22 stycznia 2026 r.

Witaj umiłowany Jezu! Witaj Hostio Święta, cichy Chlebie! Stajemy przed Tobą, Panie Jezu jako wspólnota wiary jednocząc nasze serca, myśli  w tej godzinie modlitwy. Chcemy trwać przy Tobie w Twojej ciszy, w Twoim słowie,  uwielbiać Cię, przepraszać i dziękować Ci za każdą łaskę szczególnie, że jesteś z nami. Niech ta godzina nie będzie jedynie słowem lecz żywym wołaniem duszy.  W Twoje ręce oddajemy ten czas modlitwy, prosząc, abyś uświęcił i poprowadził według Twojej woli.

Panie Jezu, jesteś drogą, prawdą i życiem. Jesteś życiem , nie tylko obietnicą życia wiecznego, ale źródłem życia już teraz. Tam, gdzie jesteś Ty, Jezu, tam jest sens, światło i nadzieja. Jesteś drogą, idąc za Tobą, idziemy właściwą drogą nawet jeśli po ludzku bywa trudna i niezrozumiała. Nie ma innej drogi do Ojca, jak przez Ciebie – ta droga prowadzi do miłości, która nigdy się nie kończy.  Jesteś prawdą, w świecie, w którym prawda bywa relatywizowana i zmienna, Ty pozostajesz niezmienny. Jesteś lekarzem, a my Twoimi pacjentami. Nie przyszedłeś by szukać idealnych ludzi, przyszedłeś do tych, którzy się źle mają – duchowo, emocjonalnie, moralnie. To tam, gdzie człowiek jest poraniony, niesprawiedliwy, zagubiony, tam chcesz wejść ze swoją uzdrawiającą mocą. Czasem próbujemy udawać przed Tobą, że wszystko w porządku, a Ty mówisz: „Przyjdź do Mnie taki, jaki jesteś. To nie powód by uciekać, to jest właśnie powód by przyjść”.

Panie Jezu, obecny w Najświętszym Sakramencie, rozgrzej w nas to, co zmarzło: wiarę, nadzieję, miłość. Uczyń nas ludźmi adoracji cichej i wiernej. Niech nasze życie będzie echem Twojej chwały, naszymi sercami płonącymi nieustannie dla Ciebie. Boże, Ty jesteś ponad wszystkim,  Ty jesteś źródłem, do którego tęsknią nasze serca, Ty jesteś wszystkim, czego pragną nasze dusze,  Ty jesteś miłością, która nigdy nie zawodzi. Ty jesteś pięknem, które przenika nawet najciemniejsze miejsca w naszych wnętrzach.

Nasza modlitwa jest rozmową z Tobą, przemów więc Panie do nas w swoim zbawczym słowie: Z Ewangelii  według Świętego Marka (Mk 3,7-12): „Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak  wiele działał. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży». Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały”

Panie Jezu, tłumy garnęły się do Ciebie, bo widzieli w Tobie realną pomoc i uzdrowienie. Przychodzili z różnych stron, potrzeba zbawienia nie zna granic. Różne bywały przyczyny napięć i niepokojów tych, którzy przychodzili szukać pomocy i siły. Na różne sposoby szukali pokoju i pocieszenia. Szukali dobrych lekarzy i przyjaciół, by pomagali im przezwyciężyć trudny stan. I oto zjawiłeś się Ty, Jezu, Prorok z Nazaretu, który przez swoje słowa i czyny wprowadzałeś pokój w ludzkie serca. Dlatego z wielką radością szły do Ciebie wielkie tłumy i słuchały Twoich nauk, które dawały im nadzieję. Nie pozwalałeś jednak by entuzjazm tłumu przejął kontrolę nad Twoją misją. Bo Ty, Panie chronisz przestrzeń ciszy i wolności, bo wiesz, że nawet religijny zachwyt może stać się naciskiem. Zachowujesz dystans przed zawłaszczeniem Ciebie i przed podporządkowaniem własnym celom.

Tak i dzisiaj szukamy dobrych terapeutów, aby leczyć nasze depresje, niepokoje, nasze lęki. Szukamy dobrego lekarza, który by leczył nasze dolegliwości. Ale nie szukamy najlepszego lekarza, jakim jesteś Ty, Panie. Przepraszamy Cię Jezu, że nie szukamy u Ciebie pomocy, nie wierzymy, że  możemy być  uzdrowieni i nie pragniemy uzdrowienia. Przepraszamy Cię Panie, że nie dostrzegamy dobra, które otrzymujemy od Ciebie, nie dzielimy się z innymi. Że nie wierzymy, że możesz uzdrowić moich bliskich, moją rodzinę, małżeństwo, które przeżywa kryzys, że masz w sobie Bożą Moc, uzdrawiasz ludzkie choroby fizyczne, a także duchowe. Nawet duchy nieczyste na Twój widok, padają przed Tobą i wołają „Ty jesteś Synem Bożym”. Ale Ty, Panie nie przyjmujesz ich świadectwa, bo wiara rodzi się z relacji i nawrócenia, a nie z krzyku i sensacji. Pokazujesz, że największe zagrożenia wiary rodzą się nie na zewnątrz, ale w sercu, z zazdrości, lęku. Prawdziwa droga do Ciebie prowadzi przez zaufanie, prawdę, wolność, które dojrzewają powoli, ale dają pokój.  Czytamy w Ewangelii: „…wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć.” My także możemy Cię dotknąć Panie w każdej Eucharystii. Jesteśmy obdarowani, ale nie umiemy się cieszyć tym co otrzymaliśmy. Przepraszamy Cię Panie, że często mamy swój plan. Że możemy Cię dotknąć i być jednocześnie głuchym na Twoje słowo. Chodzimy do kościoła, ale tak naprawdę skoncentrowani jesteśmy na sobie, własnych planach i oczekiwaniach. Ilu będących na Eucharystii jest dla Ciebie samego, żeby dziękować, uwielbiać. Ilu z nas jest w stanie powiedzieć bezinteresownie Tobie, kocham Cię, bo jesteś, bo zawsze o mnie pamiętasz.  Przepraszamy Cię. Wybacz, że w czasie Eucharystii, będąc tak blisko, że bliżej się nie da, nie ufamy, nie powierzamy się Tobie całkowicie ze świadomością, że Ty wiesz lepiej czego nam trzeba. Wybacz nam, Panie!

Dziękujemy Ci, Panie Jezu, że możemy tu być, trwać  i adorować Cię, wynagradzać za nasze grzechy.  Ty pragniesz dla nas uzdrowienia, uświęcenia i zjednoczenia z Tobą. Dziękujemy Ci i błogosławimy Cię. Amen.