18 grudnia 2025 r.
Witaj odwieczna Miłości, witaj chwalebny Zbawicielu! Przebywanie w Twojej obecności, w obecności Boga żywego, przemienia nas nawet wówczas gdy nie jesteśmy tego świadomi. Wpatrujemy się teraz w Świętą Hostię, w której stałeś się dla nas chlebem i wierzymy, że Ty jesteś wpatrzony w nas. Twoje spojrzenie miłości tak delikatnej, czułej i troskliwej do głębi nas przenika. Nie lękamy się już i chcemy położyć głowę na Twojej piersi, by jak umiłowany uczeń usłyszeć bicie Twego Boskiego Serca. Bądź uwielbiony, bądź pochwalony, bądź pozdrowiony, wołamy z głębi naszej nicości i dziękujemy za wszystkie łaski, którymi nieustannie nas obdarzasz, a szczególnie za to, że dałeś nam Siebie w Sakramencie ołtarza mówiąc: „ A oto Ja jestem z Wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” Mt 28,20.
Panie Jezu Chryste, z Twojej woli i z Twojej łaski dane nam jest uczestniczyć w dzisiejszej Godzinie Świętej, otwierać przed Tobą serca i umysły, by zadośćuczynić za wszelkie nasze nieprawości, grzechy naszych rodzin, popełniane w Słubicach, Ojczyźnie i na całym świecie. Niech czas tej modlitwy będzie ku Twojej chwale, tak by wszystkie nasze myśli i pragnienia skierowane były ku Twojej służbie i ku Twojej miłości. Niech wzrasta w nas pragnienie wynagradzania Twemu Najświętszemu Sercu.
Maryjo, to dzięki Twojemu „fiat”, dzięki Twojemu ofiarowaniu własnego ciała w czystym oddaniu się Bogu, Słowo stało się ciałem w Twym łonie. W milczeniu i pokoju nosiłaś pod sercem i wydałaś na świat Tego, który wszystko dźwiga na swych barkach. Bądź naszą przewodniczką na drodze do Bożego Narodzenia, aby czas, w którym będziemy świętować narodziny Twojego Syna Jezusa Chrystusa a naszego Zbawiciela napełnił nasze serca radością i nadzieją. A teraz wspomagaj nas, prosimy, w modlitwie wynagradzającej Twemu umiłowanemu Synowi.
O dobry Jezu, umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Św., oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia, porusz nasze serca, pokaż drogę, którą mamy kroczyć, pomóż pełnić wolę Ojca. Mądrości, która z ust Bożych wypływasz wszystko urządzasz, zewsząd cel dobywasz, przybądź i naucz nas roztropności, wieczna mądrości.
Panie Jezu, zbliżamy się do końca okresu adwentowego, czasu podwójnego oczekiwania. Zarówno na uroczyste obchodzenie Twojego pierwszego przyjścia na ziemię, we Wcieleniu oraz oczekiwania na Twoje powtórne przyjście na końcu czasów. Pomyślmy, czy tak naprawdę pamiętamy o tym, że przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełniłeś Panie, Twoje odwieczne postanowienie, a nam otworzyłeś drogę wiecznego zbawienia? Czy jesteśmy wdzięczni za ten niesamowity akt miłości do każdego z nas? Tak łatwo poddajemy się pędowi życia, jesteśmy zatopieni w codzienności, pracy, obowiązkach i zapominamy, że powinniśmy zwolnić, poświęcić czas nie tylko na przedświąteczne porządki, zakupy, przygotowywanie jedzenia i prezentów, ale na modlitwę, refleksję nad własnym życiem, czytanie Słowa Bożego, udział w Roratach i rekolekcjach. Wybacz nam Jezu, że czas adwentowego nawrócenia traktujemy powierzchownie, kosmetycznie, bez zastanawiania się jakie owoce przynosi nasza wiara, czy nasze życie rzeczywiście się zmienia, czy jesteśmy lepszymi małżonkami, rodzicami, sąsiadami, pracownikami. Przepraszamy, że wiara wielu z nas nie zachęca innych do nawracania i naśladowania, a niejednokrotnie bywa wręcz tylko niedzielnym rytuałem nie mającym wpływu na poniedziałkowy poranek.
Musimy pamiętać, że adwentowy czas jest również oczekiwaniem na Paruzję i powinniśmy postawić sobie kilka pytań: czy już dziś rzeczywiście chcielibyśmy się spotkać z Tobą, Jezu, przychodzącym sądzić żywych i umarłych? Czy nasze życie jest posprzątane? Jak szybko dalibyśmy radę się spakować na drogę do wieczności? Aby odpowiedzieć choćby słabym i drżącym głosem: „Gotowi jesteśmy na Sąd Boży”, przedtem winniśmy przyjrzeć się samym sobie, ciemnym stronom naszego życia. Wybacz, Panie Jezu, naszą beztroskę w myśleniu o wieczności, odkładaniu przygotowania na później, bo przecież jesteśmy za młodzi, jeszcze zdążymy. A tak naprawdę nikt z nas nie wie, czy to przypadkiem nie jest ostatni Adwent w naszym życiu, który przygotuje nas do przejścia na tamten świat. Zatem zawczasu trzeba nam pomyśleć o duchowym remoncie, o tym, by spowiedź przed świętami była równie solidnie przygotowana jak wigilijny stół. I to będzie dobry moment na uporządkowanie naszych serc, ale i wszystkich spraw z najbliższymi, z którymi będziemy spożywać wieczerzę wigilijną. Czy Adwent jest dla nas czasem radosnego oczekiwanie na Twoje, Panie przyjście, czy też beztroskiego spędzania czasu w oczekiwaniu na święta, to zależy wyłącznie od nas. Zatem, by nie zmarnować czasu Adwentu i Bożego Narodzenia, dobrze jest potraktować go, jako drogę duchowego postępu.
Nasza modlitwa ma być dialogiem, rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty Panie przemów do nas w swym zbawczym słowie: „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.” (Mt. 1, 18-24)
„Nie bój się wziąć do siebie Maryi” te słowa z dzisiejszej Ewangelii brzmią jak motto na ostatnie dni Adwentu. Mogą zostać odczytane przez nas także jako słowa na całe nasze życie. Przecież jest ono właśnie adwentem, czyli oczekiwaniem na ostateczne spotkanie z Tobą, Jezu, po naszej śmierci. Jak możemy zrozumieć to wezwanie i jak możemy je odnieść do siebie? Józef ma swój sposób na znalezienie wyjścia ze skomplikowanej sytuacji. I my też mamy swoje sposoby, swoje strategie na rozwiązywanie problemów. Okazuje się jednak, że wiele z nich jeszcze bardziej nas pogrąża. Nasze różne uwikłania, uzależnienia, sposoby na odczucie ulgi, zadowolenia, poczucie świętego spokoju prowadzą do tego, że przekreślamy, choćby na chwilę, nasze zasady, wartości, to w co wierzymy, a potem, gdy powraca myślenie, żałujemy… Przepraszamy, że trudne sprawy czy decyzje chcemy rozwiązywać po swojemu nie słuchając Ciebie, Panie Jezu, bez otwarcia się na działanie Słowa Bożego, bez rozeznawania czy są zgodne z Twoją wolą, próbujemy po swojemu szukać własnego rozwiązania, swojej drogi, własnej interpretacji, która wytłumaczy nas i nasze postępowanie.
Panie Boże, dla Józefa masz inną propozycję rozwiązania problemu: zamiast oddalenia – przyjęcie. Jakże często przychodzisz do nas pośród zmartwień, kłopotów i trudnych wyborów przeciwstawiając ludzkim sposobom rozwiązania tego co nas trapi, swoje – boskie. Ale by mogły przynieść owoc, wymagają od nas pełnego zaufania Tobie, nasz Panie, wymagają uwierzenia, że jesteś w stanie poradzić sobie z tym, co nas przekracza. To jest dla nas niełatwe zadanie, bo sprawia, że tracimy kontrolę nad swoim życiem. Nie znamy dokładnie Twoich planów, możemy jedynie oprzeć się na tym, że jesteś ich autorem. O wiele łatwiej jest nam pozostać w kręgu kontroli, bezpośredniego wpływania na to, co się dzieje. Panie Jezu, wybacz nam brak zaufania i zawierzenia Tobie naszych wewnętrznych zmagań i niepewności, co prowadzi do tego, że stajemy się bardziej przytłoczeni problemami, którym nie umiemy sprostać, smutni i osamotnieni. I w takiej chwili możemy albo opuścić nasze ręce w geście rozpaczy, albo wyciągnąć je do Ciebie, Jezu, w zaufaniu i przyzwoleniu na to, co nam przygotowałeś. Józef tak właśnie postąpił, miał odwagę i w geście zaufania przyjął Maryję. Przepraszamy, że uparcie tkwimy w swoich różnych, irracjonalnych lękach, które czasami latami trzymają nas w szachu, ciągle powracają i nas ograniczają, podczas gdy Ty, nasz Mistrzu, proponujesz rozwiązanie wychodzące poza nasz dotychczasowy schemat myślowy. Tak jak powiedziałeś przez Anioła do Józefa, mówisz i do nas: wejdź w to, nie uciekaj przed tą sytuacją, nie kombinuj po swojemu, Ja Cię poprowadzę! Pomyślmy, co powinniśmy zmienić w swoim życiu, w jakim schemacie myślowym tkwimy, który sprawia, że poza chwilową ulgą dalej pozostajemy z nierozwiązanymi problemami, a na dodatek z niechęcią do siebie, którą być może dajemy bardziej odczuć innym..
Powinniśmy wiedzieć, że życie duchowe jest procesem rozeznawania, ćwiczeniem w rozpoznawaniu Twojego głosu, nasza Miłości, pośród tysięcy innych wewnętrznych głosów. W rzeczywistości mieszkają w nas głosy naszych emocji, przeszłych doświadczeń, nadziei, czy lęków i często wierzymy im, zwłaszcza tym, które mówią o naszej słabości, porażkach czy braku wartości. Nie każda myśl, głos mówi o nas to, kim naprawdę jesteśmy. Wiele z nich to echa starych zranień, niepokoju czy cudzych oczekiwań. Wybacz nam Jezu, nasze skupianie się, rozpamiętywanie czy wręcz pielęgnowanie negatywnych myśli zamiast ich odrzucania. Wybacz, że za mało modlimy się do naszych Aniołów Stróżów, by w trudnych momentach pomagali nam, podsuwali właściwe myśli, dawali dobre natchnienia, umacniali w podejmowaniu dobrych wyborów i oddalaniu złych. A przecież te boskie istoty posyłasz nam Panie Boże, by towarzyszyli nam w życiowej podróży i uobecniali Twoją bliskość. Kończąc rozważania tej Godziny Świętej zawierzmy św. Józefowi wszystkie te sytuacje, które nas przerastają, a może nawet przerażają. Niech będzie patronem tych, którzy chronią, biorą na siebie trudności, służą bez rozgłosu, a także naszych ciemności, naszych grudniowych nocy, pośród których możemy usłyszeć, Panie Jezu, delikatny Twój głos: „Nie bój się!”.



