13 lutego 2025 r.
Witaj Miłości, witaj Przenajświętsza Hostio, w której skrywasz się TY, Jezu ukochany! Nie widzimy Ciebie, ale nasze dusze Cię czują, a nasi Aniołowi Stróżowie oddają Ci pokłon. I my też oddajemy Ci cześć i uwielbienie, na tyle na ile potrafimy. Przyjmij Jezu ból naszych kolan, chłód przemarzniętego ciała i umęczenie chorobą tych wszystkich, którzy z względu na chorobę nie mogą dziś osobiście Ciebie adorować. Przyjmij myśl – zestawienie chłodu tego kościoła z ciepłem jerozolimskiej nocy. Chłód i ciepło otoczenia, ale też jest inne zestawienie: zimno naszych serc i palące gorąco Twojej miłości do nas. To dokonało się przed chwilą, na tym ołtarzu – złożyłeś się w Ofierze Miłości za nas. Czy byłeś szczęśliwy patrząc na nas, czy raczej zasmucony widząc wnętrza naszych serc? Panie Jezu tak bardzo pragniemy wierzyć, że przychodząc dziś do Ciebie, nasze serca się zmieniły, że coś w nich drgnęło. Wierzymy, że żar Twojego Serca, Twojej miłości zrobił wyrwę w murze i lodzie, które otaczają nasze serca i dusze. Panie Jezu, zrań nasze serca grotą Twojej miłości, niech dzisiejsze czuwanie z Tobą w Getsemanii przyniesie owoc przeobfity, nie stokrotny, nie tysiąckrotny, tylko owoc nie policzalny. Bo jak mówi ks. Władysław, nie ograniczajcie Pana Boga. Więc nie będziemy Jezu, a w Twe ręce z wiarą, nadzieją i przede wszystkim miłością, składamy wszystkie nasze troski, problemy, zmartwienia, prośby, wszystkich których kochamy i o których się martwimy, ale też wszystkich nieznajomych, których minęliśmy na ścieżkach naszego życia. Oddajemy w Twoje ręce przede wszystkich tych, którym trudno jest nam wybaczyć, do których czujemy złość, żal, zazdrość, ale też tych, których aż za mocno kochamy, do których nasza miłość przeslania nam widok Ciebie. Oddajemy Ci teraz Jezu wszystkie nasze plastry i bandaże, prosimy Cię otwórz nasze rany i zranienia, aby Twój boski krwawy pot, spływający z Twojej Przenajświętszej Głowy ulecz je wszystkie według Twojej Boskiej Woli. Cóż jeszcze możemy Ci oddać Jezu? Weź wszystko, nic nie chcemy zostawić dla siebie. Ogołoć nas z własnego Ja- ogołoć nas z naszej dorosłości. Pragniemy stanąć przed Tobą ubrani w prawdę, pokorę i miłość. Pozwól nam Jezu, abyśmy dotrzymali Ci towarzystwa z ochoczym sercem. Spraw Jezu, aby w tej godzinie nic się nie liczyło oprócz Ciebie. Panie Jezu, dlaczego apostołowie posnęli to tylko Ty wiesz. A może po to, abyśmy dzisiejszego wieczoru, mogli podejść do Ciebie jak dzieci do swojego Tatusia nie skrepowani obecnością innych. Bo tam, modląc się do Ojca przy tym zimnym kamieniu byleś sam, opuszczony, ale nie dziś. Zobacz, jak nasze ramiona przytulają Cię do naszych malutkich serduszek. To nic, że są malutkie, ale złączone razem z Twoim sercem łańcuchami Twojej gorącej Miłości tworzą jedno wielkie serce, którego tak bardzo pragnie Bóg Ojciec. Matko Przenajświętsza tak jak wtedy 2000 lat temu oczami duszy widziałaś ból, cierpienie i osamotnienie Twojego syna, tak i teraz widzisz złączone nasze serca. I jak wtedy płakałaś ze smutku tak teraz płaczesz z radości, że są dusze, które pragną miłości Twego Syna i złagodzenia okrucieństwa innych.
Aniele, którego Ojciec posłał, abyś pocieszał Jezusa, gdy będzie nam trudno, gdy łzy oczyszczenia i pocieszenia będą napływać do naszych oczu pociesz i nas i wskaż na Jezusa. Otwórz nasze oczy, aby łzy popłynęły bez skrępowania. Panie Jezu, ile razy słyszałeś od nas, że nie mamy już łez, aby płakać nad naszymi najbliższymi? Daj nam łzy, niech złącza się z Twoimi krwawym potem, z Twoimi łzami, a Duch Święty niech uzdolni nas, abyśmy wraz z Tobą mówili szczerze, z głębi serca „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!”
Panie Jezu, znowu stajemy przed Tobą w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.
Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia wg. św. Marka (7,24-30):„Stamtąd zaś wybrał się i udał w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do [pewnego] domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu. Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. I powiedział do niej [Jezus]: «Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom». Ona Mu odparła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach». On jej rzekł: «Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę». Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku; a zły duch wyszedł.”
Panie Jezu, Twego Chleba jest aż nadto, nikomu go nie zabraknie, ani Twoimi dzieciom, ani szczeniętom. Panie Jezu, przez chrzest staliśmy się Twoimi dziećmi, więc z całą pewnością siedzimy przy Twoimi stole. Nie musimy prosić o okruchy ze stołu. Ty przecież dla nas stół zastawiasz obficie, nasze kielichy są pełne po brzegi. Poprzez św. Pawła mówisz do nas: ”Zawsze się radujcie. Módlcie się nieustannie, w każdym położeniu dziękujcie.” (1 Tes, 5,16-18) A my? Mistrzowie marudzenia i wynajdowania wymówek. Choćby dziś Jezu? Ile razy słyszałeś dziś wieczorem, że zimno, że śnieg, że ślisko, że może następnym razem? Nie liczysz Jezu, bo nas kochasz. Ale my dzisiaj, w radości chcemy Ci podziękować, za to, że mamy otwarty kościół, z radością dziękujemy Ci za ks. Tadeusza, który dał nam Ciebie podczas wcześniejszej Eucharystii. Dziękujemy Ci Jezu za to, że jest tak zimno, że możemy połączyć to nasze zmarznięcie z Twoją ofiara Eucharystyczną i oddać Ci je jako wynagrodzenie za nasze grzechy, za opuszczenie Ciebie. Dziękujemy Ci Jezu za to, że przez te 4 lata zechciałeś co tydzień zapraszać nas do siebie. Dziękujemy Ci Jezu za ks. Marka, ks. Władysław i ks. Tadeusza – naszych opiekunów. Dziękujemy Ci Panie Jezu, za to, że odczuwamy to zimno, bo to oznacza, że czujemy, że nasz organizm funkcjonuje, że nasze receptory działają poprawnie. I to oznacza, że żyjemy w swojej miłości do nas, dałeś nam jeszcze jeden dzień. Przepraszamy Cię Jezu za to nasze ciągłe narzekanie, na wszystko.
A przecież wszystko co mamy, co posiadamy, co nam dajesz, czynisz to, bo masz dla nas plan. Przepraszamy Cię Panie Jezu, że narzekamy na nasze domy, a przecież powinniśmy się cieszyć, że jest dom, że nie pada na głowę, że jest ciepło, że mamy gdzie położyć się spać i gdzie zjeść posiłek. Więc dziękujemy Ci, za nasze mieszkania i domy, w których jest nasz doczesny dom, w których możemy przebywać z rodziną i ludźmi, których Ty nam dałeś. Przepraszamy Cię Jezu, za to, że narzekamy na nasze miejsca pracy. Dziękujemy Ci, że postawiłeś nas w takich miejscach i wśród takich ludzi, którzy pomogą nam poznać nas samych, którzy pomogą nam poznać to, co jest w nas do uleczenia. Dziękujemy Ci, że dzięki tym trudnym sytuacjom w pracy możemy bardziej zakorzenić się w Twojej miłości i przekazywać innym Twoja Miłość i pokorę. Przepraszamy Cię Jezu za nasze narzekanie na zdrowie, na choroby. Dziękujemy Ci z całego serca za to, że możemy łączyć to co zsyłasz na nas, ten ból, to cierpienie – z Twoim cierpieniem Panie Jezu. Bo cóż innego możemy Ci ofiarować? Skoro to wszystko co mamy należy do Ciebie? Wiec przyjmij Panie Jezu nasze łzy, które wylewamy w momencie naszego cierpienia, i nie tylko tego fizycznego, ale może i głównie, w momencie cierpienia tego duchowego. Przyjmij Panie Jezu każdy niemy nasz krzyk jako wynagrodzenie za wszystkie złe słowa wypowiedziane przez nas i przez naszych najbliższych, gdy w chwilach kłótni lub wtedy gdy coś nie szło tak jak byśmy chcieli. Przepraszamy Cię Jezu za te wszystkie przekleństwa, które wyszły z naszych ust, a z których nie zdawaliśmy sobie sprawy. Ileż razy słyszałeś Jezu nasze oburzenie, ze przecież nikogo nie przeklinamy, nikomu nie złorzeczymy. Ale czy naprawdę? Czy pamiętamy wszystkie nasze słowa, które wypowiedzieliśmy? Przepraszamy Cię Panie Jezu, zwłaszcza za te słowa i zdania, które wypowiedzieliśmy bez refleksji, ot tak sobie. Ile razy powiedzieliśmy, niby w żartach, że ktoś jest głupi, brzydki, że poszedł sobie w … i padały rożne miejsca i osoby. Ile osób tym sposobem naznaczyliśmy naszym przekleństwem? Ile matek przychodziło do Ciebie później, aby błagać o uzdrowienie swoich dzieci? Wybacz nam Panie Jezu te bezmyślnie wypowiadane słowa. Wybacz nam i udziel tym wszystkich osobom swojego błogosławieństwa. Uzdrów ich dusze i ciała.
A może Panie Jezu, przez te nasze narzekania, nieufności, przez te nasze humorki, może to my potrzebujemy oczyszczenia? Panie Jezu, jesteśmy Twoimi dziećmi, więc siedzimy wraz z Tobą przy stole. Stole, który Ty specjalnie dla nas zastawiłeś specjałami, delicjami i tym wszystkich co mam dać nam zdrowie i siły do pełnienia Twojej woli. I codziennie, w każdej minucie naszego życia zapraszam nas, abyśmy wraz z Tobą usiedli i spożywali. Przepraszamy Cię Jezu, że sami odpychaliśmy Ciebie, a może jeszcze to robimy, że sami skazujemy się na zjadanie okruszków, które spadną z Twojego stołu. Wybacz Nam Jezu, że tak często czujemy się niegodni Twojej miłości, nie godni przebywania z Tobą. Wybacz nam Jezu nasze prośby skierowane do Ciebie, prośby, ładnie powiedziane, nasze pretensje, że inni to mają lepiej, że innych to obdarowałeś, a nas to tak traktujesz , no wiesz…. Wybacz nam Jezu te nasze myśli i pretensje do Ciebie. Przepraszamy Cię Jezu za tłumaczenie, że przecież my wcale nie do Boga mamy pretensje, tylko tak, ogólnie, do losu. Przepraszamy Cię za ten ból, który sprawialiśmy Ci tym myśleniem i nie ważne co bardziej bolało to, że Ciebie obwinialiśmy czy to, że wierzyliśmy w los, przypadek, a nie ufaliśmy Tobie. Przepraszamy Cię Jezu za te wszystkie odrzucone zaproszenia do Twojego stołu. Wybacz nam Jezu…
Panie Jezu, ta godzina tak szybko minęła. Ale czas nam iść do naszych domów, do naszych rodzin. Za chwilę pobłogosławisz każdego z nas, osobno, za chwilę weźmiemy Twoje błogosławieństwo i zaniesiemy je innym, tym , których postawisz na nasze drodze. Niech Twoje błogosławieństwo pozwoli nam wstać już rano, by zasiąść przy Twoim stale jako pełnoprawne dzieci Boga Ojca. Amen



