28 maja 2026 r.

Witamy Cię, kochający Jezu! Klęcząc przed Tobą, ukrytym w znaku chleba, pragniemy Ci powiedzieć: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Ty wiesz, że pragnę Cię kochać jeszcze więcej”. Naucz nas, Panie Jezu, coraz gorliwiej, z coraz szerzej otwartym dla Ciebie sercem, powtarzać za św. Piotrem i za Janem Pawłem II wyznanie miłości. Spraw, aby każda chwila dzisiejszej Godziny Świętej, którą będziemy przeżywać, zrodziła się z naszej miłości do Ciebie, pragnienia bycia z Tobą  i wynagradzania za wszelkie zło, którym jest ranione Twoje Przenajświętsze Serce. Choć wobec Twej nieskończonej potęgi i świętości, jesteśmy niczym, a przez grzech występowaliśmy przeciw Tobie, to jednak wezwałeś nas do przyjaźni z Tobą i do udziału w Twoim boskim życiu. Przebaczasz nam grzechy i wprowadzasz w świat miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. Chwała Tobie, Królu Niebios, który chcesz przebywać w Getsemani  skromnego tabernakulum. Na kolanach i z wielkim skupieniem wewnętrznym prosimy Cię, o Jezu, o światło do poznania Twego Najświętszego Serca, o łaskę kochania Go coraz bardziej i przysparzania Mu chwały. Przyszliśmy tutaj, by  z naszą nędzą czuwać wraz z Tobą w Ogrodzie Oliwnym, gdyż chcemy choć trochę zasmakować goryczy Twego ogromnego smutku i opuszczenia. Udziel nam łaski, o Panie, byśmy z jak najżywszą wiarą przybliżyli się w teraz do kielicha Ogrójca.

Maryjo, Matko adorująca Syna, ucz nas wpatrywać się w biel Świętej Hostii z Twoim radosnym zadziwieniem. Wyproś nam spojrzenie przenikliwe, zdolne rozumieć Słowo i spojrzenie rozpromienione radością spotkania ze Zmartwychwstałym. Ucz nas, Maryjo, Matko nasza otwierania serca na dar miłości, na dar Ducha Świętego, który poprowadzi nas do pełni zjednoczenia z Jezusem.

Za kilka dni skończy się maj – miesiąc maryjny, w którym w sposób szczególny modlimy się do Matki Najświętszej. Twoje słowa, Panie Jezu „Niewiasto, oto syn twój… Oto matka Twoja.” wypowiedziałeś wisząc na krzyżu nie myśląc o swoim bólu lecz o Maryi, swojej Matce i o umiłowanym uczniu, św. Janie. Dajesz nam Matkę, która nie ucieka gdy było ciężko, ale uczy nas, jak trwać przy Bogu, gdy wszystko inne się rozpada. Trwa tam, gdzie inni zwątpili, pokazując, że miłość to przede wszystkim obecność, a nie wielkie słowa czy czyny. Jan bierze Maryję do siebie, czyli do swojego życia, do swojej codzienności i do swego domu. I to jest także wezwanie dla każdego z nas, bo potrzebujemy kogoś kto nauczy nas stać pod krzyżem własnych trudności bez paniki. Zaproszenie Maryi do codzienności sprawia, że nie będziemy sami ze swoimi problemami. Ona pomaga trwać apostołom na modlitwie i czekać na Ducha Świętego w chwilach niepewności. Tak samo pomaga nam kiedy brakuje sił do działania lub gdy czujemy duchową pustkę. Jej obecność wnosi pokój tam, gdzie panuje chaos. Wziąć Maryję do swojego domu wcale nie oznacza odmawiania wielu dodatkowych modlitw, ale chodzi o wzór do naśladowania, by mieć przy sobie kogoś bliskiego, kto zawsze wskazuje na Ciebie, Panie Jezu.  Przepraszamy za brak relacji z Twoją Matką, że nie zapraszamy Jej do swoich decyzji, codziennych obowiązków, trudnych spraw i nie dostrzegamy obszarów, których moglibyśmy oddać Maryi. Panie Jezu, dajesz nam Maryję, abyśmy przez wiarę spojrzeli na najbardziej bolesne wydarzenia swego życia: zaniedbania miłości, zranienia, uzależnienia, grzechy, które niszczyły naszą godność. Abyśmy spojrzeli na nie tak, jak Maryja pod krzyżem spojrzała na Ciebie, Jezu, czyli z miłością. Najdroższy Jezu, Ty chcesz by w naszym życiu objawiła się moc Twojej miłości. Abyśmy przyjęli ją i zaufali jej ucząc się patrzyć na wszystko, co nas spotkało i co jeszcze nas w życiu spotka, z wiarą pełną miłości. Jeśli zaufamy temu spojrzeniu miłości i będziemy mu wierni w naszym życiu, wtedy tak jak Maryja doświadczymy bycia przeprowadzonymi przez doświadczenia miecza boleści. Wybacz, Jezu, brak posłuszeństwa Twemu wezwaniu, by przyjąć Maryję jako naszą własną Matkę, która chce uczyć nas miłości, wiary i całkowitego zaufania. Przyjmij nasze zadośćuczynienie za wszystkie  grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi. O Jezu, źródło niewyczerpanej litości, mimo ewidentnych i rażących występków, mimo grzechu i bagna, w które popadamy i czasem nawet nie chcemy  z niego wyjść, oddajesz nam swoją Mamę za Matkę. Dziękujemy Ci Dobry Boże za każdy krzyż, który mimo buntu i niezrozumienia staramy się nieść. Dziękujemy, bo wiemy i czujemy, że nie jesteśmy sami, że zawsze pod krzyżem naszych ograniczeń i słabości możemy przytulić się do czułej i zatroskanej Matki Maryi. Wierzymy, że przy Maryi wytrwamy najcięższe życiowe próby, jakie nas jeszcze czekają…

Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty Panie przemów do nas w swym zbawczym słowie: Jezus z uczniami przyszedł do posiadłości zwanej Getsemani i rzekł do nich: «Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę i tam się pomodlę». Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną». I odszedłszy nieco do przodu, padł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!» Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: «Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe».
Powtórnie odszedł i tak się modlił: «Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!» (Mt 26, 36-42)

Umiłowany Jezu, jakże często przypominamy uczniów w Ogrodzie Oliwnym, którzy ulegają zmęczeniu, różnym słabością i uciekają w sen. Może odruchowo i w nieuświadomiony sposób chcieli zapomnieć o tym wszystkim, co w życiu trudne i bolesne. Być może przyczyną tego był smutek, który emanował z Ciebie, nasz Mistrzu, a Twój wygląd, do którego nie byli przyzwyczajeni napełnił ich lękiem. Ty, Panie, przeciwnie Jesteś bardzo świadom tego, co Cię czeka i umacniasz się w świadomości bycia w rękach Ojca. My, niestety często w sytuacjach stresujących, nadchodzącego trudu czy cierpienia zachowujemy się irracjonalnie, uciekamy w sen lub inne dziwne zachowania. Wybacz Jezu, że w takich chwilach nie powierzamy się dobremu Ojcu wzbudzając w sobie wiarę, że przeprowadzi nas przez wszystko, co budzi lęk i grozę. Przepraszamy za łatwość uleganiu apatii, znużeniu, lenistwu co powoduje, że widzimy nasze życie w ciemnych barwach. Gdy tymczasem każdy z nas wezwany jest do tego, aby realnie widząc niebezpieczeństwa świata, kroczyć z odwagą i podniesioną głową, głosząc Ciebie, dobry Boże i Twoją miłość tu na ziemi.

Panie Jezu, zwróciłeś się do uczniów z prośbą: „Zostańcie tutaj i czuwajcie ze Mną”. Potrzebowałeś ich obecności, towarzyszenia, ich serc i miłości. Jeśli kogoś kochamy, to chcemy spędzać z tą osobą jak najwięcej czasu. Potrafimy się tak zorganizować, aby móc przebywać z nią jak najdłużej i jak najczęściej. Wybacz Panie, że bezmyślnie tracimy drogocenny czas na coś niepotrzebnego, zamiast  spędzania go z Tobą na modlitwie, w sakramentach, chwili medytacji, dobrych myślach. Przepraszamy, że nie dostrzegamy w naszym otoczeniu ludzi, którzy mają „smutną duszę” potrzebujących naszej obecności, pocieszenia czy chociażby chwili uwagi.

„Czas to miłość” – te słynne słowa wypowiedziane przez bł. kard. Stefana Wyszyńskiego nigdy nie stracą na aktualności. Możemy je także rozważać w kontekście dzisiejszego święta Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Tobie, Jezu, dzisiaj oddajemy cześć jako miłosiernemu i wiernemu Arcykapłanowi, który Jesteś jednocześnie Ofiarą jednoczącą nas z Bogiem. Twoje miłosierdzie objawia się w postawie służby wobec nas, Twoich braci, bo biorąc na siebie jako okup ciężar naszych win wyzwoliłeś nas od grzechu i śmierci za cenę własnego życia. Jedną, jedyną ofiarą zgładziłeś, Zbawicielu, wszystkie nasze grzechy, a podczas Eucharystii dziękujemy za to Bogu Ojcu, przywołujemy owoce Twojej ofiary, byśmy byli jej uczestnikami. Istnieje jedno Chrystusowe kapłaństwo, a wszyscy ludzie, którzy przyjęli sakrament święceń, mają w tym udział. Jezu, Ty  dajesz nam kapłanów po to, abyśmy mieli okazję do pomnażania miłości przez czas spędzony z Tobą podczas Mszy św. Wybacz, że nie doceniamy wartości każdej Eucharystii i nie pielęgnujmy tych uprzywilejowanych chwil, aby nasza miłość ciągle wzrastała.

Panie Jezu, jesteś Najwyższym Kapłanem, to znaczy, że nikt z ludzi nie jest wyższy od Ciebie, a kapłaństwo ma być służebne, uniżone i pokorne. „Tylko Tyś jest Panem, tylko Tyś Jedyny, tylko Tyś Najwyższy. Jezu Chryste”, śpiewamy w mszalnym Gloria.  Najdroższy Jezu, do Ciebie ludzie lgnęli, zwłaszcza grzesznicy, ludzie zmarginalizowani, chcieli z Tobą być i Cię słuchać. Niestety, nie do wszystkich księży wierni mają odwagę podejść, zadać pytanie, podzielić się swoimi wątpliwościami. Wyniosłość kapłana względem drugiego człowieka jest dotkliwa i taki sposób traktowania ludzi rzadko kiedy podyktowany jest prawdziwą żarliwością i troską o zbawienie człowieka, nawet jeśli tak jest uzasadniany. Częściej jest on wynikiem deficytów osobowych i osobistych księdza, których nie uświadomił sobie lub, które w sobie maskuje i od których ucieka, jest wynikiem jego samotności, porażek, z których nie wyciągnął wniosków. Wybacz, Panie…

Trzeba nam modlić się za kapłanów, by zawsze mieli w sercu wzór Twojego kapłaństwa Jezu, by odkrywali cel swojej posługi poprzez Twoją, Chryste, posługę, a wypowiadając podczas Eucharystii słowa „To jest Ciało moje.. To jest Krew moja”  utożsamiali się z nimi i by były autentycznymi słowami, przez które Ty, nasz Nauczycielu, mówisz w nich. Wybacz, Jezu, tym kapłanom, których opanowuje poczucie bezsensowności swojej posługi, gdy nie widzą namacalnych owoców ich dobrych kapłańskich wysiłków. Przebacz tym, którzy są słabej wiary i wątpią w Twoją realną i substancjalną obecność podczas sprawowania mszy św. Prosimy o wybaczenie tym księżom, którym brak miłości, delikatności, troski o to, by żadna partykuła, cząstka Twego Najświętszego Eucharystycznego Ciała nie została sprofanowana.

W dzisiejsze święto Kościół zachęca kapłanów, aby prowadzili życie całkowicie oddane Bogu i ludowi Bożemu, stając się coraz bardziej podobnymi do Ciebie, Arcykapłanie. My zaś zaproszeni jesteśmy do intensywnej modlitwy o uświęcenie duchowieństwa, a także do podjęcia głębszej troski o własną świętość, która jest realizacją kapłaństwa powszechnego ochrzczonych. Wtedy zarówno pracujący w parafiach i szkołach kapłani, jak również każda chrześcijańska matka i ojciec, dziadek i babcia staną się prawdziwymi „idolami” dla młodego pokoleniami, wzorami ofiarności, wspaniałomyślności i niewyczerpanej dobroci. Żywymi drogowskazami zachęcającymi do życia zgodnie z Twoim, Najwyższy i wieczny Kapłanie przykładem i żywą inspiracją w odkrywaniu powołania do kapłaństwa służebnego.

Panie Jezu Chryste, Najwyższy i Wieczny Kapłanie, Ty ofiarowałeś samego siebie na ołtarzu krzyża dla zbawienia świata. Wejrzyj na swój Kościół, który karmisz Chlebem Życia i poiłeś Krwią Przymierza. Umocnij kapłanów, aby byli wiernymi świadkami Twojej miłości, a nas wszystkich prowadź drogą świętości. Uczyń nasze serca pokornymi i czystymi, abyśmy w każdej Eucharystii jednoczyli się z Tobą i stawali się narzędziami pokoju, który płynie z Twojej ofiary. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen