9 października 2025 r.
Witamy Cię, Miłości Wiekuista, słodki nasz Jezu! Wielbimy Cię, Panie, za to, że nie uzależniasz swej obecności wśród nas od tego, czy odwzajemniamy Twoją miłość i czy na co dzień w niej trwamy. Dziękujemy Ci za to, że kochasz nas bezinteresownie. Jesteś tak dobry, że kochasz nas nawet wtedy, gdy my ranimy Twoje Serce. Bądź uwielbiony za Twą troskę o to, abyśmy nie ustali w drodze do domu Ojca. Dobry Pasterzu, chwała Ci za to, że nigdy nas nie opuszczasz. Przeciwnie, gdy się zagubimy na drogach życia, Ty nas szukasz, a gdy nas znajdziesz, nie karcisz, ale przebaczasz nasze winy, przygarniasz do swego Serca i dajesz nam siły do trwania przy Tobie. Za tak wielką dobroć, dziękujemy Ci, nasz Odkupicielu!
Umiłowany Panie, który jesteś Słońcem świata, Słońcem, które zawsze wschodzi i nigdy nie zachodzi, Ty, który Twymi życiodajnymi promieniami stwarzasz, żywisz i rozweselasz wszystko na niebie i ziemi. Spraw, by Twoje światło wstało nad nami, którzy teraz podczas tej Godziny Świętej pragniemy czuwać wraz z Tobą, modlić się, wynagradzać i przepraszać za nasze grzechy i innych ludzi. Przenajświętsza Maryjo, nasza matko i królowo, Ty jesteś zawsze tam gdzie jest Twój umiłowany Syn. W Tobie i przez Ciebie Bóg do nas mówi. Wybłagaj nam, Maryjo, u Swego Syna, by zesłał moc Ducha Świętego na nas, abyśmy tu i teraz oraz w swoim życiu umieli pełnić Jego polecenie: Będziecie moimi świadkami aż po krańce Ziemi…
Panie Jezu, oto klęczymy przed Tobą obsypani twoimi łaskami, a tymczasem Ty, nasz Dobroczyńco, jesteś wyczerpany, konający, obarczony ciężarem naszych nieprawości i opuszczony przez Apostołów samotnie cierpisz w ogrodzie Getsemanii. Panie, jak trudno uwierzyć, że dla winowajców przeznaczyłeś lekkie i drogocenne brzemię Twojej hojności, a dla siebie zachowałeś gorycz agonii, zapomnienia i niezliczonych zdrad. Jeżeli uważasz nas za przyjaciół, podziel się z nami, ukochany Jezu, ciężarem Twoich smutków. I chociaż na to nie zasługujemy, jednak prosimy, byś raczył przyjąć naszą obecność i nieudolne próby przyniesienia Ci choć odrobiny ulgi i ukojenia Twego bezbrzeżnego smutku. O Miłości bez granic, w pokorze leżysz na ziemi, modlisz się, ofiarowujesz siebie, wynagradzasz i we wszystkim starasz się oddać Ojcu chwałę za zniewagi wyrządzone Mu przez stworzenia. Straszliwie cierpisz za dusze, które z powodu pokusy, czy stanu ducha, czy braku umartwienia, zamiast przylgnąć do Ciebie, czuwać i się modlić, zamykają się w sobie. Zamiast czynić postępy w miłości i w zjednoczeniu z Tobą, ospałe, posuwają się do tyłu. Przepraszamy Cię Jezu, nasza Dobroci. Gdy żarliwie się modlisz nawał wszystkich grzechów, nasze nieszczęścia, nasze słabości, najstraszliwsze zbrodnie, najokrutniejsze niewdzięczności ukazują się przed Tobą, rzucają się na Ciebie, przytłaczają Cię i ranią, aż krwawe krople spływają z Twego umęczonego ciała. Do tego ukazuje się przed Tobą wszelki bunt stworzeń odrzucających Twoją Wolę, które zamiast odnajdywać życie, wybierają śmierć. Przyjmij, Panie Jezu, nasze zadośćuczynienie za wszystkie uchybienia i grzechy, które są popełniane przeciwko Twojej Przenajświętszej Woli. Pragniemy przepraszać Cię za wszelkie złe myśli, które są cierniem dla Twojej Przenajświętszej głowy okrutnie Cię kłując, za wszystkie złe spojrzenia, które sprawiają, że krwawe łzy spływają po Twojej twarzy, za wszelkie straszliwe bluźnierstwa, okrzyki zemsty i oszczerstw, które rozbrzmiewają w Twoich najczystszych uszach. Przyjmij Panie Jezu, nasze słowa skruchy za grzechy pijaństwa, obżarstwa, uzależnień, nieprzyzwoitych rozmów, modlitw źle odmawianych, złych nauk oraz od całego zła, które człowiek czyni swoim językiem… Strapiony Jezu, przyjmij nasze wynagradzanie za skandale, złe czyny i złe przykłady dawane przez stworzenia, za oziębłość, obojętność, brak odwzajemnienia i ludzką niewdzięczność, które jak gwoździe przybijają Cię do krzyża. Przepraszamy za cały ból zadawany Ci przez ludzi, którzy swoimi złymi pragnieniami, nieuporządkowanymi uczuciami i bluźnierczymi uderzeniami serc poszukują innych miłości, zamiast pragnąć Twojej Miłości. Wybacz Jezu…
Zasadniczym przesłaniem dzisiejszej Ewangelii wg. św. Łukasza (Łk 11.5-13) są słowa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”. Naszym nieszczęściem jest brak wielkich pragnień i poszukiwań tego, co naprawdę ma wartość. Prośby kierowane do Ciebie, Panie Jezu, i pukanie do Twoich drzwi mówią o naszej woli spotkania z Tobą, relacji i o otwartości na Twoje działanie w życiu każdego z nas. Zatem powinniśmy wiedzieć, że modlitwa powinna zajmować w naszej codzienności pierwsze miejsce, bo jest nie tylko darem, ale także przywilejem, źródłem wewnętrznej siły prowadzącej do skutecznej aktywności. Dziś, Nasz Mistrzu, wskazujesz nam na jeszcze jeden atrybut modlitwy, a mianowicie na wytrwałość. Siłą do wytrwałej modlitwy jest nadzieja jej spełnienia, ale jeszcze bardziej zaufanie, że dobrze wiesz, Panie Jezu, czego nam tak naprawdę potrzeba.
Wybacz nam Panie Jezu, wszystkie rozproszenia na modlitwie, trudności, zniechęcenia, rutynę, leniwe bądź ociężałe przystępowanie do spotkania z Tobą. A przecież powinniśmy pamiętać, że kluczem do wytrwałości jest powracanie do modlitwy ze spokojem po roztargnieniach i szczerość serca, a nie doskonałość czy brak pokus. Przepraszamy Cię, Jezu Chryste, że chcemy podczas modlitwy, narzucać Ci naszą wolę, tak kręcić, lawirować byś spełnił nasze życzenia, zamiast poznania Twojej woli i całkowitego zawierzenia się Tobie i poddaniu się Twojej Opatrzności.
Jeżeli nasze modlitwy nie są wysłuchane to trzeba nam wiedzieć, że albo się źle modlimy, nie szukając woli Bożej, a uparcie trwając przy własnej albo też, Panie Jezu, doświadczasz nas, by zweryfikować naszą miłość. Wierność jest bowiem synonimem miłości, jeśli kochamy prawdziwie to trwamy, a nie załamujemy się, nie upadamy na duchu, nie rezygnujemy i nie odchodzimy od Ciebie, nasz Nauczycielu. Prawdziwa miłość potrafi przejść przez największe trudności, także tego pozornego odrzucenia, które nam się wydaje. Wybacz Jezu, że niejednokrotnie myślimy, że się modlimy, a tak naprawdę to rozmawiamy z własnymi emocjami, uczuciami, z własną przemądrzałością, z własnym ego i nazywamy to modlitwą. Prawdziwą modlitwę powinniśmy poznać po jej owocach i to nie natychmiast, lecz po pewnym czasie. Jednym z owoców modlitwy jest dojście do Prawdy, którą jesteś Ty, nasz Panie Jezu Chryste, ale i prawdy o nas samych. Mądrego zdefiniowania własnego życia i dostrzeżenie swojego duchowego rozwoju w pewnej przestrzeni czasowej, postrzeganie siebie bardziej zdroworozsądkowo, nazywanie rzeczy po imieniu i przyznaniu się do swoich błędów i słabości. Życie w Prawdzie wprowadza tylko prawdziwa, szczera, pełna wiary, ufności i miłości modlitwa. Nie poradzimy sobie jednak bez daru o jaki powinniśmy się modlić i jakiego Bóg Ojciec chce nam udzielić, wyjaśniasz nam to, Panie Jezu w dzisiejszej Ewangelii. Tym darem jest Jego Duch – Paraklet. Duch Święty jest tym darem, którego powinniśmy najbardziej pożądać. Przepraszamy, że zapominamy modlić się o dar Ducha Świętego, by zagościł w naszych sercach i naszym życiu. Przepraszamy, że nie modlimy się o podporządkowanie swojego życia Bożemu Duchowi i brak w nas przekonania, że tak naprawdę jedynym darem, którego potrzebujemy jest właśnie Duch Święty. Wszystko inne jest przemijające, chwilowe, jedynie On jest darem wiecznie trwającym. Amen


