1 lutego 2024 r.

Witaj Miłości! Witaj Odwieczna Mądrości, witaj synu Boga i Synu Maryi!

Witamy Cię nasz słodki Zbawicielu. Witamy Cię Jezu w ten szczególny wieczór – wieczór pierwszego czwartku miesiąca, w dzień poświęcony kapłanom i jednocześnie w wigilię ofiarowania Pańskiego, kiedy to Matka Przenajświętsza wraz ze św. Józefem przynieśli Ciebie Jezu do świątyni, aby ofiarować Ciebie – Syna Bożego samemu Bogu.  Maryjo, pragniemy w sposób szczególny  uwielbić i podziękować Twojemu Synowi  za to, że zostawił nam siebie w Eucharystii i że dał nam kapłanów.  Maryjo, wierzymy, że jesteś  tutaj razem z nami, że stoisz u stóp tabernakulum, gdzie czeka Jezus w Żywej Hostii, tak jak stałaś pod krzyżem na Golgocie kiedy Jezus dał nam Ciebie za matkę. Prosimy Cię Maryjo, nasza Matko, uproś przed Tronem Najwyższego łaskę dobrej modlitwy dla nas wszystkich tutaj zgromadzonych i dla tych, którzy z różnych względów nie mogą być tu obecni fizycznie, ale oddają w darze swoje pragnienie bycia tutaj i swoje prace w miejscach, gdzie przebywają. Wyproś nam łaskę otwarcia naszych serc na miłość Bożą, łaskę skruszenia łańcuchów naszych grzechów krepujących nasze myśli, uczucia i wolę. Prosimy też was aniołowie i wszystkie chóry anielskie, abyście wypełnili ta świątynię pieśniami uwielbienia Boga, żarliwą modlitwą i byście zanieśli przed tron Boga Najwyższego nasze ułomne, ale płynące z głębi naszych serc, pokorne modlitwy.

Panie Jezu, w tej godzinie pragniemy Ci wynagrodzić, to że tak często Cię opuszczamy, że tak często odwracamy od Ciebie głowę, że nie wpatrujemy się  w Twoje Przenajświętsze Oblicze.  Panie Jezu, nie jesteśmy w stanie zrobić nic bez Twojej łaski, bez Twojego Ducha Świętego, dlatego błagamy Cię pokornie, oczyść nas, ogołoć nas z Tego wszystkiego, co oddala nas od Ciebie, co nie pozwala nam zbliżyć się do Ciebie. Zabierz wszystko co rozprasza nasze myśli i uczucia, pozostaw Jezu tylko te słowa Błogosławieństwa, słowa Uwielbienia Trójcy Przenajświętszej i radość z przebywania w Twojej obecności Jezu. Oddajemy Ci Panie Jazu, nasze usta, by wypowiadały tylko słowa miłości – Twojej Miłości, oddajemy Ci nasze serca, by zapłonęły ogniem Twojej miłości Jezu, oddajemy Ci Jezu nasze zranienia, by były świadectwem, że tylko Twoja miłość to lekarstwo na wszystkie nasze niedomagania duszy i ciała. Duchu Święty – uświęć nas do modlitwy wynagradzającej  Jezusowi  wszelkie grzechy świata a dziś w szczególności za grzechy i upadki kapłanów.

Przyjmij Panie Jezu, w zjednoczeniu z Twoim Boskim cierpieniem, każde uderzenie naszych serc, każdy nasz oddech, każdy nasz krok i każdy ruch, nasze radości, słabości, śmiech i płacz,  każde nasze zranienie od momentu naszego poczęcia do chwili obecnej na przebłaganie  wszelkiego zła wyrządzonego Tobie – Panie nasz. Panie Jezu, przyjmij nasze: Fijat. Fijat na połączenie się z Tobą w ofierze, na czuwanie przy Tobie. Panie Jezu, zostawiamy za drzwiami tej świątyni, wszystkie nasze prośby, troski,  pragnienia, nasze rodziny. Stajemy przed Tobą ogołoceni. Ubrani tylko w dwa słowa: wybacz i wynagradzam i w łaskę Ducha Świętego, bez którego  nasza modlitwa, nasze czuwanie byłoby  jałowe. Tylko Duch święty i Twoja łaska – Jezu, mogą zabrać nasz egoizm i jego miejsce wlać gorącą miłość i żar modlitwy wynagradzającej naszemu Panu i Zbawcy – Jezusowi Chrystusowi.

Panie Jezu, znowu stajemy przed Tobą w ten czwartkowy wieczór. Pragniemy w sposób szczególny, jakby na nowo, przeżyć cierpienia, opuszczenie i mękę, które podjąłeś dla naszego zbawienia. W czasie tej godziny pragniemy odpowiedzieć na Twoje wezwanie „Czuwajcie i módlcie się”. Dlatego chcemy Cię uczcić i wyznać naszą wiarę i miłość  do Ciebie, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie. Obiecałeś pozostać wśród nas aż do końca wieków. Pragniemy podziękować Ci za to i przeprosić Cię za brak naszej miłości i słabą wiarę. Umocnij i oczyść nas mocą Twojego Ducha Świętego. Oświeć oczy umysłu naszego, abyśmy chwalili Cię nie tylko ustami, ale i świętością naszego życia.

Nasza modlitwa ma być dialogiem – rozmową z Tobą, dlatego najpierw Ty, Panie, przemów do nas w swoim zbawczym słowie. Ewangelia wg. św. Marka(6,7-13): „Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi  i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie.  «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!» I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie.  Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich!»  Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się.  Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.”

Panie Jezu, Ty mówisz to do nas. To my mamy iść i mówić. To my mamy iść i mocą Ducha świętego wzywać wszystkich do nawracania się. A my co robimy? Jak często Jezu słyszałeś od każdego z nas, na prywatnej rozmowie z Tobą, że „to nie ja Jezu, ja przecież nie pójdę”, „Ja nie daję się do ewangelizacji – nie mam gadane, ale sąsiadka, tak, ona potrafi,  albo Klara, albo Jadwiga, albo Dorotka, Lucynka, Krzysiu” i można by tu wymienić cały kalendarz imion. Ale nie ja. To inni mają ten charyzmat. Panie Jezu ile razy słyszałeś od każdego z nas, że my to musimy iść do pracy, zarabiać na rodzinę a ewangelizują niech inni.

Przepraszamy Cię Jezu, że czujemy się usprawiedliwieni Twoją męką. Przepraszamy Cię Panie Jezu, że czujemy się usprawiedliwieni brakiem charyzmatu.  Ale to przecież nie prawda, Jezu, i w głębi duszy Twój Duch Święty nam to mówi. Wybacz nam Jezu, że zapominamy, że przecież jesteśmy Twoimi dziećmi, dziećmi Boga i otrzymaliśmy dary na chrzcie świętym a potem podczas bierzmowania.  Panie Jezu, przecież Ty nam dajesz wszystko, przecież „każdy włos mamy policzony”, a martwimy się o przyziemne pieniądze. Przecież Ty wiesz, że potrzebujemy jeść, że potrzebujemy ubrań i dachu nad głową. Czy mowa kosztuje? Jeśli tak, to niektórzy z nas byliby super bilionerami albo super bankrutami, jeśli każde wypowiedziane słowo oznaczałoby pieniądz do zarobienia albo wydania.  Panie Jezu Ty nasz prosisz tylko o relacje, a do tego nie są potrzebne pieniądze. Jezu, Ty nas prosisz o uśmiech, o dobre słowo, o życzliwość względem drugiego człowieka, w który TY żyjesz.  Nawet jeśli ktoś wyrzucił Cię ze swojego życia i serca, to Ty tak go nie opuściłeś. Kroczysz obok niego i czekasz na choćby najmniejszy gest, którym Cię zaprosi, bo kochasz Jezu.

Przepraszamy Cię Panie Jezu, że nie dbamy o Twoją miłość Boże a tak bardzo zabiegamy o miłość i aprobatę  innych ludzi, dającą nam pozory szczęścia.  Przepraszam Cię Panie Jezu, że skupiamy się na czynach zewnętrznych, że oceniamy to co zewnętrzne, że nawet nie próbujemy zastanowić się i obronić drugiego człowieka. Pragniemy Ci wynagrodzić Jezu nasz strach, który nie pochodzi od Ciebie. A może to nasza obłuda Jezu? Nasz faryzeizm? Bo ile razy na modlitwie oddajemy Ci Panie wszystko co mamy a potem mówimy: tylko nie posyłaj nam do ewangelizacji, bo ja nie umiem ładnie mówić; – tylko nie posyłaj mnie do tych czy tamtych ludzi, bo oni mnie przegadają. A może się boimy iść, bo Cię nie znamy Jezu? Bo znamy Cię powierzchownie, z  niedzielnych kazań? Bo nie czytamy Pisma Świętego. A przecież Ty w swojej Ewangelii dałeś nam odpowiedzi na wszystkie pytania. Ty jesteś Ewangelią. Matko Boża, Ty każde słowo swojego Syna, każde wydarzenie rozważałaś i zachowywałaś w swoim Niepokalanym Sercu. Naucz nas Maryjo, jak mamy Ciebie naśladować.

Przyjmij Panie Jezu bicie naszych serc w połączeniu z Twoją ofiarą Eucharystyczną na ołtarzach całego świata  jako wynagrodzenie za nasz strach i lęk przed głoszeniem Twojego Słowa Jezu. Pragniemy Także wynagrodzić Ci Jezu, opuszczenie Ciebie przez Twoich kapłanów, przez Twoich uczniów, których osobiście wezwałeś na swoją służbę. Pragniemy za nich prosić Cię o wybaczenie za ich strach i lęk, który nie pozwala im trwać przy Tobie, który nie pozwala im trwać przy Krzyżu  na wzór świętego Jana. Panie Jezu, TY znasz ich serca i wiesz , w „jakich butach  chodzą”. Ty – nie my. Za nich, za kapłanów i za siebie , wołamy Wybacz …

Panie Jezu, Ty posłałeś swoich uczniów po dwóch. I nas też wysyłasz zawsze we dwoje. Małżonków jest dwoje – przez swoją miłość i sakrament małżeństwa, swoim życiem, postawą powinni ewangelizować wszystkie osoby wokół siebie. Dzięki miłości małżonkowie zostają rodzicami a potem dziadkami. I bardzo odpowiedzialne zadanie – ewangelizacja dzieci i wnuków. Panie Jezu, jak często wzruszamy się, gdy słyszymy podczas świadectw, że to babcia albo dziadek uczyli znaku krzyża, modlitwy do anioła stróża. Czy my też możemy dać takie świadectwo, ale jako osoby powołane do ewangelizacji? Czy uczyliśmy swoje dzieci modlitwy: Ojcze nasz?, czy też usprawiedliwialiśmy się zmęczeniem, brakiem czasu i odkładaliśmy to na później ? Czy jako dziadkowie usprawiedliwialiśmy się przed Tobą Jezu, że przecież wnuki daleko…, nie w tym samym domu mieszkamy…, że nie chcemy denerwować naszych dzieci, bo jako rodzice nie pozwalają?  I znów strach i lęk. I brak ufności, że TY Jezu sobie ze wszystkim poradzisz.

Przepraszamy Cię Jezu, że tak rzadko błogosławimy innych, że tak rzadko prosimy Ciebie Jezu, abyś uzdrowił zranienia innych – a to jest przecież ewangelizacja, to jest niesienie Ciebie innym, do której nas nieustannie posyłasz. Panie Jezu, Ty wiesz, że my bardzo chętnie modlimy się za innych, i to w różnych formach: ofiarujemy ich na mszy świętej, odmawiamy różaniec, różne koronki, i tzw. „mocne”  modlitwy. A jednocześnie tak często zapominamy o modlitwie myślnej za inne, konkretne osoby, które Ty posyłasz do nas w określonej godzinie.

Przepraszamy Cię Jezu, że zamiast błogosławić, i uwielbiać Ciebie w innych osobach,  w konkretnych sytuacjach, marnujemy czas na niepotrzebne myśli czy też złe emocje. Kiedy ostatni raz stojąc w kolejce do kasy błogosławiliśmy ich, kiedy prosiliśmy Jezu, abyś uleczył zranienia ludzi, stojąc w kolejce przed nami czy też za nami? Kiedy ostatni raz stojąc przed światłami, prosiliśmy Cię Jezu, abyś uleczył relacje rodzinne użytkowników dróg, kiedy ostatni raz zanurzaliśmy w Najświętszej Twojej Krwi poprzez Niepokalane Serce Twojej Matki naszych sąsiadów, którzy o pierwszej nocy karczemnie się awanturują albo robią imprezkę?

Przepraszamy Cię Panie za każde nasze zaniechanie czynu  czy też słowa, a także zaniechania kapłanów, by nie urazić innych, by nie zadrażniać sytuacji, by „nie dokładać  innym”, kiedy jednocześnie byliśmy powodem Twojej okrutnej męki i krwawego potu, gdy modliłeś się w Ogrodzie Oliwnym.  Przepraszamy Ci Jezu, za każdą sytuację, w której my  jak i kapłani, baliśmy się urazić innych nie patrząc na to, że w tym samym momencie nasze ręce biczowały Najświętsze Twoje  Ciało. Przepraszamy Cię Panie Jezu, za każde słowo, które padało z ust naszych jak i kapłanów, tylko po to by zadowolić innych, nie patrząc na to, że nasze ręce wkładały coraz głębiej koroną cierniową na Twoją Przenajświętszą Głowę.

Przepraszamy Cię Panie Jezu za te wszystkie sytuacje, w których zarówno my, świeccy, jak i kapłani, odwracaliśmy się od krzywdy innych, od codziennych trudności, przepraszamy za te wszystkie sytuacje, kiedy zarówno my jak i kapłani, z pogardą, nienawiścią, gniewem, obarczaliśmy Ciebie Jezu odpowiedzialnością za nasz ból, jednocześnie, bez cienia skrupułów wkładając na Twoje święte barki, coraz większy krzyż, coraz większe cierpienie. Przepraszamy Cię Panie Jezu, za to wszystko, co zarówno my świeccy  jak i kapłani, czym przybijaliśmy Twoje święte dłonie i stopy  do Krzyża. Przepraszamy Cię Panie Jezu, za to wszystko, czym zarówno my świeccy i jak i kapłani, mając na ustach Twoje Imię  – zabijaliśmy Ciebie w drugim człowieku, zabijaliśmy Ciebie w konfesjonale, zabijaliśmy Ciebie Jezu  na ołtarzu Eucharystii. Wybacz nam Jezu….

Naucz nas Panie takiej ewangelizacji, by to nasze życie, nasza postawa, a nie puste słowa, były żywym przykładem Twojej Miłości i Twojej realnej obecności w naszym życiu. Amen.