14 sierpnia 2025 r.

Witaj Miłości! Bądź uwielbiony Panie Jezu, bądź błogosławiony nasz Zbawicielu, bądź uwielbiony nasz Przyjacielu i Przewodniku. Panie Jezu jesteśmy Ci ogromnie wdzięczni, że wraz z całym niebem, ze wszystkimi świętymi, ze wszystkimi aniołami i chórami anielskimi a przede wszystkim z Matką Przenajświętszą – możemy wielbić Ciebie, dziękujemy Ci Boże, że nas tu wszystkich zgromadzonych wybrałeś zanim jeszcze świat powstał, że zapragnąłeś, abyśmy dzisiejszego wieczoru towarzyszyli Jezusowi w Ogrójcu. Dziękujemy Ci Boże, że nam zaufałeś Nasze serca przepełnia wdzięczność, że w uwierzyłeś w nas, że odpowiemy na Twoją prośbę, że przyjdziemy dziś do tej świątyni, aby czuwać.
Panie Jezu, Ty wiesz jak bardzo słabi jesteśmy, Ty wiesz jakie myśli i problemy kłębią się w naszych głowach i sercach, Ty wiesz co odciąga nas od Ciebie. I wiesz też, że sami sobie nie poradzimy. Dlatego prosimy Cię Duchu święty, przyjdź i oczyść nasze umysły i serca, obdarz nas łaską, abyśmy za drzwiami tej świątyni zostawi wszystko to co nas od Ciebie oddala, oddal wszystko to, co nie pozwala nam skupić się tylko i wyłącznie na Tobie. Przyjdź Duchu święty obdarz nas łaską, abyśmy z miłością i pokorą wynagradzali Tobie Jezu opuszczenie Ciebie przez Twoich uczniów.
Panie Jezu, wierzymy, że jest tu dziś z nami św. Maksymilian Maria Kolbe. Prosimy Cię za jego wstawiennictwem, abyś obdarzył nas łaską widzenia Ciebie w drugim człowieku – tak jak on widział. Dziś, w rocznicę męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana, naucz nas Jezu widzieć w drugim człowieku dobro. Naucz nas patrzeć na innych jak na siostry i braci, gdyż mamy tego samego Ojca – Ciebie Boże. Ty nas kochasz miłością nieograniczoną. Czas dzisiejszy niczym się nie rożni od tego sprzed ponad 80 lat. I dziś i wówczas toczony były wojny. I dziś i wówczas ginęły dzieci, kobiety, młodzież, starcy, mężczyźni. Wszyscy oni pragnęli żyć w pokoju. Wówczas były obozy koncentracyjne i komory gazowe. A czym one się różnią od obecnych obozów? Tak szybko zapominany o tym, że tak gdzieś, i to wcale nie tak daleko – to tylko niecałe trzy godziny lotem samolotu, giną w tej chwili ludzie – od kuli karabinu, od bomby, ale też z głodu, z pragnienia….
Naucz nas Jezu jak nie być obojętnym na los drugiego człowieka. I nie mamy wpływu na to co dzieje się tam, za granicami naszego kraju, ale Ty Jezu – już tak. Ty zmieniałeś niejedną historię. Wybacz nam brak żarliwości w modlitwie za pokój na wszystkich terenach objętych wojną – bo wojna to nie tylko Ukraina czy Palestyna. To także Syria, Jemen i wiele państw w Afryce. Panie Jezu, prosimy Cię o świętych dla tych narodów. Na pewno tych narodach jest wielu ludzi kochających Ciebie szczerze i całym sercem. I tak jak świat poznał naszego rodaka, który oddał swoje życie za życie innego człowieka, tak niech świat dowie się o tych świętych i oddanych Tobie ludziach. A jeśli dziś takich nie ma, to odmień serca ludzi, obdarz ich darami Ducha świętego, aby stali się świadkami Twojej miłości.
Matko Przenajświętsza, dziś w wigilię Twego Wniebowzięcia, przytul nas wszystkich, przytul wszystkich ludzi na całym świecie. Niech twoje Matczyne ramiona utulą nas i pchną prosto w ramiona Ojca. Wyproś nam Matko Przenajświętsza łaskę zrozumienia Słowa Bożego. Przytul nas do swego matczynego serca, aby nasze serca biły jednym rytmem z Sercem Jezusa.
Jezu Chryste, stajemy przed Tobą w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.
Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia wg. świętego Jana (15,9-17): „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.”
Panie Jezu, pierwsze pytanie które się nasuwa: Czy ja, czy każdy z nas uważa Ciebie za swojego przyjaciela? Ty Jezu mówisz nam bardzo wyraźnie „Wy jesteście przyjaciółmi moimi”.
Przepraszamy Cię Jezu, że zapominamy o tym, że tak często zwracamy się do Ciebie jak niewolnik do swojego Pana a nie jak przyjaciel do przyjaciela. Przepraszamy Cię, że nie potrafimy przyjść do Ciebie ot tak, po prostu. Przyjść i wygadać Ci się na ramieniu, oddać Ci swoje łzy i swoje smutki. Panie Jezu, wybacz Nam, że w rozmowie z Tobą zmienia się nawet nasz tembr głosu, bo przecież mówimy do Boga. Tak, jesteś Bogiem , jesteś Alfą i Omegą. Jesteś wszechmocą, ale przede wszystkim – jesteś naszym Przyjacielem. I tak bardzo pragniesz pocieszać nas w naszych smutkach, tak bardzo pragniesz przechodzić wraz z nami przez wszystkie kolej naszego losu, razem z nami – jako nasz przyjaciel pragniesz uczestniczyć we wszystkim co robimy i co przeżywamy. Jako nasz przyjaciel – a nie kierownik odhaczający czy wszystkie punkty założonego planu zostały wykonane. A my ? Sami odsuwamy Ciebie na dalszy plan. Owszem, prosimy Cię o pomoc, ale czy tak naprawdę zostawiany Tobie wolną rękę ? Czy naprawdę, z pełnym zaufaniem mówimy „ Jezu Ty się tym zajmij?” Czy potrafimy w pełni zaufania i w pokorze czekać na Twoje rozwiązanie spraw, wykonując przy tym swoje zwykłe codzienne obowiązki z pokojem i radością?
Jezu, Ty wiesz, że w teorii, to każdy z nas odpowie, że wie że kochasz nas miłością bezwarunkową, i że wiemy, że nie musimy na nią zasługiwać, bo przecież jesteśmy tu dzięki Twojej miłości do nas. Ale Boże, ile w nas jest niepokoju, lęków, ukrytych historii. Dlaczego więc, tak często przychodzi do nas poczucie, że nie zasłużyliśmy na Twoją miłość ? Przepraszamy Cię Jezu za te wszystkie nasze emocje, które każą nam myśleć, że jesteśmy niewystarczający, że za mało się staramy, że za mało kochamy… Panie Jezu, nic nie jest w stanie zachwiać Twojej miłości do nas. Nic, absolutnie nic. Ale Twoja przyjaźń jest warunkowa – „jeżeli czynicie to, co wam przykazuję”.
Przepraszamy Cię Jezu, że nie przestrzegamy Twoich przykazań. Przepraszamy Cię Jezu szczególnie za to, że nie przestrzegamy najważniejszego przykazania, które nam dałeś: przykazania miłości. Tylko Ty wiesz Jezu jak mało w nas jest miłości do drugiego człowieka. Chociaż często modlimy się za innych, często nie ma w nas nienawiści do innych osób. Ale jakże często brakuje nam jednej, tej bardzo ważnej miłości – miłości do siebie.
Przepraszamy Cię Jezu, że daliśmy sobie wmówić, że dbanie o swój komfort fizyczny, ale przede wszystkim psychiczny i emocjonalny to egoizm, z którym należy walczyć. Przepraszamy Cię Jezu za to, że uwierzyliśmy w to, że tylko wówczas będziesz zadowolony, jeśli pomimo naszego zmęczenia, będziemy zawsze dla innych.
Przepraszamy Cię Jezu, tak rzadko, jeśli w ogóle spowiadamy się z grzechów przeciwko samym sobie. Przepraszamy Jezu za pracę ponad nasze siły, za brak odpoczynku, za brak umiejętności poproszenia innych o pomoc. Wybacz Jezu to nasze samoudręczenie, że w czymś nie podołaliśmy, że czegoś nie potrafiliśmy zrobić, że nie jesteśmy perfekcyjni. Wybacz nam Jezu, że ciągle od nowa chcemy pokazywać Tobie i innym, że jesteśmy godni miłości. A Ty przecież kochasz nas takimi jakimi jesteśmy – niedoskonałymi, nie perfekcyjnymi, z naszymi błędami i pragnieniami skrycia się w Twoich ramionach. Wiedziałeś Jezu, że będziemy się od Ciebie odwracać, bo to jest konsekwencja grzechu pierworodnego. Dlatego dałeś nam Sakrament pojednania. Tam też czekasz na nas nieustannie. Tam, przy kratkach konfesjonału, przypominasz nam o swojej miłości i że już dawno zapłaciłeś cenę za nasz grzech.
Wybacz Jezu naszą pychę, gdy myślimy, że nie musimy iść do spowiedzi, bo przecież przestrzegamy 10 przykazań. Jak często słyszysz Jezu jak Twoje ukochane dziecko mówi, że nie musi iść do spowiedzi, bo nie ma grzechu, bo przecież modli się, chodzi co niedziela do kościoła, bo nie ukradło, nie zabiło. A to nie prawda. Przepraszamy Cię Jezu, za wszystkie Twoje dzieci, które przyjmują Ciebie w Eucharystii tuż po kłótni, z przekonaniem, że przepraszać nie będą, bo przecież to nie oni zawinili. Przepraszamy Cię Jezu za te wszystkie myśli i słowa, w którym stwierdzaliśmy, że nie musimy korzystać z sakramentu pojednam, bo przecież, nie mamy grzechów. Przepraszamy za te wszystkie chwile, w których wahaliśmy się czy przystąpić do komunii świętej, czy przyjąć Ciebie, bo wydawało nam się, ze nie możemy, bo jesteśmy tak bardzo grzeszni, bo jesteśmy ubrudzeni grzechem, bo pewnie z czegoś się nie wyspowiadaliśmy. Wybacz nam Jezu, że nie prosimy Ducha świętego o łaskę rozeznania naszego sumienia.
Przepraszamy Cię, że zapominamy, iż kochasz nas, pomimo naszej grzeszności. Wybacz nam Jezu.
Panie Jezu, ta godzina znów tak szybko minęła. Za chwile przejmiemy Twoje błogosławieństwo. Prosimy Cię, pomóż nam je zanieść do naszych domów, niech przez nasze serca spłynie Twoje błogosławieństwo na nasze rodzony, naszych sąsiadów, na wszystkie te osoby, do których nas poślesz. AMEN.