawości, zniewagi, oziębłość, nasze własne niewierności, grzechy naszych rodzin, Ojczyzny i za winy całego świata, które były przyczyną, że pociłeś się krwią. Bądź błogosławiony Jezu za Twoje wzdychania podczas tej Świętej Nocy i za wszystkie łzy, które wylałeś. Bądź błogosławiony Jezu za krwawy pot i straszliwą śmiertelną walkę, którą wycierpiałeś w całkowitym opuszczeniu w niepojętej samotności. Bądź błogosławiony najcichszy Jezu, napojony śmiertelną goryczą za Twoją bardzo ludzką i Boską modlitwę, która wyrywała się z Twego konającego Serca. O Jezu cierpiący, w imię niezmierzonych i niewymownych walk śmiertelnych i najbardziej gorzkich lęków Twej duszy w tę noc zdrady, oświeć nas , abyśmy poznali i wypełniali Twoją wolę i spraw, byśmy nieustannie myśleli o Twej strasznej walce i rozważali, jak chwalebnie ją przetrwałeś, aby nie Twoja, ale Twego Ojca wola była wypełniona.

Radujmy się i powtarzajmy za św. Piotrem Apostołem „ Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie”.(1P 1,3-4) Błogosławmy Boga Ojca, dawcę życia, który wskrzesił Ciebie, nasz Panie, składajmy dziękczynienie za życie, które nam udzielił w Tobie, Jezu Chryste. Twoje Zmartwychwstanie, Panie, jest szczytem tajemnicy Wcielenia, zwycięstwem nad śmiercią, przez które otrzymujemy łaskę Bożą i przebaczenie grzechów oraz nadzieję na życie wieczne. Zmartwychwstanie stanowi przede wszystkim potwierdzenie tego wszystkiego, co Panie Jezu czyniłeś i czego nauczałeś. Wszystkie prawdy, nawet najbardziej niedostępne dla naszego ludzkiego umysłu, znajdują swoje uzasadnienie, gdyż dałeś ich ostateczne i obiecane potwierdzenie swoim Boskim autorytetem. Zmartwychwstanie jest również wyrazem Twojej, Panie Boże,  niepojętej miłości do każdego człowieka, która zawiera w sobie wszystkie poświęcenia i posiada nieograniczoną cenę i jest największym skarbem ofiarowanym ludzkości. Przepraszamy za wszystkich wątpiących, niedowierzających, podważających prawdę o Zmartwychwstaniu pomimo naukowych dowodów w postaci wizerunku Twego, Jezu, umęczonego ciała na Całunie Turyńskim, który jest „obrazem miłości Boga a zarazem grzechu człowieka…” (św. Jan Paweł II) Przepraszamy za wszystkie sceptyczne dusze, oziębłych racjonalistów, chwiejących się w wierze, do których nawet nie przemawia odbicie twarzy zmartwychwstałego naszego Pana na Chuście z Manoppello, która jest rzeczowym dowodem.  Wybacz, Panie Jezu, deklarującym wiarę brak osobistej przemiany, objawiającej się w zmianie wartości, priorytetów i sposobie życia oraz naśladowaniu Ciebie w miłości, pokorze i służbie innym. Przepraszamy za symboliczne traktowanie lub marginalizowanie znaczenia Zmartwychwstania, które jest sensem naszego życia, przemijania i powinno przejawiać się w codziennej wierze, celebracji liturgicznej oraz życiu zgodnie z Twoimi, Jezu naukami. Pomyślmy i my, na ile Zmartwychwstanie jest dla nas pocieszeniem, obietnicą w chwilach trudności, zmagań w smutku i przygnębieniu? Czy uspokaja myśli i odczucia związane z naszą osobistą śmiercią oraz ze śmiercią bliskich nam osób? Czy jest prawdziwym źródłem nadziei na życie po śmierci?

Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty Panie przemów do nas w swym zbawczym słowie: „Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkim, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba przychodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a bez miary udziela mu Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży nad nim wisi.” J3, 31-36

Dzisiejsza Ewangelia zaprasza nas, abyśmy przestali być ludźmi „ziemskimi”, którzy żyją życiem tego świata ograniczonym ludzkim rozumem i błędem, a zaczęli mówić i zachowywać się jak ten „kto przychodzi z wysoka” (J 3,31), czyli jak Ty, Panie Jezu. Nie chodzi o to, że te powszednie zmagania czy troski o byt są czymś złym. Mogą jednak opanować całe nasze myślenie i zapomnimy, że jest też ważniejsza rzeczywistość poza tym doczesnym życiem.  Przepraszamy za uleganie niebezpiecznym iluzjom szczęścia, pragnieniom posiadania rzeczy, które musimy koniecznie mieć,  doświadczenia władzy, siły, realizacji celów, które mają nas uszczęśliwić, a w efekcie przynoszą rozczarowanie, rozgoryczenie i pustkę. Sami się oszukujemy i to jest to co, jak mówi tekst Dobrej Nowiny „ pochodzi z ziemi i należy do ziemi” i nie ma w tym ostatecznej prawdy.

Przyjęcie Ciebie, nasza Miłości, musi być poprzedzone oderwaniem od myślenia światowego i uznaniem, że tylko w Tobie jest Prawda.  Idzie tu o zbyt wysoką stawkę, aby tę naukę lekceważyć. Tylko w radykalizmie ewangelicznym nie ma miejsca na kompromis. Ważne jest, żebyśmy ciągle i w każdej sytuacji, starali się myśleć na sposób Boży. Powinniśmy zabiegać o to, by żywić te same uczucia co Ty, nasz Nauczycielu, i patrzeć na ludzi i okoliczności spojrzeniem Słowa. Postępując jak Ty, Nauczycielu, odkryjemy całe mnóstwo pozytywnych rzeczy, które mają miejsce wokół nas, gdyż miłość Boga jest nieustannym działaniem na korzyść człowieka. Jeżeli pochodzimy z wysoka, będziemy miłować wszystkich ludzi bez wyjątku, a nasze życie stanie się zaproszeniem dla innych, aby czynili tak samo. Przepraszamy za brak miłości, uprzedzenia, niechęć, brak bezinteresowności w kontaktach międzyludzkich, traktowanie bliźnich bez szacunku dla wolnej woli każdego człowieka, bez postawy służenia i troski o dobro innych. Postawa służenia, bez oczekiwania niczego w zamian, bez odpowiedzi z drugiej strony z poszanowaniem ludzkiej godności udziela się innym, którzy czują się poruszeni, by dobrowolnie na nie odpowiedzieć i czynić podobnie. Służba i świadectwo zawsze idą w parze i wzajemnie się potwierdzają. Panie Jezu, Ty przeszedłeś tę drogę i zapewniasz nas, że to dobry kierunek, i że nie zabraknie nam sił, jeśli Tobie zaufamy. Bowiem jest to służba, która wyniszcza zewnętrznego człowieka, ale daje nowe życie i rodzi nowego, duchowego człowieka w nas.

Umiłowany Jezu, tym, co sprawia nam największą trudność w wierze nie jest przyjęcie i zaakceptowanie faktu, że istnieje Bóg-Ojciec, ani tego, że jesteś Synem Bożym oraz jest Duch Święty. Największym problemem jest to, co najtrudniej przychodzi nam zastosować w swoim życiu, czyli przyjąć Prawdę, że przyszedłeś na ziemię, aby służyć Ojcu i ludziom. Najtrudniej jest nam to przełożyć na swoje życie. I doświadczamy wielkiego rozdarcia pomiędzy wiarą, którą żywimy w swoim sercu i umyśle – wiarą w Ciebie, Panie Boże, który jesteś Miłością, a wiarą, którą praktykujemy swoimi czynami. A każdy grzech, jako świadome czynienie tego, co nazywasz, Panie Jezu, złem, jest przejawem kwestionowania Twojej prawdomówności. Jakże często o tym, że warto Ci wierzyć, przekonujemy się dopiero po fakcie gdy pojawiają się złe skutki naszego grzechu. Przepraszamy za niedowierzanie Tobie, nasz Panie, za brak wiary płynącej z serca, przez co brniemy w kolejne grzechy i cierpimy z tego powodu.  Prosimy o wybaczenie za lekceważenie Twoich nauk, kiedy wiemy, że wchodzimy w jakiś życiowy błąd narażając się na duchowe niebezpieczeństwo i jednocześnie odrzucając swoje powołanie i pełnienie Twojej woli. W trudnych decyzjach życiowych nierzadko szukamy rozwiązania po swojemu, własnej interpretacji i wytłumaczenia siebie zamiast otwarcia się na Słowo Boże. Wybacz, Panie Jezu…

Wiara w to, że ty, nasz Zbawicielu, możesz wszystko dodaje naszemu życiu skrzydeł, które pozwalają nam unosić się i działać na wyżynach naszych duchowych możliwości. Wiara jest niezmiernie pomocna w przezwyciężeniu każdej sytuacji życiowej, z którą przychodzi nam się zmierzyć. Nie jest łatwo przyjąć cierpienie i pogodzić się z tym, że już zawsze tak będzie. Choroba, smutek, łzy, bezradność jeśli nie będą przyjęte przez wiarę to sprawiają, że życie staje się wtedy nie do zniesienia. Przepraszamy za odrzucanie ze swojej świadomości krzyża, który jest wpisany w naszą egzystencję. Nie chcemy przyjąć krzyża codziennego życia, przeżywania go na sposób chrześcijański w łączności z Tobą, najdroższy Jezu. Ulegamy presji współczesnego wygodnego, egoistycznego świata, w którym tak mamy ułożyć sobie życie, by nie było w nim miejsca na krzyż. Przejawia się choćby w tym, aby unikać trudu dorosłości, nie zakładać rodziny, nie mieć dzieci, tolerować patologiczne sytuacje, skupiać się na materializmie, własnym ciele, a nie na unikaniu zagrożeń duchowych. Wybacz, Panie Boże..

Nasz Kościół zbudowany jest na dwóch współrzędnych, z których jedna to Twoi uczniowie Panie, a druga to wspólnota – miłość i jedność, i dokładnie w tym doświadczamy Twojego zwycięstwa, Jezu Chryste. Trzeba nam pamiętać, że jako Twoi uczniowie  nie jesteśmy klientami religijnym zainteresowanymi dostarczaniem autoterapii by poprawić sobie humor lub „zarobić” na niebo.  Prawdziwi uczniowie to ci, którzy gotowi są zrobić wszystko, aby upodobnić się do Ciebie, nasz Mistrzu, byś nas pociągnął ku Sobie więzami miłości, a nie przymusu czy obowiązku.  Środowiskiem życia Twoich uczniów jest  trwanie na modlitwie, w Słowie Bożym, w Eucharystii.

Przepraszamy za ludzkie postawy „klientów duchowych”, którzy przypominają sobie o Tobie, nasz Panie, od czasu do czasu lub gdy są w potrzebie, bo „Jak trwoga – to do Boga”. Podczas gdy prawdziwy uczeń znajduje swoje środowisko życia w codziennym trwaniu, na modlitwie, w świątyni na łamaniu chleba, w zjednoczeniu z Tobą, słodki Jezu, który nas pierwszy pokochałeś, który podarowałeś nam tożsamość, nowe życie, miłosierdzie i przebaczanie. Jan Paweł II powiedział: „Temu, kto wierzy Bóg każdego dnia zostawia jakiś znak swojej Miłości”. Pamiętajmy, że nie ma większej miłości jak to, żeby móc pozyskać kogoś drugiego do zbawienia, przyciągnąć go z terenu śmierci na teren Bożego Miłosierdzia. Amen       

Witaj umiłowany Jezu!  To już ostatni zwykły czwartek przed świętami zmartwychwstania Pańskiego. Kolejny czwartek, to już Wielki, a więc początek Triduum Paschalnego. Do świąt Wielkiej Nocy pozostało jeszcze tylko niewiele ponad tydzień. Zatem czasu mało, więc warto jeszcze dokończyć porządki, zarówno w naszych sercach, jak i na zewnątrz w naszym otoczeniu, byśmy mogli je spędzić w Twojej obecności, Jezu, wspólnie  z bliskimi.

W dzisiejszej Ewangelii wg św. Jana czytamy: «Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki». Rzekli do Niego Żydzi: «Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy, a Ty mówisz: „Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki”» (J 8, 51-59). Większość z nas uważa, że zna Twoją naukę, Jezu, że ją zachowuje i jest przekonany, że nie zazna śmierci, będzie żyć wiecznie, że będzie zbawiony, mimo że czasem grzeszy. Jezu, pozostawiłeś nam w swoim Kościele sakramenty święte. Tylko czy z nich należycie korzystamy? Czy mamy odwagę stanąć w prawdzie Ewangelii przed sobą, przed Tobą, Bogiem, przed kapłanem w konfesjonale? Czy uczestnicząc w Eucharystii naprawdę w Niej uczestniczymy całym sobą, umysłem, sercem, wolą? Czy przyjmując Komunię Świętą, zawsze staramy się przyjąć Ciebie jak kogoś bardzo bliskiego, kochanego, a zarazem wielkiego Boga, godnego chwały i czci? Czy Eucharystia ma wpływ na nasze życie codzienne? Odpowiedzmy sobie na te pytania, wchodząc w ciszę Ogrodu Getsemani.

Z Ewangelii wg św. Marka (Mk 14, 32-38a) „A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił. Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie! odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby – jeśli to możliwe – ominęła Go ta godzina. I mówił: Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie! Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: «Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie”

Tu przy Tobie, Jezu, możemy poznać prawdę o sobie samych. Z poznania prawdy o Bogu i o nas samych rodzi się nie lęk, lecz przeciwieństwo lęku – wielki pokój serca i radość. Jedyny lęk, to taki, który jest w nas przed poznaniem Ciebie, Panie, przed zbliżeniem się do Ciebie i odsłonięciem przed Tobą jakiejś wstydliwej części życia. A Ty chcesz opowiedzieć o swojej wielkiej miłości, o tym, jak chcesz przebaczyć nasz grzech, zapomnieć go oraz naprawić jego skutki.

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ktoś zachowuje moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”…„ Jeżeli trwacie w nauce Mojej, jesteście moimi uczniami – i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. To jest Twój przepis poznania Prawdy– trwać w Twojej nauce, czyli Twoich słowach, zostać Twoim uczniem i być wiernym każdego dnia, mimo naszych odczuć, lęków. Być wiernym Tobie, Boże, w modlitwie, w powołaniu.

„Poznajesz swoje powołanie po tym, jak ci ciąży”. Każde powołanie ma swój ciężar. Są momenty, gdy wydaje się on ponad ludzkie siły. O tym mówi tajemnica modlitwy w Getsemani. Odczuwasz Jezu trwogę przed tym, co Cię czeka. Modlisz się do Ojca słowami szczerymi do bólu: „zabierz ode Mnie ten kielich”. Pokusa ucieczki przed tym, co konieczne , a trudne, bywa potężna. W tym jesteś Jezu tak bardzo nam bliski. Nie musimy się wstydzić strachu, mamy pełne prawo bać się bólu i śmierci, Ty też to przeżywałeś. Wierność Bogu Ojcu, świętość, wypełnienie powołania – tego nie da się zrealizować bez walki. Zawsze będziemy kuszeni łatwiejszą drogą, zawsze będziemy czuli niepokój o przyszłość. Nie chodzi o to, by się nie bać, ale o to, by być silniejszym niż lęk, aby mimo wszystko podjąć swój krzyż razem z Tobą i wytrwać w wierności Bożej woli.

Panie Jezu, klęcząc przed Twoją Obecnością pragniemy przepraszać Cię za obojętność tego świata wobec Twojej Miłości. Za to, że nie przeżywamy tego Wielkiego Postu jak prawdziwi chrześcijanie, nie wypełniamy należycie podjętych wyrzeczeń i postanowień. Tak wielu parafian nie skorzystało z rekolekcji, nie przystąpiło do sakramentu pojednania. Przepraszamy Cię, Panie. Przepraszamy za ten świat, gdzie miłość to gra, gdzie zło nie istnieje. Gdzie ten, kto bawi się umysłem, zawsze otrzymuje szczęście, a ten, kto bawi się sercem, zawsze boli. Ten świat, gdzie perspektywy i ubrania decydują o wartości osoby. Gdzie pieniądze są ważniejsze niż rodzina i Bóg. Gdzie przymierze małżeńskie nie jest już święte ani traktowane poważnie. Gdzie ludzie bardziej niż Boga boją się złodziei i terrorystów. Gdzie kłamstwa stają się rzeczywistością, gdzie kobiety boją się ciąży, a dzieci są mordowane. Gdzie ludzie stają się toksyczni kiedy mówią prawdę, i gdzie nie chcemy odwrócić się od tego, co faktycznie jest toksyczne.  Przepraszamy Cię Panie!

Św. Paweł w Drugim  Liście do Tymoteusza zapowiada wielkie odstępstwa: „A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga.” (2 Tm 3, 1-4). Czas zapłaty jest już blisko i tylko w Tobie Jezu wciąż jest nadzieja. Panie Jezu Chryste, Światłości prawdziwa, stajemy dziś przed Tobą w świecie, który odwrócił się od Ciebie. Świecie, w którym to, co święte, zostało zbezczeszczone, a to, co grzeszne i niszczące, nazwane postępem i wolnością. Ty widzisz, Panie, jak serca ludzkie uległy chłodowi, jak rodziny są rozrywane przez egoizm, pychę i kłamstwo. Widzisz jak czystość stała się powodem wstydu, a rozwiązłość powodem do chluby. Jak dzieci tracą rodziców, a rodzice wierność wobec Ciebie.

Panie, wołamy do Ciebie: Przerwij kajdany zniewolenia grzechem. Rozpal na nowo ogień prawdziwej miłości w sercach. Przywróć w nas pragnienie świętości. Maryjo, Matko Niepokalana, przytul nas do Swego Serca i ochroń przed fałszywą miłością, która prowadzi do rozpaczy i pustki. Święty Józefie, Oblubieńcze wierny, ucz nas czystości i odpowiedzialności w miłości. Duchu Święty, Miłości Ojca i Syna, zstąp na to pokolenie, które się pogubiło. Otwórz serca na Ewangelię, przywróć sumieniom wrażliwość, a rodzinom jedność. Niech Twoje światło, Jezu, zwycięży ciemność tego świata. Niech Twoja miłość obmyje nas z grzechu i egoizmu. Niech Twoja prawda nas wyzwoli. Bo tylko w Tobie, Jezu, jest nadzieja, życie i zwycięstwo. Amen.

Witamy Cię, najdroższy Jezu, Słowo Ojca, blasku Jego chwały, zbawienie świata!  Z wiarą stajemy przed Tobą uświadamiając sobie Twoją obecność pośród nas w Najświętszym Sakramencie. Dziękujemy, że w swej wielkiej łaskawości pozwoliłeś nam tego wieczoru trwać przed Twoim Przenajświętszym Obliczem. Pragniemy ofiarować Ci nasze serca pełne miłości opartej na naszej decyzji, a nie na przyjemnym do Ciebie uczuciu. Kochamy Cię naszymi spojrzeniami, obecnością, wytrwałością i decyzją, że chcemy tu być mimo wszystko. Twoja Miłość, Jezu, daje wolność, bo nie jest zaborcza, a my możemy jedynie Cię uwielbiać, wychwalać, błogosławić i dziękować za niezliczone łaski, którymi nieustannie nas obdarzasz, za Twoją mękę i śmierć na krzyżu dla naszego zbawienia. Uwielbiamy Cię Hostio Św., w której zawarte jest źródło wody żywej tryskającej z nieskończonego miłosierdzia dla nas, a szczególnie dla biednych grzeszników. Pozwól nam spędzić tę Godzinę Św. w Twojej cichej obecności z wiarą i pragnieniem zjednoczenia się z Twoim cierpiącym Sercem. A teraz udajemy się do Ogrodu Oliwnego i pragniemy, jakby na nowo przeżyć boleści, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego odkupienia. Z głębokim uczuciem żalu i skruchy za niewdzięczność ludzką, pragniemy zadośćuczynić za wszelkie zniewagi, oziębłość, nasze własne niewierności, grzechy naszych rodzin, Ojczyzny i za winy całego świata. Najdroższy Jezu, ileż szlachetnych dusz, wzruszonych Twoimi skargami, trwa u Twego boku w Getsemani, dzieląc Twą gorycz i śmiertelne udręczenie! Ileż serc poprzez wieki wielkodusznie odpowiedziało na Twoje wezwanie! I my również odpowiadamy na Twe słowa „czuwajcie i módlcie się” ofiarując Tobie, umiłowany Zbawicielu, trudy mijającego dnia, nasze cierpienia, te fizyczne i duchowe, nasze osamotnienie w świecie ciągłej gonitwy, jednocząc się z Twoim bezbrzeżnym strapieniem i trwogą. O nasz ukochany, pogrążony w smutku Panie, Twe Serce przepełnione wielką udręką niech oprze się na sercu każdego z nas, które ogarną Cię podczas tego godzinnego czuwania swoją miłością. Aby moc naszej modlitwy była większa, prosimy o wstawiennictwo Twoją Przenajświętszą Matkę, patronów dzisiejszego dnia, naszych świętych patronów, Aniołów Stróżów, patronów naszej Ojczyzny na czele ze św. Andrzejem Bobolą. Udziel nam swego Ducha, aby rozjaśnił nasze umysły, rozpalił serca i zjednoczył nas z Tobą.

Panie Jezu, mija połowa Wielkiego Postu czasu, w którym jesteśmy zaproszeni do zatrzymania się w codziennym biegu i zastanowienia nad własnym życiem. Refleksja nad dotychczasowymi wyborami oraz gotowość do zmiany stają się kluczowe w procesie duchowej odnowy. Praktyki, takie jak modlitwa, post i jałmużna  to trzy filary wielkopostnej drogi, które  pomagają w osiągnięciu wewnętrznego pokoju oraz skierowaniu uwagi na sprawy duchowe. Modlitwa ma pogłębiać relację z Tobą, dobry Jezu i nie chodzi tylko o to, aby więcej się modlić, ale by modlić się z otwartym sercem, gotowym do słuchania.  Post to nie tylko ograniczenie pokarmu, ale panowanie nad swoimi pragnieniami i skupianie się na tym, co naprawdę ważne, które ma otworzyć serca na Ciebie, nasz Panie, i drugiego człowieka. Jałmużna, to nie tylko ofiarowanie pieniędzy, ale akt miłości i miłosierdzia wobec potrzebujących, poprzez który realizujemy naszą wiarę.

Wybacz Jezu, że okres postu niejednokrotnie kojarzymy  z przepisem dietetycznym, traktujemy jako okazję do schudnięcia czy podbudowania własnego ego, zamiast przyjęcia jego głębokiego sensu duchowego. Chrześcijańska asceza nie polega na odrzucaniu wartości stworzonego świata. Musimy pamiętać, że zgodnie z Księgą Rodzaju stworzyłeś, Panie Boże, świat jako dobry. Prawdziwe wyrzeczenie więc stanowi rezygnację z czegoś dobrego i dlatego jest godne szacunku. Przepraszamy za marnotrawienie czasu na media internetowe i elektroniczne, które rozpraszają i zaburzają wewnętrzny pokój zamiast poświęcenia go na modlitwę i kontakty z bliskimi.  Wybacz nam Panie, że tak bardzo koncentrujemy się na tym czego nam brakuje, a  nie praktykujemy wdzięczności Tobie, za to co mamy i nie dzielimy się z tymi, którzy mają mniej. Wybacz, że nie dostrzegamy w drugim człowieku Twojego obrazu, nasz Panie,  a w codziennych obowiązkach przestrzeni służby i miłości. Musimy pamiętać, że jeśli zaczniemy dostrzegać Ciebie, Panie Jezu, to i ujrzymy bliźniego w nowym świetle. Przepraszamy za rekompensowanie cielesnych niedogodności nawiązką przyjemności pychy w postaci wywyższających stwierdzeń, że poszcząc jesteśmy lepsi od innych.  O takiej postawie mówiłeś Panie w Ewangelii wg św. Mateusza (6,1) „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.” Wybacz Jezu, że wielkopostny czas traktujemy jako rytuał, bez prawdziwej drogi nawrócenia i gruntownego rachunku sumienia z tego jakie owoce przynosi nasze życie. Wielki Post nie jest czasem smutku, ale nadziei i nie polega jedynie na przestrzeganiu zewnętrznych reguł, ale na podjęciu wewnętrznego zobowiązania. Dajesz nam, Umiłowany Panie, ten czas jako dar łaski, byśmy mogli do Ciebie wrócić. Zatem pamiętajmy, Zmartwychwstanie jest celem, a Wielki Post drogą oczyszczenia, która prowadzi do niego odnowionym sercem.

Panie Jezu,  w dzisiejszej Dobrej Nowinie ostrzegasz „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie,  a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.” (Łk 11,23) Życie duchowe nie znosi pustki. Nie ma w nim miejsca na stagnację, brak decyzji czy życie bez jasnych deklaracji. To tylko nasze złudzenia, że na chwilę można przejść w strefę buforową, wolną od odpowiedzialności moralnej. Panie, mówisz wprost, że pokusa bezpiecznych, niezobowiązujących rozwiązań, czasu, który przecieka nam przez palce, oraz trwanie w zawieszeniu mogą nieodwołalnie doprowadzić do poważnych trudności. Ostatecznie celem nie jest tylko unikanie zła, ale przede wszystkim wzrost w dobru. Walka z pokusą, grzechem prowadzić powinna do jeszcze głębszej i bardziej zażyłej relacji z Tobą. Przepraszamy za stan duchowej oziębłości, przeciętności, braku zaangażowania, w którym ludzie łączą wiarę z postawą nijaką, co prowadzi do życia w hipokryzji. Pragniemy zadośćuczynić za postawy próbujące pogodzić zachowywanie Bożych przykazań i swoich niezgodnych z przykazaniami przyzwyczajeń, służbę Tobie, Panie, i hołdowanie bożkom, wybieranie tego co popularne zamiast tego co słuszne, gdy znajdują się w konflikcie. Pragną pasować zarówno do Kościoła, jak i do innych.

W Apokalipsie 3. 16 wyraźnie mówisz, Panie Jezu, do każdego z nas: „A tak, skoro jesteś letni – ani gorący, ani zimny – chcę cię wyrzucić z moich ust”. Letnia dusza to ta, która straciła swój zapał w relacji z Tobą, nasz Mistrzu, popadając w obojętność i duchową wygodę. Nie odrzuca otwarcie wiary, ale też nie dąży do jej pełnego przeżywania. Przepraszamy za dusze modlące się  za mało i bez gorliwości, przystępujące do sakramentu pokuty z przyzwyczajenia, bez autentycznej chęci zmiany, chodzące na mszę św. z obowiązku, tolerujące grzech w swoim otoczeniu, hołdujące przekonaniu, że wystarczy być dobrym człowiekiem, unikające ofiary i wyrzeczeń, nie mające odwagi bronić swojej wiary, gdy jest kwestionowana. Wybacz Panie, życie w duchowej iluzji!  Letniość w wierze ośmiesza chrześcijaństwo i jest dla niego największym współczesnym  zagrożeniem. Przepraszamy za niszczenie wiary, zobojętnienie na zbawcze działanie Ewangelii i wyzbywanie się chrześcijańskich korzeni w krajach od wieków chrześcijańskich na kontynencie europejskim. Wiarę trzeba nam zdobywać i pogłębiać, bo jest prawdą posiadającą moc przemiany życia. Wybacz Jezu, że nie doceniamy jak cenny skarb nosimy w sobie, otrzymany od przeszłych pokoleń i nie potrafimy się nim cieszyć.

Panie Jezu, Ty jesteś potężniejszy od wszelkich sił na niebie, na ziemi i pod ziemią. Ty przyjdziesz niebawem, aby pokonać władcę ciemności, pozbawić go oręża, a jego łupy rozdać. To będzie dzień wielkiego triumfu, zwycięstwa dobra nad złem. W czym my pokładamy ufność? Czy pomimo nienawiści i wzgardy jaką wobec Ciebie, nasz Panie, ma ten świat, czy widzimy w Tobie Zbawcę? Czy może ulegamy zwątpieniu i wydaje się nam, że jesteś bezsilny i to demon, a nie Ty, Jezu, ma pełnię władzy nad światem? Faryzeusze zaślepieni własnymi grzechami nie potrafili w dobrych uczynkach dostrzec dobrych intencji uczciwego człowieka, ale doszukiwali się podstępu. Wyobrażali sobie, że wszyscy ludzie są w takim samym stopniu zepsuci jak i oni, albo jeszcze mocniej. Trzeba nam zastanowić się, czy i my nie wyrokujemy zbyt wcześnie o drugim człowieku, czy zbyt pochopnie nie osądzamy innych ludzi chcąc umniejszać własne grzechy, a innym, nawet świętym „przyprawić rogi”? Prosimy o wybaczenie nieprzemyślanego, nierozważnego wydawania wyroków i osądzania bliźnich, co absolutnie nie należy do naszych kompetencji. Powinniśmy raczej osądzać i potępiać własne złe wybory niż innych. Wybacz nam Panie, że nie potrafimy dostrzec tego co jest dobre wokół nas i nie chcemy widzieć dobra w drugim człowieku, które wcale nie musi powstawać wg naszych planów, czy naszego punktu widzenia. Przepraszamy za wytykanie cudzych błędów, wad, krytykowanie i wszelkie destrukcyjne ocenianie.

Kto jest z Tobą, Panie Jezu, ten zbiera i gromadzi,  kto jest przeciwko – rozprasza. To jest podstawowe kryterium rozeznania, jakiego jesteśmy ducha. Jeśli nie słuchamy słów prawdy wpadniemy w sidła ducha niemego, który nie pozwoli nam słyszeć i mówić tego, co jest słowem życia. Zły duch nie ma nad nami władzy, o ile sami mu jej nie damy. Nie ma władzy zmuszenia nas do czegokolwiek. Może zwodzić, oszukiwać i kusić, ale  ostatecznie jednak to każdy z nas może zdecydować o wszystkim. Wybacz Jezu nasze myślenie, że potrzebujemy jakiś szczególnych znaków, wydarzeń cudów będących dla nas wystarczająco przekonywującymi, by przyjąć Twoje nauczanie, co jest jednak złudne. Jedynymi Twoimi znakami są pokora, służba, Twoje słowo i krzyż. A prosić powinniśmy o dar rozeznawania podstępów szatana i łaskę uwolnienia od złego ducha, byśmy całym, czystym sercem mogli być przy Tobie.  Przepraszamy za uleganie duchowi tego świata, spłaszczanie prawd wiary i czynienie siebie podobnym do świata, co czyni człowieka niewiarygodnym, nieskutecznym i coraz bardziej oddala od mocy Bożej w Kościele. To ma miejsce kiedy chce się do świata upodobnić, znaleźć poklask, aprobatę, by łatwo i bezproblemowo się żyło, a w efekcie staje się narastającym w nieuczciwości zdrajcą. Wybacz Jezu tym, którzy z najmniejszej wątpliwości dotyczącej wiary robią powód odrzucenia jej całej, zamiast umacniania jej pośród zwykłej codzienności naznaczonej często znakami ziemskimi. „Kto domaga się znaków, nie otrzyma ich, bo nie ma wiary. Natomiast ten, kto ufa, otrzymuje od Ojca to, co jest potrzebne do Królestwa, i jest w stanie dać innym takie znaki, jakie Bóg uzna za korzystne” (o. Silvano Fausti SJ).                                                                                                                

Pozdrawiamy Cię Panie Jezu w Najświętszym Sakramencie Ołtarza! Pozdrawiamy Twe Boskie Oblicze w majestacie i piękności. Bądź pochwalony i uwielbiony Jezu! Witaj Światłości oświetlająca nasze umysły. Przychodzimy dziś w ten kolejny czwartkowy wieczór do Ciebie, aby być przy Tobie, gdy modlisz się w Ogrodzie Oliwnym do Ojca, wypełniając Jego Wolę. „Nie moja wola, ale Twoja niech się stanie” – mówisz Ojcu, przeżywasz lęk i trwogę. Wraz z Tobą chcemy trwać na modlitwie, potrzebujemy modlitwy, chcemy wołać do Ojca, Abba Ojcze, uwielbiać Cię, przepraszać i dziękować.

Aby nasza modlitwa była miła Tobie i owocna, poślij nam Swojego Ducha Świętego. Duchu Święty przyjdź, oświeć nasze serca i umysły, prowadź naszą modlitwę. I Ty, Maryjo, Matko nasza przyczyń się za nami. Okryj nas płaszczem Twej opieki, ukryj w Swoim Niepokalanym Sercu. Zostałaś nam dana z krzyża.  „Oto Matka twoja” – słowa, które wypowiedziałeś, Jezu, do św. Jana, są skierowane także do nas. Maryjo, Matko nasza przemień nas wewnętrznie. Maryjo, cała przejrzysta! W Tobie i przez Ciebie, Bóg do nas mówi. Wyproś nam serce proste, napełnij nas Twoją radością. Uczyń nasze serca tak przejrzystymi, jak Twoje.

Panie Jezu Chryste, ukryty w Przenajświętszym Sakramencie klękamy przed Tobą w czasie świętego postu, aby w Twojej obecności uczyć się prawdy o sobie. W dzisiejszej Ewangelii według  św. Mateusza mówisz nam: „Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam”(Mt7,7-8). Prośba, szukanie i pukanie tworzą trzy stopnie zbliżania się do Ciebie, Boże. Prośba nazywa brak, szukanie obejmuje wysiłek i czujność. Pukanie zakłada drzwi zamknięte i obecność kogoś, kto słyszy. Pukanie jest modlitwą połączoną z postem i jałmużną. Panie Jezu, w tej godzinie wsłuchujemy się w Twoje słowa, w Twój ciepły i pełny miłości głos: „Proście, a będzie wam dane” (Mt 7,7). Składasz wyraźną obietnicę, że wspólna modlitwa, jedność ma w sobie moc. Jest Twoją radością, Jezu.

A co my możemy powiedzieć o praktyce wspólnej modlitwy w naszych domach? Czy modlimy się wspólnie, omadlamy razem ważne dla nas wydarzenia, intencje? Wybacz nam Panie brak wspólnej rodzinnej modlitwy. Możemy godzinami siedzieć wspólnie przed telewizorem, a na wspólną modlitwę nie mamy czasu, nie chcemy albo wstydzimy się uklęknąć razem. Wybacz nam! „Szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam…”(Mt 7, 7-8) – nalegasz, każde Twe słowo jest nowym zaproszeniem, nową obietnicą. Powołujesz się na dobroć samego Ojca. Ona jedna jest wystarczającym dowodem na to, że Bóg Ojciec zawsze udzieli nam tego, co dobre – jeśli Go będziemy prosili. Ojciec wie czego nam trzeba, ale chce abyśmy przychodzili do Niego jak dzieci. Czy naprawdę w to wierzymy, że Bóg Ojciec udziela nam zawsze tego, co dobre? Jaki obraz Boga Ojca noszę w swoim sercu? Przepraszamy, że często, my wierzący mamy krzywy obraz Twój, Ojcze. Podejrzewamy Cię o obojętność, obwiniamy o swoje niepowodzenia, trudne i ciężkie sytuacje. O nieszczęścia oskarżamy Ciebie, Boga, a nie szatana. Nie widzimy grzechu. Wybacz nam.

Często mówimy: Bóg mnie skarał, albo kogo Bóg kocha, temu krzyże daje. Czy to jest prawdą?  Wybacz nam Panie, że tak mówimy, tak myślimy. Gdyby tak było to by nie umarł Bóg na krzyżu. Jezu, poprzez Twój krzyż świat został zbawiony. To Ty na krzyżu powiedziałeś „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”..  I dziś mówisz: Ojcze przebacz tym, którzy  kłamią, którzy oszukują, którzy czynią zło. I czekasz, czekasz bo kochasz. Bo jesteś samą Miłością.

Nasza modlitwa jest rozmową z Tobą, Panie. Przemów do nas w Swoim zbawczym Słowie. Panie Jezu, Ty chcesz, abyśmy dziś prosili Ojca. Prosimy o Mądrość Słowa Bożego. Chcemy modlić się Słowem Bożym, z Księgi  Estery, Królowej, która wskutek intrygi na dworze króla, gorąco modliła się do Boga, prosząc o łaskę dla swego narodu. Czytanie z Księgi Estery (Est 4,17k. L-m. r-u) „Królowa Estera zwróciła się do Pana, przejęta niebezpieczeństwem śmierci. I błagała Pana, Boga Izraela, mówiąc: «Panie mój, Królu nasz, Ty jesteś jedyny, wspomóż mnie samotną, niemającą poza Tobą wspomożyciela, bo niebezpieczeństwo jest niejako w mojej ręce. Słyszałam od młodości mojej w pokoleniu moim ojczystym, że Ty, Panie, wybrałeś Izraela spośród wszystkich narodów i ojców naszych ze wszystkich ich przodków na wieczyste dziedzictwo i uczyniłeś im wszystko, co zapowiedziałeś. Wspomnij, Panie, daj się rozpoznać w chwili naszego udręczenia i dodaj mi odwagi, Królu bogów i Władco nad wszystkimi władcami. Włóż stosowną mowę w moje usta przed obliczem lwa i zwróć jego serce ku nienawiści do wroga naszego, aby zginął on sam i ci, którzy są z nim jednej myśli. Wybaw nas ręką Twoją i wspomóż mnie opuszczoną i niemającą nikogo poza Tobą, Panie, który wiesz wszystko»”.

Modlitwa Estery jest pod każdym względem wzorcowa. Wyznaje, że poza Tobą, Boże nie ma innego wspomożyciela. Jest wspaniałym przykładem  zaufania, jakie pokłada w Tobie osoba pokorna. Estera w sytuacji granicznej zaczyna od modlitwy. Jest to modlitwa człowieka, który wie, że sam nic nie uczyni. Trzeba zaufać Bogu w chwili realnego zagrożenia.

Niech ta modlitwa będzie naszym przebłaganiem za grzechy popełniane w naszej Ojczyźnie. Z zaufaniem zanosimy do Ciebie, Boże przebłagania w intencji naszej Ojczyzny. Jesteśmy zatroskani o wiarę Rodaków, a szczególnie młodego pokolenia. W imię Jezusa Chrystusa przebacz nam Boże przez wstawiennictwo Matki Bożej odrzucenie Ciebie, Boga Ojca, jako jedynego Boga i Stwórcę świata i ludzi – przebacz nam.

Przebacz nam niewierność przyrzeczeniom Chrztu Świętego i ślubom Jasnogórskim; Przebacz nam zabijanie dzieci nienarodzonych, grzechy przeciwko życiu od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci; Przebacz, że w polskich szpitalach codziennie rękami polskich lekarzy morduje się dwoje a nawet troje bezbronnych nienarodzonych dzieci – przebacz nam Panie! Przebacz brak walki z wadami narodowymi, pijaństwem, lenistwem, marnotrawstwem; Przebacz wzajemną nienawiść, nienawiść do własnej Ojczyzny; Przebacz zwalczanie kościoła katolickiego przez kłamstwa, pomówienia i oczernienia, a także bluźnierstwa przeciwko Matce Bożej – przebacz nam!

Witaj Miłości, witaj nasz Zbawicielu, nasz Panie i Królu. Jesteś tutaj, patrzysz na nas z tej białej Hostii, żywy, cierpiący, ale też radujący się widząc nas wszystkich tutaj. Witaj Matko Przenajświętsza, Patronko naszej wspólny, Wierzymy, ze za  Twoim wstawiennictwem, 5 lat temu , w czwartek 11 lutego 2021 r.  we wspomnienie Matki Bożej z Lauders,  po raz pierwszy zebraliśmy się przed Najświętszym Sakramentem, aby  wspólnie wypełnić  prośbę Twojego Syna Jezusa Chrystusa przekazaną nam przez św. Małgorzatę Marię Alacoque. „A we wszystkie noce z czwartku na piątek dam ci uczestnictwo w tym śmiertelnym smutku, który odczułem w Ogrodzie Oliwnym. I żeby Mi towarzyszyć w tej pokornej modlitwie, którą zanosiłem wówczas do mego Ojca wśród wszystkich Moich udręczeń, będziesz wstawać między godziną jedenastą a północą, by w ciągu godziny klęczeć wraz ze Mną z twarzą pochyloną ku ziemi. A czynić to będziesz tak dla uśmierzenia gniewu Bożego, błagając o miłosierdzie tak dla grzeszników, jak dla złagodzenia w pewien sposób goryczy, którą czułem z powodu opuszczenia Apostołów, tak iż musiałem czynić im wyrzuty, że nie mogli czuwać ze Mną jednej godziny.”

I znów jak co tydzień jest wraz z Tobą w Getsemani, wśród oliwnych drzew, przy zimnym głazie, o który się opierasz cierpiąc okrutnie za nasze grzechy.  A my, my się cieszymy , bo znów jesteśmy z Tobą, więc przyjmij Jezu  radość wypełniającą nasze serca, bo obdarzyłeś nas niezwykłą łaską, zaprosiłeś nas do Ogrójca, zapragnąłeś , byśmy wraz z Tobą czuwali. Panie Jezu , Ty wyryłeś nasze imiona na swoich dłoniach, tych dłoniach, które nas trzymają jak drogocenny skarb.

Panie Jezu, prosimy Cię, uświęć nas, pozwól zostawić nam za drzwiami tej świątyni wszelkie sprawy tego świata i naszego życia. Obdarz nas łaską zaufania Tobie, abyśmy umieli oddać Tobie, tak całkowicie – wszystkich naszych bliskich, rodziny, dom, problemy i wszystko co jest zwiane z naszym ziemskim  życiem. Panie Jezu, pozwól nam przyjąć Twojego Ducha świętego, abyśmy byli tylko my i TY. Aby każdy z nas, aby serce każdego z nas, było przy Twoim sercu. Pozwól nam zapomnieć na tą jedną godzinę, o bólu, który jest w każdym z nas, o zranieniach, wyrządzonych krzywdach, niepokojach i troskach codziennego życia. Nasz Panie, dla Ciebie nie ma czasu ani przestrzeni, dlatego oddajemy Ci, w połączeniu z Twoją ofiarą Eucharystyczną na ołtarzach całego świata, każdą naszą łzę, każdy nasz ból, ale i każdą naszą radość, każdy uśmiech, każde uderzenie serca, od momentu naszego poczęcia aż po śmierć cielesną jako wynagrodzenie za każde popełnione zło przeciwko Twojej Najświętszej Miłości.

Dziś, pragniemy Cię szczególnie przeprosić za nasze własne grzechy, za naszą pychę, której nie dostrzegamy.  Z jednej strony jesteśmy tacy szczęśliwi, że nas wybrałeś, że pozwalasz nam być przy Tobie każdego czwartku w ten szczególny sposób. I za to składamy Ci nasze dziękczynienie, ale  z drugiej strony,  wiemy Panie Jezu, jak wiele razy Ciebie zawiedliśmy, jak wiele razy niby byliśmy tu przy Tobie a tak na prawdę nasze serca, były zupełnie w innym miejscu, przy innych ludziach. Panie Jezu, ile razy płakałeś patrzeć na nas i widząc w naszych sercach nienawiść, nieprzebaczenie, zazdrość. Ilu ludzi widziałeś, których myśmy skrzywdzili – nie ważne czy w sposób świadomy czy nie świadomy – krzywda została wyrządzona – i Ty to widziałeś Jezu, a jednak w swojej ogromnej miłości przyjmowałeś Jezu nasze przeprosiny, przyjmowałeś nasze wynagrodzenie za wyrządzone zło. Tyle razy obmywałeś nas  w swoich łzach i swojej świętej krwi.

Panie Jezu, daj się   przebłagać za grzechy uczynione  ramach tzw, „ poprawności” moralnej, społecznej, politycznej. Ile razy raniliśmy Twoje święte uszy, gdy sami byli „poprawni”. pomimo tego, ze nasze sumienie i nasze serce krzyczało na całe gardło, że tak nie wolno. Ile razy to strach przed ludzką opinia nami kierował? Wybacz nam Jezu, że straciliśmy sprzed oczu Bożą bojaźń a w jej miejsce rozsiadł się zwykły, ludzki strach. Przyjmij Panie Jezu, nasze zmarznięte i bolące kolana jako wynagrodzenie wszystkie złe czyny, myśli, zaniechania, które są wynikiem braku miłości. Duchu Pocieszycielu, przyjdź do nas, odnów w nas swoje dary, wznieć w nas ogień żarliwej i  pokornej modlitwy do naszego Pana i Zbawcy. Ale prosimy Cię również o dar usłyszenia Jezusa. Otwórz nasze uszy, by słyszały,  otwórz nasze oczy, by widziały, otwórz nasze serca by kochały.

Panie Jezu, stajemy znów przed Tobą, w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość  do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia. Mówisz nam, abyśmy czuwali i modlili się z Tobą przez tę godzinę. Panie Jezu, pragniemy całym sercem uczynić zadość Twojej woli lecz niestety, znasz nasze słabości. Wesprzyj nas, bo inaczej okażemy się bardziej nikczemni niż Apostołowie, którym wyrzucałeś, iż jednej godziny nie mogli z Tobą wytrwać.

Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia według św. Marka (7, 24-30 ) „Stamtąd zaś wybrał się i udał w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do [pewnego] domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu.  Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg,  a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. I powiedział do niej [Jezus]: «Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom».  Ona Mu odparła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach».  On jej rzekł: «Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę».  Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku; a zły duch wyszedł.”

Panie Jezu, nie ma chyba katolika, który nie słyszałby tej przypowieści. Ilu z nas tak naprawdę, nie lubi jej słuchać . Ilu z nas, Twoich dzieci, jak najszybciej zmienia temat i nie chce nad tą przypowieścią w ogóle się pochylić?  Dlaczego tak często przechodzimy nad nią z obojętnością? Bo tak często zachowujemy się jak te dzieci siedzące przy stole, którym wszystko się należy. Przepraszamy Cię Jezu, za naszą pychę, która nie pozwala nam dostrzec własnych grzechów. Przepraszamy Cię Jezu, za naszą pychę., która sprawia, że zachowujemy się jakbyśmy wszystko wiedzieli najlepiej, która sprawia, że na wszystko to my  mamy odpowiedź, która sprawia, ze nie widzimy innych  bardziej potrzebujących,  bardziej poranionych a ukrywających swój ból. Przepraszamy Cię Jezu, za nasze udzielanie cudownych rad innym, jakbyśmy wiedzieli co jest dla nich dobre. Przepraszamy Cię za nasz brak miłości wobec innych.  Przepraszamy Cię Jezu za brak naszej radości, gdy podchodzimy podczas Eucharystii, aby przyjąć Cię do naszego serca. Przecież TY przychodzisz nasz uleczyć, uświęcić, zmieniać nasze życie, dlaczego więc nasze miny wyglądają tak , jakbyśmy szli odebrać wyrok? Przepraszamy Ciebie, za brak naszej radości w przyjmowaniu Ciebie Ale z drugiej strony przepraszamy Cię Jezu, że równie często , nie wierzymy w Twoją miłość i zachowujemy się jak te szczenięta, które czekają aż coś skapnie ze stołu Panu.

Przepraszamy Cię, że nasze  modlitwy są za innych a nie za nas, bo przecież my takie nic, taka marność. A przecież Ty nam dałeś godność Dziecka Bożego!  Godność dziedzica  Niebieskiego! Przepraszamy Cię za brak naszej ufności w Twoją miłość. Przepraszamy Cię, że uwierzyliśmy w kłamstwo złego ducha, ze nic dla Ciebie nie znaczymy,  Przepraszamy ,że uwierzyliśmy w kłamstwo, że kochasz nas przypadek, ze innych kochasz bardziej. Przepraszamy Cię Jezu, za brak naszego szacunku do samych siebie, Przepraszamy Cię Jezu, że uwierzyliśmy w kłamstwo, ze nie mamy żadnych talentów, że nie mamy żadnych charyzmatów. Przepraszamy, że uwierzyliśmy w kłamstwo, że nie jesteśmy godni, aby patrzeć na Ciebie i prosić o dużo, bo przecież. Wybacz nam Jezu, że brak naszej wiary. Naucz nas wołać szczerze „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu”.  Wybacz nam.

Panie Jezu dziękujemy Ci za te 5 lat wspólnej modlitwy, wspólnego czuwania wraz z Tobą. Oddajemy Tobie te wszystkie wieczory, gdy przychodziliśmy do Ciebie, by odpocząć przy Tobie. Dziękujemy za wszystkie te chwile, gdy nasze serca biły z prędkością światło, gdy po raz pierwszy zszedłeś do nas ze swoim błogosławieństwem – najpierw z Prezbiterium do nawy. Panie Jezu czy pamiętasz jak wówczas czuł się każdy z nas,  czy pamiętasz te łzy szczęścia w naszych oczach, że Ty , Nasz Pan i Zbawiciel poprzez swojego kapłana zszedłeś z ołtarza do nas, swoich maluczkich dzieci i nas błogosławiłeś?  A czy pamiętasz Jezu jak szybko biło nam serce gdy po raz pierwszy błogosławiłeś nas indywidualnie?  Czy pamiętasz Jezu naszą ekscytację, nasze rozmowy przepełnione szczęściem?  Pamiętasz , na pewno, bo Ty wszystko pamiętasz! To nasza pamięć jest tak bardzo ulotna. Przepraszamy Cię Jezu, że to my o tym wszystkich zapomnieliśmy. Przepraszamy Cię, że traktujemy Twoje cotygodniowe błogosławieństwo jak coś normalnego, jak te dzieci siedzące przy stole, które uważają, że pełen stół pełen jedzenia  to co normalnego, danego na zawsze.  Przepraszamy Cię Jezu, że tak rzadko dziękujemy Ci za tą łaskę indywidulanego błogosławieństwa.

Dziękujemy Ci Jezu za każdego kapłana, który w ciągu tych 5 lat przyprowadzał  Ciebie do nas. Dziękujemy Ci za Jezu za kapłanów, naszych opiekunów –ks. Marka Żuchowskiego, ks. Władysława Urbanika, ks. Tadeusza Petrus. Dziękujemy za ich modlitwy, opiekę. Przepraszamy za wszystkie nasze niedociągnięcia  wobec Twoich synów. Panie Jezu, pewnie wiele rzeczy zrobiliśmy nie tak , jak zakładał Twój plan na nas. Ale Ty już wiedziałeś o tym przed wiekami. I już  przed wiekami nam wybaczyłeś. My możemy jedynie Cię przeprosić, że nie słuchaliśmy Twoich natchnień,  Przepraszamy Cię Jezu, że tak mało jest w nas pokory i miłości. Przepraszamy Cię Jezu za każde nasze nieposłuszeństwo, niesubordynację, Przepraszamy Cię Jezu za każdą naszą negatywną reakcję na polecenie Twoich kapłanów, zwłaszcza na początku naszej wspólnoty, gdy nasze wyobrażenie co do Godziny świętej było inne niż Ty to Panie zaplanowałeś. Dziękujemy Ci Jezu, za każdą osobę, która w ciągu tych 5 lat była i razem z nami towarzyszyła Ci w Ogrójcu, zarówno tu w tej świątyni jak i przez łącza internetowe.

Panie Jezu, Ty nas nigdy nie zostawiłeś samych. Ty wiesz najlepiej, ile było takich chwil, gdy nie wiedzieliśmy co będzie dalej gdy nasze niewypowiedziane  myśli zadawały pytanie, czy to już koniec? Ale Ty zawsze miałeś Jezu już gotowy plan. Przysyłałeś swoje dzieci do pomocy, czasem na krótką chwilę, czasem na dłużej, ale nigdy nie zostawiłeś nas. Wybacz nam Jez , nasze chwile zwątpienia. Oddajemy Tobie Panie Jezu wszystkich uczestników tej  Godziny Świętej , którzy już odeszli do Ciebie. Jeśli cieszą się już widokiem Twojej świętej Twarzy, to prosimy za ich wstawiennictwem o dalszą opiekę nad nami. Jeśli jednak nadal są w czyśćcu, to przyjmij Jezu to nasze dzisiejsze czuwanie jako wynagrodzenie za ich grzechy. Skróć ich cierpienie, bo one kochały ten czas czuwania wraz Tobą w Ogrodzie Oliwnym.

 

 

Witaj Miłości, witaj nasz Panie  utajony w tym małym  kawałku białego chleba. Taki prosty – mąka i woda, a tak wielki i potężny – dajesz nam życie -największy dar jaki mogliśmy otrzymać.  Cóż możemy Ci dać w zamian za Twoje łaski? Nic nie mamy, bo wszystko  jest Twoje- domy, samochody, pieniądze, to wszystko otrzymaliśmy dzięki Twojej łasce – Ty dałeś nam to w dzierżawę i będziemy musieli się kiedyś z tego rozliczyć. Nawet nasze zdrowie i życie należy do Ciebie. My możemy jedynie dbać o to na miarę naszych możliwości, aby Twój dar dobrze pielęgnować. Ale wdzięczność i miłość do Ciebie – jest nasza. Więc Tobie ją oddajemy. Przyjmij Jezu nasze dziękczynnie, przyjmij naszą wątłą, mizerną i słabą miłość, która tak często kurczy się pod naporem tego świata. Tak, ona marnieje, ale nie znika – nasze serca biją dzięki Tobie i dla Ciebie. I to także pragniemy Ci oddać Jezu- bicie naszych serc – te miarowe, równe, pewne, ale i te niespokojne – szybkie i mocne, gdy ból w klatce nie pozwala nam oddychać. To wszystko dla Ciebie Boże.

Jezu Kochany – przyjmij w darze wdzięczności od nas te już marznące ręce i nogi, też ból skostniałego z zimna ciała. Ale to nic- mamy czapki, rękawiczki i niedługo przyjdziemy do naszych domów, gdzie  będzie czekać na nas ciepła rozgrzewająca herbatka.  Luksus, o jakim wiele milionów ludzi marzy. Panie Jezu – czy w tamtą noc, gdy cierpiałeś w Getsemani też było Ci tak zimno? nie z powodu temperatury na zewnątrz, ale z bólu spowodowanego strachem  o tyle dusz, które poszły na zatracenie. Ty je widziałeś wtedy i dlatego płakałeś. Na pewno płakałeś widząc jak Twoje dzieci spadają z przepaści prosto ogień piekielny. Twoje cierpienie na nic się zdało – nie posłuchały Cię, odwróciły się od Ciebie. Więc tej godziny, odpocznij Jezu, zasiądź po środku naszych serc i ogrzej się naszą miłością. Panie Jezu, niech w tej godzinie zniknie smutek z Twej boskiej twarzy. Pozwól nam trwać przy Tobie z miłością, radością , z dziękczynieniem i uwielbieniem Ciebie. Niech każda nasza myśl będzie szczerym wynagrodzeniem Tobie tych wszystkich zniewag, niewdzięczności i boleści, którymi każdego dnia przybijamy wciąż Ciebie do krzyża. Ale przede wszystkim dziś, w ten pierwszy czwartek miesiąca – pragniemy szczególnie trwać przy Tobie w intencji kapłanów. Dziękujemy Ci Jezu za wszystkich kapłanów, bez wyjątku, bo Ty ich wszystkich wybrałeś, aby przynosili nam Ciebie na każdej Eucharystii. To przez ich ręce karmisz nam swoim najświętszym ciałem i krwią. To przez ich ręce udzielasz nam swojego błogosławieństwa i to przez nich wybaczasz nam grzechy w konfesjonale. To przez nich zsyłasz na nas tchnienie Ducha świętego.  To dzięki ich posłudze możemy co czwartek  trwać przy Tobie, tutaj, w tym świętym przybytku, gdzie przychodzisz do nas w tej Najświętszej Hostii. Duchu święty, uświęć nas, by każda myśl, każdy oddech każde wypowiedziane słowo było wielkim dziękczynieniem, uwielbieniem, ale przede wszystkim  wynagrodzeniem za nasze niewierności.

Panie Jezu,  znowu stajemy przed Tobą w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość  do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.

Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia wg. świętego Marka (6,7-13): „Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien». I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich». Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.”

Panie Jezu, Ty posłałeś apostołów po dwóch – nie dlatego, żeby  było im raźniej, ale aby przez posługę, również tą wzajemną, wzrastali i rozwijali się w wierze i miłości do Ciebie. Dwie osoby – to już wspólnota. Co prawda mała, ale wspólnota. Rodzina, małżeństwo to też wspólnota i to szczególna wspólnota, połączona nie tylko  więzami krwi ale  przede wszystkim sakramentalnym węzłem małżeńskim.

Panie Jezu przepraszamy Cię, że tak często uciekamy w samotność, i nie chodzi o samotność jako jedna osoba, ale o tą samotność duchową, samotność, gdy fizycznie jesteśmy niby we dwoje. Wybacz nam Jezu, że nie umiemy już rozmawiać – owszem wypowiadamy słowa, instrukcje postępowania i listy zadań, nawet śmiać się potrafimy razem. Ale czy potrafimy tak naprawdę być ze sobą? rozmawiać o tym co nas boli? jakie mamy rozterki, co nas niepokoi? Panie Jezu, jeżeli nie potrafimy rozmawiać ze sobą w rodzinie i to tej najbliższej  to jak mamy rozmawiać z Tobą? Przepraszamy Cię Jezu, że gdy mówimy do Ciebie to trzymamy dystans – my niscy poddani i Ty Boże – wielki Bóg. Ale Ty tak nie chcesz Jezu! Ty chcesz naszej miłości w odpowiedzi na swoją miłość !! Boże, Ty powiedziałeś byśmy byli jak dzieci, bo Ty jesteś kochającym nas Tatusiem! Wybacz nam Jezu, że nie potrafimy tak, ale Ty to wiesz, dlatego pragniemy Cię przeprosić za to, że  nie prosimy Cię o tą łaskę, byśmy stali się dziećmi -ufnymi, kochającymi i przede wszystkim prawdziwymi w swoich uczuciach! Przecież Ty czekasz z naręczem wszelkich łask i tak bardzo pragniesz nam je rozdawać, ale my  o nie wcale nie prosimy. Wybacz nam tą fałszywą skromność, której pozbawione są dzieci. Wybacz nam, że nie prosimy Ciebie o łaskę bycia jak dziecko każdego dnia. Wybacz, że nie prosimy Ciebie o łaskę bycia autentycznym przed Tobą! Jezu jak często widzisz nas osamotnionych, smutnych na sercu, ale z przyklejonym uśmiechem na twarzy i udających jest wszystko jest dobrze , gdy tak naprawdę serca nam krwawi i wszystko na około się sypie.

Przepraszamy Cię Jezu, za naszą pychę. Pychę która pcha nas, aby wszystko załatwiać samemu. Pychę, która nie pozwala nam  powiedzieć: Jezu, Ty się tym zajmij. Przepraszamy Cię Jezu za samotność kapłanów. To są twoje dzieci, tak samo czujące, tak samo ranione jak i my. Ale postawieni na widoku, ciągle obserwowani. Przepraszamy Cię Jezu za brak naszej modlitwy za nich, za brak naszej wyrozumiałości względem nich. Panie Jezu, tak bardzo pragniemy wynagrodzić Ci ich brak wiary w Twoją realną obecność podczas Eucharystii. Wybacz Jezu..

Panie Jezu, powiedziałeś swoim uczniom, aby o nic się nie martwili, by nie brali chleba, ani torby, ani pieniędzy. Często mówisz nam, byśmy się o nic nie martwili, bo Ty wiesz najlepiej co nam potrzeba i nam to dasz w odpowiednim czasie.  Przepraszamy Cię, że jak zwykle  zawsze robimy po swojemu. Przepraszamy Cię Jezu za nasze zamartwiane się na zapas, wybacz nam nasze scenariusze na 100 różnych sytuacji, a przecież doskonale wiemy, że Ty i tak masz ten sto pierwszy scenariusz, który jest najlepszy i który nigdy nie pozwoli nas skrzywdzić. Oddajemy Ci teraz jako wynagrodzenie za ta naszą nieufność Tobie, te nasze wszystkie lęki o przyszłość, to nasze zamartwianie się i układanie planów na przyszłość w najdrobniejszych szczegółach.

Przepraszamy Cię Jezu za brak naszej troski o Twój Kościół święty. Tak łatwo przychodzi krytyka kapłanów, biskupów, a nawet Papieża, którego przecież Ty sam namaściłeś, aby w Twoje Najświętsze imię  prowadził Twoje dzieci. Panie Jezu, jak często widzimy drzazgę w ich oczach, a belki w swoim nie widzimy.  Przepraszamy Cię za to.

Jezu, przepraszamy Cię za brak naszego zrozumienia dla  postępowania kapłanów. Panie Jezu pragniemy wynagrodzić Ci  brak naszej pamięci o nich w naszym codziennym życiu. Codziennie mówimy – Bądź Wola Twoja –  Na pewno? To kiedy planując czy marząc zapytaliśmy się Ciebie – a jaka się Twoja Wola względem nas w tej kwestii? Kiedy ostatni raz zapytaliśmy się Ciebie Jezu jaki jest Twój plan na nasz urlop? A co planujesz dla nas na najbliższy weekend?  A potem mamy pretensje, że coś nie wyszło. Przepraszamy Cię Jezu, że nie pytamy się Ciebie o nasze dalsze kroki. Przepraszamy Cię Jezu, za nasze złe emocje, za nasze złe reakcje na sytuacje, które nie są zgodne z tym, co sobie zaplanowaliśmy.  Panie Jezu, przyjmij nasze boleści zmarzniętego ciało jako wynagrodzenie za nasze zaniechania, za nasze wszystkie zmarnowane szanse na uczynienie dobra. Wybacz Jezu…

Panie Jezu, ta godzina jak zawsze, tak szybko minęła. Nadchodzi czas, by rozstać się z Tobą. Kapłan schowa Cię w Tabernakulum, ale całe niebo, wszyscy aniołowie i święci będą klęczeć przed Tobą, wielbić Cię i adorować. Ale wcześniej Ty nam pobłogosławisz, na całą noc i następny dzień. A my wdzięczni Tobie za Twoją miłość posyłamy dziś  naszych aniołów stróżów, aby adorowali Cię, uwielbiali Cię podczas gdy będziemy spali, bezpieczni,  otuleni Twoją opieką.  Amen.

Witaj cudowna Miłości! Pozdrawiamy Cię, najszlachetniejsze Ciało i Najdroższa Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, prawdziwie obecnego pod postacią Chleba. Cześć Ci oddajemy padając na twarz przed Tobą w duchu najgłębszej pokory, wierząc i wyznając, że Ty, Panie i Boże nasz, jesteś tu rzeczywiście obecny. Uwielbiamy Cię za Twoją niezmierzoną miłość do każdego człowieka,  że w swym miłosierdziu niszczysz grzech i nieustannie obdarzasz nas niezliczonymi łaskami i dobrami. Dzięki składamy za Twoją mękę i śmierć na krzyżu dla naszego zbawienia. Niech każde uderzenie naszych serc będzie nowym hymnem dziękczynienia ku Tobie, a każda kropla naszej krwi niech krąży dla Ciebie. Wielbimy Cię, nasz Panie i Zbawicielu, w Twej nieskończonej miłości, jaką nam okazałeś. Przyszedłeś od Ojca, aby zbawić świat, a gdy nadeszła Twoja godzina, zabrałeś ze sobą uczniów i poszedłeś z Nimi do Ogrójca, aby się modlić. Dziś, w ten czwartkowy wieczór, przeżywając Godzinę Świętą, prosimy Cię z wiarą; zabierz nas ze sobą w to niezwykłe miejsce, do Ogrodu Oliwnego, tam, gdzie tak żarliwie modliłeś się. Daj nam łaskę modlitwy, czuwania i wynagradzania za wszelkie uczynione Ci zniewagi, oziębłość, nasze własne niewierności, grzechy naszych rodzin, Ojczyzny i za winy całego świata. Aby moc naszej modlitwy była większa, prosimy o wstawiennictwo Twoją Przenajświętszą Matkę, patronów dzisiejszego dnia, naszych świętych patronów, Aniołów Stróżów i patronów naszej Ojczyzny na czele ze św. Andrzejem Bobolą. Zdajemy sobie sprawę, że nikt z nas nie zbliży się do Ciebie i Twoich przeżyć o własnych siłach. Tylko dzięki Twojej łasce i mocy Twego Ducha możemy się z Tobą zjednoczyć. Błagamy, abyś teraz napełnił nas Twoim Duchem.

Panie Jezu, tuż po wejściu do Getsemani napełniają  Cię lęk, udręka i smutek, bo wiedziałeś co Cię czeka. Upadłeś, na twarz i modliłeś się: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich!” Ale mimo ogromnej trwogi przed okrutną śmiercią, w tak dramatycznej chwili, najbardziej pragnąłeś spełnienia woli Ojca. Dlatego dodałeś: „Wszakże nie jak ja chcę, ale jak Ty, niech się stanie”. Było to bardzo trudne, dlatego szukałeś jakiegoś oparcia wśród najbliższych Apostołów, ale zastałeś ich śpiących. Spodziewałeś się, Jezu, znaleźć wzmocnienie, w tych, których przed kilkoma godzinami zapewniałeś: „Już was nie nazywam sługami, ale nazwałem was przyjaciółmi”. Mieli ten czas z Tobą spędzić na modlitwie, ale przespali godzinę łaski i kiedy potem pojawiła się próba, oni uciekli. Jednakże nie robiłeś im wyrzutu, ale z czułością dodałeś: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie, duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.” A jak my zachowalibyśmy się w godzinie próby? Czy nie przespaliśmy danej nam godziny łaski? A może potrzebujemy dotrzeć do chwili kiedy zaczniemy płakać i modlić się swoimi łzami, by od tego momentu prawdziwie otworzyć serce na Twoje, Panie Jezu, słowo i dopiero odpowiedzieć: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Wybacz nam, Jezu, że z trudnością otwieramy serca na Twoje działanie, nie umiemy prawdziwie się modlić, bo nie potrafimy żyć z uchem nastawionym w Twoją stronę. Tak wiele mówimy, a tak mało słuchamy zapominając, że umiejętność słuchania innych to wielka wartość. Ten umie się modlić, kto umie słuchać. Przepraszamy, że bardziej wierzymy sobie aniżeli Tobie, Panie Boże, pomijając fakt, że Ty masz zawsze rację, nawet wtedy, kiedy mówisz nam gorzką prawdę o naszej słabości. Wybacz nam gadulstwo, które utrudnia Twoje działanie w naszych sercach. Nie udoskonalimy modlitwy bez opanowania sztuki milczenia. Milczenie to nic innego, jak nastawienie ucha na odbiór Bożego słowa, które samo w sobie jest już modlitwą. Zatem pamiętajmy, że milczenie i słuchanie to zasadnicze kroki w duchowym rozwoju, sprawiające, że w modlitwie możemy być jeszcze bliżej Boga…

Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty Panie przemów do nas w swym zbawczym słowie: „Jezus mówił ludowi: „Czy po to wnosi się światło, by je umieścić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, żeby je umieścić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!” I mówił im: „Baczcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dodane; a kto nie ma, pozbawią go nawet tego, co ma”. (Mk 4, 21-25)

Panie Jezu, w dzisiejszej Dobrej Nowinie dajesz nam wskazówkę jak mamy postępować wobec Ciebie i Twojej nauki. Przede wszystkim, Twoje nauczanie, Panie, nie ma być tajemnicą, skrywanym sekretem zarezerwowanych tylko dla ściśle wtajemniczonej uprzywilejowanej grupy. Bycie chrześcijaninem obliguje nas do tego, że najpierw poznajemy  Ciebie i Twoją naukę, wyznajemy naszą wiarę we wspólnocie, a potem dzielimy się nią z innymi oraz głosimy innym, zwłaszcza tym zagubionym i poszukującym. Równie ważna jest nasza własna odwaga do dawania świadectwa tego, że wierzymy w Ciebie, wyznajemy Twoje zasady. Nie chowamy się ze swoją wiarą, nie ukrywamy jej przed innymi, co wcale nie jest dzisiaj łatwą rzeczą i wymaga bardzo dużej odwagi z naszej strony.
Wybacz Jezu, że  obraz naszej wiary niejednokrotnie sprowadzany jest do prywatnej sprawy w obawie przed krytyką ze strony otoczenia w coraz bardziej zlaicyzowanym społeczeństwie. Przepraszamy za wiarę bez praktyk, za tych którzy wierzą w Ciebie, ale nie chcą mieć do czynienia z Kościołem i uważają, że mogą modlić się gdzie chcą. Wybacz Jezu, że nie rozwijamy naszej wiary, nie pogłębiamy jej zatrzymując się na jakiś poziomie zapominając, że  proces duchowego wzrostu trwa całe życie. Przepraszamy za obojętność wobec praktykowania wiary religijnej, wiarę w naukę, racjonalizm jak i całkowity brak wiary. Panie Jezu, przyjmij nasze zadośćuczynienie za autorów krytyk dążących do marginalizacji chrześcijaństwa, pragnących jednocześnie doprowadzić do dominacji małych grupek opierających swoje działanie na sile pieniądza i manipulacji medialnej, by pozbawić podmiotowości całe społeczeństwa.

Umiłowany Panie, nauczasz nas, że ciemności serca powoduje grzech, a z nim zaś coraz głębsze poczucie bezsensu, utratę radości życia, aż do porzucenia wszelkiej nadziei. Stąd nasze serca potrzebują światła, które uspokoi, wniesie nadzieję, pocieszy. Takim źródłem jesteś Ty Panie, który sam o sobie mówisz: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12). Twoja nauka jest nam potrzebna do tego, by na drogach, którymi kroczymy, gdzie czasami jest ciemno, mieć światło do odważnego stawiania kroków ku wieczności.

Jako ludzie wierzący powinniśmy sobą, swoim życiem, zachowaniami, swoją codziennością wskazywać na Światłość przychodzącą z wysoka, czyli na Ciebie, Jezu Chryste. Powinniśmy żyć tak, by inni patrząc na nas widzieli Twój, Panie, odblask. Ale będzie to możliwe jedynie wtedy gdy będziemy się Tobą, nasz Zbawicielu, karmić. Ostrzegasz nas, byśmy zważali na to skąd czerpiemy siły do codzienności, czego słuchamy i czym się karmimy. Słuchanie jest bardzo cenną umiejętnością i paradoksalnie coraz trudniejszą w świecie, gdzie jest pełno różnych zagłuszaczy. Wszyscy wokoło bombardują nas informacjami, a wiele z nich jest nieprawdziwych i wręcz szkodliwych. Aby w tym zgiełku odnaleźć Prawdę trzeba nam zagłębić się w Słowo Boże. Biblia jest kanałem komunikacyjnym między Tobą, Panie Boże, a nami, źródłem Boskiej mądrości dostępnym dla każdego z nas. Wystarczy codziennie karmić się Słowem, które z każdym kolejnym dniem staje się dla nas bardziej zrozumiałe. Pismo Św. dostosowuje się do poziomu słuchacza i niejako wzrasta razem z czytelnikiem. Przemawia zawsze na poziomie odpowiednim do słuchającego. Treści jakie wpadają w nasze ucho nie są bez znaczenia, a każde usłyszane słowo wyciska się w naszym wnętrzu i intelekcie. Jeśli słuchamy kłamstwa lub bezwartościowych treści to powoli nasze życie staje się takie, jak treści, którymi je karmimy. Jeśli chcemy, by nasze życie stawało się coraz dojrzalsze i piękniejsze musimy karmić się pokarmem, który będzie nas uszlachetniał, a nie degradował. Czyli Twoim Słowem i Twoją obecnością w  sakramentach a zawsze będziemy mieć wystarczająco dużo siły, by innym wskazywać na Ciebie, Panie Jezu.

Przepraszamy za słuchanie tego, co może nam zaszkodzić, niepotrzebnych informacji, bezwartościowej ludzkiej gadaniny wprowadzających zamęt i niepokój w sercach, zamiast uważnego słuchania Słowa Bożego z chęcią jego zrozumienia. Przepraszamy za traktowanie Twoich słów, Jezu, na równi ze słowami ludzkimi prze co możemy przegapić sens Twojego przesłania, by stawało się Światłem naszych serc i przewodnikiem życia. Psalmista wyznawał: „Twoje słowo jest pochodnią dla stóp moich, Panie, i Światłem na mojej ścieżce .”(119, 115) Wybacz nam Panie Jezu, że nie zawsze nasze życie i postępowanie jest dobrym przykładem dla innych, by zachęcić ich do kroczenia za Tobą. Prosimy o wybaczenie zachowań sprzecznych z Dekalogiem, z przykazaniami kościelnymi i etyką chrześcijańską, które niszczą relację z Tobą, Dobry Jezu i wspólnotą. Wybacz Panie, pochopne osądzanie bliźnich, co jest wyrazem braku miłości i zrozumienia, a wynika często z chęci poczucia się lepiej od innych i ukrycia własnych wad. Przepraszamy za fascynację złem we współczesnej kulturze, rozrywce, muzyce młodzieżowej, w czasopismach, filmach i Internecie co wpływa destrukcyjnie na życie religijne prowadząc do jego zniekształcenia lub porzucenia na rzecz pseudo duchowości. Umiłowany Panie, przyjmij nasze zadośćuczynienie za postawy chowania się, które sprawiają, że nie mamy pokoju serca, nie jesteśmy przejrzyści wobec samych siebie, bo udajemy zakładając maski. Trzeba nam pamiętać, że wszystko kiedyś zostanie odsłonięte, co jest tylko kwestią czasu. Przed Bogiem Ojcem zobaczymy swoje życie w całej prawdzie. Ukrywanie Prawdy zniewala, a Prawda – wyzwala. Amen

 

Witaj umiłowany Jezu! Witaj Hostio Święta, cichy Chlebie! Stajemy przed Tobą, Panie Jezu jako wspólnota wiary jednocząc nasze serca, myśli  w tej godzinie modlitwy. Chcemy trwać przy Tobie w Twojej ciszy, w Twoim słowie,  uwielbiać Cię, przepraszać i dziękować Ci za każdą łaskę szczególnie, że jesteś z nami. Niech ta godzina nie będzie jedynie słowem lecz żywym wołaniem duszy.  W Twoje ręce oddajemy ten czas modlitwy, prosząc, abyś uświęcił i poprowadził według Twojej woli.

Panie Jezu, jesteś drogą, prawdą i życiem. Jesteś życiem , nie tylko obietnicą życia wiecznego, ale źródłem życia już teraz. Tam, gdzie jesteś Ty, Jezu, tam jest sens, światło i nadzieja. Jesteś drogą, idąc za Tobą, idziemy właściwą drogą nawet jeśli po ludzku bywa trudna i niezrozumiała. Nie ma innej drogi do Ojca, jak przez Ciebie – ta droga prowadzi do miłości, która nigdy się nie kończy.  Jesteś prawdą, w świecie, w którym prawda bywa relatywizowana i zmienna, Ty pozostajesz niezmienny. Jesteś lekarzem, a my Twoimi pacjentami. Nie przyszedłeś by szukać idealnych ludzi, przyszedłeś do tych, którzy się źle mają – duchowo, emocjonalnie, moralnie. To tam, gdzie człowiek jest poraniony, niesprawiedliwy, zagubiony, tam chcesz wejść ze swoją uzdrawiającą mocą. Czasem próbujemy udawać przed Tobą, że wszystko w porządku, a Ty mówisz: „Przyjdź do Mnie taki, jaki jesteś. To nie powód by uciekać, to jest właśnie powód by przyjść”.

Panie Jezu, obecny w Najświętszym Sakramencie, rozgrzej w nas to, co zmarzło: wiarę, nadzieję, miłość. Uczyń nas ludźmi adoracji cichej i wiernej. Niech nasze życie będzie echem Twojej chwały, naszymi sercami płonącymi nieustannie dla Ciebie. Boże, Ty jesteś ponad wszystkim,  Ty jesteś źródłem, do którego tęsknią nasze serca, Ty jesteś wszystkim, czego pragną nasze dusze,  Ty jesteś miłością, która nigdy nie zawodzi. Ty jesteś pięknem, które przenika nawet najciemniejsze miejsca w naszych wnętrzach.

Nasza modlitwa jest rozmową z Tobą, przemów więc Panie do nas w swoim zbawczym słowie: Z Ewangelii  według Świętego Marka (Mk 3,7-12): „Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak  wiele działał. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży». Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały”

Panie Jezu, tłumy garnęły się do Ciebie, bo widzieli w Tobie realną pomoc i uzdrowienie. Przychodzili z różnych stron, potrzeba zbawienia nie zna granic. Różne bywały przyczyny napięć i niepokojów tych, którzy przychodzili szukać pomocy i siły. Na różne sposoby szukali pokoju i pocieszenia. Szukali dobrych lekarzy i przyjaciół, by pomagali im przezwyciężyć trudny stan. I oto zjawiłeś się Ty, Jezu, Prorok z Nazaretu, który przez swoje słowa i czyny wprowadzałeś pokój w ludzkie serca. Dlatego z wielką radością szły do Ciebie wielkie tłumy i słuchały Twoich nauk, które dawały im nadzieję. Nie pozwalałeś jednak by entuzjazm tłumu przejął kontrolę nad Twoją misją. Bo Ty, Panie chronisz przestrzeń ciszy i wolności, bo wiesz, że nawet religijny zachwyt może stać się naciskiem. Zachowujesz dystans przed zawłaszczeniem Ciebie i przed podporządkowaniem własnym celom.

Tak i dzisiaj szukamy dobrych terapeutów, aby leczyć nasze depresje, niepokoje, nasze lęki. Szukamy dobrego lekarza, który by leczył nasze dolegliwości. Ale nie szukamy najlepszego lekarza, jakim jesteś Ty, Panie. Przepraszamy Cię Jezu, że nie szukamy u Ciebie pomocy, nie wierzymy, że  możemy być  uzdrowieni i nie pragniemy uzdrowienia. Przepraszamy Cię Panie, że nie dostrzegamy dobra, które otrzymujemy od Ciebie, nie dzielimy się z innymi. Że nie wierzymy, że możesz uzdrowić moich bliskich, moją rodzinę, małżeństwo, które przeżywa kryzys, że masz w sobie Bożą Moc, uzdrawiasz ludzkie choroby fizyczne, a także duchowe. Nawet duchy nieczyste na Twój widok, padają przed Tobą i wołają „Ty jesteś Synem Bożym”. Ale Ty, Panie nie przyjmujesz ich świadectwa, bo wiara rodzi się z relacji i nawrócenia, a nie z krzyku i sensacji. Pokazujesz, że największe zagrożenia wiary rodzą się nie na zewnątrz, ale w sercu, z zazdrości, lęku. Prawdziwa droga do Ciebie prowadzi przez zaufanie, prawdę, wolność, które dojrzewają powoli, ale dają pokój.  Czytamy w Ewangelii: „…wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć.” My także możemy Cię dotknąć Panie w każdej Eucharystii. Jesteśmy obdarowani, ale nie umiemy się cieszyć tym co otrzymaliśmy. Przepraszamy Cię Panie, że często mamy swój plan. Że możemy Cię dotknąć i być jednocześnie głuchym na Twoje słowo. Chodzimy do kościoła, ale tak naprawdę skoncentrowani jesteśmy na sobie, własnych planach i oczekiwaniach. Ilu będących na Eucharystii jest dla Ciebie samego, żeby dziękować, uwielbiać. Ilu z nas jest w stanie powiedzieć bezinteresownie Tobie, kocham Cię, bo jesteś, bo zawsze o mnie pamiętasz.  Przepraszamy Cię. Wybacz, że w czasie Eucharystii, będąc tak blisko, że bliżej się nie da, nie ufamy, nie powierzamy się Tobie całkowicie ze świadomością, że Ty wiesz lepiej czego nam trzeba. Wybacz nam, Panie!

Dziękujemy Ci, Panie Jezu, że możemy tu być, trwać  i adorować Cię, wynagradzać za nasze grzechy.  Ty pragniesz dla nas uzdrowienia, uświęcenia i zjednoczenia z Tobą. Dziękujemy Ci i błogosławimy Cię. Amen.

 

Witaj Maleńka Miłości,  witaj Boże Dziecię! Przychodzimy dziś do Ciebie z sercami przepełnionymi miłością.  Patrzymy na Ciebie, malutkie dziecię leżące w żłobie i tak trudno jest nam sobie wyobrazić Ciebie w Ogrodzie Oliwnym. Przez ten krótki czas w ciągu całego roku, tak rzadko pojawia się słowo Krzyż na naszych ustach. Bo ten krótki czas Twojego narodzenia, to czas, gdy tak po ludzku, byłeś bezpieczny w ramionach Matki,  czas gdy czuwał nad Tobą święty Józef, to czas , gdy całe niebo i cała ziemia oddawały Tobie cześć i chwałę. I my też pragniemy czuwać przy Tobie w tej godzinie. Pragniemy oddać Ci gorąc naszych serc, aby już nigdy nie było Ci zimno; pragniemy oddać Ci całą naszą radość, aby smutek już nigdy nie gościł w Twoim sercu. Dziękujemy Ci Jezu za to zimno w tej świątyni. Oddajemy je Tobie, abyś już nigdy nie zaznał oziębłości ludzkich serc.

Maryjo, wtedy w Ogrojcu, nie byłaś obecna fizycznie.  Jezu, Ty  wiedziałeś  jak bardzo będzie cierpieć Twoja Matka i nie zniósłbyś widoku Jej cierpienia. Maryjo, czy wiedziałaś jak wielkie  znosić męki Twój syn?  Czy Twoje serce to czuło? Panie Jezu, jak mamy pogodzić nasz smutek z powodu tego co wydarzyło się w Getsemani i naszą radość z powodu Twoich narodzin? Dziś, ten czwartek to taki wyjątkowy dzień, który nam dałeś: 1-godzina, w której pragniemy wynagradzać Ci grzechy całego świata, w tym nasze własne 2- to także pierwszy dzień nowego roku 2026, któremu przewodniczy hasło „Uczniowie – Misjonarze”  i wreszcie Twoje święto Matko – Świętej Bożej Rodzicielki. Więc choć nie było Cię w Ogrójcu, ale jesteś dziś z nami. Trzymasz w ramionach nowo narodzone dziecię i wstawiasz się za nami, wypraszając nam łaski, które będą nam potrzebne w tym nowym 2026 roku.

Boże, u Ciebie wszystko ma swoje znaczenie. Dzisiejsze powiazania również. My ich nie znamy – ale z pokorą i ufnością przyjmujemy dziś wszystko co dla nas przygotowałeś. Dlatego teraz prosimy o dary Ducha świętego, abyśmy godnie realizowali wszystko to,  co przygotowane zostało dla każdego z nas. Ale Panie Jezu, za nim wlejesz w nasze serca swoją miłość, pozwól  nam przeprosić Cię za każde zło uczynione Tobie w poprzednim roku, pozwól nam wynagrodzić każdą krzywdę wyrządzoną Tobie w drugim człowieku.

Pozwól nam przeprosić Cię i wynagrodzić za zło uczynione  na całym świecie, ale w szczególności w naszej Ojczyźnie Polsce i naszej małej ojczyźnie – Słubicach: Przepraszamy Cię Jezu za wszelką niesprawiedliwość, wojny, jakie w poprzednim  roku toczyły się w świecie. Ale przyjmij też Jezu nasze pokorne „przepraszam” za te nasze niby małe, ale jakże wielkie „ wojenki” w narodzie polskim, za te wojny i waśnie w rodzinach, zwłaszcza toczone te przy wielkanocnym i wigilijnym stole; Przepraszamy Cię Jezu za zamachy terrorystyczne i bestialskie zbrodnie przeciw ludzkości; Przepraszamy Twoje Najukochańsze Serce za brak naszej modlitwy, za brak gorliwości i tęsknoty za Tobą. Przepraszamy Cię Jezu  za wszystkie komunie święte przyjęte świętokradzko  i za wszystkie sakramenty pokuty, które zostały odbyte byle jak, aby tylko odhaczyć. Przepraszamy Cię za brak sumiennego rachunku sumienia, za brak szczerego żalu za popełnione grzechy, za brak szczerej chęci zadośćuczynienia wyrządzonym krzywdom. Przepraszamy Cię Jezu za brak chęci poprawy, gdzie  nawet nie zadaliśmy sobie trudu, aby zapytać Ciebie jak mogę to zmienić. w jaki sposób mogę się poprawić?  Przepraszamy Cię Jezu za Twoje cierpienie, gdy widzisz ludzi odchodzących od kratek konfesjonału nadal z brudnym sercem  i zamkniętym na Twoją miłość. Przepraszamy Cię za brak  dostatecznej wrażliwości na cierpienie naszych braci chrześcijan, prześladowanych za wiarę. Panie Jezu, mamy tą łaskę, że żyjemy w Polsce, w kraju jeszcze nadal wolnym, w kraju, w którym nadal możemy otwarcie wyznawać naszą wiarę, naszą miłość do Ciebie. Dlatego tak trudno nam zrozumieć i przede wszystkim pamiętać o tym, że są kraje gdzie Twoje dzieci są prześladowane, gdzie przyznanie się do Ciebie karane jest więzieniem a nawet śmiercią. Panie Jezu, ci nasi bracia i siostry powinni być dla nas wzorem do naśladowania, a my nawet o nich nie pamiętamy. Przepraszamy Cię Jezu, za brak naszej modlitwy wstawienniczej za nich, za umocnienie ich wiary i sił fizycznych, aby mężnie znosili swój krzyż.

Przepraszamy Cię Jezu za zabójstwa, akty aborcji i eutanazji. Przepraszamy Cię Jezu za eksperymenty prowadzone na dzieciach nienarodzonych, za grzechy wrogów życia, za to, że człowiek czyni się panem życia. Przepraszamy Cię nie tylko za czyny tych morderstw, ale także za słowa, które spowodowały krzywdę czy też śmierć czyjejś odwagi, pomysłu, chęci pomocy.    Przepraszamy Cię Jezu za wszelką nienawiść i krzywdy, wyrządzane zwłaszcza bezbronnym i chorym, za brak pomocy dla głodujących i opuszczonych. Przepraszamy Cię Jezu za brak przebaczenia i chęci zemsty za poniesione krzywdy. Wybacz Jezu brak zrozumienia dla osób bezdomnych, pogardę wobec nich i wywyższanie się ponad nimi.

Przepraszamy Cię za rozwody, za rozbijanie małżeństw i łamanie wierności małżeńskiej, nie tylko tej fizycznej, ale również tej emocjonalnej. Przepraszamy Cię za  sprowadzanie sakramentu małżeństwa do roli kontraktu na poziomie finansowym i obopólnego zadowolenia. Wybacz Panie brak małżeńskiej modlitwy, wybacz brak zrozumienia roli mężczyzny jako męża i kobiety jako żony. Przepraszamy Cię Panie za lekceważenie obowiązków małżeńskich  i rodzicielskich. Wybacz Panie traktowanie posiadania potomstwa jako zbędne nakłady  finansowe, jako coś co przeszkadza w karierze zawodowej i samorealizacji. Przepraszamy Cię Jezu za te wszystkie małżeństwa, w których nie ma już „ my”, lecz dwoje „ ja” realizujące jakieś cele.

Przepraszamy Cię Jezu za uzależnienia- pijaństwo, narkomanie, seksoholizm, hazard, pracoholizm i wszelkiego rodzaju uzależnienia, które zabijają człowieczeństwo i nie pozwalają podejmować świadomych decyzji. Przepraszamy Cię Jezu za błędne decyzje rodzin osób uzależnionych, które  poprzez źle pojętą miłość nie ułatwiają, albo wręcz nie pozwalają wyjść z nałogu. Przepraszamy Cię Jezu szczególnie za grzech pijaństwa, który jest tak bardzo rozpowszechniony w naszym narodzie i jednocześnie tak bardzo marginalizowany. Przepraszamy Cię za wszystkie uroczyści, zwłaszcza te poświęcone Tobie, gdzie głównym gościem  przy stole był właśnie alkohol i TY Jezu byleś wręcz wyrzucony z domu. Przepraszamy Cię za grzechy handlu narkotykami, handlu ludźmi, handlu organami ludzkimi, gdzie sprowadza się życie ludzku do roli pożądanego przedmiotu.

Przepraszamy Cię Jezu za publiczną obrazę wiary, moralności chrześcijańskiej i lekceważenie krzyża Chrystusowego. Przepraszamy Cię Jezu za wszystkie skecze, kawały, żarty,  w których jesteś obrażany i wyśmiewany. Wybacz nam Jezu naszą postawę, gdy w naszej obecności obraża się Ciebie lub Twoich kapłanów. Wybacz nam brak naszej reakcji, aby nie  zostać posądzonym o brak dystansu, brak poczucia humoru. Przepraszamy Cię Jezu za nieuzasadnione opuszczanie niedzielnej i świątecznej Mszy świętej, za znieważanie dni świętych i niepotrzebną pracę w niedziele i święta. Przepraszamy Cię Jezu za wszystkie Eucharystie, w których Twoje dzieci były tylko stojakami     a nie uczestnikami Twojej uczty.

Przepraszamy Cię  za grzechy kapłanów, za ich brak wiary w Twoją realną obecność w Najświętszym Sakramencie. Przepraszamy za sprawowanie przez nich Twojej Najświętszej ofiary, rękoma brudnymi od grzechów. Ale też przepraszamy Cię Jezu z brak naszej modlitwy za nich. Przepraszamy Cię Jezu za grzechy popełnione w pracy, wobec sąsiadów i w naszych rodzinach, za brak miłości i życzliwości, brak poszanowania własności społecznej, nieuczciwość w pracy, nieżyczliwość i obojętność na ludzkie potrzeby. Przepraszamy Cię Jezu za naszą pychę, za to, że się z niej nie spowiadamy i , że się do niej nie przyznajemy. Przepraszamy Cię Jezu za brak naszej skruchy za grzechy zaniedbania. Panie Jezu, jest tyle jeszcze rzeczy, za które winniśmy Cię przepraszać. Pewnie byśmy byli tu rana i nie wyczerpalibyśmy tych wszystkich przewinień, którymi przybiliśmy Ciebie do drzewa Krzyża. Dlatego błagamy Cię Jezu za to wszystko, co uczyniliśmy złego, wybacz nam Jezu!

Panie Jezu cierpiący w Ogrójcu, ta godzina jest Twoja, ale cała Trójca święta, kochacie Matkę Przenajświętszą tak wielką miłością, że cała jest Pełna Łaski. A u Ciebie Boże nie ma przypadków, więc skoro ten dzisiejszy czwartek , pierwszy dzień Nowego 2026 roku jest Świętem Bożej Rodzicielki Maryi, będąc wraz z  Tobą Jezu w Getsemanii, świadomie i dobrowolnie oddajemy się  Tobie Jezu, przez ręce Najświętszej Maryi Panny. Przyjmij ten akt naszego oddania:

Maryjo, Matko Ciszy i Zaufania, stajemy  przed Tobą na granicy czasu. Za nami rok przeżyty — z jego światłem i cieniem. Przed nami  rok nowy 2026 — nieznany, jeszcze nienazwany, jak droga ukryta we mgle. Nie pytamy dziś, co przyniesie. Nie prosimy, aby był łatwy. Prosimy tylko, aby był przeżyty z Tobą i w woli Boga. Oddajemy Ci, Maryjo, cały Rok 2026 — nie tylko jego święta i radości, ale również dni zwyczajne, monotonne, ciche, trudne. Oddajemy Ci poranki, w których będziemy wstawać bez sił i wieczory, w których będziemy szukać sensu. Zawierzamy  Ci nasz czas, bo on nie należy do nas. Każda godzina, każdy oddech, każde spotkanie i każde pożegnanie niech zostaną złożone w Twoich dłoniach, abyś uczyła nas przeżywać je świadomie, z wdzięcznością i pokojem. Maryjo, oddajemy Ci nasze plany na rok 2026, ale jeszcze bardziej oddajemy Ci naszą gotowość na ich utratę. Oddajemy Ci nasze pragnienia, ale i naszą zgodę na to, że Bóg poprowadzi nas  inaczej, niż byśmy tego chcieli. Zawierzamy Ci nasz lęk przed przyszłością, niepewność jutra, obawy o zdrowie, pracę, relacje, świat. Ucz nas  wiary, która nie polega na kontroli, lecz na trwaniu przy Bogu, krok po kroku. Oddajemy Ci nasze serca w roku 2026 — z jego ranami, z jego zmęczeniem, z jego nadzieją, która czasem słabnie. Ucz nasz miłości, która nie jest emocją, lecz decyzją codziennej wierności. Maryjo, jeśli w tym roku przyjdzie samotność, bądź blisko. Jeśli przyjdzie choroba, bądź umocnieniem. Jeśli przyjdzie krzyż, ucz nas go nie odrzucać, lecz przeżywać z Chrystusem. Oddajemy Ci nasze relacje — te, które nas budują, i te, które nas ranią. Oddajemy Ci słowa, które będziemy wypowiadać, i milczenie, które będziemy musieli przyjąć. Ucz nas prawdy wypowiadanej w miłości. Zawierzamy Ci Kościół w roku 2026 — jego drogę, jego zmagania, jego świadectwo w świecie. Niech będzie wierny Ewangelii, nawet wtedy, gdy będzie to kosztować. Maryjo, oddajemy  Ci także godzinę naszej śmierci, jeśli miałaby nadejść w tym roku, nie z lękiem,  lecz z ufnością, że Ty będziesz blisko, tak jak byłaś blisko Jezusa pod krzyżem. Przyjmij, Matko, ten akt zawierzenia — nie jako piękne słowa, lecz jako decyzję serca. Niech w Roku 2026 wszystko, co się wydarzy, prowadzi nas bliżej Boga. Prowadź nas przez ten rok drogą światła i prawdy, aż do dnia, w którym czas ustąpi wieczności, a wiara stanie się widzeniem. Maryjo, w Twoje ręce oddajemy Rok 2026. Amen.

Witaj odwieczna Miłości, witaj chwalebny Zbawicielu! Przebywanie w Twojej obecności, w obecności Boga żywego, przemienia nas nawet wówczas gdy nie jesteśmy tego świadomi. Wpatrujemy się teraz w Świętą Hostię, w której stałeś się dla nas chlebem i wierzymy, że Ty jesteś wpatrzony w nas. Twoje spojrzenie miłości tak delikatnej, czułej i troskliwej do głębi nas przenika. Nie lękamy się już i chcemy położyć głowę na Twojej piersi, by jak umiłowany uczeń usłyszeć bicie Twego Boskiego Serca. Bądź uwielbiony, bądź pochwalony, bądź pozdrowiony, wołamy z głębi naszej nicości i dziękujemy za wszystkie łaski, którymi nieustannie nas obdarzasz, a szczególnie za to, że dałeś nam Siebie w Sakramencie ołtarza mówiąc: „ A oto Ja jestem z Wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” Mt 28,20.

Panie Jezu Chryste, z Twojej woli i z Twojej łaski dane nam jest uczestniczyć w dzisiejszej Godzinie Świętej, otwierać przed Tobą serca i umysły, by zadośćuczynić za wszelkie nasze nieprawości, grzechy naszych rodzin, popełniane w Słubicach, Ojczyźnie i na całym świecie. Niech czas tej modlitwy będzie ku Twojej chwale, tak by wszystkie nasze myśli i pragnienia skierowane były ku Twojej służbie i ku Twojej miłości. Niech wzrasta w nas pragnienie wynagradzania Twemu Najświętszemu Sercu.

Maryjo, to dzięki Twojemu „fiat”, dzięki Twojemu ofiarowaniu własnego ciała  w czystym oddaniu się Bogu, Słowo stało się ciałem w Twym łonie. W milczeniu i pokoju nosiłaś pod sercem i wydałaś na świat Tego, który wszystko dźwiga na swych barkach. Bądź naszą przewodniczką na drodze do Bożego Narodzenia, aby czas, w którym będziemy świętować narodziny Twojego Syna Jezusa Chrystusa a naszego Zbawiciela napełnił nasze serca radością i nadzieją. A teraz  wspomagaj nas, prosimy, w modlitwie wynagradzającej Twemu umiłowanemu Synowi.

O dobry Jezu, umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Św., oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia, porusz nasze serca, pokaż drogę, którą mamy kroczyć, pomóż pełnić wolę Ojca. Mądrości, która z ust Bożych wypływasz wszystko urządzasz, zewsząd cel dobywasz, przybądź i naucz nas roztropności, wieczna mądrości.

Panie Jezu, zbliżamy się do końca okresu adwentowego, czasu podwójnego oczekiwania. Zarówno na uroczyste obchodzenie Twojego pierwszego przyjścia na ziemię, we Wcieleniu oraz  oczekiwania na Twoje powtórne przyjście na końcu czasów. Pomyślmy, czy tak naprawdę pamiętamy o tym, że przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełniłeś Panie, Twoje odwieczne postanowienie, a nam otworzyłeś drogę wiecznego zbawienia? Czy jesteśmy wdzięczni za ten niesamowity akt miłości do każdego z nas? Tak łatwo poddajemy się pędowi życia, jesteśmy zatopieni w codzienności, pracy, obowiązkach i zapominamy, że powinniśmy zwolnić, poświęcić czas nie tylko na przedświąteczne porządki, zakupy, przygotowywanie jedzenia i prezentów, ale na modlitwę, refleksję nad własnym życiem, czytanie Słowa Bożego, udział w Roratach i rekolekcjach. Wybacz nam Jezu, że czas adwentowego nawrócenia traktujemy powierzchownie, kosmetycznie, bez zastanawiania się jakie owoce przynosi nasza wiara, czy nasze życie rzeczywiście się zmienia, czy jesteśmy lepszymi małżonkami, rodzicami, sąsiadami, pracownikami. Przepraszamy, że wiara wielu z nas nie zachęca innych do nawracania i naśladowania, a niejednokrotnie bywa wręcz tylko niedzielnym rytuałem nie mającym wpływu na poniedziałkowy poranek.

Musimy pamiętać, że adwentowy czas jest również oczekiwaniem na Paruzję i powinniśmy postawić sobie kilka pytań: czy już dziś rzeczywiście chcielibyśmy się spotkać z Tobą, Jezu, przychodzącym sądzić żywych i umarłych? Czy nasze życie jest posprzątane? Jak szybko dalibyśmy radę się spakować na drogę do wieczności? Aby odpowiedzieć choćby słabym i drżącym  głosem: „Gotowi jesteśmy na Sąd Boży”, przedtem winniśmy przyjrzeć się samym sobie, ciemnym stronom naszego życia.   Wybacz, Panie Jezu, naszą beztroskę w myśleniu o wieczności, odkładaniu  przygotowania na później, bo przecież jesteśmy za młodzi, jeszcze zdążymy. A tak naprawdę nikt z nas nie wie, czy to przypadkiem nie jest ostatni Adwent w naszym życiu, który przygotuje nas do przejścia na tamten świat. Zatem zawczasu trzeba nam pomyśleć o duchowym remoncie, o tym, by spowiedź przed świętami była równie solidnie przygotowana jak wigilijny stół. I to będzie dobry moment na uporządkowanie naszych serc, ale i wszystkich spraw z najbliższymi, z którymi będziemy spożywać wieczerzę wigilijną. Czy Adwent jest dla nas czasem radosnego oczekiwanie na Twoje, Panie przyjście, czy też beztroskiego spędzania czasu w oczekiwaniu na święta, to zależy wyłącznie od nas. Zatem, by nie zmarnować czasu Adwentu i Bożego Narodzenia, dobrze jest potraktować go, jako drogę duchowego postępu.

Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty Panie przemów do nas w swym zbawczym słowie: „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.” (Mt. 1, 18-24)

„Nie bój się wziąć do siebie Maryi” te słowa z dzisiejszej Ewangelii brzmią jak motto na ostatnie dni Adwentu. Mogą zostać odczytane przez nas także jako słowa na całe nasze życie. Przecież jest ono właśnie adwentem, czyli oczekiwaniem na ostateczne spotkanie z Tobą, Jezu, po naszej śmierci. Jak możemy zrozumieć to wezwanie i jak możemy je odnieść do siebie? Józef ma swój sposób na znalezienie wyjścia ze skomplikowanej sytuacji.  I my też mamy swoje sposoby, swoje strategie na rozwiązywanie problemów. Okazuje się jednak, że wiele z nich jeszcze bardziej nas pogrąża. Nasze różne uwikłania, uzależnienia, sposoby na odczucie ulgi, zadowolenia, poczucie świętego spokoju prowadzą do tego, że przekreślamy, choćby na chwilę, nasze zasady, wartości, to w co wierzymy, a potem, gdy powraca myślenie, żałujemy… Przepraszamy, że trudne sprawy czy decyzje chcemy rozwiązywać po swojemu nie słuchając Ciebie, Panie Jezu, bez otwarcia się na działanie Słowa Bożego, bez rozeznawania czy są zgodne z Twoją wolą, próbujemy po swojemu szukać własnego rozwiązania, swojej drogi, własnej  interpretacji, która wytłumaczy nas i nasze postępowanie.

Panie Boże, dla Józefa masz inną propozycję rozwiązania problemu: zamiast oddalenia – przyjęcie. Jakże często przychodzisz do nas pośród zmartwień, kłopotów i trudnych wyborów przeciwstawiając ludzkim sposobom rozwiązania tego co nas trapi, swoje – boskie. Ale by mogły przynieść owoc, wymagają od nas pełnego zaufania Tobie, nasz Panie, wymagają uwierzenia, że jesteś w stanie poradzić sobie z tym, co nas przekracza. To jest dla nas  niełatwe zadanie, bo sprawia, że  tracimy kontrolę nad swoim życiem. Nie znamy dokładnie Twoich planów, możemy jedynie oprzeć się na tym, że jesteś ich autorem. O wiele łatwiej jest nam pozostać w kręgu kontroli, bezpośredniego wpływania na to, co się dzieje. Panie Jezu, wybacz nam brak zaufania i zawierzenia Tobie naszych wewnętrznych zmagań i niepewności, co prowadzi do tego, że stajemy się bardziej przytłoczeni problemami, którym nie umiemy sprostać, smutni i osamotnieni. I w takiej chwili możemy albo opuścić nasze ręce w geście rozpaczy, albo wyciągnąć je do Ciebie, Jezu,  w zaufaniu i przyzwoleniu na to, co nam przygotowałeś. Józef tak właśnie postąpił, miał odwagę i w geście zaufania przyjął Maryję. Przepraszamy, że uparcie tkwimy w swoich różnych, irracjonalnych lękach, które czasami latami trzymają nas w szachu, ciągle powracają i nas ograniczają, podczas gdy Ty, nasz Mistrzu, proponujesz rozwiązanie wychodzące poza nasz dotychczasowy schemat myślowy. Tak jak powiedziałeś przez Anioła do Józefa, mówisz i do nas: wejdź w to, nie uciekaj przed tą sytuacją, nie kombinuj po swojemu, Ja Cię poprowadzę!  Pomyślmy, co powinniśmy zmienić w swoim życiu, w  jakim schemacie myślowym tkwimy, który sprawia, że poza chwilową ulgą dalej pozostajemy z nierozwiązanymi problemami, a na dodatek  z niechęcią do siebie, którą być może dajemy bardziej odczuć innym..

Powinniśmy wiedzieć, że życie duchowe jest procesem rozeznawania, ćwiczeniem  w rozpoznawaniu Twojego głosu, nasza Miłości, pośród tysięcy innych wewnętrznych głosów. W rzeczywistości mieszkają w nas głosy naszych emocji, przeszłych doświadczeń, nadziei, czy lęków i często wierzymy im, zwłaszcza tym, które mówią o naszej słabości, porażkach czy braku wartości. Nie każda myśl, głos mówi o nas to, kim naprawdę jesteśmy. Wiele z nich to echa starych zranień, niepokoju czy cudzych oczekiwań. Wybacz nam Jezu, nasze skupianie się, rozpamiętywanie czy wręcz pielęgnowanie negatywnych myśli zamiast ich odrzucania. Wybacz, że za mało modlimy się do naszych Aniołów Stróżów, by w trudnych momentach pomagali nam, podsuwali właściwe myśli, dawali dobre natchnienia, umacniali w podejmowaniu dobrych wyborów i oddalaniu złych. A przecież te boskie istoty posyłasz nam Panie Boże, by towarzyszyli nam w życiowej podróży i uobecniali Twoją bliskość. Kończąc rozważania tej Godziny Świętej zawierzmy św. Józefowi wszystkie te sytuacje, które nas przerastają, a może nawet przerażają. Niech będzie patronem tych, którzy chronią, biorą na siebie trudności, służą bez rozgłosu, a także naszych ciemności, naszych grudniowych nocy, pośród których możemy usłyszeć, Panie Jezu, delikatny Twój głos: „Nie bój się!”.