27 lutego 2025 r.

Witaj, o najsłodszy Jezu, ukryty w Przenajświętszej Hostii, tak bardzo nas miłujący i ofiarujący się za nasze grzechy. Pozwól nam spędzić w najściślejszym zjednoczeniu z Twym Sercem konającym w Ogrójcu tę Godzinę Świętą, której żądałeś od Twej wiernej Oblubienicy, świętej Małgorzaty Marii. O Zbawicielu, godzien największej czci i uwielbienia, daj nam wziąć jak najobfitszy udział w Twych niewypowiedzianych boleściach oraz w smutku i trwodze, które przenikały duszę Twej Najświętszej Matki w czasie tej strasznej i bolesnej nocy. Aby dopełnić to, czego nie dostaje naszej nieudolności, ofiarujemy Ci uczucia Twej Najświętszej Matki, świętej Małgorzaty Marii i wszystkich dusz, które umiały i umieją pocieszać Cię w tej tajemnicy boleści i miłości. Rozpoczynając tę dzisiejszą Godzinę Świętą chcemy oczami wyobraźni w duszy ujrzeć Cię Panie jak po ustanowieniu Sakramentu swej miłości opuszczasz Wieczernik i udajesz się do samotnego ogrodu. Wyświadczysz nam Jezu szczególną łaskę, wołając nas na świadka Twoich boleści i na łączenie się z Twoją modlitwą. „O Jezu, jakie to wielkie Twoje dobrodziejstwo, więc spieszymy  za Tobą, nasz dobry Mistrzu! Pragniemy w tej godzinie czuwać i modlić się z Tobą… Ale przyjdź nam z pomocą i poślij nam swego Ducha Świętego, abyśmy mogli ściślej się z Tobą zjednoczyć.  Duchu  Święty przyjdź! Miłości przyjdź! Światłości przyjdź!..

Panie Jezu padasz twarzą na ziemię, jęcząc pod ciężarem nieprawości całego świata. Dobrowolnie przyjąłeś je na siebie i ofiarowałeś się na ich zgładzenie, a jednak przejmuje Cię tak wielka zgroza na ich widok, że z nadmiaru bólu i upokorzenia zdajesz się być bliskim śmierci. Oddajemy Ci Jezu najgłębszą cześć Twojej Najświętszej Ofierze i błagamy o prawdziwy wstręt do grzechów, o głęboki i żywy żal za wszystkie nasze grzechy. Jezu, zostajesz sam przed obliczem swego Ojca nieskończenie świętego, który nie patrzy już na swego Boskiego Syna jako na przedmiot swego upodobania, lecz widzi w Tobie Ofiarę, na którą musi spaść cała Jego sprawiedliwość.  Upadamy do Twoich nóg i pragniemy oczami wyobraźni wyznać Ci z miłością: „O Jezu, tak często opuszczałem Ciebie, zasmucałem Twoje Serce moimi grzechami. Dobry Mistrzu, oto wracam do Ciebie. Obym od tej chwili zdołał dochować Ci wierności!” Pod naciskiem bólu i cierpienia wołasz Jezu: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci”. Miecz obosieczny przeszywa Twe Serce, a jest nim miłość do Ojca i miłość do nas, ludzi…Jezu Chryste  wynagradzasz swojemu Ojcu za zniewagę i obrazę, jaką grzech wyrządził Jego Majestatowi, a mimo to grzech nadal będzie popełniany, a świętość Boga Ojca znieważana… Pragniesz zbawić ludzi, zatrzymać ich nad wieczystą przepaścią, a tylu z nich wzgardzi tą Twoją miłością, tylu pójdzie na zatracenie, pomimo Twego poświęcenia i miłości. Nadmiar bólu i udręczenia obala Ciebie Panie na ziemię,  wpadasz w konanie i zdajesz się być bliskim śmierci.

Panie Jezu widzisz i nas. Widzisz, jak mało posiadamy męstwa w zwyciężaniu siebie, widzisz naszą niewdzięczność i niewierność. Ponieważ przyczyniliśmy się do boleści i konania Twego Serca pragniemy pocieszyć Cię, szczerym nawróceniem, podzielić Twe boleści. W uniżeniu łączymy się z Twymi uczuciami i pragniemy naśladować Cię w poddaniu się woli Bożej, postanawiamy przy każdej sposobności mówić do Twojego Ojca, który jest i naszym Ojcem: „Twoja wola, mój Ojcze, Twoja wola, a nie moja niech się stanie”. Idziesz Panie Jezu do swoich uczniów, ale zastajesz ich śpiących, smutny wracasz na miejsce modlitwy. Znowu upadasz na twarz i Twoje Przenajświętsze Ciało okrywa się krwawym potem, który kroplami spada na ziemię. „O Krwi Najdroższa, Krwi Najświętsza, spłyń na nasze  dusze, aby je oczyścić na zawsze! Wylej się na wszystkich grzeszników! O Krwi Boska, w Tobie nasza jedyna nadzieja!”. Ach, jakże wielka jest Twoja miłość!

Chcemy Ci za to wszystko wynagrodzić powtarzając – wynagradzamy Ci, o Panie!:

  • Za nasze nieuszanowanie w miejscach świętych,
  • Za nasz brak przygotowania na przyjęcie Sakramentu Twej miłości,
  • Za nasze oziębłe dziękczynienia,
  • Za nasze grzechy pychy i zmysłowości,
  • Za dawanie złego przykładu,
  • Za grzechy, których byliśmy powodem i przyczyną,
  • Za wszystkie grzechy naszego życia,
  • Za bluźnierstwa niewiernych i znieważanie Twej Matki Najświętszej,
  • Za błędy i kłamstwa odstępców od wiary świętej,
  • Za tych, którzy zaniedbują Twoją służbę,
  • Za ludzi profanujących dni świąteczne,
  • Za świętokradców rabujących Twoje świątynie i ołtarze,
  • Za grzeszników szerzących zepsucie i zgorszenie wśród świata,
  • Za ludzi znieważających Sakrament Miłości,
  • Za prześladowców Twoich Świętych na całym świecie.

O Miłości opuszczona! O Dobroci niepoznana! Tak bardzo pragniemy złożyć Ci zadośćuczynienie za wszystkie nasze winy i dziękczynienie za tyle łask i dobrodziejstw, którymi nas obdarzasz. Ale – niestety – jesteśmy tak bardzo słabi i nędzni, że możemy się tylko korzyć i błagać u Twoich stóp. Nasze serca są otwarte przed Tobą – widzisz w nich nasze pragnienia i naszą słabość.  Wzbudź w naszych sercach żal za grzechy, pokorę, ufność i miłość. Bądź naszą siłą, światłem, pociechą i zjednoczeniem naszych serc tu na ziemi, a po trudach tego życia – naszym niewyczerpanym skarbem i naszym wiecznym szczęściem w niebie.

Panie Jezu, nasza modlitwa jest dialogiem, więc przemów do nas w swoim zbawczym słowie: Z Ewangelii według św. Marka (Mk 9, 41-50): „Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. Bo każdy ogniem będzie posolony. Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą!”.

Panie Jezu jesteś dzisiaj wobec nas bardzo wymagający i mówisz o niezwykłym radykalizmie w odrzucaniu grzechu, aby nie pójść do piekła. Abyśmy nie byli dla kogoś zgorszeniem, byśmy odcinali się od grzechu, a nawet od pokus. Można gorszyć kogoś swoim postępowaniem niezgodnym z tym, co się mówi. Można kogoś niepotrzebnie denerwować swoją postawą, natręctwem, wprowadzaniem w błąd i wieloma innymi rzeczami. Te części ciała, które wymieniasz Panie jako te, które gorszą, są jakby wskazaniem naszych złych skłonności. I tak w sercu może zrodzić się zazdrość, gdy widzimy że np. sąsiadowi lepiej się wiedzie, ma lepszy samochód, ładniejszą żonę czy lepiej urządzone mieszkanie. Wówczas czujemy się nieszczęśliwi i całą swoją uwagę skupiamy na tym, aby mu dorównać lub przewyższyć. Tracimy przez to właściwy stosunek do rzeczy materialnych, zapominamy o najbliższych, a przede wszystkim o Tobie, Boże. Tak naprawdę wtedy bogiem staje się rzecz, którą chcemy posiąść lub osoba, której względy pragniemy zdobyć. Nie powinniśmy pragnąć tego co jedynie zaspokaja materialne i grzeszne potrzeby. „Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”.  Twój wymóg Jezu jest wymogiem miłości i wzrostu. Powinniśmy dojrzeć do tego, by podać szklankę wody potrzebującemu, nie interesownie, lecz z miłości. Powinniśmy odkrywać Ciebie, Chryste w najbardziej potrzebujących i ubogich. Wszyscy musimy przejść próbę ognia. To ogień miłosierdzia i miłości, który nas oczyszcza z naszych grzechów, aby być solą, która nadaje smak miłości, służby i dobroczynności. To w modlitwie i w Eucharystii odnajdujemy siłę wiary i dobrego smaku Twojej soli.

Jezu mówisz: „ A kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze”. Surowo krytykujesz i potępiasz  tych, którzy czynią zło i zgorszenie, którzy oddalają tych najmniejszych od dobroci i łaski Bożej. Dzisiaj świat boi się tych najmniejszych, a szczególnie tych jeszcze nienarodzonych. Przepraszamy Cię Panie Jezu za upowszechnianie aborcji, która  ma rzekomo przyczynić się do ratowania środowiska; za to, że dziecko w łonie matki określane jest mianem „pasożyta”, że człowiek to „rak” na ciele naszej planety. Przepraszamy Cię za to, że dzieci stają się ofiarami ideologicznych eksperymentów, które mają na celu oderwanie ich od wartości rodzinnych i patriotycznych. Przepraszamy za to, że tak mało rodziców ma świadomość tego, co dzieje się w szkołach, że tak lekką ręką oddają swoje dzieci urzędnikom. Przepraszamy Cię Panie za dokonujący się proces ograniczania nauczania religii w szkole, do sprowadzania nauczania religii do rangi drugorzędnego przedmiotu a nawet podejmowania decyzji zmierzających do usunięcia w ogóle ze szkół. Przebacz nam Jezu!

Módlmy się o przemianę serc rodaków, uwolnienie od złości, nienawiści, różnicy w poglądach politycznych, które prowadzą do podziałów w rodzinach, kłótni i nie odzywania się do siebie przez lata.  Te podziały w naszej Ojczyźnie, w naszych rodzinach zanurzamy w Twoich ranach, Jezu. W Twoich ranach jest nasze uzdrowienie.

Kończąc Godzinę Świętą mówimy z pokorą: „Zbyt wielka była nasza śmiałość, że chcieliśmy przeniknąć tajemnice Getsemańskiego Ogrodu, tajemnice tak bolesne i zarazem pocieszające. Przebacz nam, o Jezu! Ale też pozwól, niech często wracamy tutaj w duchu, niech tutaj czerpiemy miłość, moc i męstwo, niech tutaj nasza modlitwa staje się wytrwałą, pełną ufności i zdania się na Twoją wolę Bożą, a miłość dla biednych grzeszników niech wzrasta w siłę i gorliwość”. Amen