31 lipca 2025 r.
Witamy Cię, umiłowany Jezu, ukryty w białej Hostii! Padamy na twarz przed Tobą w duchu najgłębszej pokory, wierząc i wyznając, że Ty, Panie, jesteś tu rzeczywiście obecny. Uwielbiamy blask nieskończonej Twej czystości, doskonałość Twojej sprawiedliwości, potęgę Twojej miłości. Ty jesteś światłem i siłą naszych dusz, przez Ciebie żyjemy, myślimy i działamy. Nieskończona Miłości ukryta na ołtarzach, na zawsze jesteś naszą nadzieją, pocieszeniem, mocą i najwyższym szczęściem. Czyż jesteśmy w stanie oddać Ci hołd godny Twojej nieskończonej dobroci? Będąc w Twojej obecności, nigdy nie odchodzimy bez specjalnego obdarowania. Jezu, Ty unicestwiasz w nas najbardziej gwałtowne namiętności i pochłaniasz nasze ludzkie przywiązania, a Twoje światło objawia naszą nędzę i wielkość Twoich darów.
Panie Jezu, w ciemności Ogrójca tak boleśnie skarżyłeś się apostołom: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci” i prosiłeś ich, by zostali z Tobą i czuwali. Odpowiadając na Twe wezwanie, pomni na to, że wspaniałomyślnie przyjąłeś kielich męki, by odkupić nasze grzechy, pragniemy trwać przy Tobie i wynagradzać Ci za wszystkie niewierności, które ranią Twoje Najświętsze Serce. Chcemy zwłaszcza zadośćuczynić, za wszelką niewdzięczność i zniewagi Ci okazywane, grzechy naszych rodzin, popełniane w Ojczyźnie i na całym świecie. Wiemy, że również i my nie jesteśmy bez winy, że tyle razy raniliśmy Cię i zdradzaliśmy, łamiąc Twoje przykazania. Dlatego wołamy: umocnij nas, Panie Jezu, utwierdź nas w wierze i miłości do Ciebie, abyśmy zawsze postępowali według natchnień Twego Najświętszego Serca. Maryjo, Matko Miłosierdzia, bądź przy nas podczas tej Godziny Świętej i wskazuj drogę do Ogrodu Oliwnego, gdzie będziemy mogli trwać u boku Twego cierpiącego Syna.
Panie Jezu, po raz kolejny w czwartkowy wieczór przyszliśmy do świątyni, aby czuwać wraz z Tobą podczas Twoich zmagań w Getsemani. Czy możemy jednak powiedzieć, że zawsze wypełniamy Twoją prośbę upominającą apostołów: „Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie?” Czy coraz dojrzalej przeżywamy ogrójcowe czuwanie u Twego boku? Czy bardziej zbliżamy się do Ciebie, nasza Miłości? Jeśli odpowiemy szczerze na te pytania, zdamy sobie sprawę, że czasem jeszcze jesteśmy zbyt ociężali, zmęczeni i łatwiej nam się skupić na naszych ludzkich potrzebach i ich zaspokajaniu. Prosisz: „Czuwajcie i módlcie się”, ale my, jak apostołowie, jesteśmy senni. Nie pomaga nawet to, że Ty sam przychodzisz i nas budzisz. Mobilizujemy się na chwilę, uczestnicząc w rekolekcjach lub dniach skupienia. Potem powracają stare przyzwyczajenia, odnawia się słabość z Ogrójca, przychodzisz i zastajesz nas śpiących, osłabionych w gorliwości.
Wybacz nam Jezu, że tak łatwo ulegamy rutynie życia, stresom, niepokojom, zabieganiem towarzyszącym dzisiejszym czasom i nie dbamy wystarczająco, nie pielęgnujemy relacji z Tobą.
Przepraszamy za zniechęcenie i oschłość duchową, którym ulegamy na różnych etapach naszego życia duchowego. A przecież powinniśmy często sobie przypominać, że zniechęcenie jest przejściowe i ma na celu wypróbowanie naszej wierności i pobożności. Na razie nie widzimy sensu w wypełnianiu woli Bożej i nie rozumiemy jej, ale jeśli będziemy się trzymali dobrych postanowień, to kiedyś zrozumiemy. Czytamy o tym w (1 Kor 12, 13): „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany”.
Przepraszamy za przekonanie o ludzkiej samowystarczalności, co jest przyczyną duchowej pustki, która łączy się z brakiem modlitwy. Niektórzy nie wierzą w jej skuteczność, zwłaszcza, jak szturm nieba nie od razu skutkuje rozwiązaniem trudnych spraw. Chcemy poprawy swojego losu, ale bez konieczności podjęcia jakiejkolwiek aktywności. Lepiej, by samo się dokonało. Zapominamy o tym, że Panie Jezu przez s. Faustynę wielokrotnie przypominałeś nam, jak wielkie znaczenie ma jeden, prosty z pozoru gest szczerej ufności w Boże miłosierdzie.
Przepraszamy za niechęć do podejmowania duchowego wysiłku i za wszelkie oznaki poddawania się duchowemu marazmowi i egzystencjalnej pustce wywołanej zniechęceniem we wzrastaniu w chrześcijańskiej doskonałości, zamiast zwrócenia się ku Tobie, Dobry Jezu i trwania na szczerej modlitwie.
Wybacz, że czasami chcemy swoją wiarę opierać na odczuciach, a chwile suchości, brak emocjonalnych uniesień uznajemy za porażkę. Trzeba wiedzieć, że największa wierność objawia się nie wtedy, gdy modlitwa daje radość, ale wtedy, gdy nie daje nic, a człowiek mimo to trwa. Panie Jezu, wszak działasz w ukryciu, w ciszy, w braku doznań. Wiara nie polega na tym, by zawsze coś czuć, ale by iść dalej, nawet gdy serce milczy..
Z ewangelii wg. św. Mateusza (Mt 13, 47-53) „Jezus powiedział do tłumów: «Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko?» Odpowiedzieli Mu: «Tak jest». A On rzekł do nich: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare». Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.”
W dzisiejszej Dobrej Nowinie, Panie Jezu wyraźnie mówisz: „Wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych.” Takie zdanie w dzisiejszym świecie nie spotka się z aprobatą, bo mówi o sądzie ostatecznym. Jesteśmy otoczeni informacjami o naszej własnej wolności, cieszeniu się chwilą, zaspokajaniu potrzeb i często daleko nam jest do rozmyślania o konsekwencjach naszych czynów. Jednakże należy o tym pomyśleć, aby nasze działania były ukierunkowane na to, co nadejdzie po śmierci. Trzeba przyznać, iż z trudem rezygnujemy z wygód, praw i bywamy oburzeni, kiedy jesteśmy czegoś pozbawiani. Powodem tego jest to, że często patrzymy tylko na siebie i utwierdzamy się w egoizmie. Taki styl życia jest w rzeczywistości bardzo próżny, choć na początku wydaje się idealny. Wielu ludzi, w tym nas chrześcijan, żyje tak jakby piekła nie było i nie chodzi tu o strach przed potępieniem, ale o świadomość konsekwencji. Możemy przecież wybierać zło, bo jesteśmy wolni, ale trzeba wiedzieć, że kiedyś za wszystko przyjdzie nam zapłacić. Życie ziemskie jest czasem naszego przygotowania do życia wiecznego. Jaka będzie nasza wieczność zależy od naszego dziś, od tego jak przeżywamy każdy nowy dzień, z Tobą Panie Jezu czy bez Ciebie, wbrew Tobie. Jak przeżyjemy ziemski etap naszej egzystencji od tego zależy całe nasze wieczne życie. O Panie, jesteś miłosierny i dajesz nam jeszcze jeden dzień, abyśmy się nawrócili i zmienili swoje dotychczasowe życie. Dajesz nam szansę na naprawę tego wszystkiego co do tej pory zepsuliśmy. Stawajmy więc jak najczęściej przed Tobą, Zbawicielu, ze skruszonymi sercami, wyznawajmy nasze grzechy i prośmy o Twoje miłosierdzie. Ty wszak nigdy nie odmawiasz łaski swoim dzieciom proszącym z pokornym sercem.
I teraz właśnie ośmielamy się prosić o łaskę przebaczenia za zuchwałą ufność w Boże miłosierdzie, co wypływa z braku skruchy, żalu za grzechy i chęci poprawy w połączeniu z naiwnym przekonaniem o nieograniczonym Twoim, Panie Boże, miłosierdziu a odrzuceniu Twojej sprawiedliwości.
Wybacz nam, umiłowany Jezu, zwątpienia i niepewności, które pojawiają się w trakcie prób naszej wiary, które mamy przejść świadomie i w sposób wolny. Przepraszamy za naiwne, bezmyślne zatracanie się w doczesności, nieprzemyślane i błędne wybory, które w konsekwencji oddalają nas od nadziei Królestwa Bożego.
Ubolewamy nad tym, że niejednokrotnie postępujemy beztrosko, nieroztropnie, jesteśmy nieostrożni w naszych decyzjach i popadamy w tarapaty. Nie myślimy o tym, że każdy detal powinien być przez nas przemyślany i wymodlony, bo jest gwarantem naszego ostatecznego sukcesu. Dobre wybory prowadzą do dobrego celu, złe zaś do samozniszczenia człowieka. Każda decyzja jest tą jedyną i wyjątkową, a wszystkie razem składają się na to, co nazywamy historią naszego życia…
Przepraszamy za odrzucanie czyjeś dobroci i pomocy twierdząc, że to poniża, a na wszystko trzeba zapracować osobiście, nikomu nic nie zawdzięczając. Nie rozumiemy, że egoizm jest nie tyle wadą co grzechem, który wszystko zwraca ku sobie, ubóstwia własne ja i we wszystkim szuka siebie.
Panie Jezu, przepraszamy za wszelkie oddalenie od bliźnich, podziały, urazy, niechęci, lęk przed wyniesieniem innych, zaspakajanie swoich nieposkromionych żądz, szukanie własnej wygody, wykorzystywanie innych i zrzucanie winy na nich oraz nieuporządkowane przywiązania niezgodne z tym czego Ty, Panie, pragniesz.
Wybacz nam Panie nadmierne koncentrowanie na swych wewnętrznych napięciach: grzeszności, odczuciach, samoocenie, zamiast okazywania czynnej miłości innym ludziom. Wszyscy potrzebujemy wzajemnie okazywanej sobie dobroci. To uleczy bardziej nasze zranione serca niż poszukiwanie Twojej, miłosierny Jezu, pomocy w odosobnieniu i trwaniu w zniechęceniu wobec ludzi i siebie samych. Trzeba pamiętać, że pomoc serca bardziej jest potrzebna niż pomoc rąk tu, gdzie jesteśmy. Amen



